Redmi Note 15 Pro 5G, czyli pakiet dobrych zmian | Recenzja
Ten tekst powstał na podstawie materiału wideo, który znajdziesz na naszym kanale YouTube. Zobacz film tutaj.
Chaos wyboru i sens istnienia modelu Pro

Seria Redmi Note jest czytelna głównie dla wiernych fanów marki. Dla osób rozważających tę linię po raz pierwszy sytuacja może być jednak myląca.
Na polskiej stronie producent wyróżnia bowiem aż pięć osobnych urządzeń: 15, 15 5G, 15 Pro, 15 Pro 5G oraz 15 Pro+ 5G.

Wynika to ze strategii celowania w każdy możliwy przedział cenowy w wyjątkowo konkurencyjnym segmencie sięgającym od 150 do 400 dolarów oraz z chęci maksymalnej obecności w sklepach.
Taka taktyka zwiększa zasięg, ale wywołuje przy okazji spore zamieszanie i trudność przy wyborze właściwego modelu. Dlatego testując jeden z nich, trudno mówić o „najlepszym wyborze” dla każdego.


To zaś czego mogę być pewny, to tego, że omawiany Redmi Note 15 Pro 5G na tle swojego poprzednika jest wyraźnie lepszą i bardziej opłacalną propozycją.
Kilka trafnych zmian wystarczyło, by ten model stał się znacznie łatwiejszy do polecenia.
Nowy język designu i realna jakość wykonania

Po pierwsze wygląd, producent rezygnuje z obłości i projektu który stawiał na dwie warstwy zachodzące na boczną ramkę, co w rezultacie oznaczało widok frontowego szkła zakrzywionego do boków.
Zrezygnowano również z opcjonalnej ekoskóry i postawiono na tę samą plastikową bryłę w trzech różnych wersjach kolorystycznych.
Każda z nich zaś, to ten znany nam już prosty i surowy korpus z zaokrąglonym narożnikami i płaskim tyłem, oraz ekranem, który tym razem będzie wolny od efektu załamującego się światła na krawędziach.
Całość sylwetki została lekko odchudzona, choć nominalna waga nieco wzrosła, a wynika to ze zwiększonej pojemności baterii.
Ogólnie rzecz biorąc mamy przed sobą bardziej nowoczesny język designu i z pewnością znajdzie on szerokie grono odbiorców.
Bez zmian pozostał projekt wyspy aparatów oraz jej ogólny zamysł. Sugeruje on, że na pokładzie znajduje się wszechstronny system fotograficzny.

Tymczasem producent ponownie sięgnął po ten sam fortel, ponieważ w rzeczywistości mamy tu do czynienia jedynie z dwoma aparatami: głównym oraz ultraszerokokątnym.
Pozostałe dwa oczka, to dioda doświetlająca oraz podstawowy czujnik głębi, który zastąpił nam dwu megapikselowy aparat do makro, co uważam za słuszną decyzję.

Nie można również zignorować certyfikacji wytrzymałości ip69 oraz ponownego zastosowania przedniego szkła Gorilla Glass Victus 2.
Będąc przy samej konstrukcji, warto podkreślić, że w tym modelu znajdziemy czujnik podczerwieni oraz głośniki stereo.

Nie uświadczymy natomiast tacki obsługującej kartę microSD — taką możliwość oferuje model pozycjonowany szczebel niżej, czyli Redmi Note 15.
Ekran i multimedia – bez fajerwerków, ale bez wstydu

Przekątna ekranu nieznacznie wzrosła, zaś sam panel oferuje właściwie te same parametry co poprzednik, gdzie główną poprawę stanowi częstotliwość przyciemnienia.
Co do zasady, Xiaomi nie oszczędza na swoich wyświetlaczach, co za tym idzie, to wciąż dobry, jasny ekran na miarę obecnych standardów.

