Recenzja Poco F8 Ultra: zastanawiam się… gdzie tu jest haczyk?
Ten tekst powstał na podstawie materiału wideo, który znajdziesz na naszym kanale YouTube. Zobacz film tutaj.
Ultra bez hamulców – pozycjonowanie i cena

Jak się rzekło, POCO nie zwalnia tempa i konsekwentnie eksploatuje swój sprawdzony przepis - tym razem w nowej odsłonie.
Były modele Pro, były GT, a w tym roku po raz drugi akcentujemy nową erę, czyli Ultra.

Producent ponownie serwuje nam smartfon z topowym procesorem na rynku, który, co najważniejsze, nie wymusza kompromisów tylko po to, żeby domknąć zakładany budżet.
Całość zamyka się w kwocie poniżej trzech tysięcy złotych, a w ramach pierwszej promocji było to dokładnie 2700 zł.

Gdyby POCO dorzucało do zestawu ładowarkę gratis w pierwszym tygodniu sprzedaży, w osobnym pudełku, nie byłoby przesadą stwierdzić, że konkurencja dla tego modelu znalazłaby się w trudnej sytuacji.
I to nawet mimo przedświątecznego okresu oraz związanych z nim promocji.
Co ciekawe, nawet bez takiego bonusu mam wrażenie, że wolumen sprzedaży przerósł oczekiwania producenta.
W dniu, w którym nagrywam ten materiał, dostępność modeli Ultra nadal jest ograniczona, co samo w sobie mówi całkiem sporo.

Zaczynając recenzję w taki sposób, mam świadomość, że u części osób może pojawić się pytanie o moją niezależność, dlatego warto to jasno doprecyzować.
Sam zwróciłem się z prośbą o udostępnienie tego smartfona do testów, a wszystkie materiały powstające w ramach płatnych współprac są zawsze wyraźnie oznaczane, zgodnie z obowiązującymi przepisami.

Co więcej, w tym modelu jest kilka elementów, które osobiście nie do końca wpisują się w moje preferencje.
Jednocześnie mam świadomość, że rynek i większość użytkowników kierują się dziś nieco innymi oczekiwaniami i to jest zupełnie w porządku.
Forma Ultra – design, gabaryty i pierwsze wrażenia
Mam tu przede wszystkim na myśli to, że przydomek Ultra niejako zobowiązuje do zaoferowania urządzenia większego, niż przewiduje ustawa.
O ile w przypadku F7 Ultra przekątna ekranu wynosiła niespełna 6,7 cala, o tyle tutaj otrzymujemy totalnie bezkompromisowe 6,9 cala.
Oznacza to, że trzymamy w rękach jedną z największych brył dostępnych obecnie na rynku. Jeśli przychodzisz tu po jak największy ekran i idące za tym doświadczenie, z pewnością masz powód do zadowolenia.
W przeciwnym razie możesz zwyczajnie odbić się od tego telefonu. Jeśli chodzi o sam wygląd, mam jak najlepsze zdanie, choć zdecydowanie bliżej mi do wersji czarnej.
Jest ona wprawdzie do bólu zachowawcza, ale odpowiada mi bardziej niż zabieg stylistyczny imitujący teksturę materiału.
Ten ostatni ma jednak swoją niewątpliwą zaletę w kontekście użytkowania na dłuższym dystansie. Można odnieść wrażenie, że będzie dobrze znosić upływ czasu.

Tak czy inaczej, w moim odczuciu jest to projekt lepszy niż w przypadku poprzednika. Tamten stylistycznie nawiązywał do serii GT i był znacznie bardziej jednoznaczny.
Obecny projekt wydaje się być skrojony pod szersze grono klientów. Jeśli jednak cierpisz na jabłkofobię, nie mam dobrych wieści.

Projekt wyspy aparatów, płaskie ramki, zaokrąglone narożniki ekranu, a także liczne nawiązania w samym interfejsie puszczają oko w stronę osób, które lubią stylistykę iPhone’a.
Uczciwie trzeba jednak dodać, że sam projekt wyspy aparatów w Poco F8 Ultra nie jest niczym nowym.
Podobne rozwiązanie mogliśmy zobaczyć już choćby w Poco F6 Pro czy X6 Pro. Obudowa została ponownie objęta certyfikatem IP68.
Widoczne paski antenowe zdradzają, że ramka została wykonana z aluminium. Co więcej, z aluminium wykonano również wyspę aparatów.
Po wybudzeniu ekranu naszym oczom ukazuje się widok niemal idealnie symetrycznych i jednocześnie cienkich ramek.
Jeszcze do niedawna był to element zarezerwowany wyłącznie dla segmentu urządzeń premium.
Ekran i multimedia – dużo więcej niż tylko liczby

