Samsung Galaxy S26: To koniec. Pora na zmianę | Recenzja
Ten tekst powstał na podstawie materiału wideo, który znajdziesz na naszym kanale YouTube. Zobacz film tutaj.
Nowy rozdział, nowe miejsce

To już chyba taka coroczna tradycja, że podstawowy Samsung z serii S jest zwykle przedstawiany dość zdawkowo podczas konferencji.
Z kolei recenzenci wolą zaczynać od modelu Ultra, ponieważ tam zawsze pojawia się przynajmniej kilka nowości, na których można się oprzeć.
Zresztą mam wrażenie, że w tym roku wszyscy dziękują za ten wyświetlacz prywatyzujący, bo bez niego trudno byłoby wymyśleć tytuł i miniaturkę.
Design bez ryzyka

Z pewnością temu telefonowi nie można odmówić tego, że jest ponadczasowy, bo ten język projektowy towarzyszy nam właściwie od jakichś 5 lat.
Oczywiście z drobnymi zmianami po drodze, ale w zasadzie to wciąż ten sam telefon.

Trudno pomylić go z jakimkolwiek innym, więc nie ma co się dziwić, że Samsung — na wzór Apple — bardzo ostrożnie podchodzi do tego tematu.
Podoba mi się pomysł, że producent postawił na całkowicie ujednoliconą stylistykę całej linii i że od teraz ten najmniejszy wygląda równie dziarsko jak jego największy brat.
Dzięki nieco cieńszym ramkom i niewielkiej ingerencji w rozmiar bryły udało się uzyskać ekran o przekątnej 6,3 cala.
Nie do końca rozumiem jednak sens tych ambicji, zwłaszcza że w ofercie nadal znajduje się model z plusem, który ma przede wszystkim zaspokajać potrzebę większego ekranu.

Niestety powłoka antyrefleksyjna nadal jest zarezerwowana tylko dla modelu Ultra.
I na tym etapie nie mam zastrzeżeń. Jest swojsko, jest Samsungowo, całość wygląda ładnie, schludnie. Jest to w zasadzie taka prosta baza pod dowolne etui.
Z kolei zupełnie płaski ekran sprawia, że możemy w łatwy sposób nakleić szkło ochronne i wszystko jest na swoim miejscu.
No i ten rozmiar. Już trochę duży, ale jeszcze akceptowalny, jeśli nie chcesz mieć mocno wypchanej kieszeni.
AI zamiast rewolucji

Natomiast kiedy spojrzymy na aktualną specyfikację i porównamy ją z poprzednimi modelami, szybko zorientujemy się, że Samsung skupia się głównie na dwóch rzeczach.
Po pierwsze, co roku stawia na najnowszy procesor — czasami autorski, a czasami dostarczany przez Snapdragona.

Po drugie, rozwija ekosystem AI, który bezpośrednio wynika z tej pierwszej kwestii. Jego fundamentem jest jak najwydajniejszy procesor. I kółko się zamyka.
Powiedziałem to przy okazji premiery i powtórzę tutaj: rynek inwestorski, pod wpływem takich wydarzeń jak ChatGPT, przeorientował kierunek, który zaczęły obierać marki technologiczne.

Telefon jako produkt sam w sobie przestał mieć aż tak duże znaczenie. AI i możliwości z nim związane stały się głównym wątkiem tych urządzeń.
Chcąc więc odnieść się do poprzednika, musielibyśmy porównać to, co oferowało Galaxy AI rok temu, z tym, co oferuje dzisiaj. Obawiam się jednak, że nie jest to temat, który interesuje absolutnie wszystkich.

Samsung myśli jak korporacja i trudno, żeby było inaczej. Ich priorytetem jest wycena spółki pod kątem potencjału AI, który będą rozwijać.
Z kolei ich produkty, nawet flagowe, pozostają typowo konsumenckie. Warto jednak docenić eksperymentalną formę Edge’a oraz serię składanych smartfonów Samsunga, które są metodycznie udoskonalane.

Nie mniej, jeśli szukasz absolutnych nowości, czasami niedorzecznych pomysłów i generalnie emocji w technologii, to tych dostarcza głównie rynek chiński.
Więc tak naprawdę kolejny rok z rzędu jako klienci musimy stanąć przed jasnym wyborem: albo wybieramy to co znamy i telefon traktujemy typowo użytkowo, albo jesteśmy gotowi na eksperymenty.