Pod nim zaś znajdziemy ponownie optyczny czytnik linii papilarnych, który będzie wymagał od nas nieco dłuższego przytrzymania palca w celu autoryzacji, ale jego ogólna praca nie budzi moich zastrzeżeń.
Podobnie jak obecne tu głośniki, choć ponownie należy podkreślić, że górny pełni rolę uzupełniającego i główne obowiązki pod względem samej jakości przejmuje dolna jednostka.
Warto jedynie zachować rozsądek i nie korzystać z okolic pełnej głośności, bo ta odczuwalnie zubaża emitowany dźwięk.
HyperOS, aktualizacje i sztuczna inteligencja w praktyce

Szkoda, że telefon jest dostarczany z Androidem 15 i nakładką HyperOS 2, ale w ten sposób producent najpewniej chce w łatwy sposób uniknąć jednej dużej aktualizacji w przyszłości.
W planach są deklarowane 4 główne oraz 6 lat poprawek bezpieczeństwa. Osoby przyzwyczajone do MIUI mogą jednak spać spokojnie.

HyperOS jest bardzo łatwy do opanowania, bo zachowuje znaną filozofię interfejsu, kładąc jednocześnie większy nacisk na sprawniejsze zarządzanie zasobami sprzętowymi.
System jest lżejszy i w założeniu efektywniej wykorzystuje pamięć wewnętrzną urządzenia. Oczywiście wraz z HyperOS Xiaomi, a w tym przypadku także Redmi, wpisuje się w aktualne trendy związane ze SI.

Oprócz Asystenta Google i funkcji „zakreśl, by wyszukać” znajdziemy tu przede wszystkim rozwiązania skupione na pisaniu.
Obejmują one także fotografię, w tym silnik obrazowania oparty na algorytmach oraz narzędzia edycyjne, takie jak usuwanie obiektów czy generowanie rozmycia tła.
Wydajność codzienna kontra bateria, która kradnie show
Redmi Note 15 Pro 5G napędzany jest procesorem MediaTek Dimensity 7400 Ultra.
Pewnym rozczarowaniem pozostaje jednak zastosowanie pamięci masowej w standardzie UFS 2.2. W tym segmencie można było oczekiwać szybszego UFS 3.1.

Mimo to otrzymujemy wydajność wystarczającą w swojej klasie cenowej. Trzeba jednak jasno zaznaczyć, że urządzenie nie aspiruje do czołówki benchmarków.
Przydomek „Ultra” w przypadku procesora oraz „Pro” w nazwie samego smartfona pełni tu przede wszystkim rolę elementu gradacji modeli w serii Redmi Note.
Nie stanowi on bezpośredniego odniesienia do DNA takich urządzeń jak Poco F8 Ultra czy Poco X7 Pro.
To sprzęt zaprojektowany z myślą o codziennych, mniej wymagających zastosowaniach i żaden z obecnych tu parametrów nie stanowi jakiegoś super jasnego punktu, poza jednym - baterią.

Ta nie dość, że legitymuje się większą pojemnością wynoszącą 6580 mAh, to w dodatku mówimy tu o ogniwie krzemowo-węglowym.
I wprawdzie moc ładowania pozostała na poziomie maksymalnych 45 watów. Czas pracy na baterii został jednak wyraźnie poprawiony.

W poprzedniku udawało mi się nieznacznie przekraczać jeden dzień, natomiast w tym przypadku byłem w stanie każdorazowo osiągać dwa pełne dni pracy.
Tu jak zawsze warto zrobić wyraźne zastrzeżenie, że każdy z nas zupełnie inaczej korzysta ze smartfona, więc ostateczne wyniki mogą znacząco się od siebie różnić.
Aparaty, cena i werdykt końcowy – rozsądek zamiast zachwytu
Podobnie jak u poprzednika, dopisek „Pro” nie odnosi się tu bezpośrednio do żadnego przełomowego parametru.
Najlepiej widać to po zestawie aparatów, który został w całości przeniesiony z poprzedniej generacji. Jedyną realną zmianą jest brak aparatu makro.

Nie oznacza to jednak, że mamy do czynienia z niekompetentnym zapleczem fotograficznym.
Trzeba tylko mieć świadomość, że ponownie cały ciężar fotografowania spoczywa na głównym aparacie o rozdzielczości 200 megapikseli.
To właśnie on odpowiada za elastyczność całego zestawu, zwłaszcza przy korzystaniu z czterokrotnego przybliżenia, które w praktyce jest po prostu kadrowaniem obrazu z matrycy głównej.
Całość wspiera algorytm przetwarzania obrazu, który być może przez ostatni rok został dodatkowo dopracowany, choć z perspektywy dłuższej przerwy od poprzedniego modelu trudno mi to jednoznacznie ocenić.
Tak czy inaczej, główną jednostkę należy traktować jako podstawowe i w zasadzie jedyne realnie użyteczne narzędzie do robienia zdjęć i trzeba przyznać, że dobrze wywiązuje się ze swojej roli.
Aparat domyślnie zapisuje zdjęcia w rozdzielczości 12 megapikseli, a sposób obrazowania i poziom szczegółowości stoją na satysfakcjonującym poziomie.

