Koniec marki Sony?

Tak jak powiedziałem we wstępie, najnowszy flagowiec od Sony, to suma tego co było w nim dotąd najlepsze, a także, a może przede wszystkim, nowa Xperia to również odpowiedź nie tylko na potrzeby fanów.
Również na ogólne wymagania masowego rynku, który będzie mieć większą szansę by przekonać się do filozofii marki.
No więc co było tutaj najlepsze jeśli chodzi o samą budowę i design. Nazywam to świętą trójcą w kontekście tego telefonu, czyli gniazdo słuchawkowe, slot na karty micro cd, oraz fizyczny przycisk migawki.
Rzeczy bez których absolutnie nie potrafię wyobrazić sobie tego telefonu, szczególnie, że każda z nich reprezentuje wspomnianą jakość, na którą tak mocno stawia Sony.

Marka mocno akcentuje swoje zamiłowanie nie tylko do jakości obrazu, czy możliwości foto-video, ale z równym sobie pietyzmem traktuje też możliwości audio.
Jeśli więc mówimy o tutejszym gnieździe słuchawkowym, to to oznacza najwyższej jakości podzespoły po to by przypomnieć niektórym, że to właśnie przewodowe słuchanie muzyki daje nam te najlepsze wrażenia słuchowe.

Kiedy większość producentów skupia się na komunikowaniu swoich bezprzewodowych słuchawek używanych w parze ze smartfonem, tak Sony w swoich reklamach nie boi się manifestować przewodów.
Nawet w dołączonych do promocyjnego zestawu bezprzewodowych słuchawkach umieszcza przecież port oraz dołącza również przewód.
Nie muszę chyba dodawać, że temu wszystkiemu towarzyszą najlepsze kodeki audio wysokiej rozdzielczości zaszyte jak zawsze we flagowej Xperii.

Także tutejsze pełnowymiarowe głośniki stereo skierowane do przodu, to kolejny powód by stawiać ten telefon na wysokiej półce audio. Że nie wspomnę o mikrofonie i jakości rejestrowanego dźwięku w aplikacji music pro.

Kolejna sprawa to slot na karty micro sd. Pomijam fakt, że to samo w sobie we flagowcu w 2024 roku jest już sporą ekstrawagancją, podobnie zresztą jak gniazdko słuchawkowe.
Tutejsza tacka to również temat na poemat, bo chyba w żadnym innym smartfonie nie spotkacie się z tak praktycznym rozwiązaniem jakim jest to specjalne wyprofilowanie oraz zaślepka.
To razem sprawia, że jeden ruch ręki pozwala wydobyć tackę. Najpewniej ma to nas zachęcić do tego by to właśnie kartę z naszymi zdjęciami, czy video włożyć do adaptera, a następnie do czytnika kart w komputerze.

No i wreszcie fizyczny przycisk migawki, czyli coś co powinno być już wręcz ustawowo wprowadzone do smartfonów, które przecież tak lubią rywalizować ze sobą na aparaty.
Sony ma to już od dawna, a ten dwuskokowy przycisk z potwierdzaniem ostrości niesamowicie podnosi wygodę obsługi i daje pewność, że ostrość jest dokładnie tam, gdzie zaplanowaliśmy.

Wreszcie sama obudowa. Mamy tutaj ponownie aluminiową ramkę o ryflowanym wykończeniu i fakturowany tył, o którym aż trudno pomyśleć, że jest wykonany ze szkła.
Tutejsza matowa powierzchnia nie opiera się tak łatwo śladom po palcach.
Wszystko to mówi nam, że ma być prosto i schludnie, ale przede wszystkim praktycznie, bo telefon jest w końcu urządzeniem, które trzymamy w dłoniach, a nie przedmiotem, na który patrzymy i zachwycamy się jego estetyką.
Zresztą o tej przewadze praktyczności nad estetyką powiemy sobie więcej za moment.