Sam panel jest ponownie Amoledowy, choć tym razem nie legitymuje się tak wysokim zagęszczeniem pikseli jak poprzednik ze względu na większy ekran.
W to miejsce otrzymujemy rozwiązanie, które producent określa mianem HyperRGB.
W skrócie oznacza to, że każdy pojedynczy piksel posiada trzy pełne subpiksele odpowiadające trzem podstawowym kolorom. Dzięki temu uzyskujemy klasyczny układ RGB, znany z najlepszych paneli OLED.
W praktyce więc mamy wprawdzie niższe zagęszczenie pikseli, ale jednocześnie utrzymaną na wysokim poziomie ostrość obrazu, zwłaszcza we fragmentach tekstu, ikon, czy cienkich linii.

Myślę, że jest to rzecz jak najbardziej godna odnotowania, bo ja nie kojarzę takich rozwiązań w świecie smartfonów.
Ponownie jest to jednostka z maksymalną częstotliwością odświeżania 120 Hz, z bardzo precyzyjnym przyciemnianiem redukującym migotanie.

Do tego mamy 12-bitową głębią kolorów i obsługę wszystkich głównych standardów HDR - w tym Dolby Vision.
Szkoda jedynie, że i tu producent nie pokusił się o technologię LTPO, która pozwoliłaby nam na pracę w szerszym zakresie częstotliwości.

Tak więc w trybie domyślnym ekran będzie przełączać się pomiędzy 60 Hz w trybie bezczynności, a 120, gdy wyświetlane treści będą w ruchu.
Do wyboru są także dwa tryby niestandardowe, gdzie na sztywno ustawiamy jedną z tych wartości.

Szczęśliwie uchował się ultrasoniczny czytnik linii papilarnych, który nie wymaga od nas zbyt długiego kontaktu z powierzchnią ekranu, aby poprawnie autoryzować dostęp do systemu.
Miłą wiadomością jest również to, że tym razem doczekaliśmy się obsługi kart eSIM.
W przypadku poprzednika nie wypowiadałem się z przesadnym entuzjazmem na temat wibracji. Również tutaj z pewnością uznałbym je za przeciętne.
Dźwięk wydobywający się z zastosowanych głośników przeciętny już jednak nie jest i sprawił, że nawet ja — jako osoba niespecjalnie wyczulona na niuanse audio — odnotowałem wyraźną różnicę.
I nie trzeba było do tego włączać muzyki.
Będę z wami zupełnie szczery — na początku powątpiewałem, czy subwoofer sygnowany marką Bose, odpowiedzialną tutaj za dostrojenie całości, nie stanowi jedynie marketingowej atrakcji.
Tymczasem szybko przekonałem się, że pomysł ten ma tu swoje realne zastosowanie i nawet nie musiałem słuchać muzyki by się o tym przekonać.
Już włączając moje ulubione podcasty poczułem, że głosy rozmówców są pełniejsze i donioślejsze, a w końcu mam u siebie kilka flagowców, więc miałem natychmiastowy punkt odniesienia.
To jest coś, co zdecydowanie wyróżnia ten telefon i na ten moment winduje go do ścisłej czołówki, a być może nawet do pierwszego miejsca w rankingu smartfonów.
System i wydajność – siła, która ma wystarczyć na lata

Poco F8 Ultra po wyjęciu z pudełka oferuje nakładkę HyperOS 3.0 i Androida 16. Dodatkowo Xiaomi obiecuje 4 główne aktualizacje systemu operacyjnego i 6 lat poprawek bezpieczeństwa dla obu modeli.
Jak ostatecznie będzie w praktyce przekonają się już nabywcy tego telefonu.

Uprzedzając pytania, bądź komentarze w kontekście systemu pełnego reklam, chciałbym podkreślić, że takowych nie ma - wystarczy tylko, że w trakcie wstępnej konfiguracji telefonu nie wyrazicie na nie zgody.
Samą nakładkę miałem okazję już przetestować przy okazji chińskiej wersji Xiaomi 17 pro, więc wiedziałem czego się spodziewać.

