Recenzja AirPods Pro 3: Powiem wprost. Mam mieszane uczucia.
Ten tekst powstał na podstawie materiału wideo, który znajdziesz na naszym kanale YouTube. Zobacz film tutaj.
Od Nothing do Apple – czyli jak przekonały mnie AirPodsy
Jeszcze nie tak dawno temu prywatnie korzystałem z drugiej generacji Nothing Ear. Świetny wygląd, dobre brzmienie, ANC i rozsądna cena.
Ale kiedy w ubiegłym roku po raz kolejny wróciłem do AirPodsów Pro 2 przy okazji recenzji i porównania do podstawowych Czwórek, to zacząłem coraz bardziej przekonywać się do słuchawek od Apple.

A momentem, w którym podjąłem w głowie decyzję o ich zakupie, była podróż samolotem, podczas której włączyłem sobie serial Severance.
Aktywne ANC w połączeniu z dźwiękiem przestrzennym zrobiło na mnie gigantyczne wrażenie. Mija właśnie rok, odkąd na co dzień korzystam z AirPodsów Pro drugiej generacji.
Po niedawnej konferencji produktowej Apple moje pierwsze wrażenia wzbudziły spory entuzjazm, bo właściwie w niemal każdym aspekcie te słuchawki doczekały się zmian.
A mimo to ich użytkowanie nie sprawiło, że zacząłem niechętnie już patrzeć na moje dwójki. Przeciwnie. Jeszcze bardziej doceniłem ten zakup i to, że zdążyły przejść ze mną już tak wiele.
Oczywiście mój przypadek jest specyficzny, bo nie widzę tu niczego co uzasadniłoby przesiadkę na nowszy model, zwłaszcza po upływie zaledwie roku.

Tu zdecydowanie bardziej skorzystają ci, którzy planują przesiadkę jeszcze z pierwszej generacji, albo nawet tej drugiej, ale pod warunkiem, że kupili ją w okolicach jej premiery.
Wreszcie zostają ci, którzy dopiero stoją przed wyborem pierwszych słuchawek od Apple i tu model 3 Pro również nie będzie oznaczać jedynej słusznej drogi.
Nowe etui, nowe detale – pierwszy kontakt z AirPods Pro 3

Gdybym nie znał specyfikacji i po prostu wyjął ten produkt z pudełka, a następnie zaczął go używać, pierwszą zauważalną zmianą byłby brak fizycznego przycisku do parowania, będącego na odwrocie obudowy.
Ten, na wzór podstawowych czwórek, powędrował na front, a jego rolę przejęła funkcja dotykowa. Od teraz trzeba otworzyć etui i dwa razy stuknąć w przód obudowy.
Będąc przy froncie, można zauważyć także brak miejsca na diodę powiadomień. Ta od teraz świeci zza obudowy emitując tym razem białe, nieco bardziej rozproszone światło.
Dopiero położenie ich obok siebie pozwoliło mi dostrzec, że nowa generacja mieści się w nieco większej obudowie.
Choć dla mnie nie ma to większego znaczenia, bo i tak do tej pory korzystałem z kilku dodatkowych etui, które chroniły całość przed upadkiem, bądź porysowaniem.
Te oczywiście, do wszystkich słuchawek od Apple, znajdziecie na stronie naszego sklepu.
Rzecz, której nie zobaczysz, a która tu jest, to po raz pierwszy zastosowany certyfikat IP57 i co ważne, dotyczy to zarówno etui, jak i słuchawek.
Taki zestaw przetrwa od teraz nie tylko kontakt z pyłem, ale również pełne zanurzenie. Nie ukrywam jednak, że jak sobie o tym pomyślę, to chce mi się śmiać.

