Recenzja iPhone Air: jesteś po prostu głupi i tego nie zrozumiesz…
Ten tekst powstał na podstawie materiału wideo, który znajdziesz na naszym kanale YouTube. Zobacz film tutaj.
Marzenia kontra codzienność
Patrząc na sprawę zdroworozsądkowo, można stwierdzić, że zakup dwuosobowego roadstera z brezentowym dachem ma sens tylko wtedy, gdy spełniasz marzenia.
Oczywiście pod warunkiem, że oprócz niego masz też tzw. normalny samochód do codziennego użytku.
I mam wrażenie, że sporo emocji wokół iPhone’a Air wynika z tego, że oczekujemy od niego coś co on sam z definicji nie daje.
Problem tylko polega na tym, że zwykle korzystamy z jednego telefonu i ma on być urządzeniem do wszystkiego. Dlatego spora część osób myśli o nim jak o rzeczonym kabriolecie.
Ktoś próbuje go za wszelką cenę usprawiedliwić i twierdzi, że tym autem objedzie Europę. Uważa też, że ten skromny kufer pomieści wszystkie niezbędne rzeczy w podróży.
Ale rzecz w tym, że tu nie chodzi o praktyczność, tylko, jakkolwiek to nie zabrzmi w przypadku telefonu, cieszenie się jego wyglądem i wszystkim co z niego wynika.
Cieńkość jako manifest

Część internetu śmieje się, że jak zadebiutował S25 Edge, to wszyscy cmokali z niezadowolenia i twierdzili, że był niepotrzebny, a kiedy świat ujrzał iPhone’a Air, to nagle wszyscy okrzyknęli go dziełem sztuki.
Nie byłem jakoś mocno krytycznie nastawiony do modelu Edge, czemu, ufam dałem wyraz w jego recenzji, ale przychylam się do opinii, że to jednak Apple lepiej wykorzystało pomysł na cienkiego smartfona.

Projekt Edge’a jest w moim odczuciu bardziej ociosany i do bólu techniczny.
Air natomiast świetnie wykorzystuje wszechobecne obłości i nie dość, że wizualnie zdecydowanie lepiej przemyca wyspę aparatów, to w dodatku dokonuje małego technologicznego przewrotu.

To właśnie w tej wyspie mieści się niemal cała strategiczna zawartość — nie tylko aparaty, ale także procesor, pamięć i płyta główna.
Wszystko po to, by odciążyć pozostałą część obudowy, która jest tak cienka, że niemal zbiega się z fizycznymi przyciskami.
Dodajmy, że te są i tak mniejsze. Wnętrze urządzenia zwolniono po to, by jak najlepiej wykorzystać je na pomieszczenie baterii.

To również pierwszy iPhone sprzedawany wyłącznie w wersji obsługującej e-SIM, co jest oczywiście ponownie rezultatem zwalniania przestrzeni wewnątrz obudowy.
A wszystko po to byś po wzięciu tego telefonu w rękę, nie miał wątpliwości, że nazwa Air jest tu jak najbardziej adekwatna.
Powrót do emocji – duch MacBooka Air

I jest to nie tylko wytchnienie pod względem wagi, czy tego, że ta bryła osiągnęła irracjonalną wręcz cienkość, ale także jest to wytchnienie pod kątem czystych emocji, o których wspomniałem.
Tegoroczny iPhone 17 stanowi esencję tego, co w Apple najlepsze. Sama bryła pozostaje wierna charakterystycznej prostocie marki.
Modele Pro od wielu lat systematycznie „tyją”, co przekłada się zarówno na ich wagę, jak i rozmiar.
Firma stale eksperymentuje z materiałami, by w tym roku wreszcie dojrzeć do formy dyktowanej czystą funkcjonalnością — z miejscem na komorę parową i większą baterię.

Być może taki właśnie był plan, by modele Pro nie zrobiły się zbyt pękate w ciągu jednego roku.
Natomiast ironia losu sprawiła, że to skazywany na porażkę model Air skradł uwagę po pierwszych pomyślnych dla niego testach odporności.
Na tym tle Air stanowi totalne przeciwieństwo, czyli coś co powstało z potrzeby emocji i takiej nieskrępowanej chęci otaczania się estetycznymi przedmiotami.
Wiecie, to trochę przypomina czasy, kiedy Steve Jobs wyjął z aktówki pierwszego Macbooka Air, który również był na początku daleki od ideału w kwestii samego działania, ale reakcja sali była jednoznaczna.
Ten komputer wyznaczył kierunek dla przyszłych, ultracienkich laptopów, choć, jak to bywa z urządzeniami otwierającymi nowy rozdział, nie obyło się bez kilku nieuniknionych problemów.
Ale jak już raz zobaczyłeś Macbooka Air, to nie przestawałeś o nim myśleć.
Zamiast hejtu – docenienie kunsztu
Mam świadomość, że to, w jaki sposób mówię o tym telefonie, nie każdemu przypadnie do gustu. Czasem takie podejście może zostać odebrane jako zbyt mentorski ton.
Zupełnie jakbym chciał komuś wytknąć, że się nie zna albo że nie potrafi docenić tego elektronicznego kunsztu. A to zupełnie nie o to chodzi.

