Recenzja Nintendo Switch 2: okiem totalnego nowicjusza
Ten tekst powstał na podstawie materiału wideo, który znajdziesz na naszym kanale YouTube. Zobacz film tutaj.
Od kineskopu do konsoli – korzenie gracza
Podobnie jak wiele osób z mojego rocznika, dorastałem w towarzystwie monofonicznych dźwięków dobywających się z kineskopowego telewizora.
To było codzienne zaproszenie do odbycia kolejnej przygody wokół której gromadzili się wszyscy domownicy.

To niezwykłe, jak historia potrafi zatoczyć koło...
Dziś w moim własnym domu na nowo rozbrzmiewają te same melodie, oznaczające, że pewien włoski hydraulik znów wyrusza na misję ratowania księżniczki, przemierzając w tym celu królestwo grzybów.

To niepozorne połączenie plastiku i układów scalonych na zawsze pozostanie dla mnie największym symbolem nostalgii.
Dziś zaś przyszła pora by do głosu doszła współczesność. Głośna, dynamiczna i swoimi możliwościami daleko wykraczająca poza percepcję nastolatka z lat 90.
Miałem sporą przerwę w graniu, ale nie znaczyło to, że zupełnie wypadłem z obiegu.

Starałem się być na bieżąco z grami, a moim głównym łącznikiem z nimi był i jest kanał arhn.eu, który znam praktycznie od początku jego działalności.
Twórcę Arkadiusza Kamińskiego, niezwykle cenię za wiedzę, pasję i sposób funkcjonowania w internecie.
Pstryczek is back – pierwsze wrażenia z Nintendo Switch 2

Dwa lata temu „Dziedzictwo Hogwartu” zachęciło mnie do ponownego zanurzenia się w świat wirtualnej rozrywki i tym samym do zakupu PlayStation 5.
W ten sposób nadrobiłem również zaległości ogrywając kilka kluczowych tytułów z ostatniej dekady.
Teraz przyszedł czas na kolejny etap w postaci przenośnej konsoli.
Długo wyczekiwana premiera Nintendo stała się świetną okazją, by spróbować tej formy rozgrywki, szczególnie że to właśnie Nintendo, za sprawą Game Boya, zapoczątkowało granie przenośne na całym świecie.

Zapragnąłem więc dołączyć do tego wspólnego doświadczenia. Parafrazując stare hasło reklamowe: wszyscy mają Pstryczka, mam i ja.
Już dawno żadne rozpakowywanie sprzętu nie sprawiło mi tyle radości, mimo że przecież nie byłem w gronie osób z niecierpliwością oczekujących na nową generację tej konsoli.

Być może udzieliła mi się ta atmosfera panująca w ostatnich tygodniach.
Jako kompletny nowicjusz zdawałem sobie sprawę, że oto przede mną nowe doświadczenie z tym rodzajem urządzenia, z którym do tej pory miałem bardzo sporadyczny kontakt.

Pierwsze zamocowanie kontrolerów zwanych dalej joyconami i wzięcie zestawu w ręce zrobiło na mnie wrażenie, bo w końcu mamy przed sobą sporą taflę ekranu - ten w dodatku urósł do blisko 8 cali.
Jest to wartość, która z powodzeniem wystarczy abyśmy mogli zanurzyć się w fikcyjnym świecie. Warto dodać, że sygnał audio przenoszony bezprzewodowo zachowuje odpowiednio wysoką głośność.

Całość trzymana w obu dłoniach daje poczucie wygody, a waga takiego zestawu jest wciąż akceptowalna, szczególnie, gdy stracimy poczucie czasu.
Z tego też powodu dominuje tu plastik - w tym wypadku o matowym wykończeniu.

Wszystko jest dobrze spasowane, nie wydaje z siebie dźwięków, a magnetycznie mocowane joycony są odpowiednio stabilne i utrzymują ciężar samej konsoli.
być może lepiej też zniosą długodystansową eksploatację, niż tradycyjne szyny, ale odpowiedź na to przyjdzie z czasem.

