Seria A – złoty środek czy kompromis?

Dzisiaj moim towarzyszem w trakcie spaceru jest Samsung A56.
Wprawdzie tutaj służy mi wyłącznie jako mój mobilny aparat, ale zdążyłem zapoznać się wcześniej z całym pozostałym wachlarzem możliwości tego smartfona.

Serię A darzę sentymentem, bo model A52 był jednym z pierwszych smartfonów, które zrecenzowałem na tym kanale.
Nie do końca zdawałem sobie wtedy sprawę z tego, że pochylam się nad najbardziej popularną serią modelową tego producenta.

Opracował on swój przepis na tzw. złoty środek, tak aby unikać skrajności w parametrach technicznych.
Ta średnia miara została tutaj dobrze dobrana i idealnie rezonuje ze sporą grupą odbiorców dla tego typu urządzeń.

Znajdziemy tu bowiem wszystko to co interesuje statystycznego użytkownika smartfonów niezorientowanego na konkretną właściwość taką jak duża moc procesora, czy zaawansowany system aparatów.

Dlatego seria A nie stawia wyraźnych akcentów. Ewidentnie chce być kompleksową propozycją, ale czy za taką możemy ją nadal uznać?
Nowa era – Samsung A56 na tle poprzedników
Model A54 rozpoczął nowy rozdział dla tej serii. Po pierwsze przejął on obowiązki modelu ustawionego najwyżej w hierarchii serii A.
Po drugie dał się poznać jako urządzenie wyraźnie lepiej wykonane i przybliżające nas bardziej, niż kiedykolwiek do flagowego segmentu tego producenta.

Sprawy jednak zaczęły się komplikować, gdy w tym samym roku na półki sprzedażowe trafił model S23 FE, którego obecność po dziś dzień jest dla mnie trudna do zaklasyfikowania.

Jestem gotów uwierzyć, że powstał on tylko po to by przede wszystkim dyskontować renomę serii S.
Model A55 był ostrożnym rozwinięciem poprzedniego konceptu.

Choć urósł tu i ówdzie, osiągając bardziej pękatą formę, nadal stanowił bezpieczną przystań dla tych, którzy wolą postawić na sprawdzony wybór, jakim jest Samsung.

Szczególnie w kontekście wsparcia systemowego oraz faktu, że marka ta cieszy się powszechnym zaufaniem zarówno w Polsce, jak i na świecie.
Design i wykonanie – powrót do korzeni?
Tegoroczna propozycja, czyli A56 przedstawia się jako ten, który wraca trochę w glorii i chwale w odpowiedzi na niezwykle odtwórczy model S25.
Samsung tym razem stawia wyraźną granicę.

Wygląda na to, że seria A zyskała nową identyfikację wizualną, wyróżniającą się nie tylko przetłoczeniem na bocznej ramce w miejscu, gdzie znajdują się przyciski.
Seria A to od teraz ponownie zabudowana w całości wyspa aparatów, która może przywodzić na myśl dawny model A50.

Oczywiście zachowano przy tym odpowiednie proporcje względem rozmiaru ówczesnych konstrukcji optycznych.
W dodatku sama bryła może pochwalić się chyba największą jak dotąd smukłością, choć nadal trudno będzie konkurować nam z wagą choćby A53, który w całości był wykonany z tworzyw sztucznych.

Nie mniej, to moim zdaniem najlepsze wcielenie serii A od lat. Flagowa jakość wykonania, schludny, minimalistyczny design i do tego ta odchudzona sylwetka.
No i ponownie certyfikat IP67, więc na co dzień nie musimy martwić się o powierzchowny kontakt z wodą, czy kurzem, a i jest szansa, że zatopienie tego telefonu na dłuższą chwilę nie wyrządzi mu krzywdy.


W tym miejscu, w kontekście samej budowy chciałbym postawić kropkę, ale niestety jest jedna rzecz, której nie sposób zignorować. Mowa o braku czytnika kart micro SD, który od zawsze był tu obecny.

Tak jak model A53 zakończył bytowanie gniazda mini jack w tej serii, tak A56 od teraz będzie kojarzony jako ten, który skreślił z listy obsługę rozszerzonej pamięci masowej.

