Galaxy Buds 4 Pro: głośno gra, choć cicho wygrał
Ten tekst powstał na podstawie materiału wideo, który znajdziesz na naszym kanale YouTube. Zobacz film tutaj.
Nowy kierunek Samsunga
Samsung do tej pory cały czas eksperymentował z formą słuchawek bezprzewodowych.
Byłem pewien, że ubiegłoroczne Galaxy Buds to już docelowy wygląd, który będzie systematycznie dopracowywany pod względem ergonomii i zastosowanej technologii.

Tymczasem otrzymaliśmy ponownie coś zupełnie innego, co udowadnia, że pewne rozwiązania konkurencji okazały się na tyle uniwersalne, iż nie było sensu wymyślać koła na nowo.
I tak oto widzimy coś na kształt Air Budsów. To dość ciekawy zwrot akcji, bo ta stylistyka jest bardzo zachowawcza i jest właściwie w kontrze do poprzedniego wzoru, gdzie mieliśmy ostre krawędzie i diody led.

I przyznam, że ten lekko futurystyczny design bardziej do mnie przemawiał. Tu zaś jedynym akcentem jest ten szczotkowany metal pokrywający trzonki.
Cała reszta stawia na matowe wykończenie, co osobiście bardzo doceniam.
Ergonomia i codzienne użytkowanie

Najnowsze Budsy w wersji Pro, czyli tej dokanałowej swoim kształtem i wyprofilowaniem jeszcze bardziej nawiązują do AirPodsów, ale z jakiegoś powodu pewniej zajmują miejsce w uchu.
Niewykluczone, że zmianie uległy także gumki - w każdym razie ja nie widziałem konieczności, by sprawdzać pozostałe rozmiary. W zestawie znajdziemy jeszcze dwa dodatkowe komplety.

Znalazły się tu nowe panele do sterowania dotykowego i mam wrażenie, że to najlepsze rozwiązanie, jakie tu zastosowano.
Jak dotąd nie miałem problemu z przypadkowym uruchamianiem funkcji podczas poprawiania słuchawki w uchu. Sterowanie odbywa się za pomocą kilku łatwych do zapamiętania gestów.

I trzeba przyznać, że to spłaszczenie po bokach trzonków sprawia, że dużo łatwiej nawigować po nich palcem i odszukać miejsce z interaktywnym dotykiem.
Jest to świetne rozwiązanie pod kątem czystej ergonomii. Warto też dodać, że same słuchawki są odporne na kurz i wodę w standardzie IP57.
Etui i funkcjonalność zestawu
Słuchawki doczekały się również nowego etui ładującego. Tym razem nie próbuje ono naśladować Apple, lecz bardziej nawiązuje do korzeni Samsung.
Ponownie odkładamy słuchawki na płasko, podobnie jak samo etui, co jest wygodniejszym rozwiązaniem. Pokrywa, tak jak rok temu, jest przezroczysta, choć lekko przyciemniona.

Jego niewątpliwym atutem jest to, że od razu widzimy, czy obie słuchawki znajdują się w środku. Dzięki temu zmniejsza się ryzyko zgubienia jednej z nich.
Osobiście jednak nie mam dobrych doświadczeń z takimi pokrywami, ponieważ dość łatwo ulegają zniszczeniu.

Choć uczciwie wypada dodać, że etui od Airpodsów również rysuje się jak szalone, dlatego korzystam z dodatkowej ochrony, a więcej tego typu akcesoriów znajdziecie w naszym sklepie pancernik.eu
Samo etui jest małe i zgrabne. Jest dioda powiadomień, jest przycisk do parowania, wyjście usb-c gdybyśmy chcieli podładować szybciej nasz zestaw, ale także jest możliwość ładowania bezprzewodowego.

Słuchawki umieszczamy w prosty i intuicyjny sposób. Póki co zastrzeżenia kieruję jedynie w stronę brakującego tu głośnika, tylko słuchawki umożliwiają zlokalizowanie ich za pomocą emitowanego dźwięku.
Z kolei gdy obie znajdują się w środku etui, to system proponuje nam namierzenie ich za pomocą lokalizatora znajdującego się w etui i funkcja ta, jak narazie, działała z różnym skutkiem.
System, sterowanie i tryby pracy
Po sparowaniu telefonu ze słuchawkami najlepiej szukać ich z poziomu centrum sterowania, jeśli zależy nam na szybkim dostępie do najważniejszych funkcji.
Można też przejść do ustawień — tuż pod kontem Samsunga pojawi się dodatkowa sekcja, która przekieruje nas do pełnych ustawień.
Fajne jest to, że słuchawki są wykrywane automatycznie i nie trzeba szukać ich w ustawieniach bluetooth, czy aplikacji Wearble, skąd zresztą zniknęły zostawiając już tylko miejsce na zegarek i pierścionek.
Tradycyjnie mamy do wyboru tryb dźwięku otoczenia. Dzięki wbudowanym mikrofonom mamy pełny wgląd w to, co dzieje się wokół nas.

