Recenzja Samsung Galaxy S25 FE: Krok bliżej flagowca… i tyle.
Ten tekst powstał na podstawie materiału wideo, który znajdziesz na naszym kanale YouTube. Zobacz film tutaj.
Seria FE – wieczny dylemat

Co roku przy okazji premiery nowego Samsunga z serii FE wracają te same pytania.
Po co w ogóle jest ten telefon, jak rozumieć jego obecność w gradacji modelowej i dlaczego komentujący nie szczędzą złośliwości pod jego adresem.
Ja sam rok temu nazwałem S24 FE mistrzem pozorów, bo niestety w tym modelu trudno było uświadczyć dobrze rozplanowane kompromisy. Nie zmieniło się także otoczenie tego smartfona.
Nadal mamy dobrze prosperujący model A56, który obecnie można kupić już za około 1600 złotych.

Smartfon ten mógłby stanowić samodzielny przedsionek do flagowej serii, ponieważ producent sięga tu po lepsze materiały i podzespoły.
Jedynie odmienna w projekcie wyspa aparatów ma nam przypominać, że to model usytuowany niżej w hierarchii.
Owszem, znajdziemy tu naturalne niedostatki względem serii S, ale powtórzę. W tej cenie, ten telefon, to naprawdę solidna i wszechstronna propozycja.
Cena kontra możliwości – kalkulacja opłacalności
Tegoroczny S25 FE ponownie próbuje nas przekonać, że oferuje więcej, ale czy na tyle więcej by potencjalny kupujący chciał wydać dwukrotność obecnej kwoty A56?
A jeśli już rozważałby wydatek przekraczający trzy tysiące złotych, to może wolałby podstawowy S25? No tu ponownie cały dylemat rozbija się o rozmiar samego ekranu.
Jeśli dla kogoś z was będzie on punktem wyjścia do dalszych rozważań, to należałoby porównywać S25 FE z modelem S25+, który w tym zestawieniu oznacza aktualnie dopłatę 1500 złotych.
Warto jednak dodać, że model ten można znaleźć w dużo tańszej cenie – na przykład na polskim Amazonie znalazłem ofertę za 3700 złotych.
Patrząc na sprawy z tej perspektywy, może się wydawać, że S25 FE nabiera nieco więcej sensu, gdy zestawiamy ze sobą oficjalny cennik.
Zwłaszcza jeśli dylemat dotyczy fana marki, który nie chce szukać niczego innego poza Samsungiem.
Pierwsze wrażenia – design i wykonanie
Na początek kilka miłych zaskoczeń.
Rok temu narzekałem na to, że S24 FE okazał się być dokładnie taką samą ciężką i pękatą bryłą jak model A55, a tymczasem S25 FE wreszcie daje nam odczuć, że aspiruje do grona tych najlepszych.

Urządzenie waży dokładnie tyle samo co S25 Plus i ma podobne rozmiary. Dzięki temu sprawia wrażenie pełnoprawnego flagowca.
Podejrzewam, że w ślepym teście wiele osób mogłoby mieć problem z odróżnieniem obu modeli.

Tym bardziej, że odmiana FE doczekała się satynowego szkła na odwrocie, które w połączeniu ze wzmocnioną aluminiową obudową daje naprawdę dobre wrażenie.
No i do tego to proste i eleganckie wzornictwo, które przyciąga wiele osób właśnie do smartfonów Samsunga.

Dopiero wprawne oko zauważy te wciąż niesymetryczne ramki ekranu. Wówczas będzie wiadomo, z którym modelem mamy do czynienia.
Na moje oko ramki te są zasadniczo tak samo cienkie jak we flagowcu z plusem. Jedynym przypomnieniem, że jest to okrojona wersja flagowca, pozostaje dolne zgrubienie.
Specyfikacja i kompromisy – krok w stronę flagowca
Pozostałe kompromisy są już dla mnie w pełni zrozumiałe. Dostajemy więc po obu stronach szkło Gorilla Glass Victus+, ekran o nieco niższej jasności szczytowej i obsługę niższej rozdzielczości.
Zamiast ultradźwiękowego czytnika linii papilarnych zastosowano optyczny, ale na szczęście nie zrezygnowano z ładowania bezprzewodowego.

Co więcej, mamy tu dokładnie taką samą moc ładowania przewodowego wynoszącą 45 Watów oraz również taką samą pojemność akumulatora, czyli 4900 mAh.
Pamiętam, że rok temu producent poskąpił tutaj zarówno na mocy ładowania, jak nominalnej pojemności, więc tu po raz kolejny odrobiono lekcje.

Nie będzie zdziwieniem, że cena startowa obejmuje wersję z 128 gigabajtami pamięci i 8 gigabajtami RAM-u.
Krótko mówiąc, nie dostajemy tutaj nic ponad to, co dotąd oferowały Samsungi na styku serii A oraz S.

