Recenzja Huawei Watch Ultimate 2: dziękuję, to nie dla mnie
Ten tekst powstał na podstawie materiału wideo, który znajdziesz na naszym kanale YouTube. Zobacz film tutaj.
Nie dla każdego bolid – czyli o pierwszym spotkaniu z Ultimate

Powód jest prosty i odnosi się do tego, że nie wykorzystałbym potencjału jaki drzemie w tym urządzeniu.
Kiedy czytam o nurkowaniu głębinowym, narciarstwie czy biegach terenowych, a do tego widzę kompatybilność z kamerami sportowymi, od razu wiem, że to nie moja bajka.

To jednak wcale nie przekreśla mojej chęci, by zaspokoić naturalną ciekawość, jaką budzi tego typu smartwatch.
Zwłaszcza że Huawei wyznacza własne standardy w segmencie zegarków premium, stworzonych z myślą o najbardziej wymagających sportowcach.
Uwierzcie mi, czuję się naprawdę onieśmielony. Już jego bezkompromisowy rozmiar w połączeniu z moim lichym nadgarstkiem najlepiej to pokazuje.
Pamiętam, że kiedy pierwszy raz założyłem Apple Watch Ultra, pomyślałem, że wreszcie zegarek od Apple prezentuje się solidniej na ręce.
Na początku miałem nawet wrażenie, że jest trochę za duży.
Jednak gdy zestawię tę kopertę o aparycji mydelniczki z tym ośmiokątnym potworem i jego kolcami, nie mam wątpliwości, który z nich jest bardziej zorientowany na wyzwania i trudne warunki pracy.
Tytan, ceramika i charakter – budowa, materiały i ergonomia

W moim przypadku priorytetem był większy ekran i lepsza praca na baterii i te rzeczy model Ultra mi daje.
Wypada jednak dodać, że podniesiony komfort użytkowania bierze za punkt odniesienia wyłącznie produkty Apple i im podobne.

Ultimate do zupełnie inna liga i tu ponownie czuję jakbym robił porównanie z Fenixem 7 od Garmina, który pozostaje w mojej pamięci również jako taka pancerna konstrukcja. Oczywiście ma to też swoją cenę.
Po pierwsze Ultimate jest odczuwalnie cięższy. Mówimy tu o 80 gramach, co stanowi istotną różnicę, gdy przypomnę sobie model GT6 Pro ważący nieco ponad 50 gramów.
Podejrzewam, że wersja z tytanową bransoletą dodatkowo pobija to wrażenie. No i cóż. Nie będzie to taki oczywisty wybór np. wśród biegaczy.
Biorąc pod uwagę rozmachem, z jakim stworzono tę kopertę, musicie wiedzieć, że zegarek niekiedy trudno wydobyć spod rękawa bluzy.

Jeszcze trudniej jest, gdy mamy na sobie kurtkę. Z tego powodu zwykle nosiłem go na wierzchu, choć nie jestem fanem takiego sposobu noszenia. Tym razem jednak wygrał czysty pragmatyzm.
Podoba mi się, że marka także tutaj stawia na dwa różne warianty stylistyczne. Mi zdecydowanie bliżej było do czarnego modelu.
W przeszłości seria Ultimate doczekała się kilku edycji specjalnych, więc niewykluczone, że i tym razem pojawi się coś podobnego.
Producent nie oszczędzał na materiałach — od góry mamy szafirowe szkło, ceramiczny bezel, pod spodem płynny metal oparty na cyrkonie, a tył wykonano z nanoceramiki.

O odporność tego zegarka z pewnością nie musimy się więc martwić.
Wrażenie solidności uzupełniają tytanowe przyciski pracujące z lekkim oporem, co jest wymagane w tego typu sprzęcie by zapobiec przypadkowym naciśnięciom.

Jednocześnie warto zaznaczyć, że mając te trzy przyciski możemy wygodnie sterować funkcjami w trakcie aktywności, kiedy np. Mamy założone rękawiczki.
A skoro o tym już mowa, to warto również uzupełnić to o informację, że możemy ustawić tu automatyczną blokadę ekranu aktywności, co również eliminuje ryzyko przypadkowego wciśnięcia.
Nie sposób również przeoczyć boczny czujnik X-TAP.
Całość jest mocno nacechowana sportowo, w przeciwieństwie do modelu GT, trudno będzie uczynić ten zegarek w pełni wszechstronnym jeśli chodzi o dobór codziennych stylizacji, zwłaszcza w tej czarnej wersji.
Dotyk precyzji – ekran, interfejs i codzienne użytkowanie

To co stanowi tu miłe urozmaicenie to czucie ekranu pod palcem. Cały projekt koperty opiera się na fazowaniu i ostrych krawędziach.
Powierzchnia ekranu jest idealnie zlicowana z bezelem, co przekłada się na duży komfort użytkowania.