Jedni powiedzą, że to znak czasów i że producenci będą systematycznie przyzwyczajać nas do usług dyskowych w chmurze, a drudzy będą dłużej zwlekać ze zmianą swojego kilkuletniego smartfona.
Ekran, dźwięk i wydajność – solidna podstawa
Na szczęście są tu rzeczy, które wprawdzie nie zmieniają się jakoś spektakularnie, ale wciąż trzymają fason i myślę tu o ekranie.
I choć ten pewnie nieprędko doczeka się idealnie symetrycznych ramek, tak sam wyświetlacz doczekał się większej jasności maksymalnej i szczytowej.

O 0,1 cala urosła nam przekątna, zaś pozostałe parametry są niezmienione, bo Samsung doskonale wie, że to nadal w zupełności wystarczy.
Jest on liderem sprzedaży paneli AMOLED jako podzespołów do innych urządzeń. To samo w sobie świadczy o jego pozycji na rynku.

Ponownie znajdziemy tu optyczny czytnik linii papilarnych, który znamy choćby ze średniopółkowych modeli.
Zwykle działa on poprawnie, choć sporadycznie może popełniać błędy – warto też pamiętać, aby nie odrywać palca zbyt szybko.

Moje przyzwyczajenie wyniesione z modeli Ultra, które towarzyszą mi na co dzień sprawiło, że na początku musiałem się do tego przyzwyczaić.
Smartfon jest wyposażony w głośniki stereo.

Choć te nie dorównują jakości brzmienia droższym modelom producenta, w których dźwięk zupełnie inaczej rezonuje i daje szersze spektrum sceny, tak trudno zarzucić im, że cierpią na jakieś poważne deficyty.
Jest dostatecznie głośno i przejrzyście.

Seria A z piątką na przodzie zawsze była wyposażana w autorskie procesory Exynos - z jednym wyjątkiem w postaci modelu A52, do którego zawitał Snapdragon.
W tym roku Samsung trzyma się tego obranego od lat kursu - w przeciwieństwie do A36 i jego poprzedników, którzy romansowali praktycznie z każdym producentem procesorów.

Tu ponownie witamy na pokładzie kolejną generację Exynosa stanowiącego poważną modernizację w stosunku do poprzednika.
Zapewnia on kolejny wzrost żywotności baterii, co przekłada się na bardziej przewidywalne zachowanie w kontekście ubywającej energii.

Mimo to nadal polegamy na tej samej pojemności akumulatora co w ubiegłym roku.
Również sama wydajność będzie tu nominalnie lepsza, choć ta w poprzedniku nie wzbudzała mojego niedosytu.

Należy traktować ją bardziej jako zapas na przyszłość i choć w Polsce telefon ukazał się w towarzystwie 8 GB RAMu, tak mimo wszystko można założyć, że jest to urządzenie na długie lata użytkowania.
Szczególnie, że producent po raz pierwszy przy okazji średnio półkowego modelu zadeklarował wsparcie systemowe przez okres następnych 6 lat.

Wprawdzie wydaje się, że jest to dość brawurowe oszacowanie, z którego najpewniej skorzysta niewiele osób.
Niemniej jednak, w przypadku Samsunga możemy założyć, że producent dotrzyma słowa, a tutaj zdecydowanie łatwiej o regularne aktualizacje.

Aktualizacje dbające o wydajność i bezpieczeństwo naszego smartfona to jedno. Drugą nie mniej ważną sprawą jest ochrona samego urządzenia.
Aby móc cieszyć się z pełnego potencjału naszych smartfonów, warto zainwestować w praktyczne akcesoria, a do tych przede wszystkim należą szkła ochronne oraz etui.

Bizon zapewnia skuteczną ochronę przed uszkodzeniami, które mogą pojawić się podczas codziennego użytkowania naszych telefonów, czy tabletów.
Poznaj lepiej ofertę sklepu Bizon i skorzystaj z promocji -15% na cały asortyment, która potrwa do końca marca.

W tym miejscu warto również dodać, że Bizon w trosce o naturę zapewnia ekologiczne opakowania stosując śladowe ilości plastiku.

A56 wita się z nami bazując już na fabrycznie zainstalowanym Androidzie 15 i nakładce One UI 7.