Moje Pro Dwójki wpadły mi kiedyś do miski z ciepłą wodą — nie pytajcie o szczegóły — i byłem pewien, że to koniec. Tymczasem działają i mają się dobrze.
Nie mniej właściciele Pro Trójek będą mieli pewność, że tego typu przygody nie będą im straszne.
Samo etui otrzymało także nowy ultraszerokopasmowy czip drugiej generacji do precyzyjnego odnajdywania, które od teraz ma pozwolić na lepsze lokalizowanie z większej odległości.
Nie było w sumie okazji by sprawdzić to w mniej kontrolowanych warunkach, więc muszę zaufać na słowo, że jest lepiej.

Przeglądając zawartość pudełka, zorientujemy się również, że niestety w tej edycji producent nie dołącza tkanego przewodu.
Przypomnijmy, że jako osobny produkt jest on wyceniony przez Apple na 109 złotych.
W uchu pewniej niż kiedykolwiek – nowe końcówki i ergonomia

Wróćmy jednak do samych słuchawek. To co absolutnie nie pozostawiłoby wątpliwości, że mam do czynienia z czymś nowym, to to jak te słuchawki ciaśniej przylegają do kanału usznego.
Trudno opisać dokładnie to wrażenie, ale mam już na tyle dobrą pamięć do moich dwójek, że po pierwszym założeniu trójek miałem poczucie jakby te słuchawki weszły głębiej i wypełniły całą wolną przestrzeń.
Zupełnie jakbyś zaaplikował sobie takie porządne zatyczki, a wiem o czym mówię, bo lata temu fotografowałem wesela i w sezonie ślubnym było to moje niezbędne akcesorium.
Na tym etapie więc, można stwierdzić, że to pasywne tłumienie dźwięków dobiegających z zewnątrz jest wydajniejsze. A zawdzięczamy to zupełnie nowym końcówkom.

Od teraz w zestawie otrzymujemy nie 4, a 5 rozmiarów końcówek różniących się od poprzednich zarówno mocowaniem, jak i nową gradacją wielkości.
Te najmniejsze opatrzono oznaczeniem SXX i są na tyle małe, że najpewniej Apple celuje również w tych młodszych odbiorców. A przynajmniej tak to odbieram.

Nowe mocowanie sprawia, że końcówki wchodzą pod nieco innym kątem, zaś ich wykonanie nie oznacza tu ponownie samego silikonu, ale również udział ma tutaj pianka wzmacniająca wewnętrzne ścianki.
Na szczęście niczego nie musimy ściskać przed założeniem. Po prostu po chwili końcówka delikatnie odkształci się w naszym uchu i przez to lepiej je wypełni.

Podejrzewam, że z czasem i tak stanie się nieco bardziej miękka. Tu warto zastrzec, że nie każdy może czuć się dobrze z takim efektem, bo już bez aktywnego ANC towarzyszy nam tu duża izolacja.
To oczywiście przekłada się również na to, że słuchawka pewniej spoczywa w uchu, choć tu zrobiłbym małe zastrzeżenie.

W dwójkach również nie narzekałem na ich nadmierne wypadanie. Jednak bieganie, zwłaszcza w sezonie letnim, kiedy nietrudno o pot, stanowczo utrudniało korzystanie ze słuchawek w ruchu.
W rezultacie kilka razy upadły z impetem na chodnik, o czym przypominają mi te ślady zdobiące mój egzemplarz.
Niestety, z racji obecnej kontuzji nie mogę jeszcze sprawdzić, czy trójki byłyby pod tym względem lepsze, czy może więcej sensu dla przynajmniej części biegaczy mają w tym wypadku np. Power Beats Pro 2.
Wyraźną poprawę odczułem także z chwilą, gdy zacząłem korzystać z gestów dotykowych - te mam wrażenie zostały poprawione, bo charakteryzuje je precyzyjniejsza reakcja, zwłaszcza, gdy reguluję głośność.
Dźwięk bez rewolucji – jak grają AirPods Pro 3
Dźwięk. Tego trudno nie być ciekawym testując nowy model Pro po trzech latach od ostatniej premiery i … boję się tego, co zaraz powiem, ale ja nie słyszę spektakularnej różnicy.
Włączałem różne gatunkowo utwory i zamieniałem jedne słuchawki na drugie, wytężając słuch.

