Samsung Galaxy Watch Ultra

Ten smartwatch, to bardzo sprytnie stworzony sprzęt, który za sprawą swojego wyglądu i komunikacji do klientów pozycjonuje się jako ten najbardziej zaawansowany.

Tymczasem odnoszę wrażenie, że producent bardziej stworzył obietnicę w naszej głowie, niż realnie lepszy sprzęt od tego, który zasila pozostałą część aktualnej oferty.

Cały czas nie dawało mi spokoju to, że startowa cena tego zegarka to 2900 złotych, którą oczywiście możemy dodatkowo pomniejszyć za sprawą różnych promocji.

Rzecz w tym, że ta cena jest naprawdę atrakcyjna, kiedy weźmiemy pod uwagę ten drugi zegarek z pomarańczową opaską.

Często przygotowując się do recenzji lubię porównać ze sobą suchą specyfikację np. aktualnego modelu telefonu z jego poprzednikiem, bo to często pomaga mi w formułowaniu późniejszych wniosków.

Jako, że Galaxy Watch Ultra według Samsunga otwiera zupełnie nową linię zegarków, uznałem, że porównam jego specyfikację z Galaxy Watch 7.
I jakież było moje zdziwienie, kiedy zobaczyłem, że oba te zegarki różni niewiele.

Kiedy przez chwilę zapomnimy o tym jak oba te modele wyglądają i co ten wygląd każe myśleć, to nagle się okaże, że mamy przed sobą niemal to samo, tylko właśnie w innym przebraniu.

Wbrew pozorom mamy tutaj ten sam wyświetlacz pokryty szafirowym szkłem.

Ten sam certyfikat IP68, ten sam procesor, pamięć 32GB, identyczne standardy łączności i komunikacji na czele z dwupasmowym GPS’em i bodaj ten sam czujnik optyczny BioActive.

W tym miejscu rodzi się naturalne pytanie. Za co w takim razie dopłacamy? A dopłacamy bardzo dużo, bo najdroższy wariant Galaxy Watch 7 z 44m kopertą i LTE kosztuje 1650 złotych.

Czyli do pokonania mamy jeszcze 1250 złotych, zanim dobijemy do kwoty modelu Ultra. A to już odpowiada prawie w całości cenie drugiego Galaxy Watch’a 7 - tym razem w wersji 40mm bez LTE.

A zatem co dostajemy za kolejne 1250 złotych.

Otóż dostajemy inny projekt wizualny, dodatkowy konfigurowalny przycisk, zdecydowanie bardziej masywną kopertę, bo ten zegarek naprawdę się wyróżnia, zwłaszcza na mniejszym nadgarstku.

Część obudowy wykorzystuje tytan, mamy tutaj militarny standard odporności, mamy także wodoodporność nie na pięćdziesięciu, a na stu metrach głębokości.
Do tego pomiar temperatury wody, jaśniejszy ekran i pojemniejszą baterię.

Z kolei na poziomie oprogramowania dochodzi kilka specjalnych tarcz, tryb nocny, syrena alarmowa i w ramach aktywności sportowych obsługa wielu dyscyplin naraz. Mam nadzieję, że niczego nie pominąłem.

I teraz musicie zadać sobie pytanie, czy wymienione przeze mnie rzeczy są dla Was na tyle ważne by dopłacić za nie kolejne 1250 złotych.
Bo, kiedy tak spojrzymy na sprawy, to cena Galaxy Watch Ultra nie już wcale tak atrakcyjna jak moglibyśmy początkowo sądzić.

Najgorsze jest jednak to, że pomimo tego wszystkiego spędziłem jak dotąd fajny czas z tym zegarkiem i chyba byłbym gotów dać się tak oskubać.
W mojej opinii to po prostu najlepsze co dotąd spotkało smart watch Samsunga, chociaż jednocześnie wiem, że to nie jest sprzęt dla mnie, bo nie umiałbym wykorzystać nawet połowy jego możliwości.

Samsung Galaxy Watch Ultra: podobny do Apple Watch Ultra?

Wersja szary tytan z tym pomarańczowym paskiem i czarną tarczą po prostu mi się podoba.
Ma bardziej zadziorny charakter w przeciwieństwie do tych okrągłych smart zegarków od Samsunga, które są dla mnie jednak bardziej uładzone i zachowawcze.