Wiem też, że łatwiej byłoby pójść tą prostszą, populistyczną drogą i rzucić parę haseł w stylu: „tylko dla fanbojów”, „bateria do niczego”, ale przecież nie zawsze trzeba sprowadzać wszystkiego do skrajności.
Czasem wystarczy po prostu wziąć ten kawałek elektroniki do ręki i z uznaniem stwierdzić, że naprawdę robi wrażenie — nawet jeśli nie planujemy jej kupić.
Dla mnie to trochę taki Fiat Barchetta — miło na niego popatrzeć, i to czasami w zupełności wystarczy.
Cena i kompromisy
Zaś ci którzy pójdą o krok dalej muszą mieć cały czas z tyłu głowy, że to jest ten iPhone, który powstał z potrzeby wyglądu i wszystkiego co się z nim wiąże.
Jeśli więc jego wygląd był dla ciebie głównym kryterium wyboru, a w dodatku akceptujesz idące za tym ustępstwa, to nie widzę powodu by cię zniechęcać.

Ja zaś dołączam do grona osób, które chętnie skomplementują ten telefon, ale sam prywatnie nie dokonałbym takiego wyboru i nie wynika on nawet z powodu zastosowanych tu kompromisów.
Dla mnie dzisiaj główną przeszkodą jest wycena tego smartfona. Sugeruje ona, że iPhone Air funkcjonuje niemal na równych prawach z linią Pro.
Tymczasem, jeśli zignorujemy tytanową ramkę i ten unikalny design, to w aktualnej ofercie, pod względem suchej specyfikacji, zajmuje on miejsce pomiędzy iPhonem 16e a iPhonem 17.
Oznacza to, że w dniu premiery powinien kosztować około 3500 złotych, a nie 5300 złotych. Tak wysoka kwota jest trudna do wybronienia.
Piękno z ograniczeniami

Procesor A19 Pro może na pierwszy rzut oka sprawiać wrażenie, jakby trafił do iPhone’a Air głównie po to, by lepiej wyglądać w specyfikacji i uzasadnić wyższą cenę.
W końcu to ten sam układ, który znajdziemy w modelach Pro, tyle że tutaj jego wydajność jest nieco ograniczona.
Powód jest oczywisty. W tak cienkiej konstrukcji z gęsto upakowanymi podzespołami i co za tym idzie mniejszą objętością powietrza, trudno o niskie temperatury przy obciążeniu całego układu.
Sprawy również nie poprawia to, że w tym wypadku tytanowa konstrukcja nie najlepiej odprowadza ciepło.

Telefon potrafi się więc odczuwalnie nagrzać - głównie w miejscu pod aparatem. Najlepszym przykładem była moja ostatnia, kilkunastominutowa rozmowa wideo.
Skoro w takim scenariuszu potrafi podnieść temperaturę, trudno oczekiwać, by bez problemu sprostał bardziej wymagającym zadaniom.
Realne korzyści z A19 Pro w tym modelu sprowadzają się głównie do nieco bardziej efektywnego zarządzania energią oraz lepszej relacji wydajności do poboru mocy.
Nie przekłada się to jednak na faktyczny wzrost mocy obliczeniowej — ta już na papierze wypada gorzej względem podstawowego modelu 17.
Wsparciem jest tu także szereg innych bardziej energooszczędnych podzespołów jak choćby modem C1X i czy układ sieciowy N1 - również autorstwa Apple.
To oczywiście nie przekreśla tego telefonu, tylko pokazuje, że jego zastosowanie będzie dalekie od Pro, a zdecydowanie bliższe osobom, dla których smartfon ogranicza się do roli urządzenia od prostych zadań.
I tu trzeba przyznać, że brzmi to ekstrawagancko, kiedy ponownie nawiążemy do jego ceny. Ale cóż.
Wygląd ma tu wybaczyć wszystko i jedną z kolejnych rzeczy, na którą w tym wypadku trzeba przymknąć nieco ucho jest pojedynczy głośnik zlokalizowany w słuchawce na górze.
Ten robi co może by dać nam jak najlepsze wrażenia dźwiękowe, ale zwyczajnie nie da się uciec przed tą wyczuwalną różnicą, którą musisz tu zaakceptować.
Jest odczuwalnie ciszej, a charakterystyka jest płaska. Nawet ja to słyszę, a jak wiecie, nie lubię zbytnio zabierać głosu w kwestii jakości dźwięku.

W dodatku ten dźwięk wyraźnie dobiega tylko z jednej strony, co mocno da się odczuć, kiedy korzystamy z telefonu w orientacji poziomej. Na całe szczęście ekran nie doczekał się żadnych ograniczeń.
Daje nam pełne doświadczenie tego, co znajdziemy w tegorocznych siedemnastkach. Po spędzeniu ostatniego czasu właśnie z iPhonem 17 wiem jednak, że nieprędko wrócę do większych przekątnych.