Jednak serio, nie jestem w stanie usłyszeć tego, co usłyszeli przede mną ci, którzy mówili o pełniejszej scenie czy wyraźniejszym basie. Może nie jestem najlepszą osobą do wypowiadania się na temat dźwięku.
Moje ucho o pospolitej wrażliwości wyłapało jedynie, że nowe słuchawki grają odrobinę głośniej i że wyczuwalne jest inne strojenie, kiedy zbliżamy się do maksymalnej głośności.
W tym zakresie Pro 3 zachowują większą powściągliwość w doborze tonów, nie wyciskają ze słuchawek ostatnich potów i jednocześnie mniej męczą uszy.
Naprawdę, chciałbym uraczyć was tutaj bogatszym opisem, ale szczerze, dla mnie po prostu grają tak samo dobrze.
To w pełni subiektywne doświadczenie, dodatkowo utrudnione tym, że słuchawka korzysta z mikrofonu mierzącego ciśnienie w naszym kanale słuchowym.
W czasie rzeczywistym dostosowuje korekcję dźwięków pod nasze uszy. Innymi słowy, dopóki sam nie spróbujesz, nie przekonasz się, czyje wrażenia są bliższe twoim.
Tak więc temat ten pozostawiam trochę nierozstrzygnięty. Powtórzę jednak, że gdybym miał polegać na własnych odczuciach, z pewnością nie byłby to dla mnie powód do przesiadki.
Mówię o tym, bo mam wrażenie, że gdzieś ominęła mnie cała „zabawa”. Te słuchawki zostały przecież wyraźnie przeprojektowane – wystarczy spojrzeć na powiększone wloty, które mają to potwierdzać.
W moim przypadku pewnie niewiele to zmienia, ale dla osób szukających maksymalnych wrażeń muzycznych istotne jest coś innego: Apple wciąż nie zdecydowało się tu na bezstratne kodeki.
I tak oto entuzjaści wysokiej jakości dźwięku muszą, o ironio, w Apple Music, ponownie zadowolić się jedynie zoptymalizowanymi kodekami audio.

Problemów z samym zasięgiem słuchawek rzecz jasna nie odnotowałem.
Jakość połączenia w mieszkaniu była stabilna, a na otwartej przestrzeni mogłem z powodzeniem oddalić się od telefonu na dobre kilkanaście metrów.
Cisza, która mówi więcej – ANC, mikrofony i Apple Intelligence

Druga rzecz, której byłem ciekaw, to oczywiście nowa wydajność trybu ANC.
W końcu Apple postawiło tu ponownie na jednoznacznie brzmiącą deklarację, że nowy model Pro jest dwukrotnie skuteczniejszy w eliminowaniu hałasu niż jego poprzednik.

Z pewnością nowe końcówki, a także sposób, w jaki umieszczamy je w uchu, sprawiają, że efekt izolacji od otoczenia jest pełniejszy.
To uczucie odczuwamy właściwie od razu, zanim aktywujemy ANC. Po włączeniu trybu redukcji hałasu da się zaś odczuć subtelną różnicę w jego działaniu.

Nie jest to zasługą procesora — jest on taki sam jak w poprzedniej generacji.
Analiza sygnału jest najwidoczniej wsparta poprawionym oprogramowaniem, które następnie generuje antyfale, aby zneutralizować potencjalne zakłócenia.

Wsparciem dla całego układu są napewno nowe mikrofony charakteryzujące się bardzo niskim poziomem szumów własnych, co przekłada się na mniejsze zakłócenia.
Próbowałem ANC na różnych dźwiękach, symulujących wyższe, jednostajne szumy oraz umiarkowane hałasy.

