Pancernik.eu
Kategorie blog
Chmura tagów
Adam Brzozowski Trading Bizon
Lotnicza 35A
63-400, Ostrów Wielkopolski
Archiwum
nie pon wto śro czw pią sob
1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30
Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi… 2
Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi…

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi…

Ten tekst powstał na podstawie materiału wideo, który znajdziesz na naszym kanale YouTube. Zobacz film tutaj

 

Od kopii do lidera – jak Chiny zmieniły świat technologii 

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi… 

 

Już przy okazji recenzji Xiaomi 15T Pro wspominałem, że jeszcze do niedawna Chiny kojarzyły się nam głównie z zapleczem produkcyjnym dla światowych marek.

Dziś jednak te same Chiny wyrastają na technologicznego giganta z jasno określonym celem — promować własne marki i rozwiązania. Robią to, bazując na tym, co klienci na całym świecie już znają i lubią.

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi…

 

Nie jest więc przypadkiem, że przykładowo wiele chińskich samochodów, zwłaszcza tych elektrycznych, szturmem zdobywających Europę, wygląda znajomo.

Ich linie, proporcje i detale często przywodzą na myśl projekty, które do tej pory kojarzyliśmy właśnie z europejskimi producentami. 

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi… 

 

To oczywiście temat na szerszą dyskusję i wymagający większego zniuansowania, ale co do jednego trudno się nie zgodzić. Chińczycy rozwijają się w tempie atomowym.

Takie metropolie jak choćby Shenzhen stanowiące dziś światowe centrum technologii jeszcze kilkadziesiąt lat temu było niewielką, rybacką wioską, na którą cień rzucał pobliski Hong Kong.

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi…

 

Chińczycy od lat udowadniają, że uczą się błyskawicznie, coraz częściej dorównują jakością, a przy tym potrafią mocno konkurować ceną końcową produktu. Rynek elektroniki jest tego najlepszym przykładem.

W polskich realiach towarzyszy nam jednak pewnego rodzaju dysonans, ponieważ omawiana dziś marka Xiaomi w segmencie premium kosztuje u nas niemal tyle samo co inne konkurencyjne produkty.

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi… 

 

Nie możemy jednak zapominać, że wciąż istnieje możliwość zamówienia takiego smartfona bezpośrednio z Chin, co czyni taki zakup zdecydowanie bardziej atrakcyjnym. 

 

Pół ceny, ten sam prestiż? – Xiaomi kontra Apple

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi… 

 

No i właśnie. Niech przemówią liczby. Nasz egzemplarz z terabajtową pamięcią, po doliczeniu podatku VAT, kosztował nas 3723 złote.

Dla porównania – analogiczna wersja iPhone’a 17 Pro w Polsce to już 7799 złotych. Pytanie więc brzmi: czy Xiaomi 17 Pro importowany z Chin za połowę tej kwoty ma w ogóle sens? 

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi… 

 

Pierwszym i wciąż kluczowym czynnikiem jest przywiązanie do marki. Umówmy się. Apple, nawet w samych Chinach, pozostaje punktem odniesienia, jeśli chodzi o produkt premium i filozofię, która za nim stoi.

Nikt nawet nie udaje, że inspiracje marką z Cupertino są tu przypadkowe. To raczej świadoma strategia polegająca na podpatrywaniu najlepszych i rozwijaniu własnej wizji.

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi… 

 

Nie są od tego wolne także marki takie jak Vivo czy OnePlus.

To jednak właśnie Xiaomi w najbardziej otwarty sposób rzuca rękawicę Apple i stawia nawet na to samo nazewnictwo w ofercie swoich tegorocznych produktów.

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi… 

 

Ich konferencje pokazują to doskonale. Marka bez kompleksów analizuje rynek, porównuje się z konkurencją i prezentuje własne osiągnięcia. Xiaomi 17 Pro jest dziś dla firmy swoistą „bronią ostateczną”.