Na tym etapie trzeba wam wiedzieć, że telefon trzyma się na tyle pewnie, że nie masz ochoty zamykać go w etui, chociaż w moim interesie byłoby przekonywać was, że trzeba to właśnie zrobić.
Kiedy z kolei trzymam Samsunga S24 Ultra, czy iPhone’a 15 Pro Max, to czuje się jednak zdecydowanie bardziej onieśmielony i nie mam wątpliwości, że trzymam w rękach drogi telefon, którego nie chciałbym upuścić na ziemię.
Sony w tym wydaniu nie manifestuje swojej ceny, chociaż ta jest równie wysoka


To co się zmieniło i jest odpowiedzią przede wszystkim na potrzeby rynku, to proporcje ekranu. Do tej pory stawiano tutaj na typowo kinowe wrażenia, kiedy oglądaliśmy filmy w pozycji horyzontalnej.
Ale najwyraźniej była to rozrywka, którą docenili nieliczni, bowiem od teraz w nowej Xperii uświadczymy te zdecydowanie bardziej popularne proporcje, co również wpłynęło na samą sylwetkę telefonu.
Jest ona teraz nieco krótsza i odrobinę szersza, chociaż nadal wśród najpopularniejszych flagowców zachowuje swoją charakterystyczną wąską talię. Moim zdaniem jest to bardzo udany kompromis.

Rzecz, która z kolei nie jest moim zdaniem idealna, to przycisk wybudzania i tutejszy skaner palca, który pozostał taki sam.
Mimo, że odróżnia go brak faktury i teoretycznie można ten przycisk wyczuć pod palcem, tak w praktyce nie zawsze da się w niego idealnie wcelować i tym samym wybudzić ekran.
Z kolei wygaszaniu ekranu towarzyszy krótki, ale miękki skok przycisku. Rzecz bardzo charakterystyczna dla Sony, ale też jedna z tych, za którą przepadam najmniej.
Gdyby jednak ktoś pokusił się by wykorzystać potencjał tego przycisku i sprawić, że byłby on nieco dłuższy i obsługiwał dodatkowo funkcję dotykową, to wtedy zmieniłbym zdanie na jego temat.
Wyobraźcie sobie, że możecie przesuwając palcem na boki precyzyjnie zmieniać zoom w aparacie albo głośność multimediów.
W miejsce przycisków głośności mógłby pojawić się dodatkowy przycisk funkcyjny, do którego moglibyśmy przypisać dowolne narzędzie. No, ale skupmy się na tym co jest tu i teraz.
Ekran w Sony Xperia 1 mark VI

A jest tutaj nieodmiennie piękny 6,5 calowy ekran w technologii oled, który oprócz zmienionych proporcji doczekał się wyraźnie niższej rozdzielczości.
Normalnie mogłoby zostać uznane za regres, tak tutaj, paradoksalnie, jest to wyraźny postęp, bo i tak mamy do dyspozycji nadal wysokie zagęszczenie pikseli i jednocześnie mniejsze zużycie energii.
Tym razem całość dodatkowo wspomaga tutejsze LTPO schodzące wg. Danych systemu najniżej do 15 hz, chociaż sam producent deklaruje, że w niektórych scenariuszach możemy zejść aż do jednego herca.

Jeśli chodzi o samą jakość wyświetlanych treści, to cóż.
Mamy tutaj ponownie 120hz w piku, miliard kolorów, obsługę 10-bitowej palety kolorów w HDR w ramach trybu twórcy, czy gęste jak smoła czernie.
Na całe szczęście nikt nie wpadł na pomysł by eksperymentować z tutejszymi ramkami okalające ekran, bo każdy kto ogląda duża filmów na smartfonie, z pewnością doceni brak notch’a, czy innego otworu na kamerę.
Umówmy się, nie potęguje on wrażeń płynących z takiego seansu, zwłaszcza, kiedy w tym przypadku dostajemy taki duet możliwości audio i video.

A zmiana, która chyba cieszy mnie najbardziej, to wreszcie podgląd obrazu w aplikacji aparatu, który do tej pory wyraźnie odstawał od konkurencji, zarówno pod względem samej jakości, jak i reprodukcji efektu hdr.
Ocena kadru jeszcze przed zrobieniem zdjęcia jest teraz o niebo lepsza i bardziej precyzyjna, zwłaszcza kiedy fotografujemy po zmroku.
Nie mogłem się do tej pory nadziwić, że jedna z tak kluczowych rzeczy odstawała tutaj od reszty, ale cóż … lepiej późno, niż później.