Wiem, o czym mówię — mój Apple Watch Ultra, podobnie jak wiele innych produktów Apple, w swoim języku projektowym stawia na ostre i surowe krawędzie.
W tym wypadku palec napotyka je za każdym razem, gdy zbliżamy się do marginesu ekranu.

Tu efekt ten jest w całości zniwelowany, co szczególnie przydaje się w trakcie nawigowania po ekranie głównym, czy kiedy korzystamy z gestu wstecz.
Sam ekran jest już sporych rozmiarów. Oferuje naprawdę wysoką jasność, do której trudno mieć jakiekolwiek zastrzeżenia.

Muszę jednak zaznaczyć, że – podobnie jak w poprzednich modelach Huawei, które testowałem – ten również ma tendencję do zbyt mocnego wygaszania w trybie automatycznym.
Podoba mi się, że producent wyróżnia interfejs możliwością wyboru dodatkowych motywów. Dzięki temu nie mamy wrażenia, że jest to dokładnie to samo UI, które można zobaczyć w podstawowej opasce.

Dodatkowym atutem jest menu skrótów aktywowane prawym dolnym przyciskiem oraz tryb ekspedycji, przyporządkowany natywnie do osobnego przycisku. Każdy z nich jest oczywiście w pełni konfigurowalny.
Tu właściwie jedyne zastrzeżenie kieruję w stronę bocznego managera kart, który oferuje dość skromny wybór.

Szkoda, że nie mogę dodać tu skrótów np. Do zewnętrznych aplikacji, ale to jest rzecz, która powtarzała się na wszystkich poprzednich urządzeniach.
Podobnie jak brak pełnoprawnej aplikacji do strumieniowania muzyki i podcastów - tu nadal możemy wesprzeć się jedynie kontrolerem Watchspot.

No i ponownie płatność nfc jest obsługiwana jedynie poprzez usługę wirtualnego portfela Quicko.
Sam system działa prawidłowo i tylko uruchamiając rejestr aktywności doprowadziłem do zawieszenia, gdzie zegarek przez dobre kilkanaście sekund nie odpowiadał na polecenia.
Łatwo się przyzwyczaić do górnego położenia koronki. Jej praca jest sprzężona z naprawdę mocno wyczuwalnymi wibracjami.
Ich siła, jak sądzę, wynika z tego, że zegarek nie zawsze będzie przylegał bezpośrednio do nadgarstka, na przykład gdy mamy na sobie skafander nurkowy.

Podobnie jak w GT6 Pro, tak i tutaj podałem sobie jedną konkretną tarczę - w tym wypadku jest to „nieustraszony odkrywca”.
W trybie Always on świetnie wykorzystuje subtarcze, które w moim ustawieniu pokazują przebyte kroki, trasę ostatniej aktywności oraz zaznaczone punkty orientacyjne w ramach ekspedycji.

No i do tego mamy dwa warianty imitujące efekt luminescencji, co przydaje się po zmroku, kiedy nie chcemy by zegarek bombardował nas nadmierną porcją światła emitowaną przez ekran.
Zdrowie pod palcem – czujniki, pomiary i dokładność danych
Przeglądając menu aplikacji można szybko zauważyć, że w tym smartwatchu mamy największy wybór jeśli chodzi o różnego rodzaju pomiary parametrów. Wszystko dzięki aż 10 wbudowanym czujnikom.
Model wyróżnia się komunikacją podwodną opartą na sonarze oraz komunikacją satelitarną, choć ta ostatnia dostępna jest wyłącznie w Chinach.

Urządzenie umożliwia także pomiar zmienności rytmu serca i wykrywanie sztywności tętnic. Te oraz wiele innych parametrów można zmierzyć za pomocą bocznego czujnika.
Za jego pomocą możemy także przeprowadzać kompleksowy monitoring zdrowia, gdzie w ciągu minuty gromadzimy wszystkie dane zdrowia i otrzymujemy gotowy raport.

Wystarczy po prostu zbliżyć palec by wywołać aplikację zdrowie na oku, a następnie wykonać kilka prostych poleceń.
Na początku musimy się przyzwyczaić do tego, że pierwsze pomiary będą poprzedzone koniecznością wyrażenia niezbędnych zgód na przetwarzanie danych.