I choć wielu powie, że to wciąż „tylko Xiaomi”, trudno nie zauważyć, że producent otwarcie stawia na konfrontację. W warstwie specyfikacji niemal każdy aspekt przemawia na jego korzyść.

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi… 

 

Mimo to Apple wciąż będzie triumfować. Ma ogromny udział w rynku, silny ekosystem i przede wszystkim wciąż wielu lojalnych użytkowników.

A poza tym część osób otwarcie deklaruje, że nie chce produktu, który wprost kojarzy się z podróbką innego producenta.

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi…

 

Ale Xiaomi robi co może by taka ewentualna przesiadka była dla ciebie jak najmniej dokuczliwa i w dodatku sprawiła, że polubisz również te autorskie rozwiązania marki.

 

Pierwsze wrażenia – wygląd, wykonanie i ekran

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi… 

 

Proces ten zaczyna się z chwilą, gdy bierzemy telefon do ręki. Ten wprawdzie nie jest w całości odpowiedzią na tegoroczny model iPhone’a.

Widać jednak, że Xiaomi nieprzypadkowo po raz kolejny w swojej historii sięgnęło po dodatkowy ekran na odwrocie, który swoim kształtem jednoznacznie nawiązuje do iPhone’a 17 Pro.

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi… 

 

Ten zaś to konstrukcja składająca się z jednoczęściowego korpusu odlanego z aluminum, zaś Xiaomi 17 Pro, to nawiązanie do tej klasycznej bryły iPhone’a, po którą zresztą sięgają również inne marki.

Mamy więc charakterystyczne, płaskie i matowe ramki przecięte liniami antenowymi, idealnie płaskie szkło oraz zaoblone narożniki. Na uwagę zasługuje też brak nadruku znamionowego.

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi…

 

Nie dlatego, że to chińska wersja, ale dlatego, że coraz więcej producentów przenosi oznaczenia i certyfikaty do oprogramowania. Dzięki temu obudowa pozostaje zupełnie czysta.

Z jedynym, dyskretnym logo producenta. To zwykły detal, ale przyjemny dla oka.

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi… 

 

Sam rozmiar urządzenia mieści się w kategorii współczesnych „kompaktów”, co w świecie Androida wciąż stanowi rzadkość.

Telefon dobrze leży w dłoni, a chłodny dotyk aluminiowej ramki natychmiast daje poczucie obcowania z produktem klasy premium.

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi…

 

Po wybudzeniu ekranu podobieństwa do konkurenta z Cupertino są jeszcze bardziej widoczne.

W obu przypadkach mamy do czynienia z 6,3-calowym wyświetlaczem o niemal identycznych, symetrycznych ramkach.

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi…

 

Patrząc na sprawy z dystansu można jednak odnieść wrażenie, że Xiaomi wypada tu nawet lepiej. Zamiast tej „czarnej pastylki” w górnej części ekranu mamy jedynie subtelny otwór na przednią kamerę.

Wprawdzie Face ID nie zamieniłbym na nic innego, ale superszybki ultradźwiękowy czytnik linii papilarnych pod wyświetlaczem działa bezbłędnie.

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi… 

 

Co więcej, został umieszczony nieco wyżej, co z pewnością okaże się wygodniejszym rozwiązaniem.

Sam panel, przynajmniej nominalnie, ma być jaśniejszy, gdy czujnik wykryje ekspozycję na dużą porcję światła, ale w praktyce wrażenia są bardzo porównywalne.

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi…

 

Oba ekrany, to z całą pewnością czołówka tego, co obecnie oferuje rynek.

Ten w iPhonie ma dodatkowo charakteryzować specjalna powłoka antyrefleksyjna, ale w obu przypadkach efekt odbitego światła jest niemal identyczny.  

 

Drugi ekran – ekstrawagancja czy praktyczne narzędzie?

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi… 

 

Tym, co stanowi prawdziwy wyróżnik tegorocznego modelu Xiaomi, jest jednak dodatkowy ekran na odwrocie obudowy.

