Xiaomi jest stylowe i ... drogie

Nic mnie już w życiu nie zdziwi. Tym zdaniem zwykłem puentować różne wydarzenia, a potem okazywało się, że zdziwienie będzie do mnie powracać i że moje oczy mają jeszcze spory zapas by robić się coraz większe.
Chociaż jak patrzę na aktualny cennik Xiaomi i kierunek jaki obrała ta marka, to ogarnia mnie wrażenie pustki w oczodołach, bo …

same oczy gdzieś mi się właśnie kulają po podłodze. Ale do rzeczy.


Część recenzentów nie czeka do globalnej premiery kolejnych modeli Xiaomi, tylko po premierze na chińskim rynku wbija na tradingshenzhen albo geekbuying i sprowadza je do europy.
O dziwo są to często modele wymagające wielu poprawek oprogramowania np. w obszarze robionych zdjęć, które odbiegają od tego co sobie wyobrażaliśmy, kiedy wcisnęliśmy wirtualny spust migawki.

Natomiast te chińskie egzemplarze mają to, czego nie mają wersje globalne z poprawionym już softem i obsługujące wszystkie częstotliwości LTE. Otóż mają zdecydowanie lepszą cenę w przeliczeniu złotówki na euro.
Przykładowo za podstawową wersję Xiaomi 13 przyjdzie nam zapłacić nieco ponad 3000 złotych. do tego należy doliczyć koszt kilkunastu euro wysyłki - bez jakichkolwiek opłat celnych i podatkowych.
Tymczasem w Polsce na start ten telefon w podstawowej wersji został wyceniony na 4800 złotych, czyli niemal pięć koła za bądź co bądź chińczyka.
I już teraz mogę Wam powiedzieć, że gdybyśmy przykładali do tego telefonu cenę importowanego egzemplarza, to byłaby to absolutna polecajka, bo właściwie nie miałby chyba żadnego godnego konkurenta. No bo tak.
Xiaomi 13 Unboxing



Dostajemy wygrubaszone pudełko, co oznacza, że mamy full pakiet, czyli telefon z naklejoną folią na ekran, przewód usb, 67-watową ładowarkę i podstawowe etui.


Bierzemy w łapki telefon i trzeba przyznać, że jest on ładny, estetyczny i wcale niepodobny do iPhone’a. Aluminiowa ramka, płaska tafla frontowego szkła, cienkie, symetryczne ramki ekranu - nic, ale to nic nie przypomina do złudzenia pana wielkie jabłko.
Moim faworytem na pewno nie jest to śliskie i błyszczące szkło na odwrocie, na którym łatwo zostawić ślady po pałacach, ale za to bardzo pochlebnie mogę wypowiedzieć się na temat samej wyspy aparatów, która o dziwo nie podąża za ogólnym trendem.
Podczas gdy Samsung, Realme, OnePlus, Meizu, czy Poco koniecznie chcą mieć same obiektywy bez wyspy, to w tym czasie Xiaomi prezentuje bardzo ładnie wyglądający i wyróżniający się projekt, który mi przypadł bardzo do gustu.
Swoją drogą ironią losu jest to, że ponoć tegoroczne iPhone’y mają wracać do obłych ramek, więc Xiaomi 13 będzie modne, ale prawdopodobnie tylko do września.

Wyloty dolnych głośników ponownie układają się w charakterystyczną falę dźwięku, ale Harman i Kardon nie dali tym razem swojego błogosławieństwa. Port usb-c jest niestety wykonany w standardzie 2.0, ale nie zabrakło za to diody podczerwieni.

Ekran zabezpiecza szkło Gorilla Glass 5, zaś cała obudowa doczekała się wreszcie certyfikatu ip68. Xiaomi 13 obsługuje dual sim, oraz e-sim, ale nie da sobie włożyć karty micro sd.
Xiaomi 13 - jeszcze jaśniejszy ekran
Wyświetlacz to bardzo dobry reprezentant Amoledowej magii generujący rozdzielczość full hd + i obsługujący wszystkie popularne standardy w tej klasie, czyli HDR 10 plus, pro hdr, czy dolby vision.
Możemy jedynie ubolewać nad brakiem technologi LTPO co oznacza, że odświeżanie obrazu nie może spaść poniżej 60 hz, co wpływa na zwiększone zużycie prądu, ale uspokajam, że jest tutaj płynne 120 hz.
Tryb światła słonecznego skutecznie odpiera ataki dziennego światła i pozwala nadal cieszyć się czytelnymi treściami na ekranie dając w piku aż 1900 nitów.

Wyloty głośników nie są tej samej wielkości, więc i dźwięk nie będzie symetryczny, ale jest dolby atmos i grają zupełnie przyzwoicie, chociaż nie jest to poziom nowego Samsunga, czy Apple.
Ponownie producent wyposaża nas w ten sam optyczny czytnik linii papilarnych, który działa bezbłędnie - szkoda, że nie zwiększył się jego obszar i nieco wyższe położenie.