Konieczne może być również złożenie oświadczenia, że oprogramowanie nie ma charakteru medycznego. Potem wszystko działa w sposób natychmiastowy.
Podobnie jak w przypadku GT6 Pro, tu również możemy dodatkowo polegać na sparowaniu z zewnętrznymi urządzeniami jak czujnik tętna, czy prędkości i kadencji.

W trakcie wszystkich wykonanych pomiarów, dwa razy zegarek wskazał mocno odchylone wartości, które nie miały odzwierciedlenia w rzeczywistości.
Raz, w trakcie bardzo spokojnego spaceru, nadgarstkowy pomiar tętna mocno zawyżył wartości.

W efekcie aplikacja ćwiczenia przełączyła się na strefę wysokiego tętna, przekraczającą 150 uderzeń na minutę, i utrzymywała się tak przez kilka sekund.
Drugi błędny pomiar odnotowałem korzystając z bocznego sensora w ramach EKG, który wskazał raz na migotanie przedsionków.

Tak jak w przypadku poprzednich zegarków od Huawei, tak i ten parujemy z aplikacją zdrowie. Daje ona dostęp do galerii dodatkowych aplikacji, które można instalować bezpośrednio na zegarku.
Pozwala też wgrywać muzykę na urządzenie, choć tylko gdy korzystamy ze smartfona z Androidem. Dzięki temu podczas treningu można słuchać ulubionych utworów bez konieczności zabierania telefonu.

Warto jednak pamiętać, że funkcja AI Voice działa wyłącznie na smartfonach Huawei, podobnie jak synchronizacja trybów pracy.
Sama aplikacja, podobnie jak przy okazji testowanego przeze mnie Watch Fit 4 Pro, ponownie nie wzbudza do końca mojego entuzjazmu. Moim zdaniem panuje tu zbyt duży chaos.
Mieszają się dane zdrowotne, analizy aktywności i funkcje smartwatcha, dochodzą plany treningowe, sklep oraz masa płatnych usług — dodatkowe plany, kursy, punkty, medale i inne cyfrowe „osiągnięcia”.
Aplikacja ta zdecydowanie potrzebuje przeprojektowania i większego uproszczenia.
W głębiny i na szlak – flagowe funkcje i terenowe możliwości
Tym, co najbardziej wyróżnia ten smartwatch na tle konkurencji, są jednak zastosowane w nim flagowe funkcje.
Urządzenie pozwala nurkować na głębokość do 150 metrów. Umożliwia także przesyłanie wiadomości pod wodą dzięki komunikacji opartej na sonarze.

Innymi słowy - wysyła impulsy dźwiękowe, które odbijają się od obiektów, a odbite echa są analizowane i przetwarzane, tworząc w ten sposób dane — wiadomości tekstowe, emotikony lub sygnał SOS.
Tego typu zegarki są głównie używane do nurkowania rekreacyjnego. W bardziej zaawansowanym nurkowaniu traktuje się je raczej jako dodatkowe wsparcie dla głównego komputera nurkowego.

Model Ultimate stanowi również wsparcie na lądzie i tu warto wymienić tryb ekspedycji obsługujący import tras, czy punkty orientacyjne.
Byłem ciekaw, jak działa lepsze pozycjonowanie GPS w tym trybie, więc zaimportowałem trasę z aplikacji Komoot do Huawei Zdrowie.
Muszę przyznać, że system działa z imponującą precyzją. Dodam jednak, że testowałem go wyłącznie w warunkach miejskich.
Nie mniej, powrót do wyznaczonej wcześniej pozycji był łatwy w realizacji i dobrze odwzorowywał pozostały dystans do celu.
W końcu mamy tu dwuzakresowy GPS i obsługuje 5 systemów pozycjonowania satelitarnego - przy czym są one dobierane automatycznie w zależności od otoczenia tak by zawsze korzystać z najlepszego pasma.
Przykładowo zegarki Garmina umożliwiają dostosowanie systemów satelitarnych używanych dla konkretnych aktywności. Znalezienie sygnału GPS zajmuje zwykle kilka sekund.
Tu również warto podkreślić, że zegarek ten obsługuje po raz pierwszy e-SIM, co stanowi choćby dodatkowe wsparcie w terenie, a także nie wymaga od nas zabierania ze sobą dodatkowo smartfona.
Nie zabrakło także funkcji dla gadżeciarzy. Otóż, jak już wspomniałem, zegarek jest kompatybilny z kamerami sportowymi.

W tym wypadku możecie zdalnie sterować interfejsem kamery za pomocą aplikacji DJI Osmo, dostępnej w galerii aplikacji.
Jest to niezwykle przydatne, gdy na przykład kamerę macie już zamocowaną na kasku, a wy jesteście gotowi, by rozpocząć rejestrowanie akcji.