Zajmuje on całą powierzchnię szerokiej wyspy aparatów, otaczając obiektywy w formie zwartego, spójnego elementu.

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi…

 

Co ciekawe, widzimy tu tylko dwa aparaty, bo trzeci – ultraszerokokątny – trafił pod spód, tuż obok lampy błyskowej.

Ma to oczywiście sens, bowiem dwa główne obiektywy ustawione w jednej linii pozwoliły producentowi w pełni wykorzystać przestrzeń pod dodatkowy ekran. Nie jest to rozwiązanie nowe.

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi…

 

Wcześniej stosowały je marki takie jak Meizu, Nubia czy Vivo, a samo Xiaomi pokazało ten pomysł już w modelu Mi 11 Ultra, ale ten tutaj jest większy, jaśniejszy i ogólnie znacznie lepszy.

Dodatkowy wyświetlacz ma przekątną 2,7 cala i częstotliwość odświeżania 120 Hz, taką samą jak główny. Według Xiaomi, maksymalna jasność obu wynosi 3500 nitów.

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi…

 

To nie są ponownie czasy, gdy dodatkowy ekran pełnił rolę prostego zegarka, czy miejsca, gdzie pojawiają ikony powiadomień. To w zasadzie pełnoprawny ekran z w pełni użytecznym interfejsem.  

Jest to zatem ciekawy fortel, bowiem taki kształt wyspy ma tu swoje wyraźne zastosowanie i nie jest sztuką dla sztuki by budzić wyłącznie proste skojarzenia z iPhonem.

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi…

 

Jednocześnie dopatruję się tu także odwagi producenta w tym, że dokonuje wyboru za użytkownika i serwuje nam smartfon w takiej właśnie postaci, a umówmy się, ten ekran nie wzbudza wyłącznie entuzjazmu. 

Część osób reaguje na niego słowami, i tu zacytuję klasyka: „a na chuj mi ten kaktus”.

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi… 

 

Inni, wywodzący się np. ze środowiska biznesowego, stwierdzają:
„Hmm, mogę, jak nakazuje kultura w trakcie spotkania, odłożyć telefon ekranem do dołu, ale jednocześnie mam wgląd w najważniejsze powiadomienia”.

Mi z kolei bliższa jest idea, którą lansuje Nothing w swoich smartfonach, choć tam funkcjonuje to w bardziej ascetycznej formie.

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi…

 

Rzecz w tym, że ten mały ekran i powiadomienia mogą skutecznie chronić nas przed sytuacjami, w których pojawia się niezobowiązująca notyfikacja na ekranie głównym.

Chwilę później, nie wiedząc nawet jak to się stało, scrollujemy w najlepsze TikToka.

W tym więc widzę potencjał, ale rozumiem też krytyczne opinie np. na temat personalizacji tego interfejsu, który rzeczywiście miejscami sprawia wrażenie odpustowego.

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi… 

 

Z drugiej strony to chiński smartfon i tamtejsza estetyka budzi w nas właśnie takie emocje.

Zresztą mam u siebie Huawei’a Mate Xs na gościnnych występach i w trakcie jego konfiguracji myślałem, że dostanę oczopląsu od tych wszystkich chińskich aplikacji.

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi… 

 

Wyglądają one często jak pulpit jakiegoś oszalałego kasyna, w którym wszystko tańczy, śpiewa i skrzy się kolorami. 

Nie mam jednak wątpliwości, że ten dodatkowy ekran nie będzie dla każdego głównym powodem by interesować się tym smartfonem.

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi…

 

Przekonują mnie takie argumenty, że sterowanie muzyką, czy odebranie połączenia można również zrobić za pomocą ekranu głównego.

Choć pomysł korzystania w ten sposób z podręcznych kart rabatowych czy kodów QR jak najbardziej do mnie trafia, nie przemawia do mnie aż tak bardzo.

