To się zmieni w smartfonach w 2026. I nie wszystkim się to spodoba…
Ten tekst powstał na podstawie materiału wideo, który znajdziesz na naszym kanale YouTube. Zobacz film tutaj.
AI zmienia rynek i sposób korzystania z urządzeń

Zaczynamy od tematu absolutnie kluczowego, który w 2026 roku będzie determinował praktycznie wszystko, co dzieje się na rynku smartfonów. Mowa oczywiście o sztucznej inteligencji.
Pierwszą, bardzo odczuwalną zmianą będą… ceny urządzeń. I to nie tylko smartfonów, ale szeroko pojętej elektroniki użytkowej. Dlaczego? Bo drożeją pamięci RAM oraz procesory.

Fabryki, mówiąc kolokwialnie, nie wyrabiają. Ogromna część zamówień trafia dziś do centrów danych i superkomputerów.
Najwięksi gracze technologiczni wykupują potężne ilości pamięci i mocy obliczeniowej, niezbędnej do trenowania i obsługi modeli AI.

W rezultacie mniej komponentów trafia do klasycznych urządzeń konsumenckich takich jak smartfony, laptopy czy tablety.
A produkcja pamięci to nie jest coś, co można zwiększyć z dnia na dzień. Budowa nowych fabryk i rozbudowa istniejących linii to ogromne inwestycje i miesiące, a często nawet lata przygotowań.
Gdy popyt rośnie gwałtownie, podaż nie nadąża, a to zaś prowadzi do jednego: do presji cenowej.
Sytuacji nie ułatwia też fakt, że rynek przechodzi na nowsze standardy pamięci i układów, które są droższe w produkcji i mają węższe łańcuchy dostaw.

Do tego dochodzą rosnące koszty energii, surowców, transportu… no i oczywiście geopolityka oraz koncentracja produkcji w kilku krajach Azji.
W efekcie coraz częściej spekuluje się, że producenci w 2026 roku będą: obniżać konfiguracje bazowe, oferować mniej RAM-u w standardzie, wykorzystywać starsze komponenty, upraszczać ofertę i mocniej zachęcać do wyboru droższych wersji pamięciowych.

Nie zdziwię się więc, jeśli zobaczymy powrót smartfonów z 6 GB RAMu, szczególnie w średniej półce.
Niewykluczony jest też większy udział hybrydowych slotów SIM i kart microSD. Jeśli pamięci wbudowanej będzie mniej, możliwość jej rozszerzenia znów stanie się koniecznością.

Równocześnie możemy zobaczyć większe zainteresowanie flagowcami z poprzedniego roku.
W wielu przypadkach będą po prostu bardziej opłacalne, łatwiej dostępne i wyraźnie tańsze niż ich najnowsze odpowiedniki.

A głównym powodem całego tego zamieszania jest sztuczna inteligencja i jej geometryczny rozwój. Co ciekawe, jeszcze w 2024 roku wielu z nas traktowało AI z dużym pobłażaniem.
Często były to funkcje jednorazowe, efektowne, ale niezbyt potrzebne. Tymczasem dziś sztuczna inteligencja jest zintegrowana z usługami, aplikacjami i całymi systemami.
W 2026 roku o konkurencyjności smartfonów będzie decydować właśnie AI i to najlepiej takie, które działa lokalnie na urządzeniu.
Dzięki coraz potężniejszym układom NPU w procesorach mobilnych, telefony będą w stanie przetwarzać zaawansowane modele językowe i wizualne bez wysyłania danych do chmury.

A to oznacza kilka kluczowych zmian. Po pierwsze – prywatność. Po drugie – szybkość. Po trzecie – personalizacja.
Asystenci będą analizować nasze dane lokalnie, tłumaczenia i streszczenia będą działać natychmiast, a AI zacznie naprawdę „znać” użytkownika: jego styl pisania, harmonogram dnia i codzienne nawyki.
Smartfon nie tylko odpowie na pytanie, ale sam zaproponuje rozwiązanie. Przypomni o zadaniu, przygotuje odpowiedź na maila, zaproponuje trasę albo poprawi zdjęcie, zanim jeszcze je zobaczymy.

Co ważne, producenci zaczną się wyraźnie różnicować właśnie na polu AI.
Jedni postawią na otwarte modele i integrację z aplikacjami firm trzecich, inni zaś na jeszcze bardziej zamknięte i szczelnie kontrolowane ekosystemy.
Koniec wyścigu na megapiksele, początek ery obliczeniowej

Kolejny duży temat to aparaty. I tu wyraźnie kończy się era czystych parametrów technicznych.
Megapiksele, liczba obiektywów czy same rozmiary matryc schodzą na dalszy plan. Z kolei na pierwszy wysuwa się przetwarzanie obrazu. Tak. AI ponownie w natarciu.
Od strony sprzętowej spodziewam się coraz szerszego wykorzystania 200-megapikselowych matryc. I nie tylko dla marketingu.
Takie sensory dostarczają po prostu czystsze i bogatsze dane, na których algorytmy AI mogą pracować precyzyjniej i naturalniej.

Fotografia obliczeniowa wejdzie na zupełnie nowy poziom.
Wystarczy porównać dwie ostatnie generacje flagowców, chociażby Samsunga, gdzie sprzęt zmienia się minimalnie, a jakość zdjęć rośnie głównie dzięki przetwarzaniu.

AI będzie analizować nie pojedyncze zdjęcie, ale całe serie klatek, ruch obiektów, światło i… preferencje użytkownika.
Efektem będą zdjęcia bardziej naturalne, mniej przesycone i bliższe temu, co widzi ludzkie oko.
Ogromny nacisk zostanie położony również na wideo.
Zaawansowana stabilizacja, automatyczne kadrowanie, korekcja światła i dźwięku w czasie rzeczywistym oraz narzędzia dla twórców staną się standardem.