Nie mówimy tu o totalnie przeprojektowanym interfejsie ani o zupełnie nowym motywie przewodnim. Chodzi raczej o całą listę mniej lub bardziej zniuansowanych ulepszeń.
Te, które najbardziej wybijają się na pierwszy plan, to oczywiście płynniejsze i szybsze animacje, zmienione ikony systemowe oraz znacznie większe możliwości personalizacji.
Do tego dochodzi odświeżone centrum sterowania oraz wreszcie klon Dynamic Island. Całość stanowi odpowiedź na najpopularniejsze trendy i wyraźne inspiracje iPhone’em.
Jako że sam nie wyobrażam sobie już interfejsu bez Dynamic Island, z entuzjazmem witam tego typu rozwiązania u konkurencji.

Tym bardziej że producent oferuje je w pakiecie z innymi funkcjami, do których użytkownicy zdążyli się przyzwyczaić, jak boczny pasek narzędzi czy tryb dzielonego ekranu.
Nie można również zignorować rozwiązań o charakterze multisystemowym. Przykładowo HyperConnect pozwala na łączenie się z różnymi urządzeniami w celu udostępniania hasła Wi-Fi, plików czy ekranu.

Co więcej, smartfony Poco możemy parować zarówno z komputerami z systemem Windows, jak i macOS.
Jedyną niedogodnością pozostaje systemowy priorytet skierowany w stronę oszczędzania energii za wszelką cenę.

Oznacza to, że aktywność aplikacji oraz powiązane z nimi powiadomienia działają według własnych reguł.
Dlatego podczas konfiguracji telefonu warto poświęcić chwilę i przejrzeć ustawienia poszczególnych aplikacji. Często konieczna jest zmiana konkretnych uprawnień.

W przeciwnym razie ryzykujemy, że nieużywane aplikacje będą wstrzymywane.
W efekcie możemy przegapić ważne powiadomienia albo pewne procesy nie uruchomią się automatycznie, na przykład podczas wysyłania plików do chmury. Na szczęście nad tym wszystkim da się zapanować.
Pomijając funkcje i projekt interfejsu użytkownika, które zawsze pozostają kwestią subiektywnych preferencji, warto dodać, że HyperOS 3 działa płynnie i szybko. Oby w przyszłości się to nie zmieniło.
Nad wydajnością z pewnością czuwa topowa konfiguracja sprzętowa.

Obejmuje ona Snapdragona 8 Elite piątej generacji, który trafia do kolejnych smartfonów i ma dalej rozwijać swoje możliwości w nadchodzącym roku.
W droższej wersji otrzymujemy również 16 GB pamięci RAM w najnowszym standardzie oraz 512 GB pamięci masowej UFS 4.1.

Najnowszy Snapdragon dał się nam na razie poznać jako układ mocno nadambitny. Oznacza to, że systemy chłodzenia zwykle nie nadążają za oferowanymi przez niego osiągami.
W efekcie może to negatywnie wpływać na optymalizację energetyczną oraz ogólną stabilność.

Ale tu mówimy o sytuacji, gdy zaczniemy podnosić poprzeczkę w kolejnych stress testach, a te, jak już wielokrotnie zdążył podkreślić każdy z recenzentów, nie oddają one realiów codziennego użytkowania.
Co za tym idzie, przez cały okres trwania testów, nie odnotowałem żadnych niepokojących odchyleń w kwestii temperatur, czy ogólnej kultury pracy.
Gdyby ten telefon potykał się o własne nogi, mówiąc tak metaforycznie, w trakcie wykonywania tych najprostszych zadań, to wówczas mógłbym mieć wobec niego konkretne zastrzeżenia.
Cały ten skumulowany zapas mocy traktuje zwykle jako zabezpieczenie na kolejne lata by taki smartfon nie stracił przedwcześnie wigoru i ufam, że w tym wypadku również tak właśnie będzie.
Bateria, aparaty i werdykt końcowy
Z pewnością telefon ten nie traci rezonu, jeśli chodzi o możliwości kumulowania energii. Byłem w stanie uzyskać powtarzalne, pełne dwa dni z dala od ładowarki, i to z lekkim marginesem.
Przypominam jednak, że swoje lata świetności mam już za sobą, a dziś mój czas przed ekranem oscyluje bliżej dwóch godzin dziennie.
Trudno mi więc ocenić, jak ten sam telefon wypadłby w rękach osoby intensywnie użytkującej smartfon.
Jest to drugi smartfon w tym roku — zaraz po OnePlusie 15 — który zapewnił mi taki komfort użytkowania, że graniczne wartości naładowania nie muszą zwiastować rychłego czarnego ekranu.