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi…

 

Znacznie bardziej podoba mi się fakt, że jest to prosta metoda, by za pomocą podglądu aplikacji aparatu wykorzystać główną jednostkę do robienia selfie lub nagrywania v-loga.

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi…

 

Dla twórców treści takie ekrany z pewnością będą zbawienne. Ponadto firma już deklaruje, że ekran ten ma być rozwijany w przyszłych generacjach ich flagowców. 

 

System i moc – HyperOS 3, Snapdragon i codzienność użytkowania

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi…

 

Jak już wspomniałem Xiaomi robi wszystko by dotychczasowy użytkownik Apple czuł się tu jak w domu, a najlepszym tego dowodem jest nowa nakładka na Androida 16, czyli Hyper OS 3.

Wprawdzie można odnieść wrażenie, że nie uświadczymy tu wielu zmian, jednak napotykając na swojej drodze kolejne subtelności, widzimy, jak na dużym poziomie Chińczycy zniuansowali rozwiązania z iOS.

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi… 

 

Z jednej strony mamy tu naprawdę dopracowane i płynne animacje – zarówno te wprowadzające nas do ekranu głównego, jak i towarzyszące zamykaniu czy otwieraniu aplikacji.

Z drugiej strony nie zabrakło tu elementów graniczących z plagiatem, takich jak nowe ikony systemowe, system widgetów czy dynamiczna wyspa.

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi…

 

Fajnie widzieć, że interfejs zmierza do coraz to większego uproszczenia i czystego wyglądu.

Fani personalizacji będą z pewnością ukontentowani, bo tam, gdzie iOS stawia już wyraźną granicę, tam nowy Hyper OS oferuje kolejne ścieżki możliwości na czele z generatywnym AI dla naszych tapet.

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi… 

 

Ku mojemu zaskoczeniu, znalazły się tu już takie znajome rozwiązania jak zbliżanie do siebie urządzeń w celu wymiany plikami, czy danymi kontaktowymi.

Oczywiście nie brakuje tu nadal rzeczy, które dla prawidłowego działania trzeba ustawić sobie ręcznie. Mam tu na myśli choćby system powiadomień, który trzeba skonfigurować dla każdej aplikacji osobno.

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi… 

 

Tu nadal Xiaomi jako priorytet stawia zużycie energii i domyślnie w sposób bardzo selektywny podchodzi do aktywności aplikacji i powiadomień, które generują.

Dotyczy to także ich działania i przykładowo włączenie autostartu dla Google Drive sprawiło, że pliki zaciągały się natychmiastowo, a nie przez kilka godzin, kiedy system wydzielał na to dobry moment.

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi… 

 

Na szczęście da się nad tym wszystkim zapanować. Jako że nasz egzemplarz pochodzi z Chin, wiąże się to z niestandardową konfiguracją.

Musimy więc zmienić język systemu na angielski, a region na nasz rodzimy – polski – za pomocą narzędzia SetEdit, które przetłumaczy interfejs aplikacji.

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi…

 

Następnie instalujemy Sklep Play i pakiet usług Google, w tym Asystenta Gemini.

Możemy przypisać go nawet do przycisku bocznego, pod warunkiem że najpierw zmapujemy ten przycisk za pomocą osobnej aplikacji.

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi…

 

Telefon w pełni obsługuje płatność Google Pay, aplikacje bankowe, a co najważniejsze pracuje we wszystkich pasmach sieciowych.

Na ten moment jedynym ograniczeniem jest niedziałające Android Auto oraz brak obsługi e-SIM.

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi… 

 

W tym drugim przypadku ponoć można użyć specjalnego adaptera, jeśli komuś zależy na aktywacji wirtualnej karty. Taki adapter pozwala również na obsługę wielu profili e-SIM jednocześnie.

Xiaomi 17 Pro to jeden z pierwszych smartfonów wykorzystujących nowego flagowego Snapdragona.