Jestem pod bardzo dobrym wrażeniem tutejszej haptyki i wibracji - jest to z pewnością poziom największych konkurentów.
Xiaomi 13 - nowy procesor i lepsza wydajność
No i naturalnie na pokładzie mamy tegoroczną gwiazdę i wybawiciela wielu smartfonów, czyli Snapdragona 8 gen 2, który ponownie udowodnił, że można dopalić wydajność urządzenia i zachować przy tym mniejszy apetyt na prąd.
Mam wrażenie, że Xiaomi 13 nie ubija z taką namiętnością aplikacji w tle, tak jak jego poprzednicy, notuje zdecydowanie mniej przycięć i co równie ważne utrzymuje rozsądne temperatury.

Okolice 40 stopni zobaczymy po dłuższym czasie pracy na dużym obciążeniu i dopiero wtedy urządzenie będzie notować niewielkie spadki wydajności. W normalnym, codziennym użytkowaniu telefon pracuje po prostu płynnie i bez zarzutu.
Z pewnością pomocny jest w tym także nowy standard pamięci ufs. 4.0 i 8gb ramu - opcjonalnie można zakupić wariant z 12 gb ramu.
Miła wiadomością jest gwarancja producenta, który zobowiązuje się do trzech lat aktualizacji systemu i 5 lat poprawek bezpieczeństwa - wreszcie Xiaomi zaczyna robić porządki w tej kwestii, miejmy tylko nadzieję, że każda poprawka, będzie rzeczywistą poprawką …
MIUI 14 bez większych zmian... ale jest szybciej

Telefon posiada nową wersję nakładki MIUI 14 opartej na Androidzie w wersji 13 - nie zauważyłem, żeby interfejs zmienił się jakoś znacząco pod względem zarówno wizualnym, jak i funkcjonalnym. Jest przede wszystkim bardziej zoptymalizowany i usprawniony tak by zużywać mniej pamięci.
Do tego dostajemy automatyczną kompresję nieużywanych aplikacji oraz przełącznik wyłączający powiadomienia. Tryb ciemny, popularne gesty, widgety, czy dwa tryby menadżera pulpitu - to wszystko jest na swoim miejscu i nie będzie wprowadzać niepotrzebnej dezorientacji.
Jeśli chodzi o aplikacje zainstalowane fabrycznie – tych jest tutaj mniej, a i tylko kilku z nich nie da się odinstalować, więc i w tej kwestii nastąpiła poprawa.
Xiaomi 13 - lepszy czas pracy na baterii

Poprawa również nastąpiła w czasie pracy na pojedynczej sesji baterii, mimo, że jej nominalna wartość się nie zmieniła i wynosi wciąż 4,500 mAh.
Moja praktyka pokazała, że w cyklu mieszanym, czyli wifi na zmianę z lte po całym dniu średnio intensywnego dnia mogłem spokojnie wrócić do domu i mieć jeszcze okolice 20 procent i dodam, ze cały czas smartfon działał w trybie wydajność.
A żeby przywrócić go do okolic 80 % potrzebowałem mniej, niż pół godziny - oczywiście wszystko za sprawą 67-watowej ładowarki dołączonej w zestawie. Bezprzewodowo naładujemy ten telefon z mocą 50 watów. Samsung, patrz i ucz się.
Xiaomi 13 - jakie robi zdjęcia?
No i wreszcie coś na co czekałem jak emerytka na listonosza, czyli system aparatów sygnowany marką Leica.

Niektórzy ironizują, że takie marki jak Hasselblad, Zeiss, czy właśnie Leica sprzedają drogie produkty dla wąskiej grupy osób, więc swoją renomę monetyzują dostarczając swoje logo to tu to tam, jednocześnie nie wprowadzając przełomowych rozwiązań dla optyki, czy sensorów w urządzeniach mobilnych.

Tymczasem pragnę przypomnieć, że to właśnie Leica przy współpracy z Huawei opracowała pierwszy zoom peryskopowy w telefonie dla modelu P30 Pro, który zresztą można dzisiaj po tych kilku latach uznać już za niemal kultowy.
W przypadku Xiaomi 13 za optykę i oprogramowanie odpowiada Leica, natomiast główna matryca to Sony IMX800.

Pierwsze uruchomienie aplikacji aparatu i Leica zapyta nas, czy preferujemy bardziej żywe, czy autentyczne kolory na zdjęciach.
Ja zdecydowałem się na te bardziej oddające rzeczywistość i wygląda na to, że Xiaomi 13 wsłuchuje się w nasze potrzeby, bo algorytm trzymał na smyczy podbitą saturację i kontrast dając przyjemne dla oka kadry. Natomiast gołym okiem widać istotne różnice pomiędzy poszczególnymi aparatami.






Najsłabiej wypada aparat szerokokątny, który już za dnia daje bardzo miękki obrazek ze zubożoną ilością detali i balansem bieli skręcającym w cieplejsze tonacje.
Powiedzmy, że w ogólnym rozrachunku jest nadal akceptowalny, natomiast po zmroku jego użyteczność drastycznie spada i im ciemniej tym trudniej docenić jego pracę.





