Samsung S24 Ultra - recenzja po pół roku

Pół roku to wystarczający upływ czasu by w przypadku tak popularnego flagowca sformułować ostateczną opinię i puścić ją dalej w świat.
W takim pełnym poczuciu, że miałem, testowałem i wyrobiłem sobie na jego temat konkretne zdanie.

I to ostatnie, jak się okazuje, nie jest wcale takie oczywiste, bowiem do tej pory S24 Ultra jednym przysporzył wiele zadowolenia, a z kolei innych poważnie rozczarował.

Opowiedziałem wam o moich pierwszych, jak się okazało, bardzo mieszanych uczuciach po początkowym zetknięciu się z tym telefonem.
Bo w końcu przy okazji flagowców masz zawsze z tyłu głowy, że to najdroższa i najwyżej pozycjonowana propozycja w ofercie danego producenta, więc masz pełne prawo stawiać tutaj wysokie wymagania.

Przynajmniej w teorii telefon z najwyższej półki powinien być traktowany jako pełny popis możliwości - w tym wypadku Samsunga.
W końcu to nie jest budżetowa, czy średnia półka, gdzie producent musi czasami mocno manewrować komponentami by móc zamknąć się w konkretnej kwocie.

Dla mnie odpowiedzą na wysokie wymagania jest na pewno tutejszy ekran, który jako pierwszy przychodzi mi do głowy, kiedy myślę o S24 Ultra.
Ekran w Samsung Galaxy S24 Ultra

Ośmielę się stwierdzić, że ekran ten wytyczył nowy standard jeśli chodzi o wyraźną redukcję odbić światła i utrzymanie przejrzystości.

Oczywiście bez tej, czy innej rzeczy można się obejść i nie jest to jeszcze powód by kupować tak drogi telefon, ale niewątpliwie jest to komfort, który bardzo szybko do siebie przyzwyczaja.

Do tego operowanie telefonem wyeksponowanym na silne słońce daje poczucie zdecydowanie lepszej kontroli, niż np. w konkurencyjnym iPhonie 15 Pro Max.
Konkurent w podobnym scenariuszu potraf dość szybko i nieoczekiwane wyłączyć maksymalną jasność ekranu.

Ta nominalnie ma być większa, niż u poprzednika, czyli w S23 Ultra, choć porównując oba te telefony odniosłem wrażenie, że realnie ten poziom luminacji nie zmienił się znacząco.
Najważniejsze że spełnia on swoje zadanie i że jego praca jest bardziej przewidywalna i przede wszystkim komfortowa.

Doceniam również to, że Samsung dał nam dostęp do pełniejszej gamy kolorów i kontrastu, kiedy przeglądamy zawartość naszej galerii.
To dodatkowo wpływa na odbiór ekranu, kiedy przeglądamy treści w świetle dziennym. Warto w tym miejscu odnotować, że producent poprawił problem dotyczący niższego nasycenia kolorami w trybie żywym.

Do ustawień wyświetlacza zawitał także adaptacyjny ton koloru, który dopasowuje jasność i temperaturę barwową do oświetlenia otoczenia, w którym się znajdujemy - jest to odpowiedź na iPhonowy True Tone.

Tradycyjnie za autoryzację odpowiada tutaj w dużej mierze ultradźwiękowy czytnik linii papilarnych.

Działa niezwykle szybko i z pewnością jest subtelniejszy w odbiorze, kiedy wokół nas jest ciemno, a pod naszym kciukiem nie rozbrzmiewa biała kula światła.

Oczywiście na temat wielkości tutejszego ekranu nie zamierzam narzekać, bo ten telefon to wciąż kontynuowana tożsamość linii Note, o czym najlepiej zaświadcza obecność rysika.

Więc jeśli chcesz kompaktowego flagowca - kieruj wzrok na S24 i pogodź się z tym, że Samsung nie zrobi mniejszego modelu Ultra. Ten jest duży i taki ma właśnie być.
I pewne jest to, że nie będzie on dla każdego.
Najlepsze etui do Samsung Galaxy S24 Ultra

Dwa słowa o etui, w których trzymam ten telefon.

I tak, podoba mi się ta bryła i to naprawdę ładny, estetyczny przedmiot codziennego użytku, którego nie trzeba niczym upiększać.
Po wyjściu z domu czuję się jednak znacznie lepiej, kiedy nie muszę martwić się o jego bezpieczeństwo i nie chciałbym, żeby cokolwiek mu się stało.