Choć została ona zredukowana do pakietu funkcji AI w porównaniu do serii S, wciąż znajdziemy tu te najbardziej praktyczne i rozpoznawalne, które Samsung przestaje traktować jako funkcje ekskluzywne.

Dzięki temu uświadczymy tu takie rzeczy jak zakreśl, by wyszukać, nowy asystent Gemini, Now brief czy narzędzia edycyjne związane z fotografią.
Muszę jednak podkreślić, że nie zawsze osiągniemy tę samą wydajność, do której przyzwyczaił mnie model Ultra.

W przypadku bardziej skomplikowanych zadań, jak gumka do usuwania obiektów, musimy liczyć się z gorszymi wynikami, głównie ze względu na różnice w mocy obliczeniowej procesorów.


Nie mniej, do podstawowych ingerencji w obrazek, gdzie usuwany obiekt nie jest duży i do tego sąsiaduje np. Z teksturą, którą łatwo zmulltiplikować, sytuacja jest banalnie prosta i wszystko działa jak należy.
Sam interfejs pracuje płynnie, aplikacje uruchamiają się bez zauważalnych opóźnień. Również nie odnotowałem by telefon miał skłonność do łapania wysokich temperatur.

To co należy chyba uznać w pewnym sensie za taką niepisaną transakcję w tym telefonie, to fakt, że brak czytnika kart micro SD, zastąpiono tu maksymalną mocą ładowania wynoszącą 45 Watów.

Dla części osób nie jest to opłacalny układ i podejrzewam, że wielu z was wolałoby w tej sytuacji poprzednie 25 Watów - zresztą ja też zapisałbym się do tego grona osób.
Nie mniej, wypada odnotować, że od teraz telefon możemy szybciej zregenerować, zwłaszcza, kiedy zdarza się, że mamy na to mało czasu.

Warto też dodać, że 45 Watowe ładowanie nie było do tej pory domeną wyłącznie Samsungowych flagowców, bo chociażby zeszłoroczny m55 mógł również pochwalić się tą samą mocą ładowania.
Tym większe jest moje niezrozumienie wobec podstawowego modelu S25, który pod dziś dzień trwa przy swoich 25 Watach.
Aparaty – niespodziewana jakość zdjęć
Najbardziej bałem się obecnego tu systemu aparatów, który pojawia się trzeci raz w tej samej odsłonie.

Wprawdzie nie powinno nas to dziwić, wystarczy przypomnieć sobie, że flagowy S25 korzysta w tym roku po raz czwarty z tego samego zestawu obiektywów i matryc.
Nie ukrywam, że nie lubię się powtarzać.

Nie chciałem ponownie nawiązywać do tego, że seria A nie jest odpowiedzią ani na potrzeby fanów benchmarków, ani na potrzeby fanów fotosmartfonów, którzy wykorzystują szersze spektrum ogniskowych.

Testując ten smartfon pod kątem fotografii, chciałem dać Wam tym razem jakiś punkt odniesienia, tak by łatwiej było Wam pozycjonować go pośród tych droższych urządzeń.

Pomyślałem na początku, że to być może zbyt ekstrawagancki pomysł by zestawiać aparat główny z tym, który znajdziemy w S25 Ultra, ale późniejsze wyniki sprawiły, że poczułem niemałą konsternację.

Wprawdzie mówimy tu o zdjęciach zapisywanych wyjściowo w 12 megapikselach, ale większość z nas i tak zapisuje ujęcia w tej rozdzielczości.
Muszę przyznać, że najwyższy reprezentant serii A wcale nie ustępuje jakością zdjęć tym, które generuje trzykrotnie droższy flagowiec.

Dodam, że obie aplikacje aparatu są skonfigurowane tak samo, bo A56 został przeze mnie odtworzony na podstawie zawartości i ustawień w S25 Ultra.

Wiele zdjęć musiałem powtarzać, bo nie mogłem uwierzyć tym wynikom.

Dopiero konfrontowanie obu aparatów w coraz to trudniejszych warunkach oświetleniowych sprawiało, że obrazowanie w A56 zaczynało pomału ustępować.

Nie mniej, trzeba zaznaczyć, że obecne tu przetwarzanie zdjęć w oparciu o nowy procesor dokonało wyraźnego postępu.