Testowałem go także na naturalnym szumie generowanym przez miejskie otoczenie, ponieważ w końcu jest to jeden z głównych celów tego systemu.
I cóż, jest lepiej. Z pewnością nie jest to spektakularna poprawa i hasło „dwukrotnie lepsze” w moim przypadku nie oddaje wrażeń na takim poziomie.
Zauważyłem, że na Pro Dwójkach suwak głośności podczas odtwarzania muzyki musiałem przesunąć bliżej trzech czwartych, aby w pełni usłyszeć utwór i zatopić się w muzyce.
Natomiast na Pro Trójkach mamy nieco większą tolerancję na hałas — zwykle wystarczy ustawić głośność mniej więcej na połowę, aby poczuć pełne odcięcie.
Natomiast paradoksalnie to tryb kontaktu odbieram jako wyraźnie pełniejszy w doznania, co z pewnością docenią osoby zmagające się z np. z częściowym ubytkiem słuchu.
Wiadomo, nie mówimy tu o konkurencji dla typowych aparatów słuchowych, ale różnica względem mikrofonów w Pro 2 jest wyraźnie słyszalna, zwłaszcza, kiedy mówimy o odbiorze ludzkich głosów.

Spodziewałem się więc, że również przełoży się to na samą jakość rozmów i tu trudno o jednoznaczny werdykt, zwłaszcza, że wiele zależy od warunków otoczenia, czy choćby jakości połączenia.
Najbardziej zauważalna różnica pojawia się w warunkach umiarkowanego hałasu, natomiast w domowym zaciszu trudno dostrzec jakiekolwiek subtelności.

Modele Pro z natury oferują lepsze tłumienie zakłóceń i wyraźniejszy głos, ale nie zawsze i nie w każdych okolicznościach.
W przypadku Trójek, ze względu na zmiany projektowe, będą one zawsze nieco z przodu. Nie oznacza to jednak nowego standardu jakości.
Nowa jakość jest zdecydowanie słyszalna, gdy korzystamy z tutejszych mikrofonów podczas nagrywania wideo.
Niestety przekonałem się o tym, oglądając zagranicznych użytkowników, którzy udostępnili swoje porównania w sieci.

W Polsce zaś ze względu na unijne regulacje dotyczące prywatności nie możemy skorzystać z mikrofonu dostępnego w słuchawkach, kiedy nagrywamy wideo.
Rzecz jasna, temu samemu aktowi unijnemu zawdzięczamy brak funkcji Live Translate, reklamowanej przy okazji AirPodsów Pro 3.

Warto jednak zaznaczyć, że funkcja ta nie jest ekskluzywna, co oznacza, że będzie dostępna w aktualizacji dla poprzednich AirPodsów Pro 2.
Poza tym i tak nie obsługuje naszego ojczystego języka, więc wiązałaby się z naturalnymi ograniczeniami.
Nie ukrywam, że żałuję, iż nie mogę tego przetestować, szczególnie że funkcja działa w trybie offline, co bywa kluczowe podczas wyjazdów zagranicznych.
Niestety, wszystkie funkcje językowe Apple Intelligence, czyli niemal wszystko, nie wspierają języka polskiego, więc właściwie nie ma tu o czym dyskutować. A szkoda.
Tętno, bateria i zdrowy rozsądek – czy warto przesiadać się na Pro 3?

Kolejna reklamowana rzecz, która tym razem jest dostępna tylko w tym modelu, to wbudowany czujnik tętna.
Z tego co zauważyłem, czujnik jest wyłącznie aktywowany podczas ćwiczeń i stąd też w aplikacji fitness w zakładce trening zobaczymy w prawym górnym rogu status o wykryciu urządzenia z czujnikiem tętna.
To oznacza, że jeśli do tej pory zdobywałeś pierścienie wyłącznie za pomocą iPhone’a, od teraz możesz korzystać także ze słuchawek.
Dzięki nim uzyskasz dostęp do dodatkowych parametrów treningowych, które ułatwią oszacowanie twojej kondycji.
Zatem aby dane tętna były rejestrowane, musisz ręcznie rozpocząć trening w aplikacji, a monitorowanie zatrzyma się po zakończeniu wybranej aktywności.
Warto jednak zaznaczyć, że czujnika w słuchawkach nie można traktować jako pełnoprawnego zamiennika dla Apple Watcha. Działa on niestabilnie przy ruchach lub przy słabym kontakcie z uchem.