Jednostka główna utrzymuje chłodniejszą temperaturę barwową i jak się można spodziewać oferuje nam zdjęcia na poziomie, którego powinniśmy oczekiwać w tej półce cenowej.
Algorytm bardzo naturalnie oddaje rozpiętość tonalną i nie wyciąga detali z cieni za wszelką cenę, momentami trochę za bardzo podnosi ostrość, ale widać, że to elastyczna jednostka i po zmroku nie traci rezonu.
Doceniam to, że czas naświetlania nie trwa tutaj długo i że priorytetem jest eliminowanie szumów, niż stosowanie nadmiernej ekspozycji, tylko po to by eksplorować każdy ciemny fragment zdjęcia.






Trzykrotny zoom optyczny plasuje się po środku stawki.
Za dnia daje bardzo satysfakcjonujące zdjęcia, szczegółowe, dobrze interpretujące światło i był to aparat, po który najchętniej korzystałem ze względu na pole widzenia, które w przypadku takiego obiektywu najlepiej odwzorowuje geometrię budynków.
Niestety po zmroku traci swoje super moce i poziomiem zbliża się do swojego szerokokątnego kompana.


Przy okazji dodam, że warto korzystać z tutejszego trybu nocnego, bo ma on algorytmy lepiej przystosowane do przetwarzania obrazu w gorszych warunkach oświetleniowych.
Zauważyłem, że aparaty w tym trybie nie potrzebowały dłuższego czasu naświetlania, ale za to potrafiły dać bardziej szczegółowy kadr.
Takim dodatkowym ukłonem od Leica jest dostęp do kilku autorskich filtrów, które imitują analogowy efekt kliszy. Niby zwykły bajer, ale ja akurat bardzo lubię podbić w ten sposób nastrój danego zdjęcia.


Frontowa kamera poczęstuje nas solidnym selfiaczkiem, a tryb portretowy bardzo ładnie odtwarza cyfrową głębię ostrości.
Jeśli chodzi o filmowanie to frontowa kamera oferuje tylko rozdzielczość full hd, ale wideo stoi na zadowalającym poziomie w kontekście podstawowych zastosowań. Do robienia Vlogów raczej bym nie jej polecił.

Filmowanie głównym systemem aparatów to prawdziwa zagadka. Otóż z jednej strony mamy tutaj wszystko to czego powinniśmy oczekiwać od flagowca w tej cenie, czyli 8k w 24, 4k w 24, 30 i 60 do tego 10 bitowy HDR dolby vision i w ogóle ochy i achy.
Z drugiej strony, nie możemy w trakcie nagrywania przełączając się pomiędzy aparatami, co w tej klasie smartfona nie powinno mieć miejsca.
I bez tego widać różnice w jakości obrazu, więc producent powinien albo dopracować aparaty tak by reprezentowały bardziej zbliżony do siebie poziom, albo schować dumę w kieszeń i dać nam swobodny dostęp do przełączania.
Efekt jest taki, ze za każdym razem musimy przerwać nagranie, wybrać zadany aparat i ponowić rejestrowanie filmu, w trakcie którego możemy cyfrowo powiększać albo oddalać obraz. No dziwne rozwiazanie.

Filmowanie główna jednostka da nam naprawdę bardzo dobrej jakość klip, natomiast nie uświadczymy tutaj dodatkowego trybu, który cropuje obraz i daje dodatkowa stabilizację przygotowana przez oprogramowanie.
Do statycznych ujęć trudno będzie się przyczepić, natomiast nagranie w ruchu bedzie zdradzać nasze kroki.
Chętnie porównam go do Samsunga S23, który jest jego naturalnym konkurentem i wtedy łatwiej będzie nam odpowiedzieć sobie na pytanie, czy taki zestaw aparatów jest godny miana flagowca i tej ceny.
Linia Xiaomi 13 zadebiutowała w chinach w połowie grudnia ubiegłego roku i po niemal trzech miesiącach zawędrowała do reszty świata, w tym do Polski w kwocie, która sama w sobie jest sporą barierą psychiczną, a tożsamość tej marki w naszym kraju nie pomaga w tym by oswoić taką kwotę w głowie.

Bo powiedzmy sobie wprost. Kto da prawie 5 koła za Xiaomi? Zwłaszcza, kiedy obok jest nowy S23 i to często w dużo lepszych promkach. Okej. Widać, że Xiaomi odrabia lekcje, stale ulepsza swoje smartfony, ale czy to cenowe aspirowanie do segmentu premium było od początku w dna tej marki?
Gdyby ten telefon kosztował nawet równe 3,5 tysiąca złotych na start, to mógłby zachwiać pozycją Samsunga, czy choćby nowego OnePlus'a 11.

Ale w tej sytuacji nie wiem, czy nie byłoby lepiej, jeśli już ktoś mentalnie nastawił się na Xiaomi, rozważyć zakup czegoś z wcześniejszej serii za dużo lepszą kwotę. Np. Model 12 Pro.
Żeby była jasność. Xiaomi 13 to naprawdę bardzo udany smartfon, ale moim zdaniem bardzo źle wyceniony. A do tego sama marka bardzo źle ostatnio lokuje swoje uczucia, co mi osobiście dodatkowo nie ułatwiłoby takiego zakupu.