Kolejna rzecz warta odnotowania, to wyraźnie jaśniejszy ekran oraz nowa funkcja sunlight vision, która zwiększa jasność, kiedy urządzenie jest wyeksponowane na światło słoneczne.
Zamykając ten temat dopowiem jeszcze, że Xperia ponownie może posłużyć nam jako monitor podglądowy do aparatów i kamer od Sony.
Wydajność w Sony Xperia 1 mark VI

Nie wiem, czy zwróciliście uwagę, ale ani razu nie użyłem do tej pory słowa Ai w kontekście tego telefonu.
Nawet teraz, gdy chcę poświęcić chwilę na tutejszy sytem i interfejs, to jakoś nie znajduję wielu powodów by o tym mówić, bo nawet sam producent nic na ten temat specjalnie nie wspomina.
Zresztą to nie jedyna rzecz, która wyraźnie odróżnia ten smartfon od większości konkurencji.
Kiedy ona goni za nowym trendem Ai i personalizacją każdej pojedynczej ikony, tak Sony sprawia wrażenie jakby ten wyścig ich w ogóle nie dotyczył i że jest to rozrywka, z którą nie chcą być kojarzeni.

Wspomniałem o tym, że wyraźnie czuć tutaj wyższość pragmatyzmu nad estetyką i najlepszym tego dowodem jest właśnie tutejszy interfejs, który zmienia się powoli i trzyma własnych rozwiązań.
Mamy tutaj zmodyfikowany boczny sensor, czy bardzo użyteczny tryb wielu okien i całość mówi do nas wyraźnie:
pozwólcie, że nie będziemy zajmować się takimi rzeczami jak tworzenie własnego awatara, czy podskakującą czcionką w polu wiadomości.
Poza tym to i tak w dużej mierze stockowa wersja Androida 14. Codzienna wydajność jest jak najbardziej płynna, responsywna i przyjemna za sprawą tutejszej hap tyki.
Jeśli miałeś do tej pory Sony, to będziesz mieć pewność, że nadal jesteś u siebie i że nikt pod twoją nieobecność nie urządził tutaj hucznej imprezy.

Być może dla części z was niedosytem będzie informacja o tym, że otrzymamy tutaj trzyletnie wsparcie głównymi aktualizacjami i cztery lata poprawek bezpieczeństwa.
Warto jednak podkreślić, że to i tak w przypadku tego producenta oznacza poprawę, bo poprzednik był oferowany w wariancie 2 lata dla głównych aktualizacji i 3 dla poprawek bezpieczeństwa.

Nie będzie również zaskoczeniem jak powiem, że na pokładzie nowej Xperii zameldowała się kolejna generacja Snapdragona - ponownie w duecie z 12 gigabajtami ramu.
Powinniśmy przyjąć to raczej z entuzjazmem, ale niestety to jest ten moment, kiedy muszę przerwać peany na cześć tego telefonu.
Nadal w testach obciążeniowych mamy tutaj wyraźny problem z utrzymaniem stałej wydajności i że pomimo użytych systemów chłodzenia, nadal sporo ciepła kumuluje się w ramkach.

Na szczęście w takim codziennym użytkowaniu problem ten się nie ujawnia i nawet nagrywanie 5 minutowego filmu w 4k nie było w stanie solidnie nagrzać obudowy.
Dopiero rejestrowanie filmu w 4k i 120 klatkach na sekundę nagrywane longiem przez kilka minut podbiło bardziej temperaturę, ale nadal utrzymywała się w akceptowalnych granicach.
Wiem, co mówię, bo cały czas mam w pamięci to co działo się w modelu mark cztery.
Natomiast pamiętam, że z kolei w poprzedniku robiłem też próby przy użyciu aplikacji Cinema pro, a jako, że tutaj tryb pro dla funkcji wideo jest narazie niedostępny, to rodzi pytanie o ostateczną kulturę pracy tego urządzenia.