Spokojnie można wrócić do domu i dopiero wtedy podłączyć urządzenie do ładowania. Sama czynność nie zajmie więcej niż około 40 minut, aby w całości uzupełnić akumulator o pojemności 6500 mAh.
Warto dodać, że analogiczny model dystrybuowany w Chinach oferuje większą baterię.
Jednak w warunkach Unii Europejskiej producentom łatwiej i taniej jest certyfikować ogniwo o mniejszej pojemności. Nie bez znaczenia są też kwestie transportu oraz norm środowiskowych.
No tak, czy inaczej nie uświadczymy tu maksymalnych możliwości jakie przewidział producent dla tego modelu.

Na całe szczęście możemy w pełni korzystać z takich dobrodziejstw jak szybkie ładowanie obejmujące nawet to zwrotne sięgające nieco ponad 22 watów.
Na koniec aparaty. Tu mam bardzo podobne odczucia, które towarzyszyły mi przy okazji poprzednika.

Przyzwyczailiśmy się, że te rozsądne cenowo smartfony stawiające na wydajność są zmuszone sięgać po różne kompromisy, które często odbijały się na systemie aparatów.
Tu ponownie otrzymaliśmy bardzo dobrze wyważony zestaw sprofilowany pod użytkownika, który po prostu chce wycelować obiektywem, zrobić zdjęcie i cieszyć się dobrymi efektami.
Wspomniane kompromisy szczęśliwie dotknęły tych mniej używanych instrumentów.
Dlatego nie jest zaskoczeniem, że ultraszeroki kąt odstaje zarówno jakością, jak i tym, że nie oferuje istotnie większego pola widzenia.

Tak naprawdę pełni tu bardziej rolę nominalną by nikt nie zarzucił, że takowy nie znalazł się na pokładzie, ale co do zasady nie wnosi on zbyt wiele i w dodatku nie posiada autofocusa.
Ale jak się rzekło, to nie jest jednostka, po którą często sięgamy, a przynajmniej ja sam rzadko znajduję temat idealny nadający się pod wykorzystywanie szerokiej perspektywy.
Kolejnym cichym kompromisem jest także dystans ostrzenia w teleobiektywie wynoszący 30 cm.
Przypomnę, że np. ten sam aparat, a przynajmniej wykorzystujący niemal te same parametry i najpewniej ten sam sensor, w Xiaomi 15t Pro pozwala ostrzyć już od 10 cm.

Ma to bardzo duże znaczenie dla trybu super makro. A skoro już jesteśmy przy teleobiektywie, warto przypomnieć, że to drugi raz, kiedy Poco wspiera wyższe ogniskowe.
W dodatku awansujemy tu do pięciokrotnego powiększenia optycznego.

Oferowane są również bardzo satysfakcjonujące powiększenia hybrydowe, które na poziomie 10× są kontrolowane w sposób wyważony, tak że algorytm nie narzuca się nadmiernie.
Fajnie też wiedzieć, że system stabilizacji obrazu wspomaga nas już od 5× powiększenia, co ułatwia precyzję i ewentualne korekty kadru.
Również nie mam większych zastrzeżeń wobec głównej jednostki, szczególnie że bazuje teraz na większym sensorze.
Przekłada się to na większy rozmiar pojedynczego piksela, a co za tym idzie – lepsze zdolności świetlne.

W efekcie otrzymujemy bardzo dobrze utrzymany zakres dynamiki tonalnej, ogólny kontrast, czy dobrze kontrolowany balans bieli.
Jedyne potknięcie jakie odnotowałem to takie, że jednostka ta incydentalnie miewała problemy z dwukrotnym powiększeniem, gdy testowałem zmianę ogniskowych.

Wówczas na moment pogarszał się obraz by po kilku próbach z powrotem dorównywać jakością do pozostałych.
Podejrzewam, że to kwestia jakiegoś błędu w oprogramowaniu i że wkrótce będzie to naprawione. To co może niektórym osobom się nie spodobać to dość niski poziom saturacji na wejściu.

Być może była to kwestia pogody i tego jak aplikacja ustawia sobie konkretne scenerie, ale tu zdecydowanie pomaga korzystanie z dodatkowych filtrów w ramach dostępnych narzędzi.
Innymi słowy ponownie otrzymujemy tu naprawdę solidny i wszechstronny zestaw z mocno wyróżniającym się teleobiektywem.

Do codziennego dokumentowania rzeczywistości zestaw ten sprawdzi się idealnie i chyba tylko wspomniany Xiaomi 15t Pro stanowi w tym budżecie odczuwalnie lepszą propozycję pod kątem fotografii.