Możemy również zaimportować dane z aplikacji Huawei zdrowie i w ten sposób opatrzyć nasz film specjalną nakładką, na której wyświetla się nasze aktualne wówczas tętno, czy osiągana prędkość.
Pięć dni z potworem – bateria, podsumowanie i refleksja

Mamy tu dokładnie taką samą baterię jak w testowanym przeze mnie GT6 Pro, czyli 867 mAh. Tu jednak nie ma widoków na osiągnięcie podobnych wyników.
Tak jak w modelu GT widziałem spory potencjał na dobicie do dwóch tygodni, tak tu musimy powściągnąć nasz apetyt.

Mój wynik to pełne 5 dni. Zegarek naładowałem do pełna i odłożyłem go na ładowarce, gdy miał zaledwie 3%.
W tym czasie zaliczyłem kilka aktywności, a zegarek przez cały okres monitorował moje parametry życiowe, sen oraz przekazywał powiadomienia z komunikatorów.
Nie korzystałem z funkcji rozmów telefonicznych, nie włączałem trybu oszczędzania energii, a przez ostatnie dwa dni miałem dodatkowo włączony tryb Always-on dla ekranu.
Za to cały czas miałem włączoną funkcję unieś, aby obudzić i często korzystałem z manualnych nastaw jasności ekranu. Warto dodać, że urządzenie do 100 % ładuje się w 90 minut.
Huawei Watch Ultimate 2 to jak sama nazwa wskazuje ostateczna forma tego, co obecnie jest w stanie zaproponować marka.
To jest produkt w gruncie rzeczy bardzo specyficzny, ponieważ musi zaspokoić oczekiwania wielu użytkowników.

Pomimo jego zaawansowanych funkcji trudno jednak wskazać, by był wyraźnie skierowany do jednej konkretnej grupy odbiorców.
Jest to urządzenie bardziej ukierunkowane na wszechstronność, ale jednocześnie spełniające większość potrzeb w ramach konkretnej dyscypliny sportowej, gdzie wsparcie takiego zegarka jest niezwykle ważne.

Jak się okazuje nie zawsze musisz mieć posiadać komputer nurkowy i np. profesjonalny zegarek Garmina.
Większość istotnych funkcji możesz odnaleźć w takim produkcie jak Ultimate 2. Tak jak zaznaczyłem we wstępie, ja nie czuję się odbiorcą tego zegarka.

Choć doceniam kunszt wykonania i przebogaty pakiet funkcji, trudno uciec od wrażenia, że jest to urządzenie duże, odczuwalnie ciężkie i mocno nacechowane sportem.
Dlatego zdecydowanie wolę modele takie jak GT6 Pro, które lepiej sprawdzają się na co dzień, a przy okazji oferują funkcje sportowe i monitorujące zdrowie.

Ultimate to natomiast konkretna deklaracja użytkownika i wyrazisty manifest wizualny.
Jeśli jesteś kimś, kto lubi wyzwania i potrzebuje sprzętu, który nie zawiedzie w trudnych warunkach, Watch Ultimate 2 będzie dla Ciebie idealnym wyborem.
Dodatkowo oferuje najwyższą jakość wykonania i precyzję pomiarów, co czyni go jednym z najbardziej kompletnych smartwatchy dostępnych obecnie na rynku.
Ultimate 2 to dowód, że Huawei konsekwentnie buduje swoją pozycję w segmencie premium i potrafi robić rzeczy, które nie tylko imponują na papierze, ale i w praktyce pokazują technologiczną dojrzałość marki.
A choć nie jest to sprzęt dla każdego – to z pewnością taki, który robi wrażenie na każdym, kto ma okazję go choć raz założyć.
Konrad Lisiewski
Kupiłem Huwaei Watch Ultimate 2 głównie dlatego, że potrzebowałem funkcjonalnego smatrwatcha, który ma wygląd eleganckiego zegarka, a nie miniaturowej mydelniczki jak używane przezeze mnie dotychczas Apple Watche, które nie zmieniły się z wyglądu od 10 lat. Generalnie jestem zadowolony z Ultimate 2, poza tym, że nie działają na nim (jak i na GT6) płatnosci zbliżeniowe. Abstrahując od masakrycznej aplikacji Quicko Wallet na iPhonie, której działanie w celu aktywacji wirtualnej karty jest takie jakby to była aplikacja sprzed 20 lat, to po wielokrotnych próbach aktywacji, gdy wreszcie się to uda, okazuje sie, że i tak nie działają płatnosci zbliżeniowe z nowymi modelami zegarków Huawei, a jedni i drudzy zwalaja winę na drugą stronę.