Przetestowałem to w drodze na Majorkę. 10 akcesoriów, które warto mieć ze sobą!
Ten tekst powstał na podstawie materiału wideo, który znajdziesz na naszym kanale YouTube. Zobacz film tutaj.
10 akcesoriów na podróż

Na początek absolutna baza, czyli plecak. Przy dziecku i masie bagażu, każda wolna przestrzeń w aucie jest na wagę złota. Moim głównym kompanem stał się Tech-Protect Defender.
Czarny, surowy, bez zbędnych wodotrysków na zewnątrz, ale za to z potężnym wnętrzem o pojemności 40 litrów.

Idealnie wpisuje się również w wymogi darmowego bagażu podręcznego w liniach lotniczych, gdybyście zamiast auta wybrali samolot.
No i umówmy się, te 40 litrów to wartość nominalna. W całości miękki plecak sprawia, że możemy napakować tu naprawdę sporo rzeczy.

To co lubię w nim najbardziej to to, że otwiera się na płasko, dokładnie tak jak walizka.
Zatem nie musisz przekopywać się przez cały plecak od góry i robić demolki, żeby wyciągnąć jedną rzecz ze spodu, która akurat jest ci teraz potrzebna.
W środku znajdziemy miękką kieszeń na laptopa, a całość uszyto z gęstego, odpornego na przetarcia i zachlapania nylonu. Szwy są mocne, zamki chodzą gładko.
Jeśli szukacie plecaka, który przetrwa rzucanie do bagażnika, upychanie pod fotelami i codzienne tyranie – to jest zdecydowanie ten kierunek.

Sprawdził się również w trakcie wycieczek, gdy nie zabieraliśmy ze sobą wózka, więc cały nasz niezbędny zestaw nosiłem wygodnie na plecach.

Skupmy się teraz na samochodzie, bo tu nie mogło zabraknąć kilku rzeczy.
Wprawdzie mamy z przodu dwa gniazda USB-C, ale jako, że moja żona siedziała z tyłu z dzieckiem, to chciałem żeby mogła wygodnie ładować telefon.
Dlatego do gniazda zapalniczki wpiąłem ładowarkę samochodową od Belkina. Jest mała i ledwo wystaje z gniazda. Było to dla mnie kluczowe, ponieważ nasze bagaże zajmowały każdą wolną przestrzeń.
Chciałem uniknąć sytuacji, w której zbyt wystające urządzenie mogłoby się np. odczepiać lub niszczyć torby.

Ładowarka posiada port USB-C z technologią Power Delivery 3.0 oraz PPS. Co to daje w praktyce? Ładowarka sama dogaduje się ze smartfonem i podaje mu maksymalny, a zarazem bezpieczny prąd.
Moc 30 Watów w zupełności wystarczy, żeby ekspresowo naładować nowoczesnego flagowca, a w razie potrzeby podtrzymać przy życiu większe urządzenie.

Belkin słynie ze świetnych zabezpieczeń przed przegrzaniem, więc macie pewność, że nie usmażycie portu w telefonie za kilka tysięcy.

Nie będzie dla was zaskoczeniem, że na tak długiej trasie wspomogłem się poduszką pod kark - w tym wypadku od Baseusa.
Tak się akurat składa, że nasze fotele w aucie nie należą do typowych i zintegrowany zagłówek aż prosił się o dodatkowe wsparcie.

Poduszkę wykonano z oddychającej tkaniny, a sam pokrowiec można łatwo zdjąć i wyprać.
Testowałem wcześniej mniejszą poduszkę pod kark, ale poza walorem czysto estetycznym nie dawała idealnego wsparcia pod głowę.

Tu zaś jest odwrotnie. To nie jest coś co fajnie komponuje się z takim fotelem, ale dostarcza najważniejszą rzecz, czyli komfort.
Taki kawał poduchy idealnie wypełnia przestrzeń za szyją, a głowa nie musi być utrzymywana w ciągłym napięciu. Idealne na długich, autostradowych odcinkach.