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi…

 

Procesor bije kolejne rekordy wydajności, dorównując rekordowej wydajności jednordzeniowej iPhone'a, a nawet pokonując go w testach wielordzeniowych i GPU.

Wiecie, to jest jeden z tych kolejnych momentów, kiedy Xiaomi gra na nosie Apple. Macie 3000 nitów w szczycie? My mamy 3500. Nowa generacja Ceramic Shield?

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi… 

 

Mamy Xiaomi Dragon Crystal Glass. Macie nową kamerę do selfie? My dajemy możliwość robienia selfie głównym aparatem. A19 Pro – zobaczcie, jakie liczby wykręca nowy Snap. 12 GB RAM?

My mamy 16. Bateria 4000 mAh? My mamy 6300. Ładowanie z mocą niespełna 40 W? My mamy 100 W. I tak na każdym kroku.

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi…

 

Problem w tym, że, jak trafnie zauważył komentator Janusz Pindera, worek treningowy nie oddaje ciosów.

I podobnie jest ze smartfonami: wszelkie benchmarki i testy syntetyczne też nie oddają rzeczywistych warunków, w jakich te urządzenia pracują na co dzień.

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi… 

 

Bo gdy korzystasz z tego telefonu w realnym świecie, trudno oprzeć się wrażeniu, że pod względem wydajności nie wnosi on tak wiele, jak sugerują liczby na papierze.

Co więcej, wciąż wracają stare grzechy producenta, czyli problemy z zarządzaniem temperaturą i nie do końca dopracowaną optymalizacją energetyczną.

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi…

 

To trochę tak, jakbyśmy dla efektu włożyli do auta silnik o większej pojemności, ale zapomnieli o zawieszeniu, chłodzeniu i mapie silnika. Niby moc jest, ale nie ma jak jej w pełni wykorzystać.

Mówimy tu w końcu o procesorze z potężnym potencjałem, ale też o ogromnym apetycie na energię i ciepło.

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi… 

 

I tutaj widać, że mimo zastosowania komory parowej, system chłodzenia nie zawsze nadąża za ambicjami tego układu. Podobne przemyślenia mam w kontekście baterii.

Ta podobnie jak większość parametrów, jest nominalnie znacznie pojemniejsza. Sugeruje to, że telefon powinien dostarczyć nowych rekordów.

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi…

 

Tymczasem wyniki są bardzo porównywalne z iPhonem 17 Pro, przy którym, przy moim sposobie użytkowania, mogłem liczyć na solidne dwa dni z dala od gniazdka.

 

Walka na obiektywy – Xiaomi 17 Pro vs iPhone 17 Pro

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi…

 

Wprawdzie względem poprzedniego modelu Xiaomi nie wprowadza tu zupełnie przeprojektowanego systemu aparatów, ale ponownie dostarcza trzy jednostki po 50 megapikseli każda.

Choć wartości te mają zupełnie inne znaczenie, udowadniają jednak, że iPhone w tym starciu zdecydowanie nie pozuje na faworyta.

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi…

 

Właściwie mój jedyny zarzut wobec Xiaomi dotyczy ultraszerokokątnej jednostki umieszczonej pod wyspą aparatów. Dość łatwo ją przysłonić palcem, a sama w sobie nie oferuje istotnie większego pola widzenia.

W odróżnieniu od testowanego przeze mnie 15t pro oferuje tym razem autofocus i nagrywanie w 4K i 60 klatkach na sekundę.

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi…

 

Porównując ze sobą poszczególne jednostki można zauważyć, że Xiaomi w żaden sposób nie odbiega jakością, a momentami zdobywa przewagę.

W konfrontacji ultraszerokie kąta widać, że iPhone mocno podbija efekt przejrzystości, ale co do zasady - oba aparaty generują ten sam obrazek.

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi…

 

Entuzjaści bardziej naturalnej fotografii bliższej temu co generuje optyka, będą w tym wypadku czuć większą sympatię do Xiaomi.