Wybaczcie więc, jeśli odniesiecie wrażenie, że ten materiał jest oszczędniejszy w słowa, ale po prostu trudno powiedzieć coś więcej na temat tego modelu.
Najlepszym tego dowodem będzie zastosowany tu procesor. Na pokładzie znajdziemy tym razem pełnoprawnego Exynosa 2400, który został wprowadzony na rynek wraz z serią Galaxy S24.
W duecie z tym modelem daje nam to na pewno przyzwoitą wydajność. Powinna ona pokryć potrzeby większości z Was.
Niestety, nie mam dobrych wiadomości dla tych, którzy lubią dociskać swoje smartfony. S25 FE nie jest mistrzem odprowadzania ciepła — w tej kwestii odczuwalnie lepiej radził sobie poprzedni model.

Wygląda na to, że Galaxy S25 FE oferuje wszystkie funkcje oparte na sztucznej inteligencji, które można znaleźć w każdym innym telefonie Galaxy S25.
Generalnie mamy tu dostęp do wszystkich dobrodziejstw związanych z One UI 8, które jest tutaj zainstalowane fabrycznie.
W przypadku pracy na baterii otrzymałem bardzo zbliżone wyniki, które oferował poprzednik.
W cyklu mieszanym poruszałem się w zakresie pomiędzy 5 a 6 godzin sotu, co można uznać za dobry, przewidywalny, ale również mało wyróżniający się wynik.
Aparaty – postęp czy stagnacja?

A skoro mowa o mało wyróżniających się rzeczach, to z pewnością należy do nich obecny tu system aparatów. Według mojej wiedzy posiada on niemal dokładnie te same podzespoły co rok temu.
Jedyną różnicę stanowi natomiast frontowa kamera zapożyczona z serii Galaxy S25 oraz udział silnika ProVisual opartego na lokalnym modelu AI.

Przypomnę, że poza główną jednostką, mamy tutaj dokładnie ten sam zestaw aparatów, który znajdziemy w modelu S20 FE.
Co za tym idzie, to główny aparat zastosowany pierwszy raz w S23 FE wsparty nowym silnikiem próbuje utrzymać nasze zdjęcia w oparciu o aktualne standardy.

W praktyce oznacza to, że zarówno zdjęcia, jak i filmy nagrywane głównym aparatem czy dodatkowymi obiektywami nadal prezentują dobry poziom, porównywalny z flagowymi telefonami sprzed kilku lat.
Szczególnie w świetle dziennym efekty są bardzo dobre. Im trudniejsze stają się warunki oświetleniowe, tym bardziej spada jakość uzyskiwanych ujęć.
W takich sytuacjach polecam korzystać wyłącznie z trybu nocnego, który zapewnia mniej zaszumione ujęcia, lepszy zakres dynamiki i detale.
Warto jednak pamiętać, że w tym trybie widać już wyraźny wpływ algorytmu, który może odbierać naturalny efekt zdjęcia.
Czy S25 FE w końcu ma sens?

Podsumowując. Jak to zwykle bywa, cena premierowa Galaxy S25 FE jest za wysoka i tylko wierny użytkownik Samsunga będzie rozważać dzisiaj ten zakup.
Pozostali najpewniej ominą ten produkt. S25 FE będzie mieć zdecydowanie więcej sensu, gdy jego cena zacznie się oddalać od pełnoprawnego flagowca, zwłaszcza tego z plusem.
Czy S25 FE to ponownie jak co roku wtórny model dyskontujący renomę serii S?
Moim zdaniem nie. To znaczy jest dużo lepiej, niż było i trzeba uczciwie dodać, że tegoroczny model wyraźnie postawił ten kolejny krok dalej sytuujący go bliżej flagowca, niż bywało to wcześniej.

Gdyby tylko zechciał być na start tańszy, to wówczas mógłby stanowić w miarę racjonalny pomost między serią A, a serią S.
Choć tu ponownie muszę przywołać model A56, który w wielu scenariuszach po prostu może okazać się wystarczającym wyborem i okazją do wydania połowy kwoty, której Samsung żąda dzisiaj za S25 FE.

Pozostaje mi więc zaapelować o wasz rozsądek i rozwagę, kiedy będziecie analizować ten model w jego premierowej cenie.
Dobrze będzie przemyśleć swoje potrzeby, a jeśli nie jesteście wiernymi fanami Samsunga, to w tej kwocie, warto przejrzeć ofertę konkurencji.

Dziękuję za Wasz czas i uwagę, dajcie znać co sądzicie o S25 FE i niech koniecznie głos zabiorą użytkownicy tej serii - jestem ciekaw waszych doświadczeń i przemysleń.
Pamiętajcie o odwiedzeniu naszego sklepu, a tymczasem żegnam się z Wami i do zobaczenia już wkrótce.
Dominik K.
Witam. A dziś, w cenie ok 2300zl za wersję z 256GB pamięci to dobry wybór? Bo mam już dość ładowania codzień IP 14 i zastanawiam się co tu kupić.