Z kolei gdy masz na sobie zarówno Apple Watch, jak i AirPodsy Pro 3, to system sam wybiera, które źródło danych o tętnie jest bardziej wiarygodne w danym momencie.
Tak więc, czujnik ten ma swoje zastosowanie, ale tylko w konkretnych scenariuszach i jednak jest ono głównie pomocnicze.

Czujnik nie daje pełnego wglądu w nasze ogólne parametry zdrowotne.
Jeśli na przykład macie problem z nagłymi spadkami tętna w trakcie snu, wciąż będziemy polegać na stałym monitoringu i wskazaniach zegarka.

Z pewnością miłym udogodnieniem jest także wydajność baterii, która pozwala nam na 8 godzin pracy w trybie ANC - wcześniej było to 6 godzin.
Natomiast ogólna wydajność energetyczna jest tu mniejsza, bowiem z etui ładującym mamy otrzymać łącznie 24 godziny słuchania, zaś w poprzedniku było to równe trzydzieści.

W sumie trudno jednoocznie stwierdzić, co lepsze. To już pewnie kwestia osobistych preferencji. Mnie jeszcze nie zdarzyło się korzystać z tych słuchawek dłużej niż kilka godzin ciągiem.
Zawsze prędzej czy później odkładałem je do etui, więc chyba wolałbym ostatecznie mieć większą samowystarczalność całego zestawu.

Natomiast mając swoje AirPodsy Pro 2 od roku jestem w stanie policzyć na palcach jednej ręki sytuacje, gdzie miałem krytyczny stan baterii zarówno w słuchawkach, jak i w etui.
Zawsze są gotowe do pracy i bardzo łatwo zapanować nad cyklem ich ładowania, szczególnie, że etui regenerujemy w mniej niż godzinę po podłączeniu do przewodu.
Podsumowując, AirPodsy Pro 3 to naprawdę świetne słuchawki. Ich wyjątkowość wynika głównie z faktu, że są ulepszeniem solidnej bazy, która sama w sobie była i nadal jest bardzo dobra.
Mamy tu dość długą listę poprawek, co zdecydowanie się ceni. Nowe, lepsze końcówki zwiększają szansę na lepsze dopasowanie słuchawek.

Mikrofony są zdecydowanie lepsze, a ANC ulepszone, choć nie powiedziałbym, że dwukrotnie lepsze. Na bardzo duży plus zasługuje tryb kontaktu.
Dźwięk pozostaje tak samo dobry dla przeciętnego ucha. Bateria słuchawek jest lepsza, a cały zestaw ma większą odporność na czynniki zewnętrzne.

I choć może zabrzmi to dla części z was dziwnie, ale dla mnie to nadal za mało, by w moim wypadku roczne AirPodsy Pro 2 zastępować nowszą generacją.
Powiem więcej – gdybym miał tę wiedzę z dzisiaj i nie kupił jeszcze żadnych AirPodsów, i tak zastanawiałbym się nad Dwójkami.

Preferuję słuchawki dokanałowe, a Dwójki można bez problemu kupić już za 800 złotych. Niewykluczone też, że końcówka listopada i panujący wtedy okres wyprzedaży przyniosą jeszcze atrakcyjniejszą cenę.
Fakt, Pro Trójki można kupić już teraz za 1100 złotych, ale cóż poradzę, że jak nie muszę, to wolę nie przepłacać, a to w przypadku tej marki potrafi mieć znaczenie dla naszego portfela.
Dziękuję jeśli zostaliście ze mną do końca. Koniecznie dajcie znać co sądzicie o nowych AirPodsach Pro 3 i czy macie w ogóle w swoim ekosystemie Apple słuchawki.
Tymczasem żegnam się z wami, do zobaczenia i do usłyszenia!
Fred
Widzę że mamy tutaj dużego fana Limp Bizkit ;)