Na plus wypada również kolorystyka, wyraźnie zmierzająca w stronę naturalnych odcieni i stonowanego kontrastu, co jest miłym odstępstwem od przesadnej saturacji preferowanej przez wielu producentów.
A jeśli poczujecie niedosyt, to zawsze macie do dyspozycji szerokie narzędzia edycyjne, czy predefiniowane filtry.

Warto pochwalić także algorytmy za brak tendencji do agresywnego wyostrzania krawędzi. Przy standardowej ogniskowej zauważyłem automatyczne odszumianie, które nie do końca jest tu potrzebne.
Natomiast przy większych powiększeniach pojawienie się cyfrowego ziarna działa wręcz na korzyść obrazu. Dzięki temu zdjęcia nie zamieniają się od razu w akwarelową plamę.
Zarówno aparat główny, jak i ultraszerokokątny korzystają z elektronicznej stabilizacji obrazu.
Dzięki temu można pozwolić sobie na szybkie, mniej „ceremonialne” ujęcia z ręki, choć podczas nagrywania w ruchu system nie zawsze radzi sobie idealnie z niwelowaniem drgań.

Efektem są delikatne szarpnięcia obrazu przy chodzeniu. Przypominam również, że w trakcie nagrywania do rozdzielczości 4K, nie możemy przełączyć się na jednostkę ultraszerokokątną.
Na koniec pozostaje kwestia ceny. W przypadku poprzednika startowaliśmy od 1800 zł, natomiast tym razem wariant 8/256 GB otwiera kwota o 100 zł niższa. To niewielka, ale zauważalna różnica.
Nadal nie mówimy o smartfonie tanim, jednak jest to propozycja relatywnie przystępna cenowo, choć trzeba pamiętać, że poruszamy się tu w wyjątkowo konkurencyjnym segmencie.
I konkurencja ta jest już odczuwalna wewnątrz samego obozu Xiaomi. Jeśli priorytetem będzie dla kogoś wyraźnie lepsza i bardziej przyszłościowa wydajność, rozsądną alternatywą będzie Poco X7 Pro.
Równie interesująco prezentuje się Xiaomi 15T, a to zaledwie początek, bo również inni producenci w tym segmencie nie próżnowali i mają tu wiele mocnych kart do zaoferowania.
Xiaomi Redmi Note 15 Pro 5G to rozsądne, dopracowane urządzenie, które wiele rzeczy robi dobrze.

Zdecydowanie bardziej współczesny wygląd, wciąż bardzo dobry ekran, poprawna wydajność oraz aparaty i do tego bardzo przyzwoity wynik na baterii.
Trzeba jedynie podkreślić, że to nie jest jeden z tych smartfonów, który wyróżnia się jakąś konkretną funkcjonalności i raczej kroczy wydeptaną ścieżką takich modeli jak choćby A56 od Samsunga.
Dlatego w moim odczuciu Redmi powinno nieco agresywniej pograć ceną w przypadku swojego modelu, bo wówczas lepiej odpowiadałaby temu co dostajemy i odsuwała na bok alternatywne propozycje.
Mimo to w odróżnieniu od poprzednika, mam wrażenie, że ten model łatwiej polecać, szczególnie, gdy w przyszłości jego cena zacznie spadać. Aktualnie nie traktowałbym go jako pierwszego wyboru.
Dajcie znać, jakie są Wasze doświadczenia z rodziną Redmi Note.
Czy bohater dzisiejszego odcinka jawi się Wam jako solidna propozycja, czy może jego popularność dopiero nadejdzie, gdy stanie się przystępniejszy cenowo?
Czekam na wasze komentarze, witam was już oficjalnie w 2026 roku i mam nadzieję, że zaczęliście go dobrze. Dziękuję za wasz czas i uwagę. Pozdrawiam i do zobaczenia już wkrótce!