Mając z tyłu głowy aferę z Galaxy Buds 3 Pro, obejrzałem ten zegarek z każdej możliwej strony by upewnić się, że tym razem kontrola jakości w Samsungu nie zawiodła i tutaj nie mam żadnych zastrzeżeń.
Podobnie jak do systemu mocowania pasków, który działa zdecydowanie lepiej, niż ten, który mocno dawał mi się we znaki przy okazji modelu 5 Pro.
Całość sprawia wrażenie solidnego sprzętu, który budzi moją pewność siebie, że mógłbym rzeczywiście mieć go na sobie w każdych warunkach.

Pomimo swojego gabarytu zegarek nie przekracza akceptowalnej wagi, choć podejrzewam, że wrażenie byłoby lepsze w połączeniu z jednym z materiałowych pasków.

Trzeba pamiętać o tym, że ta pękata koperta jest również wysoka, więc tu trzeba brać poprawkę na wąskie rękawy w naszych bluzach, czy koszulach.

Galaxy Watch Ultra - użytkowanie na co dzień

Poruszanie się po tutejszym interfejsie jest dokładnie tym samym doświadczeniem, które znamy z innych smart zegarków od Samsunga.
Na początku uporczywie kręciłem przyciskiem specjalnym jakby to była obrotowa koronka, ale dość łatwo przestawić się na tutejszy tzw. Cyfrowy bezel, czyli poruszanie się palcem po obwodzie ekranu.

W ten sposób można przełączać się pomiędzy funkcjami, powiadomieniami, czy zawartością w szufladzie aplikacji.
W odpowiedzi otrzymujemy fajne wrażenia haptyczne, które podnoszą precyzję nawigacji.

Tradycyjnie zegarek będzie przypominać nam o zażywaniu ruchu.
W trakcie marszu trwającego dłużej, niż 10 minut uruchomi dalsze rejestrowanie tej aktywności, która potem wliczy się do puli naszych treningów.
Z kolei przy chwilowym zatrzymaniu się w miejscu, zegarek automatycznie wstrzyma dany trening i wznowi go, kiedy ponowimy naszą aktywność.

Oprócz tego mamy tutaj pomiar typowych parametrów zdrowotnych z jakimi do tej pory mogliśmy zetknąć się w tych, czy innych zegarkach.
Samsung od kilku lat przede wszystkim mocno stawia na sen, więc analizuje wszystkie czynniki wpływające na jego jakość.
Oczywiście na podstawie zarówno parametrów zdrowotnych, jak i naszej codziennej aktywności, oprogramowanie analizuje i podsumowuje poziom naszej energii na kolejny dzień.

Wszystko to oczywiście za sprawą Galaxy AI. Możemy także na podstawie naszych wyników polepszać efektywność kolejnych treningów.
Całość obsługują dwie osobne aplikacje, czyli Samsung Health przechowujący naszą całą kartotekę zdrowia, oraz Wearble odpowiedzialny za ustawienia samego zegarka.

Na ten moment odnotowałem dwie rzeczy, które wciąż nie działają tak jakbym tego oczekiwał.
Mianowicie wybudzanie ekranu ruchem nadgarstka czasami wymaga wręcz teatralnego gestu, by zegarek poprawnie zadziałał.
Drugą rzeczą, to tryb nocny, który spełnia swoje zadanie, ale niestety nagła zmiana warunków oświetleniowych nie zawsze sprawa, że tarcza zegarka z miejsca oblewa się tą charakterystyczną czerwienią.

Dopiero wejście i wyjście z ustawień jasności natychmiast wywołuje tryb nocny.

Na pochwałę na pewno zasługuje jasność ekranu, którą miałem okazję przetestować w trakcie ostatnich słonecznych dni i nieważne z jakiej korzystałem tarczy.

Nie było mowy by coś wydało mi się za ciemnie, czy niezbyt wyraźne, nawet gdy miałem na sobie dodatkowo okulary przeciwsłoneczne.
A skoro mowa o tarczach, to mam nadzieję, że wkrótce pojawi się więcej tych specjalnie przeznaczonych do modelu Ultra, bo na tym polu czuję jednak lekki niedosyt.

Całość jak dotąd działa bardzo płynnie, GPS potrzebuje zwykle kilku sekund by prawidłowo się połączyć zaraz po uruchomieniu wybranego ćwiczenia i zdecydowanie dokładniej mierzy naszą lokalizację.
Czasami natomiast miałem wrażenie, że domyślna czułość dotyku mogła by być lepsza, więc skorzystałem z opcji jej zwiększenia.