Poza tym smartfon w swojej podstawowej formie wyewoluował do takiego poziomu, który najwyraźniej zadowala sporą część tego globu, gdzie dla większości osób taki ekran jest wystarczająco jasny i czytelny.
To nie jest tak, że co druga osoba weźmie ten telefon do ręki i z zawodem w głosie stwierdzi, że nie ma tu 10-bitowej palety kolorów.
Codzienność, która działa

Interfejs działa jak trzeba, a głośniki stereo brzmią wystarczająco dobrze. Jednym stuknięciem palca zrobisz ładne zdjęcie.
Przywykłeś, że telefon i tak ładujesz na koniec dnia, więc w ogóle się nad tym nie zastanawiasz. Najwyraźniej to działa kolejny rok z rzędu, o czym najlepiej świadczą pierwsze raporty z przedsprzedaży.

Warto jednak dodać, że to model Ultra stanowi większość zamówień. Ale umówmy się – model Ultra też nie wprowadza całej serii spektakularnych nowości.
No, ale dobra. Odblokujmy ten telefon i zobaczmy co czeka na nas w środku.
Na tym etapie wita nas ultradźwiękowy czytnik linii papilarnych, który nadal działa bardzo dobrze. Jest szybki i rzadko się myli, nawet gdy palce są wilgotne czy brudne.
Fabrycznie mamy tu oczywiście zainstalowanego Androida 16 oraz gotową nakładkę One UI 8.5.

System naturalnie promuje głównie aplikacje i usługi Samsunga, co czasami bywa problematyczne na początku konfiguracji, zwłaszcza gdy działasz głównie w ekosystemie Google.
Jeśli interesują was zmiany związane z samą nakładką, zapraszam do osobnego materiału, w którym omówiłem większość istotnych nowości.
Tutaj natomiast, jak już wspomniałem, główną nowością będą kolejne funkcje w ramach Galaxy AI, którego lista z roku na rok rośnie.
Przyznam się szczerze, że jedyne, na czym głównie polegam, choć z pewnym dystansem, to asystent Gemini.
Cała reszta to rzeczy, które sprawdzam z czystej ciekawości i niestety do większości z nich już potem nie wracam.
Dajcie znać w komentarzu, czy chcielibyście zobaczyć takie kompleksowe omówienie wszystkich nowych funkcji AI w Samsungu.

Wcale nie dziwi mnie ponowny powrót do podziału na regiony, jeśli chodzi o procesory. Samsung konsekwentnie rozwija własną linię czipów, by docelowo stać się w tej kwestii samowystarczalny.
Ponoć plan ten zacznie być wdrażany w przyszłym roku, kiedy to już połowa wydanych smartfonów z serii S będzie korzystać z kolejnej generacji Exynosa.
Tymczasem S26 wita się z nami Exynosem 2600, który po raz kolejny przesuwa granice wydajności. W tym modelu jest wspierany przez 12 GB RAM.
Na papierze brzmi to wręcz jak przesada w takim telefonie. Teoretycznie to więcej niż wystarczająco, żeby poradzić sobie z absolutnie wszystkim, co można na nim uruchomić.

Nie jest więc zaskoczeniem, że system działa bardzo płynnie, a nawet wydaje się być niezrażony, kiedy zaczniesz dociążać np. procesor obrazu.
Wiadomo, jak każdy telefon, tak i ten możemy doprowadzić do większych temperatur.
Najwyraźniej ulepszona komora parowa i materiały termoprzewodzące wykonują co do nich należy, bo ani razu obudowa nie zrobiła się nieznośnie ciepła.
W codziennym użytkowaniu wielozadaniowość jest stabilna i przewidywalna. Można korzystać z telefonu naturalnie, bez zastanawiania się nad zarządzaniem pamięcią czy zamykaniem aplikacji.

Wszystko działa sobie w tle i nie rozprasza naszej uwagi.
Wydajność kontra bateria

To, co jednak nie jest mocną stroną tego układu, to jego apetyt na energię.
Wysoka wydajność okupiona jest tu wyższym poborem mocy – prawdopodobnie przez agresywne taktowanie i ogólną charakterystykę energetyczną chipu.

Nie bez powodu S26 doczekał się większej baterii o pojemności 4300 mAh, choć – umówmy się – jak na standardy 2026 roku wciąż nie jest to imponująca wartość.
Przekłada się to na jeden stabilny dzień pracy przy moim sposobie użytkowania, gdzie głównie korzystałem z nawigacji, połączeń na whatsappie, oglądałem YouTube i robiłem zdjęcia wraz z filmami.