Poza tym przychylam się do opinii, że przy korzystaniu z tego telefonu kanciaste wykończenie narożników potrafi o sobie dać znać, kiedy dłużej korzystamy z urządzenia jedną ręką.

Przez prawie cały okres korzystałem z etui od Supcase, które odczuwalnie zwiększa bryłę tego telefonu, ale jednocześnie zwiększa też komfort użytkowania.

Kiedy wiesz, że telefon jest okuty taką warstwą poliwęglanu i termo poliuretanu - rozwiązanie nie na każdą dłoń, więc wart to podkreślić - czujesz się bezpieczniej.

Do tego mamy tutaj wysoki rant nad ekranem, zintegrowaną osłonę na aparaty i kompatybilność z MagSafe, dzięki czemu nie musiałem specjalnie wymieniać uchwytu w samochodzie.

Ostatnio z kolei korzystam z Urban Armor Gear, który jest już bardziej stonowany, ale zachowuje wszystkie cechy poprzednika poza dodatkową ochroną na kamery.
W obu przypadkach możemy też wygodnie oprzeć telefony w pozycji poziomej i w ten sposób np. oglądać filmy, co zresztą sobie bardzo upodobałem w trakcie lotów samolotem.

Samsung S24 Ultra - rysik, czy to jeszcze potrzebne?

Wspomniałem o rysiku i muszę się Wam przyznać, że dla mnie to akcesorium jest reliktem przeszłości.

Oczywiście nie odmawiam mu tego, że za jego pomocą można np. precyzyjnie coś zakreślić, tworzyć odręczne notatki, wywołać zdalnie migawkę w aparacie.
Można robić te wszystkie gesty w powietrzu i na odległość sterować interfejsem albo dzięki temu akcesorium nawigować po systemie i w ten sposób utrzymywać w czystości nasz ekran.

Jest to rzecz, której używanie nie potrafi wejść mi w nawyk i za każdym razem, kiedy testuje modele Ultra, zapominam że mam tutaj do dyspozycji rysik i to jest rzecz, za którą ja specjalne bym nie dopłacał.
Galaxy AI w Samsung Galaxy S24 Ultra

A w tym roku dodatkowo powrócił on jako narzędzie do lepszego wykorzystania tutejszych możliwości Galaxy AI.

Oszczędzę Wam jednak tyrad na temat tego w jakim obecnie kształcie funkcjonuje sztuczna inteligencja w smartfonach. Zainteresowanych odsyłam do artykułu, gdzie szerzej wypowiedziałem się na ten temat.

Dodam tylko, że w codziennym korzystaniu z tego telefonu nie sięgałem po Galaxy AI.
Jak narazie była to dla mnie ciekawostka do sprawdzenia, która ostatecznie nie stała się częścią mojej rutyny i o istnieniu której dość łatwo zapomniałem.
Wydajność w Samsung Galaxy S24 Ultra

Podtrzymuję swoje zdanie, które wygłosiłem w lutym. System pracuje tutaj płynnie.

Poza jakimiś incydentalnymi błędami aplikacji nie spotkały mnie żadne przykre niespodzianki związane ze spadkiem wydajności, czy nagłym przyrostem temperatury.
Szczególnie, że najintensywniejszy okres testowania tego telefonu przypadł na trwający właśnie sezon letni i nie zauważyłem by to w jakiś sposób było dokuczliwie dla tego telefonu i tym samym dla mnie.
Bateria w Samsung Galaxy S24 Ultra

A to co postawiłbym na drugim miejscu, zaraz obok ekranu w tym telefonie, to czas pracy na baterii, który pozwalał mi bardzo często zbliżyć się do dwóch pełnych dni.
Zapewne wpływa na to zarówno kultura pracy samego procesora, jak i technologia LTPO zastosowana w tutejszym ekranie.

I tu ponownie porównam S24 Ultra do iPhone’a 15 Pro Max, z którym mam też dużo do czynienia.

Otóż kultura pracy na baterii, to druga rzecz, której przyznałbym przewagę na korzyść Samsunga, który przede wszystkim wytraca wolniej energię w trybie gotowości i tym samym budzi większe zaufanie.

W obu przypadkach mam wyłączony Always on Display, a lwia część czasu przypada na łączność wifi. Dodatkowo w Samsungu korzystałem z pośredniej opcji jeśli chodzi o rozdzielczość ekranu.

Również w trakcie samego ładowania emituje odczuwalnie niższą temperaturę przez co można śmiało z niego korzystać.
Podczas gdy ładowanie iPhone’a 15 Pro Max, oznacza, że korzystasz z niego tylko w razie najwyższej konieczności, bo jego obudowa w tym czasie potrafi się solidnie nagrzać.