Zintegrowany stojak wychyla się z odpowiednim oporem i z powodzeniem utrzymuje urządzenie w wybranej pozycji.
Większych uwag nie mam również do stacji dokującej, choć akurat ona mogłaby zawierać w sobie mniej plastikowych elementów i być zwyczajnie cięższa.
W zestawie znajdziemy również specjalny uchwyt, do którego możemy przypiąć joycony, co razem tworzy całkiem wygodny w obsłudze standardowy kontroler.
Do joyconów dodano specjalne nakładki ułatwiające korzystanie z nich w trybie myszki, który stanowi nową funkcję pozwalającą na utrzymanie precyzyjnych ruchów np. W trakcie celowania.
Ekran w centrum uwagi – między oczekiwaniem a rzeczywistością
W tym miejscu chciałbym przejść dalej, ale jest jedna rzecz w kontekście jakości, co do której mam zastrzeżenie, a jest nią wierzchnia warstwa ekranu.
Niestety, niezwykle łatwo zbiera różnego rodzaju rysy, mimo ostrożnego użytkowania.

Jak się okazuje, to cienka plastikowa warstwa naklejona na ekran, której zadaniem jest zapobieganie rozpadowi szkła w razie uszkodzenia.
Niestety, jest bardzo podatna na zarysowania i żałuję, że od razu nie zaaplikowałem tu dodatkowego szkła ochronnego.
Nie ukrywam, że moją ciekawość i zarazem obawę stanowił właśnie ekran, ale głównie w kontekście użytej technologii.
Kiedy potwierdziła się informacja o tym, że producent skorzystał z panelu LCD społeczność graczy zareagowała w jednoznaczny sposób.

Już po premierze sprzętu niezależne kanały i redakcje przystąpiły do pogłębionych testów technicznych. Wykazały one, że ekran generuje maksymalną jasność na poziomie około 450 nitów.
To stanowczo za mało, by mówić o pełnoprawnych wrażeniach, jakich moglibyśmy oczekiwać od deklarowanego HDR10.

No i wreszcie wspomniane lcd również przekłada się na słabszy kontrast, czy głębię kolorów.
Wyposażony w tę wiedzę, nie byłem pewien, czego mogę się spodziewać na żywo. Muszę jednak przyznać, że nie jest tak dramatycznie, jak można było sądzić.

To wciąż poziom akceptowalny, który porównałbym do ekranów Retina w starszych modelach iPhone’ów — teoretycznie przestarzała technologia, ale w praktyce wciąż dająca radę.
Szczególnie że Switch 2 obsługuje wyższą rozdzielczość, a także oferuje wsparcie dla 120 FPS w trybie handheld oraz 4K i 60 klatek na sekundę po zadokowaniu.

Nie zmienia to jednak faktu, że producent najpewniej po raz kolejny użyje tego fortelu by za kilka lat uraczyć fanów niemal tym samym sprzętem, ale korzystającym już z ekranu oled.
Automatyczna jasność jest dobierana naprawdę dobrze i jak dotąd, nie widziałem potrzeby by wspierać się ręczną korekcją.
Czujniki otoczenia wypełniają więc swoją rolę, zaś po dłuższej bezczynności ekran przygasa by obniżyć konsumpcję baterii.
Kąty widzenia również oceniam dobrze, a mój główny niedosyt stanowi tu brak powłoki antyrefleksyjnej - w końcu przychodzi grać nam w różnych warunkach.

Tu ponownie możemy wspomóc się dodatkowym szkłem, bądź folią o właściwościach redukujących odblaski.
System, który działa... prawie idealnie

Pierwszy kontakt z interfejsem oceniam bardzo dobrze.
Początki jednak nie były łatwe, ponieważ moja pamięć mięśniowa odtwarzała rozmieszczenie przycisków z PlayStation. Łatwo więc o pomyłki — chcąc zatwierdzić jakąś akcję, klikałem przycisk wstecz.