Dobrą wiadomością jest to, że Poco F8 Ultra może nagrywać wideo w rozdzielczości do 4K60 wszystkimi tylnymi kamerami.

Warto jednak pamiętać, że ultraszerokokątna kamera nie zwiększa znacząco pola widzenia, a w zamian znacznie obniża jakość kadru.
Dostępna jest zawsze włączona elektroniczna stabilizacja obrazu dla wszystkich rozdzielczości i liczby klatek na sekundę.
Dodatkowo można skorzystać z funkcji ShootSteady, która zapewnia jeszcze stabilniejszy obraz, lecz wiąże się z wykadrowaniem i utratą pełnej rozdzielczości.
Główna jednostka oferuje dobrą stabilizację, i przy tym całkiem solidny, szczegółowy obraz zachowujący miły dla oka zakres dynamiki tonalnej, a także saturację, która utrzymuje naturalny wygląd kolorów.
Po raz kolejny ma się poczucie, że otrzymujemy zestaw w pełni wystarczający do codziennych zastosowań, a jednocześnie nie zabrakło kilku narzędzi skierowanych do bardziej wymagających użytkowników.
Mam tu na myśli m.in. monitorowanie poziomu dźwięku, zebry wskazujące prześwietlone obszary oraz niewielki histogram, który ułatwia kontrolę ekspozycji.
Przy okazji poprzednika podkreślałem, że smartfon wyceniony na niespełna trzy tysiące złotych potrafi zawstydzać wyraźnie droższe konstrukcje.
Przy tym pozostaje wyjątkowo dobrze zbalansowany pod względem parametrów. POCO F8 Ultra jest bardzo udaną kontynuacją tej filozofii i to taką, która wyraźnie odrabia lekcje.

Dochodzi bowiem obsługa eSIM, pojemniejsza bateria, bardziej zaawansowany teleobiektyw, najnowszy procesor, ładniejszy i bardziej uniwersalny design, a do tego ponadprzeciętne możliwości audio.
Właściwie jedyny realny niedosyt i to raczej taki symboliczny, stanowi brak technologii LTPO oraz ultraszerokokątny aparat, który niewiele wnosi ponad poprawność.

Tyle że wobec całej listy benefitów są to kompromisy naprawdę niewielkie, zwłaszcza gdy przypomnimy sobie cenę wyjściową tego urządzenia.
To bardzo solidne domknięcie tego roku i jednocześnie jeden z tych smartfonów, które po prostu łatwo polecić.
Jeśli więc masz zdroworozsądkowe podejście do elektroniki, w którym liczy się realna wartość, to POCO F8 Ultra praktycznie sam wpisuje się na krótką listę wyborów w swoim budżecie.
Ponawiam więc moje pytanie: gdzie tu jest haczyk? Dajcie koniecznie znać w komentarzu.
LJ
Smartfon doskonały. Ma tylko jedną wadę. Swoje pochodzenie. Chiny.
Ac
W dzisiejszych czasach Chiny wcale nie brzmią gorzej niż USA :D
Gerard Dziewit
Za trzy miechy kupuję 16/512 Teraz mam f7 i będzie to telefon zapasowy a f8 będę używał na co dzień
Beczka dziegciu
POCO F8 Ultra praktycznie sam wpisuje się na krótką listę wyborów w swoim budżecie. a oprócz niego co wg. ciebie autorze znajduje się na tej liście?
Ridż z Mody na sukces
To będzie mój kolejny POCO po F2 który wytrzymał ponad 6 lat. Nie ma to tamto ale seria F to jest najlepszy wybór dla przeciętnego Kowalskiego który oferuje to co najlepsze w moim zdaniem przystępnej cenie.
K.W.
Smartfon wydaje się ogólnie bardzo interesujący. Mnie nurtuje jedno pytanie, na które nigdzie nie mogę znaleźć odpowiedzi. Z wszystkich zalet POCO F8 Ultra interesuje mnie tylko to, czy zdjęcia z jego aparatu głównego są lepsze, czy może gorsze od tych z aparatu głównego w Honor 400 Pro, w którym aparat główny ma matrycę 1/1,4" 200 Mpx? W POCO F8 Ultra jest to matryca 1/1,31" 50 Mpx.
Seba
LJ to,że smartfon pochodzi z Chin uważasz za wadę? Chinole wyprzedzają już wszystkich o całe długości pod względem elektroniki.Kiedyś niedościgniona była ta z Japonii,później do głosu doszła Korea Płd. a teraz prym wiodą Chiny.Nie ma co się oszukiwać.