Jest też dobra wiadomość dla entuzjastów grania, bowiem w ramach oprogramowania otrzymujemy tutaj pakiet launchera i jednocześnie nakładki.
Dzięki temu możemy ustawiać sobie profile wydajności gier, ustawiać częstotliwość odświeżania obrazu, lub zarządzać energią, kiedy telefon jest w trakcie ładowania.
Wówczas zaspokajane jest tylko bieżące zużycie energii, tak by uniknąć wysokich temperatur.
Bateria w Sony Xperia 1 mark VI

A skoro jesteśmy już przy zużyciu energii, to mam bardzo dobrą wiadomość, bowiem ten telefon, zgodnie zresztą z tym co anonsuje sam producent, spokojnie pozwala na dwa pełne dni użytkowania.
Mimo, że mamy tutaj do dyspozycji wciąż tę samą baterię o pojemności 5000 mAh.
To z kolei oznacza, że tutejszy ekran ltpo o mniejszej rozdzielczości i nowy Snapdragon okazały się być zbawienną kombinacją zwłaszcza, kiedy głównie konsumujemy wideo, albo przeglądamy strony internetowe.

I o ile w kontekście pracy na baterii ręce same układają się do oklasków, tak w przypadku braku ładowarki oraz przewodu w zestawie można delikatnie wytracić ten entuzjazm.
Szczególnie, gdy spojrzymy na premierową cenę, która ponownie w przypadku flagowca od Sony każe wysupłać nam z kieszeni 6500 złotych.
W ramach tej ceny widziałbym tutaj miejsce conajmniej na jakiś przewód, jak i również na jakiś akcesorium nawiązujące już stricte do fotografii, czyli głównej tożsamości tego sprzętu.
Pocieszeniem ponownie są dodawane do zestawu promocyjnego bardzo dobre słuchawki nauszne WH-1000XM5, których aktualna cena to jakieś 1300 złotych.
Również sama moc ładowania wynosząca 30 watów z pewnością nie pozwoli nam na bicie rekordów.
Jednocześnie Sony deklaruje powolną degradację baterii w ramach funkcji Battery Care, co ma wpłynąć właśnie na niewielką degradację ogniwa przez kolejne lata użytkowania.
Jakie zdjęcia robi Sony Xperia 1 mark VI?

No dobra. Myślę, że przyszła już właściwa pora by omówić to co najważniejsze w tym smartfonie, czyli jego możliwości foto-video. I tutaj nie ukrywam kumuluje się mój niedosyt, ale po kolei.

Zacznijmy od jednej z najważniejszych zmian, czyli od tego, że mamy obecnie jedną aplikację zamiast trzech osobnych.
Do tej pory jedna była przeznaczona do zdjęć, druga do filmowania, a trzecia również do filmowania, ale z uwzględnieniem wszystkich zaawansowanych funkcji.
Jakby tego było mało, aplikacja do zdjęć miała w sobie wybór wielu trybów pracy, a każdy z tych trybów potrafił dodatkowo przeorganizować interfejs oraz rozbudowane menu.
Nierzadko przejście do pozycji horyzontalnej wprowadzało kolejne zmiany w układzie funkcji, co razem tworzyło już naprawdę gigantyczny chaos.

Na całe szczęście zarówno nowi, jak i starsi użytkownicy Xperii doczekali się wreszcie totalnie przeprojektowanej aplikacji.
Po pierwsze skupia ona w sobie wszystkie funkcje, a po drugie - nie próbuje zaspokajać potrzeb wąskiego grona osób, tylko jednak zwraca się w stronę bardziej masowego odbiorcy.
To oczywiście nie znaczy, że nie mamy tutaj dostępu do manualnych nastaw - po prostu nawigowanie po tej aplikacji jest o niebo lepsze, zdecydowanie bardziej intuicyjne i co najważniejsze, nie odbiera przyjemności z robienia samych zdjęć.
Wprowadzenie tych zmian było tu konieczne, ale szkoda, że odbyło się w sposób tak bezkompromisowy.
Żałuję, że praktycznie nie zostało nic po poprzedniej aplikacji poza rozszerzonym menu, bo jednak całość mocno nawiązywała do systemu Sony Alpha.
Szkoda, że np. Nikt nie wykorzystał potencjału jaki moim zdaniem drzemie w wirtualnym pokrętle trybów, który mógł np. Posłużyć za przełączanie się pomiędzy funkcjami wideo, zdjęciami, a na przykład efektem rozmycia.
Jedyny ślad po pokrętle trybów znajdziemy w manualnym trybie pracy aparatów, gdy chcemy przełączyć się na priorytet czasu, migawki, albo pełny manual.
Widać, że nikt nie chciał już tutaj przekonywać nikogo do ekosystemu Alpha, tylko postawił na bezpieczny i sprawdzony przez rynek układ interfejsu.
I o ile to jestem jeszcze w stanie zrozumieć i zaakceptować, bo przecież jest znacznie lepiej, niż było, tak nadal nie potrafię zrozumieć, że za tutejszą aplikację do gromadzenia naszych multimediów odpowiada galeria od Google.
To trochę jednak nie przystoi marce, która wyraża się przecież przez fotografię i video by nie miała własnej aplikacji do gromadzenia, przekazywania i edytowania materiałów.

