Czemu tak mało się mówi o tym telefonie?

Skąd właściwie ten brak większego zainteresowania tym modelem, przynajmniej w tej polskiej części internetu? Otóż powód jest prozaiczny.

Samsung to marka, która conajmniej od kilku lat bardzo oszczędnie reglamentuje nam nowości w swoich smartfonach - zresztą nie ona jedyna.
Taktyka tego producenta opiera się ostatnio na tworzeniu klonów, jak to ktoś trafnie ujął w jednym z komentarzy.

Jeśli zadamy sobie trud i zaczniemy porównywać specyfikacje poszczególnych telefonów, to zorientujemy się, że linie modelowe Samsunga bez przerwy się przenikają.
Linia M oraz A mogłyby równie dobrze funkcjonować jako jedna.

Galaxy M15 to praktycznie kopia A15, M55 to kopia A55, a M35, to niemal to samo co A35 - z tą różnicą, że modele z serii A są zazwyczaj ładniej opakowane i łatwiej tu o aluminiową ramkę, szklany tył.

Wiem, że to akurat nie zawsze jest odbierane jako atut, czy wreszcie odseparowane oczko frontowej kamery, zamiast charakterystycznej łezki, która zawsze przywodzi na myśl te najtańsze modele.

No i cała zabawa polega na tym, że to nowości mają stale napędzać sprzedaż.

Producent manewruje w kółko tymi samymi komponentami by od czasu do czasu zachować się nieco hojniej i dać nam coś, czego np. w tej linii modelowej wcześniej nie było.

Znaliśmy to z tego droższego i w domyśle lepszego Samsunga. Więc jak jakaś rzecz dostatecznie długo rotuje w serii A, to w naturalnej kolejności trafi do serii M i tam kończy swoje życie.

Stąd też polski internet nie obłaskawił specjalną uwagą tego modelu, ale to wcale nie znaczy, że to nieudany telefon i o tym opowiemy sobie w dalszej części tego filmu.
Pierwsze wrażenie po wzięciu w rękę

Jak się rzekło, Samsung jakość wykonania oraz schludniejszą estetykę rezerwuje dla modeli z serii A i naturalnie dla modeli z serii S, ale czy te oszczędności jakoś negatywnie wpływają na obiór tego telefonu?
Moim zdaniem nie. Owszem, ramki oraz tył obudowy są wykonane z plastiku, ale całość jest dobrze spasowana i nie budzi skojarzeń z tanim i zawodnym sprzętem.

Wszystkie elementy są matowe co doceniam, choć przyznam że nie jestem wielkim entuzjastą faktury zdobiącej tył, ale to już właściwie leży w DNA tej serii i zawsze musi się coś dziać, kiedy odwrócimy telefon.

W kwestii samego wykonania mam właściwie jedno zastrzeżenie.

Otóż mam wrażenie, że przycisk wybudzania pracuje tutaj niespotykanie głośno i zachęca do tego by telefon wybudzać poprzez dwukrotnie stuknięcie w ekran.
W tym wypadku będzie to zdecydowanie bardziej dyskretna czynność jeśli potrzebujemy pilnie sprawdzić nowe powiadomienie.

Możemy także skorzystać z wbudowanego tutaj czytnika linii papilarnych by bezgłośnie autoryzować wejście do systemu.
Niestety skaner ten bywa dość zawodny i z wykrywalnością palca za pierwszym razem bywa różnie.

Jak się można było spodziewać nie otrzymamy tutaj żadnego stopnia ochrony IP - ten uświadczymy w analogicznym modelu A35, zaś port USB-c obsługuje standard 2.0.
Jeśli z kolei przywykliście do telefonów z gniazdem mini Jack, to nie mam dla was dobrej wiadomości.

W nowym wydaniu M-ki już go nie znajdziemy, ale za to uchowała się dużo ważniejsza rzecz, czyli tacka dual SIM obsługująca również karty micro SD.
Zatem tutejsza pamięć masowa wynosząca 128 GB nie zamyka przed nami możliwości przechowywania większej porcji danych.