No i co tu dużo kryć. Gałki analogowe w padzie od Playstation, to zupełnie inna liga.
Oprogramowanie jest czytelne i intuicyjne. Co najważniejsze, producent nie przytłacza użytkownika nadmiarem funkcji.
Najlepszym tego przykładem jest skromne centrum sterowania — zwłaszcza gdy przypomnimy sobie, ile elementów może pomieścić oprogramowanie smartfona.
Nie mniej, przeniósłbym tu conajmniej trzy funkcjonalności w postaci samodzielnego odtwarzacza muzyki zintegrowanego z platformą streamingową.
Do tego dołączyłbym klonowanie obrazu na większy ekran.
Byłoby to pomocne, kiedy wiesz, że raz podpięta do zasilacza i połączona w moim przypadku z monitorem stacja dokująca zostanie już w tym jednym miejscu na wieki.

No i wreszcie prosta przeglądarka internetowa np. na wypadek, gdy pojawiają się problemy z kontem, czy ze sklepem, a całość możesz rozwiązać bez konieczności wspierania się telefonem i kodami QR.
W kontekście oprogramowania ubolewam jedynie, że producent z niezrozumiałego dla mnie powodu nie zaoferował obsługi konsoli w języku polskim.

Nie chodzi o to, że bez niej nawigacja jest istotnie utrudniona.
Kłuje w oczy fakt, że flagową grą drugiej generacji konsoli Nintendo jest przeportowany tytuł stworzony przez polskie studio gamingowe, z czego jako Polak jestem niezwykle dumny.
Co więcej, ów tytuł stoi mocno na swoim fantastycznym polskim dubbingu, który należy pobrać jako osobną zawartość dostępną w Nintendo eShop.
Ironia losu polega na tym, że w latach 80 Japończycy nie widzieli potrzeby wysyłania swoich produktów do krajów bloku wschodniego.

Dziś, pośród tych samych krajów, które mozolnie budowały swoją siłę nabywczą po upadku komunizmu, Nintendo wciąż wydaje się nie zauważać istnienia Polski – kraju z dużą, lojalną bazą fanów.
Kraju, który dostarczył im produkt w postaci Cyberpunka wprowadzający ich do czołówki konsol zdolnych obsługiwać bardziej wymagające produkcje, wykraczające poza ramy typowych tytułów dla Nintendo.
Dlatego przetłumaczenie kilku symbolicznych linijek tekstu na język polski odbieram jako coś absolutnie oczywiste.
Cena zabawy – ile kosztuje przyjemność grania?
Zdecydowałem się na wersję z Mario Kart World w zestawie, ale nie omieszkałem nabyć jeszcze dodatkowo kilka tytułów poprzez Nintendo eShop i rzecz jasna, nabyłem również fizyczny nośnik Cyberpunka.
Przede wszystkim imponujące jest to, że trzymamy w rękach urządzenie, na którym możemy w jednej chwili wrócić do nostalgicznych czasów Mario czy Contry.

Chwilę później, na tym samym ekranie, jesteśmy w stanie zobaczyć i ograć jeden z najbardziej zaawansowanych graficznie tytułów na świecie. Trudno zignorować ten fakt.
Równie trudno zignorować to, że obecnie wróciliśmy do dawnych realiów cenowych. Nie każdego stać na ogrywanie, zwłaszcza premierowych tytułów.

Odbioru tego stanu rzeczy nie poprawia również fakt, że mówimy tu nie o nowych, ekskluzywnych propozycjach na Nintendo, lecz o co najmniej kilkuletnich grach, które Nintendo wycenia naprawdę drogo.
Dochodzi do tego także obecność różnego rodzaju modeli subskrypcyjnych czy mikrotransakcji, od których Nintendo również nie jest wolne.

Mimo to producent wystrzega się tzw. paywalli w konsolowych wersjach swoich tytułów.
Ale jednocześnie nie jest zbyt hojne i np. przycisk specjalnie przeznaczony do opcji chatu będzie dostępny do użycia po opłaceniu usługi
Nintendo Switch Online - podobnie jak klasyczne gry objęte subskrypcją.
Możemy również zdecydować się na jednorazowy zakup np. Super Mario Bros, ale musicie wiedzieć, że i tak spora część tytułów jest dostępna wyłącznie w ramach usługi subskrypcyjnej.
Również oferowane promocje w Nintendo eShop uznałbym za skromne i nie napotkałem tu zbyt wielu super okazji cenowych.
Kolejną, w cudzysłowie, okazją do wydania niemałych pieniędzy są karty pamięci SD.