Aktualnie producenci fotosmartfonów próbują przekonać nas wysuwanymi obiektywami, zmienną przysłoną, ultraszerokim kątem opartym o większą matrycę albo najczęściej coraz bardziej zaawansowanym optycznym zoomem.
Sony postawiło na swój autorski teleobiektyw o ciągłym zoomie i mam wrażenie, że przez ten właśnie zoom utknęło od lat w króliczej norze, z której albo nie chcą, albo nie potrafią się wydostać.

I właściwie jest to główny element, który uległ zmianie względem poprzednika, więc pozwólcie, że na nim się skupię, bo nie chciałbym ponownie omawiać choćby tej samej matrycy głównej, którą tutaj mamy.
Podkreślę, tylko, że nie zmieniłem co do niej zdania i nadal zdjęcia z głównej jednostki są podane dokładnie tak jak lubię - bez cyfrowego podbijania ostrości, bez agresywnego hdr’a, w towarzystwie naturalnych kolorów i stonowanej bieli.
To jest znak rozpoznawczy Sony i cieszę się, że akurat w tej kwestii nie podążają za głównym nurtem.
Uzupełnię to tylko jedną informacją, że od teraz mamy do dyspozycji nowy tryb pełnej rozdzielczości, więc możemy wykorzystać pełny potencjał 48 megapikseli.

Wróćmy do wspomnianego teleobiektywu.
U poprzednika peryskopowy zoom odpowiadał ogniskowym w zakresie od 85 do 125 mm, co finalnie nie dawało nam ani zachwycającego obrazka, ani szczególnie szerokiego zakresu ogniskowych by cieszyć się tym łagodnym przejściem.
No i w tej sytuacji były dwa wyjścia.
Albo rozwijamy nasz koncept i próbujemy wznieść go na nowy poziom, albo, co zresztą uważam za najbardziej słuszne, odstawiamy narazie ten projekt i robimy bezpiecznie np. dwa stałoogniskowe obiektywy z powiększeniem.

Tymczasem Sony z wrodzoną dla siebie przekorą rozwinęło swój koncept zmiennoogniskowego aparatu oferując nam szersze pokrycie odpowiadające tym razem zakresowi 85-170 mm.
Trzeba przyznać jest już sporym osiągnięciem i rzeczywiście taki zakres pozwala w pełni odczuć użyteczność takiego rozwiązania, szczególnie w trybie filmowania, kiedy chcemy płynnie powiększyć kadr.
I o ile ten ważny aspekt został niewątpliwie poprawiony i można powiedzieć, że Japończycy dopięli swego, tak niestety całość nadal pracuje w oparciu o stanowczo za małą matrycę o wyjściowej rozdzielczości 12 megapikseli.
Całość zaś oferuje w dodatku jeszcze mniejszy otwór przysłony, niż u poprzednika, co finalnie daje nam znowu co najwyżej przeciętne wyniki jeśli chodzi o końcową jakość.

Stałoogniskowy zoom z Huawei Pura 70 Ultra, który odpowiada 3,5 krotnemu powiększeniu optycznemu praktycznie deklasuje optykę od Sony.
W swoim zmiennoogniskowym układzie oferuje dwukrotnie większe powiększenie, a i tak nie jest w stanie zagrozić smartfonowi od chińczyków.
Na niekorzyść Sony gra też wyraźnie gorsza stabilizacja odczuwalna przy większym powiększeniu.

Sony pod tym względem zostawia również w tyle S24 Ultra oraz iPhone 15 Pro Max.