Wspomniałem o tym, że Samsung od czasu do czasu wykazuje się właściwą dla siebie hojnością i tak oto do nowej M35ki zawędrowały głośniki stereo.
Naturalnie ten ulokowany w szczelinie nad ekranem nie będzie dorównywać zarówno głośnością, jak i samą jakością dźwięku wobec głównego głośnika, który znajdziemy u podstawy.

Całość jednak i tak wydaje z siebie solidny i spójny dźwięk, zwłaszcza jak na tę półkę cenową.

W ramach dalszej hojności, Samsung ofiarował nam tutaj odseparowane oczko dla frontowej kamery, która w dodatku nagrywa filmy w 4K i 30 klatkach na sekundę.
Stary dobry ekran

Co jak co, ale Samsung nigdy nie zawodzi jeśli chodzi o jakość ekranu.
Mamy tu przekątną 6.6 cala, stary dobry Super AMOLED, adaptacyjne odświeżanie 120HZ, czyli jak na dzisiejsze standardy taki pakiet minimum by czerpać przyjemność z oglądanych treści.

Nawet wtedy, kiedy telefon będzie wyeksponowany na światło dzienne.

Całość chroni Gorilla Glass Victus+, a biegnąca wzdłuż ekranu ramka z pewnością nie czyni tego zestawu lepszym w odbiorze, ale doceniam, że prawie na wszystkich krawędziach zachowano symetrię.

Tym bardziej nie rozumiem, dlaczego choćby model A55 nie oferuje tutaj węższych i symetrycznych marginesów. Ale jak to zwykle bywa. Ponarzekamy sobie na to, a i tak po jakimś czasie o tym zapomnimy.
Wydajność dla większości

Co do zasady, system działa płynnie, animacje nie mają tendencji do klatkowania, reakcja na polecenia jest szybka.
Wiadomo, że jak uruchomimy długą listę aplikacji w tle, to tutejsze 6 GB RAMu będzie miało prawo od czasu do czasu chrupnąć, ale ogólne wrażenie jest jak najbardziej dobre, co w sumie nie powinno dziwić.

Mówimy tutaj w końcu o Exynosie 1380, z którym to miałem już do czynienia w modelu A35, czy A54 - co prawda w tym ostatnim w duecie z 8 GB RAMu.
A zatem mamy tutaj wydajność, która zaspokoi potrzeby przeciętnego użytkownika, którego nie interesują testy syntetyczne, czy wiedza o parametrach odpowiadajych flagowcom Samsunga sprzed kilku lat.

Większość osób interesuje zwykłe, codziennie korzystanie ze swoich ulubionych aplikacji i dobrze by było aby system oraz nakładka nie przeszkadzały w tej aktywności.
Nie odnotowałem również momentów by telefon emitował nadmierne ciepło - z wyjątkiem pierwszych kilkunastu minut, kiedy przenosiłem dane z innego Samsunga i czekałem na instalację wszystkich aplikacji.

Układ ten oferuje rzecz jasna łączność 5G oraz nowoczesne funkcje łączności, takie jak Bluetooth 5.3, czy o dziwo, dwuzakresowe Wi-Fi 6, co przyznajmy, nie jest wcale taką oczywistością w tej klasie sprzętu.

Swoją przygodę z tym telefonem zaczynamy od Androida 14 i nakładki One UI w wersji 6.1.
Według zapewnień producenta będziemy przez kolejne 4 lata otrzymywać nowe wersje Androida. Do tego otrzymujemy 5 lat poprawek zabezpieczeń.
Praca na baterii

Zacznijmy od oczywistości. W zestawie z telefonem poza przewodem USB-c, nie otrzymujemy nic więcej, a to oznacza, że albo korzystamy z dotychczasowej ładowarki albo…

W tym momencie robimy sobie krótką przerwę i zaglądamy na stronę naszego sklepu pancernik.eu, gdzie znajdziecie przebogata ofertę ładowarek do smartfonów oraz wiele innych akcesoriów.
Wystarczy w menu nawigacyjnym najechać kursorem na pierwszą pozycję o nazwie „wybierz urządzenie”, gdzie z tutejszej listy wyszukujemy interesujący nas telefon i to tyle. Życzymy Wam udanych zakupów!