Muszą one spełniać określone wymagania dotyczące prędkości odczytu i zapisu, jeśli chcielibyśmy powiększyć możliwości magazynowania danych. Wbudowana pamięć wewnętrzna to 256 gigabajtów.
To, co chyba budzi największą konsternację, to interaktywny przewodnik po konsoli, czyli Welcome Tour.

Powinien on być najbardziej organicznym składnikiem systemu, a tymczasem występuje jako jeden z tytułów do nabycia w sklepie – i to w dodatku w cenie 40 zł.
Innymi słowy, Nintendo Switch 2 to droga zabawa, w niczym nie ustępująca pod tym względem choćby konsolom stacjonarnym.

Sama aplikacja Nintendo eShop działa płynnie. Podkreślam to, bo czytałem, że w poprzednich konsolach bywało z tym różnie.
Wciąż jednak powraca problem różnego rodzaju kodów błędów — w moim przypadku dotyczyły one źle przeprocesowanej płatności PayPal.
Musiałem odczekać dobę, a następnie jeszcze raz zintegrować usługę z tą formą płatności by przywrócić jej pełne działanie.
Biblioteka gier jest naprawdę przepastna, ale jest to perspektywa kogoś takiego jak ja, kto pierwszy raz ma dłuższą styczność z Nintendo Switch.
Stali bywalcy nie uraczą się tu jak narazie zbyt długą listą nowych tytułów, ale już sam kontakt z Cyberpunkiem napawa mnie sporym optymizmem, że jest tu na co czekać.
W końcu są takie tytuły, których nie ogrywa się tylko raz w życiu. No właśnie. Przejdźmy wreszcie do samych gier.
Powrót do korzeni i skok w przyszłość – świat gier
Jeśli jeszcze nie zauważyliście, że jestem sentymentalny, to dodam, że pierwsze gry jakie tu włączyłem to Donkey Kong, Urban Champion, Pinball, Balloon Fight, Ice Climber, czy rzecz jasna Super Mario Bros.
W końcu z wszystkich tych dźwięków i pikseli było utkane moje dzieciństwo. Niesamowite wrażenie robi też to, że tytuły te są tak samo grywalne i wciągające jak kiedyś.

Następnie postanowiłem przesunąć się na osi czasu i zainstalowałem klasycznego Duke Nukema.
W tym przypadku gra świetnie wykorzystuje żyroskop konsoli, co ułatwia sterowanie Duke’em oraz celowanie do przeciwników.
Oczywiście nie mogłem sobie odmówić również wyścigów z jednej z moich ulubionych serii – Need for Speed.
Po drodze postanowiłem sprawdzić również Welcome Tour.

Zastanawiałem się, czy może okazać się równie ciekawy jak darmowy Astro Bot na PlayStation, który jest świetnym połączeniem gry arcade i interaktywnego przewodnika.
Muszę przyznać, że bawiłem się przy tym świetnie, szczególnie, że w ten sposób mogłem poznać wszystkie możliwości interakcji z grami jakie oferuje Nintendo Switch.
Jest tego naprawdę sporo i choćby z tego powodu wiem, że minie jeszcze wiele tygodni zanim na dobre poznam możliwości tego sprzętu.
Natomiast będę upierać się, że przewodnik ten powinien być tutaj pierwszą wirtualną kartą z grą w naszym zasobniku zaraz po uruchomieniu konsoli.

Nadszedł również moment, by sięgnąć po Mario Kart World, które było częścią zestawu w formie kodu do realizacji w Nintendo eShop.
Muszę przyznać, że poczułem pewne rozczarowanie – gra, choć posiada wszystkie cechy klasycznej arcade’owej rozgrywki, na razie kompletnie mnie nie porwała.