Kolejna rzecz to kompletny drobiazg, ale potwornie pożyteczny. To malutki, 10-mililitrowy atomizerek z płynem do czyszczenia ekranów.
Dlaczego taki mały? Bo wrzucacie go w dowolną kieszonkę, czy schowek, więc nie zajmuje miejsca, a w razie lotu samolotem bez problemu przejdzie przez każdą kontrolę bezpieczeństwa.
Ekrany dotykowe w samochodzie, smartfon, wyświetlacz laptopa – po kilku dniach intensywnej podróży wszystko jest uwalane tłustymi odciskami palców.
Dwa psiknięcia, przetarcie zintegrowaną z obudową mikrofibrą i sprzęt znowu wygląda jak nowy. Prosty, tani gadżet, który po prostu warto mieć pod ręką.

No i nie trzeba posiadać nowego modelu Skody by mieć kolejne rozwiązanie z gatunku Simply Clever.

I w tym momencie przechodzimy do mojego małego grzechu, czyli wspomnianego braku konsekwencji. Czy bezprzewodowy mini-odkurzacz w aucie to rzecz absolutnie niezbędna do przeżycia? No nie.
Ale uwierzcie mi, przy dziewięciomiesięcznym dziecku na pokładzie, które właśnie odkryło uroki zajadania się skórką chleba, albo chrupkami, taki mały odkurzacz staje się rzeczą ułatwiającą życie.

Dlaczego? Bo generalne sprzątanie auta, to wydarzenie, które czeka na specjalne okazje i jedyne co pozostaje nam na co dzień, to takie właśnie odkurzanie „z doskoku”.
Wystarczy otworzyć schowek, kilka szybkich ruchów i wszędobylskie okruchy znikają na naszych oczach.
Baseus A2 Pro ma 80 Watów mocy i siłę ssania na poziomie sześciu tysięcy paskali.
Jeśli te cyfry nic Wam nie mówią, to uwierzcie na słowo, że bez problemu wciągnie nawet piasek z dywaników, bowiem znajdziemy tu dodatkowy tryb turbo.

Jasne, takie urządzenie nie zastąpi pełnoprawnego odkurzacza, ale powtórzę, do doraźnych zastosowań, by nie kalać wzroku syfem, sprawdza się idealnie.
Jest wielkości małego termosu, posiada wymienne końcówki, jest łatwy w czyszczeniu i rzecz jasna ładuje się przez USB-C, więc jest to jedno z tych urządzeń, które już na stałe zagości w naszym aucie.

Gdy dojeżdżaliśmy do miejsca noclegu, automatycznie na każdym stoliku nocnym lądowało to cudo, czyli ładowarka indukcyjna od Belkina.
To bezprzewodowa, składana ładowarka magnetyczna w najnowszym standardzie Qi2 o mocy 25W. Złożona zajmuje bardzo mało miejsca, zaś po rozłożeniu zamienia się w stabilną podstawkę.

Wierzcie mi na słowo, przetestowałem wiele taki ładowarek indukcyjnych, również tych przeznaczonych w podróż, i dopiero ten model spełnił wszystkie moje wymagania.
Dzięki MagSafe i Qi2 telefon idealnie przylega w pionie lub poziomie - tu w przypadku iPhone’a możecie dodatkowo skorzystać z trybu czuwania.

Równolegle możecie ładować zegarek oraz słuchawki, więc taki zestaw eliminuje konieczność zabierania ze sobą kilku kabli, czy ładowarek.
Nazajutrz rano wita nas ten schludny widok urządzeń gotowych na całodniowe wyzwania.

Jako, że korzystam naprzemiennie z iPhone’a oraz Samsunga, to ten drugi, ze względu na jego większy ekran, traktuję często jako przenośne urządzenie do oglądania filmów na YouTube.
I tu nieodłącznym elementem okazało się etui marki ESR, a konkretnie model Classic Hybrid Kickstand.
Jak sama nazwa wskazuje, oferuje ono specjalną metalową ramkę wokół aparatów, która dzięki zawiasom przeistacza się w wygodną podpórkę.
W ten sposób możemy w różnych warunkach wygodnie oglądać filmy.

