Na czym polega fenomen Nothing Phone?

Pierwszy model tego producenta mocno ekscytował branżę, kiedy pojawiły się jego zapowiedzi. Kiedy trafił on już w ręce użytkowników, to wiele osób stwierdziło, że owszem, fajny i niebanalny, ale jednak jest to na końcu urządzenie, które reprezentuje przeciętne parametry.
No i poza retro futurystyczną estetyką jest w miarę dobrze wycenionym telefonem opartym na Androidzie i to tyle.

Drugi model był już wyraźnym liftingiem, ale nie samej koncepcji wizualnej, a podzespołów. Telefon doczekał się usprawnionego wyświetlacza, procesorów, czy kodeków audio.
Niestety uznano tym samym, że urządzenie nie będzie ponownie atakować cenowo okolic dwóch tysięcy złotych, tylko wyślą go na podbój kwot, nawet przekraczających pułap trzech tysięcy złotych.

Na szczęście tym razem ktoś oprzytomniał i stwierdził, że przecież idea tego telefonu ma DNA bliższe segmentu budżetowego. Trudno bowiem konkurować tutaj podzespołami, bo mamy przecież choćby POCO X6 Pro, Motorollę Edge 40, czy debiutujący Realme 12 Pro.

Ale mam wrażenie, że na próżno było szukać tutaj producenta, który odpowiada na potrzeby estetów i osób, które są rozmiłowane w tzw. smaczkach. A wszystko to podane w otoczce godnej produktów segmentu premium.
I tu od razu podkreślę, że gdyby ten telefon na przekór większości modelom, z którymi konkuruje, był nieco mniejszy i zamiast przekątnej ekranu 6.7 cala orbitował bliżej sześciu cali, to w moim odczuciu byłby murowanym hitem.
Nothing Phone (2a): Wygląd to wszystko?

Bo poza tym ma wszystkie papiery na to, żeby uwodzić swoim wyglądem, chociaż wiem, że nie każdy odwzajemni mój entuzjazm - choćby ze względu na te dość ekscentrycznie ułożone obiektywy.
Zdecydowałem się na wersję białą, bo nauczony doświadczeniem wiedziałem, że czarny Nothing Phone jest owszem bardziej charakterny, ale tylna część obudowy łatwo zbiera odciski, a także dość szybko uwidacznia rysy.

Biały kolor eliminuje ten problem, ale pytanie jakie mnie nurtuje, to jak tutejsza tylna obudowa zniesie dłuższą eksploatację, z tego względu, że tym razem zamiast szkła, mamy w tym miejscu plastik.
Sam projekt bardzo trafia w mój gust i jest totalną odskocznią od tych wszystkich minimalistycznych, ale jednak zwykle zachowawczych brył. To nie jest kolejny telefon, który upodabnia się do reszty i próbuje pogodzić jak największą ilość elektoratów.
Nothing Phone (2a) pod tym względem nie kalkuluje, tylko zwraca się w stronę bardzo konkretnych odbiorców, którzy doceniają oryginalny wygląd w urządzeniach codziennego użytku.

Do tego dostajemy tutaj takie rzeczy jak choćby cienkie symetryczne ramki, których na próżno szukać często w nawet dużo droższych urządzeniach.
A mówię tak dużo o tym aspekcie wizualnym, dlatego, że jest to główny atut Nothing Phone (2a) i to trzeba uczciwie podkreślić.


Owszem, już w pierwszym kontakcie z pudełkiem nasze lica oblewa czerwień ekscytacji, bo wszystko jest tutaj ponownie ładne, estetyczne i niebanalne. Nawet dołączony przewód, czy igła do wysuwania tacki na kartę, nie mogą być tutaj nudne.

Podobnie jak migające ledy na tyle obudowy, czy wreszcie sama nakładka i zaszyte w niej różnego rodzaju smaczki. To idealna strawa dla typowego gadżeciarza takiego jak ja.
Ale gdy już spojrzymy na sprawy ponownie zdroworozsądkowo, to okaże się, że ten telefon wśród swojej konkurencji nie rozstawi nikogo po kątach i zażartą walkę pomiędzy nimi będzie raczej oglądać z tylnego rzędu siedzeń.