Wszystko dzieje się w sposób bardziej sporadyczny, więc jeśli ktoś jest przyzwyczajony do korzystania z telefonu przez niemal cały dzień, prawdopodobnie będzie musiał podładować go w drugiej połowie dnia.
Połączenia video na whatsappie, czy korzystanie z aparatu sprawiało, że bateria zwyczajnie znikała w oczach.
Być może minęło za mało czasu — system nadal uczy się wzorców użytkowania, a niewykluczone, że sytuację poprawi któraś z przyszłych aktualizacji.
Niemniej jednak na ten moment nie mogę znaleźć pochlebnych słów w kontekście pracy na baterii.
A tego wrażenia również nie poprawia maksymalna moc przewodowego ładowania, która nadal wynosi tutaj 25 Watów.
Na otarcie łez nie otrzymaliśmy także standardu magnetycznego dla ładowania bezprzewodowego.

Byłem niemal pewien, że będzie to naturalny krok dla Samsunga, zwłaszcza że standard Qi2 z profilem MPP (Magnetic Power Profile) został oficjalnie otwarty dla producentów sprzętu z Androidem.
Mając tak świetnie przyjęte akcesoria z MagSafe u konkurencji, aż prosi się, by S26 posiadał ten ustandaryzowany magnes na plecach.
Aparat i pragmatyzm

Na koniec aparaty. Poprawcie mnie jeśli się mylę, ale Samsung jest chyba aktualnie rekordzistą jeśli chodzi o system aparatów w podstawowych S’kach, bo ten nie zmienia się bodaj od serii S21.
Po drodze zdarzały się jakieś drobne różnice w ekwiwalentach ogniskowych dla teleobiektywu i chyba raz dla głównej jednostki, ale co do zasady, to są to od lat te same matryce i układy optyczne.
A zatem mamy tutaj 50 MP aparat główny. 12 MP ultraszeroki i 10 MP teleobiektyw z 3× zoomem optycznym.
I właściwie mógłbym teraz zaserwować wam całą długą tyradę na temat tego zestawu, który opiera się upływowi czasu, tylko dlatego, że znowu, masowy odbiorca najwyraźniej nie potrzebuje niczego więcej.

Jeśli jesteś fanem technologii, a w tym wypadku mobilnej fotografii, to wiesz, że to nie jest właściwy adres.
Szkoda jednak, że w tak zgrabnym i kompaktowym smartfonie z jedną z moich ulubionych nakładek na Androida nie dostajemy czegoś więcej.
Trzeba pogodzić się z tym, że Samsung w tym konkretnym przypadku stawia jedynie na zmiany typowo programowe.
Od razu mówię, że wielkich różnic tutaj nie dostrzegam – jedynie powraca typowa Samsungowa estetyka, czyli ciepła temperatura barw i podbite nasycenie.
Jeśli włączymy priorytet jakości i wykrywanie scen, otrzymamy typowy HDR, momentami niestety bijący sztucznością. No cóż, co kto lubi.
Nie zapominajmy, że to nie jest król powiększeń, więc wszystko, co przekracza wartość ×10, zwykle nie nadaje się już do niczego.
Czuć, że ta jednostka ma swój wiek i zasługuje na emeryturę, bo nawet programowo niewiele da się tu wyczarować.
Jeśli, tak jak ja, wybierzesz się na spokojny spacer z rodzinką, by przy okazji zrobić kilka niezobowiązujących zdjęć, najpewniej będziesz zadowolony.
Na tym etapie w trybie automatycznym dostajesz po prostu ładne, wyraźne zdjęcia, choć powtórzę — dalekie od tych naturalnych, które generują dzisiaj głównie chińskie flagowce.
Przy okazji możecie zobaczyć jak wygląda portowe miasteczko na Majorce jeszcze przed sezonem. Szkoda, że tryb blendy umożliwiający korektę światła w trybie portretowym jest dostępny tylko w modelu Ultra.

Na mój gust jest to sztuczne ograniczenie by w ten sposób móc faworyzować najwyższy model w gamie.
Po zmroku mam wrażenie, że zdjęcia wychodzą nieco lepiej, niż to bywało wcześniej i niewykluczone, że to tutaj najbardziej wybrzmiewa ta warstwa programowa, choć ma to też swoją cenę.
Otóż odniosłem wrażenie, że telefon potrzebuje więcej czasu by poprawnie naświetlić zdjęcie i niestety skutkuje to tym, że dość łatwo poruszyć ujęcie.
Z kolei przerzucenie się na ustawienia manualne niestety będzie oznaczać już gorszą jakość.

W warstwie video spotkała mnie miła niespodzianka, bo tu z kolei byłem pewien, że dodatkowa stabilizacja horyzontu będzie dostępna wyłącznie dla modeli Ultra.
A tu nie dość, że mamy jedną z najciekawszych funkcji w ramach filmowania, to w dodatku możemy skorzystać z profilu log.