Samsung cały czas stawia bezpiecznie na swoje 45 watów w przypadku dużego flagowca i jest to wartość, która mnie osobiście zadowala.

Wiem też, że wiele osób wolałoby w tym miejscu zobaczyć zdecydowanie wyższą moc ładowania, a już na pewno każdy chciałby zobaczyć tutaj ładowarkę dołączoną do zestawu.
Audio w Samsung Galaxy S24 Ultra

Na pochwałę zasługuje również zarówno wysoka jakość odtwarzanej muzyki, jak i samych rozmów, które sprawiają wręcz wrażenie lepiej słyszalnych, niż te, które kojarzę z większości flagowców.

Otrzymujemy tutaj dostęp do wszystkich popularnych kodeków audio.
By upewnić się z jakich aktualnie korzystamy musimy wejść do opcji programisty i po aktywacji dźwięku hd, możemy wybrać te, które obsługuje nasz zestaw słuchawkowy.

Aparaty w Samsung Galaxy S24 Ultra

To co chyba wzbudza najżywszą dyskusję w kontekście tego telefonu, to możliwości tutejszego systemu aparatów, o którym trzeba się szerzej wypowiedzieć.
Jego ocena nie jest wcale taka łatwa i jednoznaczna jak mogłoby się niektórym wydawać.

Zacznę od głównej zmiany, która nastąpiła tutaj względem poprzednika.
Otóż 10 krotny zoom optyczny oparty o 10 megapikselową matrycę został zastąpiony przez 5 krotny zoom optyczny oparty o 50 megapikselową matrycę.
I to jest ruch, którego nie pochwalam. Pozwólcie, że szybko wyjaśnię.

Otóż Samsung przyjął w tym roku nową filozofię dla swoich dwóch stałoogniskowych teleobiektywów.

Ciężar powiększania przerzucił na zupełnie nowy aparat z pięciokrotnym powiększeniem.

Aparat oparto na fizycznie większej matrycy obsługującej rozdzielczość już 50 megapikseli, a nie 10 jak to bywało do tej pory i dodatkowo w układzie optycznym zawitał większy otwór przysłony.

W ten sposób trzykrotny zoom optyczny w Samsungu ma od teraz do pokonania zdecydowanie krótszą drogę, w trakcie której lepiej utrzymuje jakość obrazka.
Potem jego obowiązki przejmuje jednostka z pięciokrotnym powiększeniem, która powiększana dalej cyfrowo.
Próbuje on dotrzymać kroku wynikom, które znamy z 10-krotnego powiększenia optycznego w poprzedniku.

Jest to na pewno bezpieczniejsze rozwiązanie dające efektywniejszy zakres ogniskowych.

Kiedy poruszamy się w przedziale od 3 do 10-krotnego powiększenia, ale kiedy zaczniemy powiększać dalej, to szybko możemy zatęsknić za 10 krotnym powiększeniem optycznym.

Przyznam, że ja wolałbym zobaczyć tutaj np. 3,5-krotny zoom oparty na fizycznie większej matrycy o wyższej rozdzielczości.

Zoom pozwoliłby ponownie dobić cyfrowo do progu 10-krotnego zbliżenia optycznego, które to również byłoby po prostu bardziej dopracowane, a nie usunięte z tegorocznego projektu.

W końcu duże i efektywne powiększanie było kojarzone właśnie z modelem Ultra.

W niektórych sytuacjach tutejsza interpolacja bardzo celnie symulowała szczegóły, kiedy powiększenia stawały się coraz większe.

Byłaby to również świetna okazja by taki 3,5-krotny zoom optyczny wyposażyć w krótki dystans ostrzenia i tym samym zaoferować użytkownikom tryb makro z prawdziwego zdarzenia.

Poza tym dla mnie w trakcie powiększania tak szybkie przełączanie się już na 5-krotny zoom optyczny jest mniej praktyczne w codziennym zastosowaniu.

Do fotografowania portretów nada się to oczywiście świetnie, ale do dalekich horyzontów i tak trzeba sięgnąć po wyższe ogniskowe.

Z kolei do fotografowania miasta jest to już zbyt ciasny kadr.

Ubolewam nad tym, że nie rozwijano technologicznie trzykrotnego powiększenia, które jednak byłoby bardziej uniwersalne jeśli chodzi o zastosowanie.

Krótko mówiąc, wolałbym zobaczyć tutaj ulepszy system aparatów z poprzednika.