Wg. specyfikacji mamy tutaj akumulator o pojemności aż 6000 mAh.
Wygląda to bardzo obiecująco i każe sądzić, że osiągniemy tu naprawdę ponadprzeciętne wyniki, to jednak należy nastawić się na taki solidny zakres od jednego do maksymalnie dwóch dni.

Nie jest żadnym zaskoczeniem, że w tym modelu Samsung oferuje swoje 25 Watowe ładowanie.
Musimy liczyć się z tym, że jeśli rozładujemy telefon, to jego kompletne naładowanie potrwa niemal dwie godziny.
Przy takim typowym użytkowaniu, gdzie staramy się w okolicach 20% uruchomić procedurę ładowania, to wówczas będziemy poruszać się w obrębie godziny i 20 minut.
Trzy aparaty, ale tylko jeden wart uwagi

Samsung M35 nie stanowi powodu do tego by przesadnie długo omawiać jego możliwości foto-video, bo te są ponownie emanacją polityki Samsunga, który wolno aktualizuje swoje jednostki.

Dostajemy tutaj w ręce niemal ten sam system, który znam z modelu A35.
Z tą różnicą, że tam aparat do makro wymagał przemilczenia, a ten obecny tutaj jest tylko dlatego, że Samsung musiał zachować swój charakterystyczny potrójny aparat.

Tak na dobrą sprawę, cała nasza uwaga powinna się tutaj skupić na głównej jednostce, która jako jedyna zasługuje na uwagę.

Aparat ten jest wystarczający do codziennych zastosowań i tworzenia pamiątkowych zdjęć dla własnego użytku.

Dwukrotny cyfrowy zoom otwiera i moim zdaniem jednocześnie zamyka dalsze możliwości powiększania, bo te nie są w żaden sposób wspierane osobnym algorytmem.

Ot, powiększamy obrazek dokładnie tak jakbyśmy robili to w postprodukcji. Naturalnie naszym głównym sprzymierzeńcem będzie światło dzienne, ale główna jednostka po zmroku również nie składa broni.

I właściwie to samo mogę powiedzieć o filmach, szczególnie tych nagrywanych w 4K. Rzecz jasna, lepsze wrażenie będą wywoływać statyczne kadry.
Warty rozważenia za tę cenę!

Samsung ma to do siebie, że nawet w tych budżetowych wersjach smartfonów nie wyróżnia jednej cechy, tylko stara się tworzyć urządzenie kompletne, tak by te oszczędności nie dawały mocno o sobie znać.
Jeśli nie masz zbyt sprecyzowanych wymagań i niespecjalnie interesujesz się smartfonami, to po prostu będziesz zadowolony.

Jeśli z kolei jesteś bardziej wkręcony w temat smartfonów, to wiesz, że w tym budżecie jest wybór, choć nazwałbym go w pewnym sensie pozornym.
Owszem Samsung na tle konkurencji w tej klasie smartfonów nie daje największej wydajności, czy choćby mocy ładowania.

Jednak po zsumowaniu wszystkich za i przeciw, zawsze będzie kusić ogólna renoma tej marki, nakładka systemowa, czy wieloletnie wsparcie regularnymi aktualizacjami.
Przypomnijmy, że ten telefon startował z kwotą 1300 złotych, która, jak to u Samsunga, zawsze na start musi być mocno przestrzelona i stanowi taki typowy podatek od nowości.

Obecnie regularna cena wynosi 1000 złotych, choć testowany przeze mnie model w w kolorze ciemnoniebieskim wraca co chwilę w promocji.
Ja kupiłem go za 850 złotych, ale wiem, że był on w pewnym momencie dostępny nawet za 700 złotych, a w tej cenie uważam go już za naprawdę solidną propozycje.

Dajcie znać co sądzicie o linii M od Samsunga, czy macie doświadczenie z tymi telefonami i czy możecie podzielić się jakimiś przemyśleniami po ich dłuższym użytkowaniu.

Dziękuję za Wasz czas i uwagę. Do zobaczenia już wkrótce!