Z pewnością dam jej jeszcze szansę, ale moje pierwsze podejście do tego tytułu nie okazało się szczególnie wciągające.
Na koniec zostawiłem sobie Cyberpunka, z którym rzecz jasna miałem już wcześniej styczność, choć ogrywałem go po dwóch latach od premiery, więc od samego początku mam z nim same dobre wspomnienia.
Był to zresztą pierwszy tytuł, który pozwolił mi doświadczyć pełnego śledzenia promieni wraz z całym oświetleniem, na które składały się różnego rodzaju odbicia, czy cienie.
Wszystko to razem tworzy niezwykły realizm scen, szczególnie, gdy nasz protagonista przemierza miasto nocą.
Obawiałem się, że wersja dostosowana do kompaktowego urządzenia będzie wiązała się z kompromisami, Nintendo nie aspirowało do rywalizacji pod względem wydajności z innymi urządzeniami tego typu.
Tymczasem otrzymałem znacznie więcej, niż się spodziewałem, i najwyraźniej byłem zbyt sceptyczny, zakładając, że grafika będzie przypominać dzieło niewprawnych rąk dziecka obierającego ziemniaka.

Nie jestem wielkim koneserem grafiki, więc łatwo można mnie zwieść różnymi sztuczkami i niuansami. Poruszają się one na granicy wydajności i jakości obrazu, by finalnie dać nam powód do zadowolenia.
Mimo to uważam, że efekt jest po prostu fenomenalny i godny podziwu.

Poza tym wszystko to przestało mnie obchodzić z chwilą, kiedy po raz kolejny jako nomad opuściłem zatęchły warsztat wdając się wcześniej w niepotrzebną dyskusję z lokalnym przedstawicielem władzy.
Gra bardzo szybko przykuła mnie do ekranu i dała poczucie immersji, które przecież jest tu najważniejszą walutą jaką otrzymujesz w zamian za swój oddany czas.

Rozgrywka jest płynna i nie odnotowałem jak narazie spadków wydajności, czy klatkowania. Przyczepiłbym się jedynie do zdecydowanie zbyt małej czcionki dla list dialogowych.
Nie mniej, bawiłem się świetnie przy tym tytule i nadal się nim cieszę. Muszę jednak przyznać, że na dłuższą metę trudno grało mi się joyconem w trybie żyroskopu.

Dużo chętniej korzystałem z trybu myszki lub standardowo z przypiętymi kontrolerami do konsoli.
O dziwo, praktycznie cała zawartość gry znajduje się bezpośrednio na samej karcie. Szkoda jednak, że nie otrzymujemy indywidualnego klucza na wypadek uszkodzenia fizycznej kopii gry.
Uważam, że w tej cenie powinniśmy mieć zapewnioną taką możliwość. Cyberpunk jest chyba obecnie najbardziej reprezentatywnym tytułem, ukazującym możliwości tej konsoli.
Na uwagę zasługuje fakt, że obudowa nie nagrzewa się do wysokich temperatur.
Aktywny system chłodzenia jest zaskakująco cichy, choć w moim przypadku musiałby pracować na bardzo wysokich obrotach, by zakłócać korzystanie ze słuchawek.
Co więcej, dobrze wiedzieć, że granie w tym samym pomieszczeniu nie będzie uciążliwe dla osób znajdujących się w pobliżu.
Na koniec bateria, czyli jeden z najbardziej strategicznych elementów w tego typu urządzeniu.
Z niej przecież będziemy chcieli najczęściej korzystać w przenośny sposób, bo tryb zadokowania osobiście traktuję bardziej jako opcję niż główny sposób spędzania czasu z taką konsolą.