Nie chodzi tutaj o brak ładowarki w zestawie, chociaż to też gra na niekorzyść, ale rzecz w tym, że w moim przekonaniu nie ma tu niczego, zgodnie z nazwą, co byłoby jakimś silnym wyróżnikiem poza właśnie aspektem wizualnym, który podkreślę raz jeszcze, uwielbiam.
Ekran w Nothing Phone (2a)

No bo tak. W tym przedziale cenowym praktycznie każdy ekran jest amoledowy i obsługuje hdr10+, do tego konkurencja potrafi dorzucić już nawet ltpo, większe pokrycie barw, dolby vision, większe zagęszczenie pikseli na cal, czy wreszcie większą jasność samego panelu.
Oczywiście ten ekran sam w sobie nie jest zły, jest wystarczająco jasny, nawet w słońcu, ale nie burzy zastanego porządku i niczym konkretnym nie próbuje konkurować.

Zresztą dokładnie to samo można powiedzieć o jakości wydobywanego dźwięku, który jest tutaj bardzo przeciętny, a do tego główny głośnik gra zdecydowanie mocniej względem drugiego, uzupełniającego.
Nie wspominając o tym, że konkurencja w tej cenie daje lepszą częstotliwość próbkowania i głębię bitową.
Wydajność Nothing Phone (2a)

Nie inaczej jest w kwestii procesora, który ponownie, odznacza się poprawną kulturą pracy, ale przy choćby takim Poco X6 Pro nie ma absolutnie czego szukać i to też trzeba sobie jasno powiedzieć.
Nawet w takim codziennym użytkowaniu zdarzają się raz na czas pojedyncze przycięcia, czy chwile zwłoki.
Nie jest to coś co dyskwalifikuje ten telefon, ale też nie jest to coś co pozytywnie wyróżniałoby go na tle konkurencji. Dostępny jest podstawowy model 8 GB/128 GB i model 12 GB/256 GB, więc w tej sytuacji warto byłoby może rozważyć wersję z 12gb pamięci ram.
Bateria w Nothing Phone (2a)

Analogiczną sytuację mamy w przypadku baterii i ładowania. 5000 mAh to parametr, który posiada każdy konkurent w tej cenie, a tutejsza moc ładowania na poziomie 45 watów jest jedną z niższych. I znowu.
Żebyśmy się dobrze zrozumieli. Nie twierdzę, że to źle, ale próbuję zwrócić waszą uwagę, że ponownie i te właściwości nie są specjalnym orężem od Nothing. Telefon przetrwa z nami nieco ponad dzień, ale nic ponad to.
Aparaty w Nothing Phone (2a)

Również pod względem możliwości samych aparatów, można odnieść wrażenie, że nikt tutaj nie rzucał się z motyką na słońce i nie próbuje nas uwieść jakimiś unikalnymi funkcjami.
Poza możliwością dodania znaku wodnego, który niestety jest słabo widoczny i mocno spowalnia przetwarzanie podglądu zdjęcia.
Oczywiście główną jednostką zrobimy dobre jakościowo zdjęcie, zaś szeroki kąt mimo wsparcia również 50 megapikselową matrycą, jest użyteczny, ale jednak potrzebuje towarzystwa światła dziennego.

Cały ten interfejs, skądinąd mocno inspirowany iPhonem, jest zredukowany do niezbędnego minimum i ubogość tutejszych ustawień daje dobitnie do zrozumienia jedną rzecz.
Tutaj nikt nie chciał pozować na fotosmartfon puszczający oko w stronę tych, którzy mają większe wymagania wobec zdjęć, czy filmów. Takie niezbędne minimum, ale nic ponad to.
Czy warto kupić Nothing Phone (2a)?