Temat, który również frustruje wielu użytkowników tego telefonu, to zbyt agresywny algorytm, którego nie powstrzymuje nawet ręczne obniżenie optymalizacji jakości.

I tutaj od siebie muszę dodać, że już w poprzedniku ten udział optymalizatora potrafił być dokuczliwy.

Nawet RAWy, czyli surowe pliki z matrycy lądowały na komputerze będąc już wstępnie przetworzone, co zdradzała cyfrowo podbita ostrość i błędy ogniskujące się przy krawędziach obiektów.

To pokazuje, że Samsung nie chce stawiać wyłącznie na efekty generowane przez matrycę i optykę i że oprogramowanie będzie mieć tutaj swój równorzędny udział.

Niestety przekłada się czasami na zbyt szeroki zakres dynamiki i jednocześnie wysoką saturację i podbitą przejrzystość dla uwydatnienia tekstur, co razem wywołuje wrażenie nienaturalności.

To jest rzecz trudna do zaakceptowania szczególnie dla osób, które do tej pory w pełni samodzielnie decydowały o dalszym przetworzeniu takiego zdjęcia i bliżej było im do tego co widzieli w podglądzie aplikacji.


Tutaj musisz zaakceptować estetykę Samsunga, z którą po prostu bywa różnie i która będzie dokonywać za ciebie wyborów.

Na końcowy odbiór zdjęć ma także wpływ aplikacja galeria, gdzie niekiedy lepiej wyłączyć w ustawieniach opcję super HDR.

A w ogóle, to polecam oglądać zdjęcia i filmy z Samsunga poza Samsungiem i np. Pobrać nasze multimedia na dysk komputera i obejrzeć je na monitorze.

To są wyraźnie inne zdjęcia, niż te, które oglądamy na ekranie S24 Ultra - w moim odczuciu prezentują się zwykle korzystniej.

Całościowo zdjęcia utrzymują dobrze dobrany balans bieli z lekką tendencją do ocieplania kadrów.
Do tego zawsze w pakiecie dostajemy żywe kolory i czasami niepotrzebnie podbitą cyfrowo ostrość, co zwykle ujawnia charakterystyczna poświata znajdująca się na krawędziach obiektów.

Część osób nie będzie zwracać na to uwagę, co więcej, będzie po prostu zadowolona, bo dla nich jakość będzie oznaczać właśnie mocne i wyraźne zdjęcie.
Trzeba pogodzić się tutaj z faktem, że na koniec dnia jest to telefon z aparatem skierowanym jednak w stronę konsumentów, niż do pasjonatów fotografii, którzy oczekują naturalnego obrazka.

Ten będzie łatwiej znaleźć im w innych fotosmartfonach. A skoro o tym mowa.
Moje porównanie tego telefonu z Huawei Pura 70 Ultra pokazało, że S24 Ultra nadal trzyma fason w kontekście zdjęć, nie wspominając o jakości rejestrowanych filmów.

Ale gdybym mógł sobie życzyć jakieś ulepszenia poza innym rozplanowaniem teleobiektywów, to byłoby to coś w rodzaju trybu migawki, który znamy właśnie z Huawei.

Tryb za pomocą którego możemy robić ostre zdjęcia obiektów będących w ruchu i jednocześnie nie robić tego kosztem ogólnej kondycji zdjęcia.

Aktualnie priorytetem dla algorytmu Samsunga jest wydobywanie za wszelkiej ceny jakości, dlatego automat w pierwszej kolejności obniża światłoczułość, a potem dopasowuje do niej czas migawki.

W następnej kolejności do gry wchodzi algorytm.
Kiedy przełączymy się w tryb Pro i ustawimy ręcznie parametry tak by rejestrować obiekty w ruchu, czyli zwyczajnie postawimy na krótszy czas migawki, to zauważymy wyraźny spadek jakości.

Dla zachowania odpowiedniej wartości ekspozycji musieliśmy podbić światłoczułość, a taka kombinacja nie jest już tak chętnie wspierana algorytmami, które mogłyby np. łączyć kilka klatek w jedną.

I w efekcie dostajemy wyraźnie gorsze jakościowo zdjęcie wykonane dokładnie w takich samych warunkach.


Ubolewam również nad tym, że usunięto funkcję nagrywania wideo portretowego z 3-krotnym zoomem optycznym, które było dostępne w poprzedniku.
Samsung S24 Ultra - czy warto kupić?

Podsumowując. Ten telefon w ogólnym ujęciu nie jest krokiem milowym względem poprzednika.

Zgodnie z tym