Aktywne chłodzenie w stacji każe jednak sądzić, że nie brakuje chętnych na stacjonarne granie przy wykorzystaniu większego ekranu.
Bateria zaś, to niestety największe ustępstwo na jakie musimy się zgodzić, jeśli zdecydujemy się na zakup Nintendo Switch 2.
Zużycie energii jest tu rzecz jasna uzależnione od tytułów w jakie gramy, oraz z jakich ustawień korzystamy, a to zaś daje nam sporą rozbieżność czasów na jakie możemy tu liczyć.
Jeśli skupimy się na graniu w te najmniej wymagające tytuły, to w naszym zasięgu będzie maksymalnie około 6 godzin.

Traktowałbym to jednak jako bardzo optymistyczny scenariusz, ponieważ zwykle gramy w różne gry.
Kiedy grałem w Cyberpunka, mając naładowaną konsolę do pełna, przekonałem się, że wyjście poza granicę dwóch godzin jest niezwykle trudne.
Pewnie musiałbym wspierać się niższą jasnością ekranu i wyłączeniem kilku ustawień graficznych.
Szkoda też, że korzystając z centrum sterowania, możemy jedynie podejrzeć bieżącą wartość procentową baterii.
Chętnie zobaczyłbym tam estymacje czasowe, dzięki którym łatwiej byłoby planować granie w poszczególne tytuły. Z kolei czas pełnego naładowania konsoli to około trzy godziny.
Osobiście jest mi to o tyle łatwiej zaakceptować, że moje obecne sesje growe zwykle nie trwają więcej niż około godzinę.
Natomiast ci, którzy oczekują długodystansowej rozrywki, będą musieli obejść się smakiem.
Nintendo Switch 2 to produkt mocno specyficzny i z pewnością nie jest to na dzień dzisiejszy urządzenie, które zaspokaja potrzeby wszystkich.
Nie bije też popularnością innych konsol, szczególnie stacjonarnych, o czym najlepiej świadczy wciąż duża dostępność Nintendo w sklepach.
Na obecnym etapie można odnieść wrażenie, że jest to konsola, która nie posiada do końca określonej tożsamości.
Z jednej strony bowiem oferuje nam całe to doświadczenie Nintendo w postaci choćby Mario, Zeldy, czy Pokemonów, które dla fanów tej, czy innej franczyzy nigdy nie będzie podlegać dyskusjom.
Z drugiej strony producent romansuje z większymi tytułami, choć nigdy w ten sposób nie wejdzie w obszar wspólnej biblioteki gier PC.
Z kolei dla osób takich jak ja, które są typowymi niedzielnymi graczami, którzy zadowolą się kilkoma multiplatformowymi tytułami w roku będzie to zawsze ciekawa odskocznia od uniwersum Nintendo.
To co jest tu również niepodważalnym atutem to hybrydowość i możliwość użycia tej konsoli na wiele różnych sposobów, a także to, że dużo łatwiej tu o rozrywkę dla dwóch graczy jednocześnie.

Osobiście najbardziej żałuję skromnych możliwości baterii.
W takim urządzeniu powinna ona zapewniać komfort psychiczny, a nie go odbierać, zwłaszcza gdy wybieramy się w podróż i chcemy spędzić trochę czasu, grając w bardziej wymagającą grę.
Dzisiaj nie jestem w stanie jednoznacznie wydać werdyktu i ocenić tego, czy ta konsola była słusznym zakupem.
Chcę wierzyć, że tak, bo jak narazie przysporzyła mi wiele rozrywki, choć w oszczędnych porcjach, ale lubię czuć ten niedosyt, kiedy ją odkładam, bo wiem, że przy kolejnej okazji znów chętnie po nią sięgnę.

Wiem też, że moja perspektywa jest zupełnie inna, bo zacząłem przygodę z Nintendo Switch od drugiej generacji i mam przed sobą spore zaległości do nadrobienia.
Poza tym bardziej wprawieni w boju ode mnie podkreślają, że dwójka jest tym czym jedynka zawsze chciała być.

Toteż optyka starych wyjadaczy na ten sprzęt będzie pewnie inna, dlatego w tym miejscu chętnie poznam zdanie tych, którzy w uniwersum Nintendo są od dawna.
Zaś tych, którzy szukają ciekawych akcesoriów do Nintendo zapraszam do odwiedzenia naszego sklepu.