Czułość zmienia się bardzo szybko, a kiedy robimy to z poziomu telefony, zegarek odpowiada krótką wibracją.
Wszystkie elementy kompozycji są interaktywne.

W ten sposób możemy łatwo przechodzić do poszczególnych aplikacji, z których chcemy korzystać częściej, a tych w sklepie Google Play przeznaczonych właśnie na zegarek jest naprawdę spory wybór.
Bateria w Samsung Galaxy Watch Ultra

Oczywiście to co interesuje nas tutaj najbardziej to praca na baterii.
Te dobrodziejstwa zaklęte w tym zegarku to jedno, ale pytanie jak długo możemy cieszyć się tym wszystkim nie myśląc kompulsywnie o tym ile zostało nam jeszcze procent energii.

I tu, jak doskonale wiecie, nie ma jednej odpowiedzi, bo ten potencjał pracy na jednej sesji baterii będzie w całości uzależniony od tego jak korzystaliście do tej pory ze smartwatch’a.
Czy traktujecie takie urządzenie jak przedłużenie waszego smartfona, czy przeciwnie - ma on tylko monitorować waszą aktywność i zdrowie.

No i druga kwestia, czy nasz ruch ogranicza się do okazjonalnych spacerów, czy możne jednak uprawiamy regularnie jakiś sport albo całą grupę sportów. To wszystko będzie mieć tutaj znaczenie.
I na pewno z taką osobą jak ja - ten zegarek miałby zdecydowanie łatwiejsze i dłuższe życie na baterii.

Pozwólcie, że opowiem Wam jak korzystałem z tego zegarka i dlaczego z takim delikwentem jak ja miał on zwyczajnie łatwiej.
Po pierwsze dlatego, że nie lubię korzystać z powiadomień.

Jako osoba, która już ma wystarczający problem z uzależnieniem od smartfona, często wybieram się na spacer, czy na rower po to by zażyć ruchu, przewietrzyć głowę.
Przede wszystkim po to by nie dotykać co chwilę telefonu, więc swoją drogą tutejsze LTE w moim przypadku byłoby bezużyteczne.

Dla mnie smartwatch, to przede wszystkim przypominajka by się ruszać, by mieć niemal cały czas pod nosem dane o przebytych krokach i spalonych kaloriach.
No i nic tak przyjemnie nie budzi jak wibrujący zegarek.
Przy okazji jest on idealną odpowiedzią na moją nerwicę natręctw, kiedy co jakiś czas muszę się upewnić, że nastawiłem budzik i tę informację z dokładną godziną widzę od razu na tarczy zegarka.

Do tego trzeba też dodać moje nawyki jeśli chodzi o zażywanie ruchu, a ten zwykle realizuje za pomocą bardzo długich spacerów i od czasu do czasu za pomocą jazdy na rowerze.
Nie uprawiam sportów wyczynowych, nie nastawiam się na rekordy, na podnoszenie efektywności treningów, więc to kolejne rzeczy, których potencjału nie wykorzystałbym w tym zegarku.

Ale za to fajnie prześledzić swoją trasę, chociaż szkoda, że przebyta ścieżka ujawnia przed nami wyłącznie zielony kolor.
Tu, myśląc o tych bardziej zaawansowanych użytkownikach, widziałbym w tym miejscu gradient adekwatny do kolorów symbolizujących strefy pulsu.
W ten sposób łatwiej byłoby modyfikować taką trasę i dopasowywać ją np. pod aktywność bardziej nastawioną pod wyższą intensywność, ale może to co właśnie mówię po prostu nie ma sensu.
Biorę też poprawkę na to, że przecież nie musimy korzystać tutaj z natywnych aplikacji do monitorowania sportu, chociaż z tego co się orientuję, nie będą w całości, współpracować z tutejszymi czujnikami.

No, ale wróćmy do tematu samej baterii.
Moja dotychczasowa praktyka pokazała, że ze mną ten zegarek jest w stanie wytrzymać spokojnie 3,5 dnia, co uważam za naprawdę solidny wynik.
Raz zdarzyło się, że musiałem go podładować, gdyż wybierałem się akurat na rower, kiedy zegarek pokazywał 10%.
Jak się potem okazało około godzinna jazda na rowerze pochłonęła właśnie te 10%, więc ryzykowałem, że zegarek może się wyłączyć.