O co chodzi w całej tej zabawie? A no o to, co powiedziałem na początku, czyli o emocje jakie dostarcza wygląd telefonu oraz jego nakładka.
Jeśli nudzi Cię perspektywa zakupu kolejnej nijakiej w Twoim mniemaniu Motoroli, czy np. Poco, to Nothing Phone (2a) oraz jego interfejs będą świetną motywacją.
Jeśli ponownie chcesz kupić zdroworozsądkowy telefon, który utrzyma wigor przez lata, to tutaj wybór jest znacznie większy i najczęściej wyraźnie lepszy.

I choć jest to taka klasyczna walka serca z rozumem, to przyznam Wam, że zdążyłem polubić ten telefon. Lubię te interaktywne ledy, które informują o połączeniu, sygnalizują powiadomienia, są miernikiem naładowania, czy wizualizują upływ czasu w minutniku.
Albo taka funkcja "Glyph Progres", która integruje się z aplikacjami innych firm i np. umożliwia śledzenie postępów kierowcy Ubera, który do nas zmierza, a my możemy ponownie śledzić wydłużający się pasek ledowy z tyłu telefonu.
To przy okazji świetna opcja dla osób, które mają problemy ze słuchem. Chociaż trzeba podkreślić, że tym razem tutejszych ledów jest mniej, niż w droższym bracie.

Lubię nakładkę Nothing OS 2.5. Podoba mi się ta spójna estetyka widgetów oraz monochromatyczny pakiet ikon dostępny dla wszystkich aplikacji - nie wyłączając z tego trybu Always-on Display.
Oczywiście wszystko można w dowolnym momencie zmienić i przywrócić klasyczny wygląd. Nakładka jest czysta, pozbawiona niepotrzebnych sprzątaczy, czy optymalizatorów.
Widać tu raczej typowy wpływ usług Google’a, co ogólnie doceniam, chociaż nie przepadam za tym, że system gromadzi zdjęcia w galerii od Google.
Jedynymi niestandardowymi aplikacjami w telefonie są aplikacja Aparat, Kompozytor, Pogoda, Rejestrator, oraz Nothing X, którą część z Was może już kojarzyć, gdyż jest to aplikacja odpowiedzialna za połączenie i zarządzanie słuchawkami od Nothing.

Trzeba też uczciwie zaznaczyć, że poza interfejsem Glyph, czyli tymi ledami na odwrocie, to właściwie nie znajdziemy tutaj zbyt wielu unikalnych funkcji dla tej nakładki, która przede wszystkim ma cieszyć oko.
Nothing Phone (2a) otrzymuje taki sam poziom wsparcia oprogramowania jak zwykły Nothing Phone (2). To znaczy - trzy lata aktualizacji oprogramowania i cztery lata poprawek bezpieczeństwa.
Cieszę się, że jest taka marka jak Nothing, bo mimo wszystko stanowi jakiś nowy, alternatywny wybór do tego co już jest.
Będzie to idealna propozycja dla osób, które więcej wymagają od wyglądu telefonu jako przedmiotu codziennego użytku, niż od jego właściwości, które w tym wypadku uznałbym za dobre, ale przeciętne.

Aktualnie ten telefon w podstawowej wersji kosztuje 1450 złotych i uważam, że to naprawdę dobra cena, szczególnie, że ta bryła z płaskim przodem oraz tyłem i symetrycznymi ramkami wygląda na dużo droższą.
Jak już wspomniałem, gdyby jeszcze ten telefon chciałby być odrobinę mniejszy, to z pewnością byłby to jego dodatkowy atut i wyróżnik, bo trudno w tej cenie znaleźć zgrabny telefon.
Z czasem, kiedy cena ta zbliży się bardziej do okolic tysiąca złotych, sprawi, że wówczas ten telefon będzie jednym z lepszych wyborów.
Nothing Phone (2a) to idealny przykład paradoksu. Przeciętny i jednocześnie wyjątkowy.
Radek
Miałem Nothing 1, teraz mam Nothing 2A od jakieś pół roku. Nie zdążyło mi się NIGDY spowolnienie, zamulenie czy zwiecha. Telefon działa mega szybko! Aparat robi piękne zdjęcia nawet w ciemnym otoczeniu, wideo w 4k jest naprawdę mega! Za kwotę 1500zl dla mnie mega wybór!!