Może się wydawać, że jest on naturalnie tożsamy z seriami Pro czy Ultra w smartfonach.
Nie mniej, to właśnie stabilizacja z blokadą poziomą robi tu największą furorę i przyznam, że jest to chyba moja ulubiona rzecz w tym smartfonie.
Można powiedzieć, że Samsung wreszcie odpowiedział na tryb akcji w iPhonie i zrobił to naprawdę dobrze.
Jeśli w przyszłości pojawi się rozwiązanie takie jak Center Stage oraz możliwość robienia poziomych selfie przy jednoczesnym trzymaniu telefonu w pionie, zestaw stanie się naprawdę przystępny i uniwersalny.

Samsung S26 to do bólu poprawny telefon, który nie wychodzi poza przypisane mu ramy.
Jest to jeden z tych tzw. kompaktowych flagowców, który każdy będzie brał pod uwagę, rozważając wszystkie za i przeciw.
Mnie osobiście chyba najbardziej przekonywałaby nakładka, którą lubię, mam ją już tak samo dobrze rozpoznaną jak iOS i spokojnie mógłbym z tego telefonu korzystać na co dzień.
Ale to nie jest absolutnie jeden z tych smartfonów, które wzbudzają emocje. Jest on do bólu pragmatyczny i przy tym niestety, ale momentami już nieco archaiczny.
To taki w sumie paradoks, że z jednej strony mamy tu nowoczesny i bardzo wydajny procesor by równolegle polegać na słabej baterii, równie słabym ładowaniu i bardzo przeciętnych aparatach.
Cały ciężar spoczywa na tym, co jest w stanie wyciągnąć z tego sprzętu oprogramowanie.

Nie mówimy tu tylko o możliwościach aparatu – algorytm poprawia również ostrość i kontrast obrazów oraz tekstu na ekranie, a nawet symuluje lepsze gradienty kolorów i przejścia tonalne.
Wszystko po to, by jak najwięcej zaoszczędzić na nowym ekranie czy matrycy w aparacie. Samsung też nie kryje się z tym, traktując podstawowy model jak mniej kochane dziecko.
Zdecydowanie więcej uwagi poświęca modelowi Ultra, który zawsze dostaje przynajmniej jeden wyróżniający go smaczek.
No i nie zdziwiłbym się gdybym S26 służył tu wyłącznie jako punkt odniesienia do modelu Ultra by ostatecznie to ten został przez kogoś kupiony, zwłaszcza gdy zaczniemy porównywać tegoroczne ceny.

Nie będzie więc zaskoczeniem jak powiem, że osoby przesiadające się ze starszych modeli mogą równie dobrze zdecydować się na podstawowy S25.
Z całą pewnością trzeba dodać, że obecnie to Samsung oferuje najbardziej zaawansowane funkcje AI zaszyte w interfejsie.
Marka nie chcę być już liderem na każdym froncie i postanowiła obrać jako główny kierunek sztuczną inteligencję.
Ale jednocześnie od wielu lat daje wyraźnie do zrozumienia, że modele podstawowe nie są ich oczkiem w głowie - do tego stopnia, że w tym roku S26 jest wyraźnie droższy od iPhone’a 17 w dniu premiery.

I wiecie, co? Firmie to nie przeszkadza, bo to nie tu tkwi główne źródło przychodów.
Brutalna prawda polega na tym, że Samsunga zwyczajnie stać by mieć w portfolio mało rozwijane S26, bo w końcu producent musi mieć telefon w każdym segmencie cenowym w każdym sklepie operatora.
Przypomnijmy, że Samsung produkuje wyświetlacze dla ogromnej liczby smartfonów – w tym do iPhone’ów. Są jednym z trzech największych producentów pamięci w skali świata.
Prowadzą do tego jedne z najbardziej zaawansowanych fabryk półprzewodników na świecie. Do tego produkują telewizory, sprzęt AGD, dyski SSD i mnóstwo innych rzeczy. Rozumiecie więc co chcę przekazać?

Apple ma ponoć wejść jeszcze w tym roku na rynek składanych telefonów z iPhone’em Fold.
Samsung będzie więc zmuszony bronić kategorii, którą sam właściwie stworzył, ale zgadnijcie kto dostarczy ekran do iPhone’a Fold?

No właśnie. Niezależnie od tego, gdzie spojrzeć – Samsung wygrywa, a S26 paradoksalnie jest również symbolem tego triumfu.