Przechodzimy do sekcji detali, które potrafią uratować sytuację. Pierwszy z nich to brelok i karabińczyk w jednym: Tech-Protect SlideLock w kolorze gunmetal.
Wygląda solidnie, ale najważniejsze, że ma mechaniczną blokadę zamknięcia. Nie ma opcji, że wypnie się przypadkowo ze szlufki spodni czy paska plecaka.

No i ma wbudowany otwieracz do butelek. W moim przypadku służy głównie do etui na filtry do obiektywów, które mam przyczepione do szlufki spodni.
Kto filmuje, ten wie, że w trakcie ujęć najczęściej sięgamy właśnie po filtry, więc jest to wygodne rozwiązanie.

Drugi detal to smycz na nadgarstek, tudzież do zawieszenia na szyi - również od marki Tech-Protect. To rzecz, która wzbudziła emocje w trakcie jednej z recenzji.
Ale cóż poradzę — wychodząc na plażę lub robiąc ciągłe zdjęcia podczas zwiedzania, jest to najprostsze, a zarazem najwygodniejsze rozwiązanie, aby mieć łatwy dostęp do telefonu.

Wbrew pozorom nie chodzi o to by ostentacyjnie chwalić się nowym iPhonem, a przynajmniej mi do głowy nie przyszło, że można to potraktować w taki sposób.
Skoro przyznałem się, że wziąłem jedną, a może dwie zbędne rzeczy, oto ta druga: etui na okulary od Satechi.
Z pozoru to po prostu bardzo solidne, twarde, czarne etui na okulary przeciwsłoneczne, które chroni je przed zgnieceniem w głębi plecaka.
Ale diabeł tkwi w szczegółach. W środku ukryto moduł w pełni kompatybilny z aplikacją Apple Find My.
Parujecie zatem etui z iPhonem i w tym momencie Wasze okulary zyskują lokalizator.
Jeśli korzystacie z porządnych szkieł uv i byłoby wam zwyczajnie szkoda takich okularów, to fajnie wiedzieć, że pozostawione daleko od nas, wyślą nam stosowne powiadomienie.

Etui ma też wbudowany głośniczek, więc jeśli nasze okulary zginą gdzieś pod stertą ubrań w pokoju hotelowym, możecie wywołać sygnał dźwiękowy.
Czy to wydumane? Może trochę. Ale komfort i święty spokój, jaki to daje w trasie, są tego warte.
No i samo etui możemy praktycznie złożyć na płasko, co może być zbawienne, gdy pakujemy bagaż podręczny do samolotu.
A poza tym nigdy dość estetycznych przedmiotów, które możemy potem odłożyć choćby na biurku.

Ale czym byłyby te wszystkie akcesoria gdybyśmy nie podkreślili najważniejszego akcentu jakim jest …pancernik. Na mojej głowie zawsze ląduje jedna z czapek dostępna w naszym sklepie.
Ostatnio upodobałem sobie najbardziej tę o klasycznym kroju w kolorze oliwkowym. Świetnie chroni przed ostrym, śródziemnomorskim słońcem, zarówno za kółkiem, jak i podczas spacerów po wyspie.
I to by było na tyle. Wszystkie zaprezentowane rzeczy udowadniają, że dobre przygotowanie do podróży, to już połowa sukcesu.
Wszystkie linki do tych produktów znajdziecie oczywiście w opisie pod filmem, oraz w przypiętym komentarzu.

Na koniec zostawiam Was z jedną myślą: świat jest zbyt piękny, żeby marnować czas na nerwy z powodu rozładowanego telefonu czy zgubionych okularów.
Dbajcie więc o swój komfort, nie pakujcie się w pośpiechu i ruszajcie przed siebie. Dzięki za oglądanie, zostawcie suba, łapę w górę i do zobaczenia w kolejnym materiale. Trzymajcie się, cześć!