Nie mamy przez to wrażenia, że korzystamy ze słuchawek dokanałowych, które — nie oszukujmy się — same w sobie działają jak zatyczki do uszu za sprawą pasywnej izolacji.
Aktywne usuwanie szumów ma z kolei za zadanie, jak zawsze zresztą, odizolować nas od jakichkolwiek dźwięków i pozwolić skupić się na rozmowie, czy słuchaniu muzyki.

Miałem okazję przetestować ten tryb w trakcie bardzo wietrznego dnia i zdecydowanie spełnił on swoją rolę i co ciekawe, był skuteczny już na pierwszym z pięciu dostępnych poziomów intensywności.
Czy to jest jakieś zupełnie nowe i rewolucyjne anc? Nie. Powiedziałbym, że to po prostu solidna półka.

Do tego mamy oczywiście tryb pośredni, łączący cechy dwóch poprzednich — czyli adaptacyjny. Możemy w nim zatopić się w ciszy, chyba że system wykryje głos.
Wówczas mikrofony ponownie się aktywują i bez konieczności zdejmowania słuchawek usłyszymy, co ktoś do nas mówi.

Choć może jestem oldschoolowy, bo w takiej sytuacji i tak odruchowo zdejmuję jedną słuchawkę.
Podobnie jak u poprzednika, możemy sterować słuchawkami za pomocą komend, jednak nie jest to rozwiązanie, które mi odpowiada.
Traktuję je raczej jako opcję awaryjną, ponieważ zdecydowanie bardziej preferuję gesty dotykowe.
Nawet gesty głową nie wydają mi się na tyle dyskretne, by korzystać z nich regularnie. Warto jednak wspomnieć, że są one dostępne — na przykład skinieniem głowy możecie odebrać połączenie.
To przydatne rozwiązanie, gdy macie zajęte ręce, na przykład podczas gotowania i słuchania podcastu. Dodatkowo słuchawki wspierają obsługę asystentów głosowych — Google oraz Bixby.
Wystarczy wypowiedzieć odpowiednią komendę, czyli „OK Google” lub „Hi Bixby”, aby je aktywować. Całość działa szybko, płynnie i bez zauważalnych opóźnień.
Jakość dźwięku bez marketingu

No dobra, ale chyba pora skupić się na najważniejszym, czyli na dźwięku.
W teorii jedyną zmianą, która mogła wpłynąć na nową jakość jest dwudrożny system głośników, który teraz ma większy głośnik zarówno ten odpowiedzialny za niskie, jak i wysokie tony.

Nowe przetworniki mają być też większe od poprzednich i do tego każda słuchawka ma podwójny wzmacniacz — po jednym dla głośnika — co powinno poszerzyć zakres dźwięku i zmniejszyć zniekształcenia.
Jest to o tyle ważne, że dwa osobne przetworniki pozwalają nam na lepsze rozdzielenie dźwięków. Po stronie programowej nadal mamy bardzo dobry kodek Samsunga.

Wystarczy jedynie uzupełnić go preferowanym ustawieniem korektora i aktywować ultrawysoką jakość dźwięku, która poprawia jego szczegółowość.
I nie, nie uświadczymy tutaj takich kodeków jak choćby LDAC, bo to z zasady ma ją być słuchawki Samsunga dla Samsunga.

Nie bez powodu funkcja multipoint nie działa uniwersalnie na każdym systemie. Wymaga, by wszystkie wykorzystywane do tego urządzenia były zalogowane do tego samego konta Samsung.
Wiem, że nie jestem najlepszą osobą do opowiadania o wrażeniach płynących ze słuchania muzyki, bo nie zajmuję się tym na co dzień.

Pewnie nie opowiem Wam o wszystkich niuansach, ale musicie wiedzieć jedno – jest naprawdę dobrze. Korzystając z AirPodsów Pro 2 poczułem jednak, że te słuchawki mają już swoje lata.

Na moje plebejskie ucho główna różnica polega na jakości w jakiej są realizowane basy. Mam wrażenie, że są tu zdecydowanie lepiej kontrolowane i nie chodzi tu o efekciarskie buczenie, tylko większą głębię.
Z kolei wysokie tony odpowiedzialne za szczegóły są ostre i dają w pełni wybrzmieć talerzom perkusji, czy choćby detalom wokalu.