Co ciekawe, coraz więcej producentów zacznie rezygnować z tanich, słabych obiektywów pomocniczych, montowanych wyłącznie „dla wyglądu”.
Zamiast czterech aparatów marketingowych zobaczymy dwa lub trzy naprawdę dopracowane moduły.
Baterie: większa zmiana, niż się spodziewamy

Jednym z najbardziej odczuwalnych trendów 2026 roku będą również baterie. I nie chodzi tylko o większą pojemność.
Coraz częściej mówi się o ogniwach krzemowo-węglowych, które pozwalają zwiększyć gęstość energii bez powiększania samej baterii. Efekt? Cieńsze telefony albo znacznie dłuższy czas pracy.
Równolegle rozwijać się będzie inteligentne zarządzanie energią. Tak, AI znów się kłania. Systemy będą przewidywać nasze zachowania i dostosowywać zużycie baterii do stylu życia użytkownika.
Ładowanie również stanie się mniej problematyczne. Wyścig na 200 czy 250 W wyhamowuje, a globalnym standardem stają się moce 80–120 W.

Choć mówiąc to, mam wrażenie, że trochę zaklinam rzeczywistość, patrząc na zbliżającą się premierę Galaxy S26… Oby tym razem było lepiej.
Rok 2026 ustanowi też nowy standard pojemności. 6000 mAh i więcej zacznie być punktem odniesienia, a 3 dni pracy bez ładowarki przestaną być rzadkością.
Składane smartfony wchodzą w fazę dojrzałości
Składane smartfony przestają być ciekawostką. W 2026 roku mogą stać się już realną alternatywą dla klasycznych modeli.
Kluczowe będą trzy rzeczy: trwałość, cena i oprogramowanie. Zawiasy będą solidniejsze, zagięcia mniej widoczne, a same konstrukcje lżejsze i cieńsze.

Wystarczyło mi spędzić więcej czasu z ostatnim Foldem od Samsunga, żeby zobaczyć, jak ogromny postęp dokonał się w tej kategorii.
Coraz więcej producentów wejdzie w ten segment, co w dłuższej perspektywie może wpłynąć również na nieco niższe ceny.

Choć kiedy myślę o pierwszym składaku od Apple, wiem, że niektóre rekordy cenowe jeszcze przed nami.
Największa zmiana zajdzie jednak w systemach operacyjnych, projektowanych z myślą o elastycznych ekranach, wielozadaniowości i płynnym przechodzeniu między trybami pracy.

2026 rok może sprawić, że składany smartfon przestanie być kompromisem, a stanie się świadomym wyborem, szczególnie, że coraz bardziej dochodzą do głosu również konstrukcje typu trifold.
Nowe materiały i spokojniejszy design

Rewolucji wizualnej raczej nie będzie, ale producenci coraz chętniej sięgną po nowe materiały. Lżejsze ramki, odporniejsze szkło i ekologiczne komponenty stają się pomału standardem.
Bardziej z powodów kosztowych i regulacyjnych, niż dlatego, że ktoś tworzy teraz takie trendy.

Coraz częściej widzimy też powrót wysokiej jakości tworzyw sztucznych, które nie wyglądają tanio, a lepiej znoszą codzienne użytkowanie.
We flagowcach normy IP69 i IP69K będą coraz częstsze, a co ważniejsze – trafią także do średniej półki.

Design konsekwentnie pójdzie w stronę minimalizmu: mniejsze wyspy aparatów, lepsza symetria, większy nacisk na ergonomię.
Nawet średniaki oferują dziś cienkie ramki dla wyświetlaczy, a same panele oled są wystarczajaco jasne i coraz częściej wyposażana już w ultradźwiękowe czytniki linii papilarnych.

Osobiście liczę też na powrót kompaktowych modeli. Technologicznie jesteśmy już gotowi na mniejsze, lżejsze i smuklejsze smartfony, które jednocześnie nie będą tracić na wigorze.
Smartfon ma być na lata

Coraz więcej użytkowników korzysta ze smartfona trzy lata lub dłużej.
Decyzje o wymianie wynikają coraz bardziej z realnej potrzeby, a nie chęci ciągłej zmiany, zwłaszcza, że mamy za sobą już okres corocznych spektakularnych premier urządzeń.

W odpowiedzi producenci muszą więc oferować długie wsparcie. Unia Europejska również naciska na wydłużenie cyklu życia urządzeń.
Nowe regulacje obowiązujące od połowy 2025 roku wymuszają większą trwałość, odporność na wodę i pył oraz baterie zachowujące co najmniej 80% pojemności po około 800 cyklach ładowania.

Dla użytkownika oznacza to jedno: smartfon kupiony w 2026 roku ma być gotowy na dobre kilka lat intensywnego użytkowania.
5, a nawet 7 lat aktualizacji systemu i poprawek bezpieczeństwa stanie się standardem w średniej i wyższej półce. Same aktualizacje będą mniej rewolucyjne wizualnie, a bardziej funkcjonalne.

I umówmy się – nakładki systemowe są dziś lepsze niż kiedykolwiek. W krótkich odstępach czasu miałem okazję ostatnio przerobić większość z nich od One UI po Hyper OS, czy Color OS.
Widać, że reprezentują już dzisiaj unikalny i wysoki standard, który z nawiązką zaspokaja potrzeby przeciętnego użytkownika.
Podsumowanie
Rok 2026 nie przyniesie jednego wielkiego przełomu, ale wiele mniejszych zmian, które razem realnie zmienią sposób, w jaki korzystamy ze smartfonów.
I powiem coś odważnego. Mam wrażenie, że to będzie rok pełnego skupienia na użytkowniku, a nie na wyścigu na cyferki.