W starciu głównych jednostek widać, że ta w Xiaomi zdecydowanie lepiej poradziła sobie z zachowaniem pełniejszej dynamiki tonalnej i odwzorowaniem kolorów.

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi…

 

iPhone, jak to iPhone, lubi stonowane kolory i ponownie podbitą przejrzystość.

Najbardziej wyrównane wyniki z kolei widać, gdy porównamy oba teleobiektywy, choć tu ponownie łatwiej opowiedzieć się za Xiaomi, które daje więcej saturacji i ponownie, wyciąga więcej tonów i detali z cieni.

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi… 

 

iPhone znowu ma manierę podbijania krawędzi obiektów. Porównanie możliwości makro nie do końca ma sens, ponieważ iPhone oferuje je przy użyciu ultraszerokiego kąta lub głównej jednostki.

Obie te opcje nie stanowią ogniskowych, z których korzysta się w tego typu fotografii.

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi…

 

Z kolei Xiaomi oferuje taką możliwość w swoim teleobiektywie, który jak najbardziej nadaje się do tego zastosowania, zapewniając odpowiednie pole widzenia i odcięcie pierwszego planu.  

Xiaomi w końcu wymieniło stary aparat do selfie na znacznie lepszy aparat 50 MP z autofokusem.

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi… 

 

W efekcie otrzymaliśmy bardzo porównywalne wyniki i właściwie musielibyśmy zejść na poziom niuansów, by dostrzec wyraźne różnice.

Inaczej jest, kiedy skorzystamy z dodatkowego ekranu w Xiaomi i zrobimy sobie selfie głównym aparatem.

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi…

 

Takie porównanie z iPhonem oznacza dla niego totalną deklasację, choćby ze względu na naturalną głębię ostrości i odwzorowanie detali.

Nie możemy jednak ignorować tego, że iPhone umożliwia łatwe robienie selfie w orientacji poziomej za pomocą kwadratowej matrycy, więc w tej kwestii zyskuje przewagę.

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi…

 

Sumarycznie jednak, w kontekście selfie czy wideo-selfie, wyraźnie przegrywa, co najlepiej pokazuje zarejestrowany obraz z obu frontowych kamer.

Xiaomi zdecydowanie lepiej panuje nad grą światła i cieni. Na obronę iPhone’a można dodać, że lepiej kontroluje szumy i odtwarza obraz w miejscach prześwietleń, nie gubiąc zachowanych informacji.

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi…

 

Ponownie możemy też w łatwy sposób nagrywać iPhonem w orientacji poziomej, np. w trybie filmowym imitującym głębię ostrości. 

Porównując zaś video z głównych aparatów widać, że tu iPhone odzyskuje rezon, zarówno w kwestii stabilizacji, jak i w kwestii odtwarzania światła.

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi…

 

Zdecydowanie mniej tu przepaleń, zwłaszcza, gdy spojrzymy na interpretację nieba, a także łatwiej tu o więcej detali w cieniach.

Główna jednostka Xiaomi cierpi również na aberację chromatyczną, co ujawnia różowa poświata na gałęziach widocznych na tle nieba. Również dodatkowa, programowa stabilizacja wypada na korzyść iPhone’a.

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi… 

 

Oczywiście nie oznacza to, że Xiaomi przegrywa tu całkowicie, ale jednak dość łatwo pozwala zdobyć iPhonowi kilka dodatkowych punktów.

Gdybym miał podsumować możliwości foto-video, powiedziałbym, że przewagę częściej zdobywało Xiaomi.

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi…

 

Rozbudowane możliwości wideo, na czele z płaskim profilem kolorystycznym, stanowią chyba ostatni niezdobyty jeszcze bastion Apple. 

Dlaczego ten film zatytułowałem słowami: „wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi”?

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi… 

 

Bo mimo że Xiaomi 17 Pro wzbudza dziś ogromne emocje wśród fanów technologii, to w praktyce, dla większości ludzi, pozostaje tylko ciekawostką z Dalekiego Wschodu. 