No silę się tu na poetkę opisu i zdaję sobie sprawę, że słuchanie muzyki jest pełne naszych subiektywizmów, ale cytując retorykę portali muzycznych - czuć tu brzmienie pełnej sceny.
Łatwo o tym zapomnieć, ale nadal robi na mnie wrażenie, dokąd dotarła obecnie technologia. W tych małych słuchawkach drzemie ogromna moc dźwięku. Co więcej, wydaje się on być głośniejszy niż wcześniej.
W praktyce: rozmowy, bateria i ekosystem

Doceniam także to, że udało się znaleźć chyba idealny kompromis pomiędzy jakością odtwarzanej muzyki a tym, jak te słuchawki leżą w uszach.
Przypomnę, że naprawdę dobrze się trzymają i przy tym nie męczą uszu.
Oczywiście mogę mówić jedynie za siebie i nie jest to żaden punkt odniesienia.
Chodzi jednak o to, że czasami niektóre modele są projektowane w taki sposób, że ich ergonomia bardziej sprzyja odtwarzaniu muzyki, niż pewnemu osadzeniu słuchawek w uchu.

No i jest opcja śledzenia głowy, którą uwielbiam w trakcie oglądania filmów. Daje to fajne wrażenie, że obraz i źródło dźwięku są w jednym konkretnym miejscu.
W połączeniu z jakimś starym filmem z polskim lektorem działa to na mnie bardzo kojąco i pozwala powrócić do nostalgicznych czasów, kiedy zasiadałem w rodzinnym domu przed telewizorem.

Również nie mam żadnych zastrzeżeń w kontekście rozmów — zarówno tych realizowanych przez WhatsAppa, jak i klasycznych połączeń telefonicznych.
W obu przypadkach głos rozmówcy jest wyraźny, odpowiednio głośny i przede wszystkim naturalny, bez sztucznego podbarwienia czy kompresji, która często potrafi zepsuć odbiór.

Od samego początku miałem włączoną opcję mowy superszerokopasmowej. Co ważne, słuchawki dobrze radzą sobie także w mniej sprzyjających warunkach.
W tle ulicznego hałasu czy wiatru rozmowa nadal pozostaje zrozumiała, a mikrofony skutecznie odfiltrowują większość niepożądanych dźwięków.

W praktyce oznacza to, że spokojnie można prowadzić rozmowy w ruchu, bez konieczności szukania cichego miejsca.
Słuchawki obsługują od teraz Bluetooth 6.1. Dzięki temu nie odnotowałem żadnych problemów w zakresie łączności ani opóźnień w trakcie odtwarzania dźwięków.

Jest tu także specjalny tryb gamingowy, który jeszcze bardziej redukuje opóźnienia. Nie będziecie zadowoleni jak to powiem, ale nie skupiałem się jakoś bardzo na czasie pracy.
Producent deklaruje, że słuchawki w wersji pro mają działać do 6 godzin z włączonym ANC lub do 7 godzin z wyłączonym ANC.

Ciężko mi to oszacować, bo mam taką manierę, że często zdarza mi się zasypiać w nocy ze słuchawkami w uszach i one potem lądują gdzieś pod poduszką.
To z kolei oznacza, że już z przyzwyczajenia nazajutrz rano odkładam je w etui na ładowarkę indukcyjną i zapominam o sprawie.
Z kolei nie miałem tu sytuacji bym mógł je przetestować na dłuższym dystansie i zobaczyć jaki jest ubytek prądu.
Pozostaje mi więc zaufać deklaracjom producenta. Wam natomiast polecam tę ładowarkę podróżną, która sprawdziła mi się najlepiej spośród wszystkich modeli, które do tej pory testowałem.

Uwierzcie mi, przeszło przez moje ręce naprawdę sporo urządzeń.
Jadąc więc samochodem na Majorkę zatrzymywaliśmy się w różnych miejscach na noc i ostatnie o czym marzyłem to rozkładać się z całym stosem ładowarek.
W to miejsce wystarczy rozłożyć to małe draństwo - w tym wypadku od Belkina, odwiesić na nie wszystkie swoje zabawki i mieć święty spokój do następnego dnia.
Nie będę oryginalny mówiąc, że na ten moment Galaxy Buds 4 Pro to jeden z najlepszych wyborów, jeśli budujesz ekosystem Samsunga — i w tej roli sprawdzają się po prostu znakomicie.

Jednocześnie poza nim tracą część swojego potencjału, bo bez wsparcia dedykowanych funkcji i kodeka stają się po prostu bardzo dobrymi, ale już nie wyjątkowymi słuchawkami.
I sam się na tym złapałem — z przyzwyczajenia usiadłem do MacBooka, oczekując, że wszystko przełączy się automatycznie… a jednak nie.
I to chyba najlepiej pokazuje, gdzie leży ich największa siła — nie tylko w jakości dźwięku czy funkcjach, ale w tym, jak dobrze wpisują się w cały ekosystem.
Bo paradoksalnie, o ile tegoroczna seria S26 niekoniecznie jest dla mnie wystarczającym powodem do zmiany telefonu, tak te słuchawki… już tak. I to jest chyba najlepsza rekomendacja, jaką mogę im wystawić.