W tym wypadku 15 minut doładowania dało mi dodatkowe 20% i mogłem spokojnie wybrać się w teren.
Z kolei Od 0% do 100% ładuje się w takie dobre 2h. Kiedy poziom naładowania spadnie do 15% wówczas zegarek proponuje przełączenie się nam na tryb oszczędzania energii.
Przy moim korzystaniu wyszło, że zegarek pobiera jakieś 25 do 30 % energii w ciągu dnia, gdzie miałem włączone wszystkie funkcje pomiarowe.
Tętno jest mierzone co 10 minut w bezruchu, do tego automatyczna jasność ekranu i wyłączony Always on Display, więc zegarek wybudzałem tylkoruchem nadgarstka.

Dodam jeszcze, że praktycznie nie ściągłem go z ręki i rejestrowałem również swój sen. Do tego niemal codziennie dłuższy spacer, który aktywował rejestr i ze dwie wizyty na rowerze.

Zatem w moim przypadku to zużycie energii jest póki co bardzo zadowalające jak na smart zegarek z tyloma czujnikami, aplikacjami i tak szczegółowym i jasnym ekranem.
Skoro przyzwyczaiłem się, że telefony ładuje średnio co dzień, góra co dwa dni, to ładowanie takiego zegarka co trzy dni, uważam za naprawdę dobry wynik.

Kiedy z kolei ktoś naprawdę uprawia regularnie sport, to już ten na stałe aktywny GPS o podwójnej częstotliwości będzie istotnie pochłaniać baterie.
Jeśli taki użytkownik lubi do tego wykorzystywać pełną integrację telefonu z zegarkiem i będzie mieć włączoną transmisję LTE, to wówczas Galaxy Watch Ultra będzie mieć już mocno pod górkę.
W takim scenariuszu stanowi to już poważny problem by przekroczyć tutaj dzień pracy - nawet na pełnym zapasie mocy.
Czy warto kupić Samsung Galaxy Watch Ultra?

Podsumowując. Moje aktualne potrzeby i przyzwyczajenia pokazują, że spokojnie mógłbym się dzisiaj zadowolić prostą smart opaską.
Taki zegarek w moich rękach byłby bardziej gadżetem, takim w dodatku na pokaz, niż narzędziem, które potrafiłbym choćby w połowie wykorzystać.
Ale takim osobom jak ja, Galaxy Watch Ultra na pewno odwdzięczy się dłuższą pracą na baterii.

Bardziej wymagający użytkownicy będą się tutaj pewnie poruszać w typowym zakresie od jednego do dwóch dni.
Większość tutejszych możliwości powinna ich zadowolić, o ile nie są właśnie profesjonalnymi sportowcami, którzy często potrzebują korzystać ze specyficznych funkcji.
Nie jestem maratończykiem by wziąć ten zegarek do ręki i powiedzieć Wam - tak, to jest idealny towarzysz na moje wypady. Tutaj głos musieliby zabrać sami zainteresowani.
Przeglądając funkcje jak docelowe tempo, trening interwałowy, estymacja maksymalnej prędkości, czy ściganie się ze sobą na podstawie wcześniejszych wyników, stwierdzam, że jest tego w sam raz dużo.

Naturalnie zegarek ten będzie pracować z każdym innym telefonem opartym o system Android.
Nie muszę was chyba przekonywać, że pełny wachlarz jego możliwości jak choćby funkcję EKG, otrzymacie tylko wtedy, gdy sparujecie go z telefonem z rodziny Galaxy.

Na koniec przypomnę Wam o tym, że jest jeszcze Galaxy Watch 7.
Jak już podkreśliłem, jest istotnie tańszy i jednocześnie posiada on większość tutejszych funkcji, a dopłata do modelu Ultra będzie przede wszystkim oznaczać lepszą baterię i wytrzymalszą konstrukcję.
Niestety w takiej sytuacji Samsung każe nam sporo dopłacić.

A co wy sądzicie o Galaxy Watch Ultra? Dajcie znać, jak wykorzystujecie swoje smartwatche i czy jest jakaś funkcja, która z miejsca przekonałaby was w przyszłości do zakupu nowego modelu.
Tymczasem dziękuję jak zawsze za Wasz czas i uwagę. Z góry dziękuję za każdą waszą reakcję. Do zobaczenia, cześć!
Paffi82
Porównywałem go z pro 5 który noszę i nie zauważyłem w specyfikacji żadnych różnić które by spowodowały nagła chęć wydania takiej kwoty na ten nowy Nawet chyba w czymś stary jest lepszy