Po pierwsze, telefon ten dostępny jest wyłącznie w Chinach.

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi…

 

Choć pojawiają się plotki o planowanej ekspansji na rynki globalne, wciąż nie mamy żadnego potwierdzenia, czy cała seria „17” trafi do Europy, czy tylko wybrane modele.

W praktyce oznacza to, że mało kto zdecyduje się na zakup z importu.

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi…

 

Doświadczenie pokazuje, że za niespełna cztery tysiące złotych można sprowadzić z Chin pełnoprawnego flagowca, wyposażonego po sam korek w nowoczesne technologie.

Jednak wielu użytkowników wciąż nie darzy takiego pomysłu pełnym zaufaniem.

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi…

 

Obawy dotyczą serwisu, gwarancji, kompatybilności sieci czy aktualizacji systemu – i trudno się dziwić, bo to nie są błahostki.

Nasze doświadczenie pokazuje jednak, że taki telefon z powodzeniem radzi sobie w europejskich warunkach i nie wiąże się to ze zbyt wieloma ustępstwami. Po drugie, to nadal Xiaomi.

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi… 

 

I choć marka ta przeszła długą drogę: od producenta „taniego, ale dobrego” sprzętu po firmę śmiało konkurującą z Apple i Samsungiem, to w świadomości wielu osób wciąż pozostaje czymś „drugiej kategorii”.

To bariera psychologiczna, którą trudno przeskoczyć, zwłaszcza gdy mówimy o urządzeniu w cenie premium.

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi…

 

Oczywiście, można się spierać o szczegóły systemu, o to, że smartfon potrafi się rozgrzać do wysokich temperatur przy długim obciążeniu, czy o to, jak HyperOS radzi sobie z optymalizacją.

Ale spójrzmy prawdzie w oczy. Za te pieniądze dostajemy sprzęt, który pod względem parametrów staje dzisiaj w jednym szeregu z iPhonem 17 Pro.

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi…

 

I choć wciąż pozostaje nieco egzotycznym wyborem, to trudno nie uznać go za jedną z najciekawszych alternatyw w tym roku. Czekam na Wasze komentarze.

 

Recenzja Xiaomi 17 Pro: wszyscy o nim mówią, ale prawie nikt go nie kupi…

 

Dajcie koniecznie znać, czy macie doświadczenie w telefonach importowanych bezpośrednio z Chin, a jeśli tak, to jaki smartfon w ten sposób kupiliście i czy wiązało się to z jakimiś istotnymi wyrzeczeniami.

Dziękuję za wasz czas i uwagę. Do zobaczenia przy okazji kolejnej recenzji, a myślę, że jest na co czekać …

Komentarze do wpisu (2)

25 listopada 2025

Nazywam się Nastoyka. Kiedyś często dawałam się nabierać na oszustów, a konkretnie brokerów. Później chciałam wypłacić pieniądze i zaczęłam szukać firm, które to robią. Natknęłam się na firmę Broker Tribunal. Wydawała się całkiem poważna, z wieloma pozytywnymi opiniami, a zapłatę przyjmują dopiero po wykonaniu zlecenia. Dwa miesiące później, kiedy dałam tym dziwakom 3000 dolarów, zdałam sobie sprawę, że nie ma zwrotu. Jak to mówią, darmowy ser tylko w pułapce na myszy. Mimo to udało mi się odzyskać ciężko zarobione pieniądze, nie tylko od brokera, ale także od firmy Broker Tribunal. Jeśli potrzebujesz bezpłatnej konsultacji na temat brokera lub firm zajmujących się wypłatą, napisz na adres e-mail „[email protected]”. Chętnie pomogą w każdy możliwy sposób, jak sami piszą „[email protected]”.

5 grudnia 2025

warto dodać , że to cacko z Chin nie ma Android Auto

Submit
pixel do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper Premium