Aż chciałoby się zadać pytanie, czy S25 Ultra jest już dzisiaj tak słaby, czy A56 stał się tak mocny? Ale jedno jest pewne. A56 skrócił ten dystans wyraźne i ta jakość detali jest dla mnie imponująca.

Nie inaczej jest w przypadku rejestrowania filmów, gdzie zdecydowanie droższy model wcale nie deklasuje Samsunga A56.
Przede wszystkim S25 Ultra jest faworyzowany przez oprogramowanie, które oferuje dodatkowo tryb HDR oraz profil logarytmiczny do dalszej obróbki kolorów.

Dodatkowo, posiada wygodniejszy suwak do powiększania, wynikający z szerszego pokrycia ogniskowych.
Ponownie gorsze warunki oświetleniowe oraz ujęcia w ruchu zaczynają odczuwalnie grać na korzyść ultra flagowca.

Mimo to będę uparcie twierdzić, że producent w tym roku dał nam nadspodziewanie więcej w kontekście ogólnej jakości obrazka, co dawno nie przyniosło mi takiej satysfakcji.
Gdyby tegoroczny model S25 FE chciał w całości kontynuować to, co prezentuje A56, dodając aparat z teleobiektywem, moglibyśmy otrzymać realną alternatywę wobec droższej serii S.

W takim przypadku model z plusem i model Ultra stanowiłyby ciekawą opcję.

Tu niestety, zamiast optycznego zoomu, ponownie mamy pięciomegapikselowy aparat do makro, dostępny w osobnym trybie.

Owszem, pozwala on skrócić dystans do fotografowanego obiektu, ale efekt końcowy jest daleki od tego, co oferuje pełnoprawna fotografia makro.

Ta daje pełny efekt dzięki użyciu dłuższych ogniskowych, co pozwala uchwycić obiekt w lepszej perspektywie na pierwszym planie, nie wspominając o samej szczegółowości zdjęcia.
Czy warto? Cena i podsumowanie
Na koniec przejdźmy do ceny. Ta zwykle oscylowała w granicach pomiędzy 1900, a 2100 złotych w przypadku modeli z serii A z piątką na przodzie.

Niechlubny wyjątek stanowił model A54 debiutujący w kwocie 2400 złotych. W tym roku na szczęście możemy mówić o kwocie startowej na poziomie 2000 złotych.
Oczywiście, nie jest to obecnie cena okazyjna, zwłaszcza gdy porównamy ją z ofertą Poco, Realme, OnePlusa czy Motorolli.

Naturalnie, pod warunkiem że uwzględnimy nie tylko zalety, ale również niedomagania tych urządzeń, jak choćby mniej pewne wsparcie systemowe.
I pod warunkiem, że weźmiemy też pod uwagę niekwestionowaną wszechstronność modelu A56.

Z drugiej strony wciąż mam w pamięci testowanego niedawno iPhone'a 16e, którego producent określa mianem budżetowego.
Na starcie wycenia go jednak o całe 1000 złotych więcej, sprzedając w sporej części telefon z 2021 roku.

To z kolei oznacza, że w moich oczach A56 również pod względem aktualnej ceny plasuje się gdzieś pośrodku stawki i tego co opłacalne.
Gdybym zaś miał oceniać go wyłącznie z perspektywy samego Samsunga, to dzisiaj jestem gotów zaryzykować stwierdzenie, że to jeden z najlepszych wyborów.

Szczególnie, gdy przypomnę sobie zdjęcia wykonane główną jednostką.
Mając dzisiaj przykładowo Samsunga A52s, który nie doczeka się już Androida 15, poważnie rozważałbym właśnie A56, szczególnie jeśli chcesz pozostać wierny tej marce.

To naprawdę kompletny smartfon, który godnie reprezentuje zarówno średnią półkę cenową, jak i tą pod względem specyfikacji.
Przypomnę jeszcze, że doniedawna model A55 można było kupić w okolicach 1600 złotych.

Jeśli A56 zbliży się do tego poziomu, a dodajmy, że jest to realna perspektywa, to moim zdaniem będzie również jednym z najlepszych wyborów pośród całej konkurencji.
Kaloka
czy obsługuje obraz przez usb-HDMI kablem?
GregoryCot
Dive into the breathtaking universe of EVE Online. Shape your destiny today. Explore alongside millions of pilots worldwide. Start playing for free