Samsung Galaxy S22 Ultra

Otwieram pudełko, a emocje sięgają zenitu. W końcu jest. Flagowiec. Tegoroczna nowość od Samsunga. Obracam go w dłoniach i czuje pod palcami jeszcze zimną obudowę. Mówcie co chcecie, ale te soczewki wyglądają dużo lepiej bez wyspy. Wydaje się teraz taki smuklejszy. I ten kolor.

Chociaż i tak jest duży. Jak ktoś odwykł od dużych gabarytów, to może się poczuć znowu jakby kupił pierwszą plazmę do domu. Zresztą sami zobaczcie.

Dreszczyk emocji wyraźnie zaczyna przygasać, ale coś sobie przypomniałem. Jest. Tak, dobrze widzicie. S22 Ultra, to taki trochę S21 Note, bo ma rysik.

Tak, czy inaczej trzymam właśnie telefon, który już w bazowej wersji kosztuje tyle co choćby używany Opel Tigra z 2007 roku i … mimo wszystko, więcej emocji nadal wzbudza tigra, do której wciąż mam niesłabnący sentyment.
Ale to S22 ultra jest teraz uosobieniem tego co modne i estetyczne. Po obu stronach znajdziecie oczywiście szkło i aluminium na brzegach.

Liczyłem na to, że aparat do selfie będzie ukryty, ale niestety nie jest. Niektóre rzeczy nie lubią zmieniać się zbyt szybko. Zupełnie jak kamery w MacBookach.

Smartfon jest certyfikowany standardem ip68, więc bez przeszkód będziecie mogli odbierać połączenia w trakcie biznesowych rozmów w jacuzzi, albo kiedy na tenże smartfon będą skapywać Wasze łzy, bo mogliście jeździć tigrą, a wybraliście komunikację miejską.

W zestawie nie ma ładowarki. Ile ten telefon musiałby kosztować, żeby dodali ładowarkę? 10 tysięcy? Dobrze, że w pancerniku można coś wyrwać. Jakąś ładowarkę w sensie.
Jest tylko przewód usb-c do usb-c, oraz igła do tacki sim i instrukcja jakby ktoś nie wiedział, z której strony trzymać telefon.
Jest tacka na dwie karty sim, ale bez miejsca na kartę micro sd, no bo jakżeby inaczej.
EKRAN

6.8 cala to naprawdę dużo, ale po coś w końcu jest ten s-pen, więc na takiej przestrzeni roboczej będzie wygodnie wymachiwać wszystkie zaklęcia.

Jest jasno. 1750 nitów. Jak włączyłem ekran na maksa, to sąsiad myślał, że włączyłem telewizor w pokoju. Skąd to wiem? Nie wiem, ale pasowało do opowieści. Tak, czy inaczej mamy tutaj 1750 nitów, więc słonecznie dni na dworze nie będą Wam straszne. Albo słoneczne dni na polu. Wymieniam obie wersje, bo nie wiem, gdzie zwyczajowo przebywacie.

Dynamic Amoled 2x w duecie ze 120hz odświeżaniem. Czy to się jeszcze w ogóle da zrobić lepiej? Nie lubię tych wyobleń i tego efektu załamywania się światła na brzegach, kiedy mamy jasne tło.

Jeśli zależy Wam na wydajności akumulatora, to możecie skorzystać z trzech dostępnych rozdzielczości i zdecydować o jego losie. Ale kto wydaje tyle pieniędzy by kalać wzrok widocznymi pikselami?
S-pen ma poprawioną czułość o ileś tam procent. Czuję to. Na mój gust to będzie jakieś 23 procent. Może 24 ...

Rysik ma dokładnie te same funkcje co mial przy okazji Note 20, więc nie czekajcie na to, co się nie wydarzy. I nie próbujcie mowić na głos „wingardium leviosa”, bo bez akcentu Hermiony rysik i tak nie zadziała i tym bardziej nie zamieni Exynosa na Snapdragona. Nic się nie stanie.
PROCESOR

Nie obchodzą mnie te lamenty jaki procesor byłby lepszy, a jaki jest szybszy, a który jest bardziej prądożerny, a który się nagrzewa, a kto został w tym momencie oszukany …
Do wyboru mamy 8 albo 12 gb ramu, ale to też bez znaczenia. Jest tak szybko, że można przeoczyć to co właściwie przed momentem zrobiło się na tym telefonie. No chyba, że ktoś chce jeszcze szybciej. I ten ktoś ma zaburzenia pamięci krótkotrwałej.