Kiedy z kolei skupimy się na początku tego zakresu, czyli 3,5 krotnym powiększeniu w Sony, to jest już zauważalnie lepiej.
W porównaniu z Samsungiem wypada mniej więcej na podobnym poziomie, mimo, że Samsung lubi ratować detale cyfrowym szumem, ale ponownie Huawei stoi o oczko wyżej.
Wniosek zatem płynie taki, że im bardziej pniemy się w górę w tym zakresie optycznego zoomu w Sony tym jakość coraz bardziej ubożeje.
To z pewnością przekreśla pełną użyteczność takiej konstrukcji, zwłaszcza, w gorszych warunkach oświetleniowych.

Nowością jeśli chodzi o teleobiektyw jest tryb makro, który daje bardzo satysfakcjonujące wyniki, zwłaszcza, że możemy fotografować w odległości już 4 cm od obiektu.
Od razu trzeba zaznaczyć, że ze względu na to, że oferuje pracę tylko w manualnym trybie ostrzenia i operujemy na naprawdę płytkiej głębi ostrości, to tutaj właściwie koniecznością będzie użycie statywu.
W przeciwnym razie większość zdjęć będzie wyraźnie poruszona.

A wracając do zdjęć już w ujęciu ogólnym, należy przypomnieć o tym co tutaj mamy, a co niezwykle cenię.
Naturalna kolorystyka, nienachalny algorytm, piękne rozmycia tła, potwierdzanie ostrości za pomocą dwuskokowego przycisku migawki, śledzenie oka lub twarzy - rzeczy, które niewątpliwie wyróżniają ten telefon.
Jestem niesamowicie ciekaw pełnych możliwości wideo jakie oferuje ten smartfon, natomiast na ten moment aplikacja oferuje tryb pro wyłącznie dla zdjęć, zaś tryb pro dla wideo ma być udostępniony jesienią tego roku.
Tu też pojawia się pytanie, czy przyniesie on jakieś dodatkowe zmiany.
Przypomnę, że do tej pory mogliśmy korzystać np. z s-cinetone, czyli profilu znanego z pełnoprawnych profesjonalnych kamer, który nadaje produkcji ten charakterystyczny filmowy wygląd i wyjątkowe kolory.
Jest oczywiście 4k i 120 klatek na sekundę, jest również śledzenie oka albo wybranych obiektów, oraz ten charakterystyczny dźwięk inicjujący nagrywanie, który znam ze swojej kamery od Sony.

Podsumowując jest dobrze, poprawnie jeśli chodzi o możliwości teleobiektywu i na pewno ten model nie będzie powodem do przesiadki dla osób, które fotografują i filmują obecnie jego poprzednikiem.
Jeśli za rok Sony zaprezentuje ten sam zakres ogniskowych, ale z wyraźnie poprawionym teleobiektywem, to wtedy ten produkt będzie można uznać za już jakościowy niemal w każdym możliwym calu.
Czy warto kupić Sony Xperia 1 mark VI?

Tak jak wspomniałem, mówimy tutaj o telefonie za bagatela 6500 tysiąca złotych, więc mamy prawo wymagać od niego jak najwięcej i uważam, że w tym nowym wcieleniu Sony wywiązuje się z tego zadania niemal w całości.
Dużo zostało już poprawione i uważam, że Sony ma argumenty by w przyszłości znaleźć dla siebie miejsce na rynku smartfonów i niekonicznie gdzieś z boku.
W końcu większość osób przeznaczająca taką kwotę na smartfon chce płacić za używanie tych wszystkich dobrodziejstw jakie oferują flagowce, a takich wysoko półkowych smaczków tutaj abolutnie nie brakuje.

Brakuje za to nadal lepszego marketingu, przynajmniej w Polsce i nawet nie mówię tutaj o tworzeniu nie wiadomo jak spektakularnej komunikacji do potencjalnych klientów.
Myślę o takich banalnie prostych i oczywistych rzeczach.
Kiedy odwiedzamy oficjalną stronę producenta, to po wybraniu zamówienia w przedsprzedaży zostajemy przeniesieni do strony, gdzie mamy zostawić adres mailowy by zostać poinformowanymi o możliwości zakupu produktu.
Zupełnie jakby jakąś przeszkodą było przekierowanie klientów do oficjalnego sklepu sony center, gdzie zresztą ten telefon jest już dawno dostępny od ręki.
Dajcie znać co sądzicie na temat nowej Xperii, czy ktoś z Was rozważa jej zakup, a może korzysta z poprzednika.