To zresztą też trzeba mieć z tyłu głowy. Ten telefon owszem, jest lekki i cienki, ale przy tym nadal jest odczuwalnie dłuższy i szerszy.
Rzecz, którą również podaje się jako argument o zubożeniu tego modelu, to jeden aparat. Przyznam jednak, że nie podzielam do końca tej opinii.
Korzystając z podstawowego iPhone’a, zdecydowanie częściej odczuwałem brak optycznego zoomu niż korzystałem z aparatu ultraszerokokątnego.
Ten ostatni ma dla mnie znaczenie, ale dopiero przy filmowaniu, a te realizuję przy użyciu formatu ProRes RAW.

Wychodzi więc na to, że w tym wypadku osobiście byłbym w stanie przywyknąć do jednego oczka, bo dokładnie w ten sam sposób korzystałem z podstawowego modelu.
Rzeczą, która spaja wszystkie nowe modele jest nowa frontowa kamera i jej naprawdę użyteczna funkcja centrum uwagi.

Więcej na ten temat opowiedziałem przy okazji recenzji iPhone’a 17 tu zaś mogę powtórzyć, że jest to jedna z lepszych rzeczy jaka przydarzyła się iPhonowi w tym roku.
Na koniec bateria. I tu trzeba sobie powiedzieć wprost. Jakkolwiek to nie zabrzmi, ten telefon jest dla minimalistów.

Jeśli dużo korzystasz ze smartfona, nabijasz średnią czasu na ekranie w okolicach 5h dziennie, a może jeszcze więcej, to nie ma w ogóle sensu by poważnie rozważać taki telefon.
Byłem nawet sceptyczny, czy dotrzyma kroku mojemu sposobowi użytkowania, który oceniam za naprawdę mało wymagający w ostatnim czasie i tu muszę przyznać, że jest lepiej, niż sądziłem.

Rzuciłem Air’a na głęboką wodę. Pierwszego dnia odłączyłem go od ładowarki przed 7 rano, mając stan 100% naładowania.
Następnie czekało mnie łącznie 6 godzin podróży autem, co wiązało się przez cały czas z bezprzewodowym CarPlay.
Do tego odbyłem kilka rozmów telefonicznych, słuchałem podcastów i obejrzałem kilka filmów na YouTube. O dokładnie 22:30 miałem jeszcze 20% energii.
W kolejnych dniach również polegałem na Apple Car Play, ale tu już mówimy o raczej godzinie w ciągu dnia, ale za to po mieście, gdzie głównie korzystałem z 5G.

No i tradycyjnie połączenia, poczta, komunikatory, a wieczorem jakaś sesja z YouTube. Wynik ten był przez cały czas powtarzalny i raczej mieścił się bliżej jednej doby, ale zdarzyło mi się też nabić półtora dnia.
Tu jednak warto jeszcze raz podreślić. Nie spędzam tak dużo czasu jak kiedyś z oczami wgapionymi w ekran smartfona.

Przez cały ten okres miałem włączony Always On Display i ani razu nie skorzystałem z trybu oszczędzania energii.
Zatem z mojej perspektywy wynik ten oceniam dobrze i w moim przypadku nie jest to coś, co przekreślałoby ten smartfon.

Szkoda jedynie, że w tym modelu nie podniesiono mocy ładowania, ale za to do panteonu niedorzecznych akcesoriów Apple dołączył słynny już powerbank, któremu nie warto poświęcać więcej uwagi.
Cieszę się, że powstał iPhone Air. Tak po prostu. Jest to wreszcie coś nowego, co w dodatku nieco romansuje ze staroszkolnym designem.

Jednocześnie większy ekran zdradza, że produkt został dostosowany do obecnych standardów. Nie ma też co ukrywać, że jest to urządzenie dla wąskiej grupy odbiorców.
Świadczy o tym m.in. fakt, że jako jedyny nie cierpi na problemy z dostępnością w sklepach. Pytanie jednak, czy podzieli los S25 Edge w kontekście dużej obniżki cenowej.

Wydawało się, że będzie łatwym „chłopcem do bicia”, a tymczasem okazuje się, że wcale nie jest aż tak źle.
Zastanawia też, czy świat, który na dłuższą metę nie zaakceptował serii z plusem ani modeli mini, da szansę na kontynuowanie rozdziału o nazwie Air.
A skoro przy pytaniach jesteśmy, to dajcie znać, czy Waszym zdaniem to jest pierwsza połowa składanego iPhone’a?
Czekam na Wasze komentarze, tymczasem dziękuję za Wasz czas i uwagę. Widzimy się już wkrótce!
Dominik
Używam od około 3 tygodni kupiony już za rozsądną cenę 3899 zł . Jestem bardzo zadowolony tym bardziej że był to świadomy wybór wiedziałem na co się decyduję. Co do baterii to mam wrażenie że trzyma podobnie jak kiedyś nowy iPhone 14 pro.
Zenon
Ja się powoli przymierzam, jak gdzieś dalej jadę to biorę iPada mini, jak chce robić zdjęcia to po prostu biorę zwykłą lustrzankę, nie oglądam filmików na Youtubie, jeśli muzyka to przez słuchawki, telefon to głównie to kontaktu, maile, Messenger, itp