Telefon ma czteroletnie wsparcie programowe - szanuję w opór.

Cieszę się, że w końcu mogę bardziej ingerować w palety kolorów interfejsu. Wow.
BIOMETR

W ekranie jest zaszyty ultrasoniczny czytnik linii papilarnych i jest naprawdę szybki. Lepszy, niż optyczny w s21 fe, który ostatnio testowaliśmy. To ważne, kiedy pilnie potrzebujesz wezwać służby ratownicze, a nie możesz zrobić tego tak szybko jakbyś chciał, bo czytnik jest tylko optyczny.

Uspokajam. Są głośniki stereo.
AKUMULATOR

Akumulator ma pojemność 5000 mAh i ładuje się z mocą 45 watów. Na dzień wystarczy. No chyba, że zaczniecie ścigać rzadkiej rasy pokemona, to nie.

Smartfon ładuje się od zera do pełna w jakieś 45 minut. Czyli dokładnie tyle ile zajmuje mi opuszczenie łóżka po przebudzeniu. Podoba mi się. Jest też dostępne 15 watowe ładowanie indukcyjne i 9 watowe zwrotne gdybyście chcieli kogoś poderwać na brak ładowarki. Jak będziecie mieć szczęście, to postykacie się telefonami.
APARAT

Stare cyfrówki wymiękają. Mamy tu instrumenty conajmniej tej samej klasy, co u poprzednika. Właściwie, to te same z dwiema zmianami.
Główna matryca 108 mpx i szeroki kąt 12 mpx , to te same matryce co w s21 ultra.
Ale mamy nowe i lepsze teleobiektywy, więc wszyscy ornitolodzy, trzymajcie się mocno.
Krótki tele z 3x powiększeniem optycznym i długi tele z 10x powiększeniem optycznym. Dalej można powiększać, ale cyfrowo. Ale po co.

W nocy aparaty mają mieć charyzmę godną batmana i wymiatać wrogi szum, ale wygląda na to, że Bruce Wayne dalej biega w podartych kalesonach. Poziom odszumiania jest przyzwoity i wystarczający dla większości zastosowań, ale nie jest to wyraźny skok jakościowy względem poprzednika.
Mnie bardziej wkurza kładzenie nacisku na wyciąganie detali z każdego najmniejszego cienia, przez co zdjęcia wyglądają nienaturalnie, a gra światła, cienia i kontrastu została tutaj zredukowana do jakichś niepotrzebnych popisów.
Aparat na froncie ma 40 mpx, więc bez kłopotu policzycie sobie wszystkie wągry na nosie.
Filmy zrobimy nawet w 8k. Jak kogoś nie lubimy, to możemy poprosić go, żeby spróbował włączyć go na swoim marnym komputerku. 4k w 60 klatkach jest w zupełności git.

Co najbardziej lubię w kontekście zdjęć? To, że S22 Ultra jest kanciasty i bardzo wygodnie trzyma się go w dłoniach w orientacji poziomej, kiedy kadrujemy zdjęcie.
PODSUMOWANIE

Podsumowując. Jak masz obecnie S21 ultra, to spójrz na niego łaskawszym okiem i doceń. Jeśli masz średniopółkowca, chcesz odpiąć pasy i zobaczyć jak to jest mieć jednego z topowych flagowców - idź w to.
Jeśli go nie chcesz, to nie kupuj. Jeśli go chcesz, to przemyśl to. To w dalszym ciągu tylko telefon. No z taką przyspawaną dobrą cyfrówką.
Andrzej Duba
Czytam ten opis i mam wrażenie, że autor bo dziennikarzem ciężko byłoby go nazwać chciałby wykazać sie w stand-upie, albo innej formie satyry, ale za długo myśli nad swoimi żartami więc zabrał się za pisanie. Powiedzieć, ze recenzji brakuje merytoryki to tak jak powiedzieć, że brakuje jej też składni i puenty. Polecam recenzować kajzerki, albo inne mało wymagające obiekty, a nie technologię