Co nowego u Samsunga?

Okazuje się, że w artykule, który opublikowałem pod koniec czerwca, oparłem się na bardzo sprawdzonych przeciekach obiegających internet.

Praktycznie każda z rzeczy, o której mogliśmy pospekulować, ujrzała światło dzienne dokładnie w takiej postaci w jakiej była przedstawiana.

A zatem nie było żadnych zaskoczeń, jeśli chodzi o wygląd, czy specyfikację nowych urządzeń mobilnych od Samsunga. Nie było także zbyt wielu nowości jako takich, ale po kolei.

Nie wiem jak Wy, ale to co cenię sobie ponad wszystko w nowych technologiach, to emocje.

Emocje, dzięki którym czuje, że budzi się we mnie mój gadżeciarz i jestem gotów kupić coś o czego istnieniu jeszcze chwilę wcześniej nie wiedziałem.
Z-flip 6

Kiedy z kolei przyglądamy się kolejnej odsłonie składaków od Samsunga, odnoszę wrażenie, że większość z nas ziewa.

Jak co roku obserwujemy ulepszenia, którym oczywiście nie odmawiam zasadności, ale powiedzmy sobie szczerze. Samsung skupia się na poprawianiu swoich produktów.
Jednocześnie nie chce chyba zauważać, że konkurencja momentami lepiej ujarzmiła składane smartfony dając nam choćby lepiej przemyślane rozmiary, czy proporcje przednich ekranów.

Z-Flip to nowe, bardziej surowe kształty samej bryły, bardziej zaakcentowane aparaty i do tego nowe kolory.
Całość nominalnie jest mniejsza, ale według specyfikacji, różnice są symboliczne, zaś całość mocno nawiązuje do estetyki pewnej marki, ale do tego jeszcze przejdziemy.

W środku zaś poprawione po raz kolejny zawiasy, większa bateria, nowy snapdragon z 12 Gigabajtami Ram.
Jaśniejszy wewnętrzny ekran wykorzystujący LTPO oraz nowa stara główna jednostka aparatu, którą doskonale znamy od lat z podstawowej serii S.

Dalej już tylko zmiany programowe, które zapewne obejmą poprzednie modele, czyli nowe możliwości HDR, także cyfrowy zoom wykorzystujący przetwarzanie obrazu za pomocą AI.


Nowy Z-Flip jest zauważalnie tańszy od poprzednika i jego ceny startują od 5200 złotych. Rok temu musieliśmy zapłacić 400 złotych więcej.
Z-fold 6

Z-fold to jeszcze mniejszy pakiet zmian, bowiem tutaj główny akcent został położony na zmiany zewnętrzne.

Obejmują przeprojektowany zawias, nieco smuklejszą obudowę, nieco inne proporcje przedniego ekranu, którego przekątna wzrosła o 0.1 cala.
Nadal nie przypomina on typowej dla smartfona szerokości i całość nadal zachowuje charakterystyczny wąski panel.

Po rozłożeniu oferuje ekran, który jest jaśniejszy, niż ten u poprzednika i również będzie od teraz obsługiwać ltpo.
Do tego nowy Snapdragon i to właściwie tyle jeśli chodzi o hardware.


Dalej mamy znowu AI i odsłonę kolejnych nowości, które ukażą się we flagowych galaktykach. Przykłady?
Choćby generowanie portretów, dorysowywanie obiektów na zdjęciach, szkicowanie i tworzenie grafik, czy tworzenie dłuższych form tekstów bazując na kilku kluczowych hasłach.

Tutaj różnica w cenie względem poprzednika wynosi skromne sto złotych na korzyść nowego modelu, który startuje od 8699 złotych.
Galaxy Watch 7

Ten zegarek właściwie można z czystym sumieniem pominąć, bo względem poprzednika wnosi on bardzo niewiele.

Poza nowym procesorem i większą pamięcią Ram trudno wskazać tutaj na jakieś inne znaczące zmiany.

Atutem są zachęcające ceny, bo model z 40mm kopertą kosztuje 1349 złotych, zaś wariant 44mm to 1449 złotych - w obu przypadkach dopłata do tle wynosi dodatkowe 200 złotych.
Galaxy Watch Ultra

Wspomniałem chwilę temu, że dla mnie sednem są tylko te sprzęty, które wywołują emocje.
Widząc z jakim zaangażowaniem jest dyskutowany Galaxy Watch Ultra, nie mam wątpliwości, że będzie to chyba najbardziej wyczekiwana recenzja.

Bo oto dawno chyba nie mieliśmy takiej sytuacji, żeby producent tak otwarcie i bez skrępowania zainspirował się niemal całą koncepcją od swojego głównego konkurenta.

Najpierw na przeciwko siebie stanęli Apple Watch Ultra pierwszej generacji i Galaxy Watch 5 Pro.
Rok póżniej Samsung postawił już na duet Watch 6 i 6 Classic.
W tym roku wraca z nową linią modelową, która ma nie być nawiązaniem do tej Pro, a ma ona otworzyć zupełnie nowy rozdział o nazwie Ultra.

I to wygląda trochę tak jakby Samsung zdał sobie sprawę, że Apple Watch Ultra skradł show w 2022 roku.
Wprawdzie rok później nie pojawił się z wieloma zmianami, ale jego pozycja na rynku jest nadal silna.

Samsung musiał w końcu odpowiedzieć czymś co nie będzie wyglądać jak kolejny obły Watch 5 Pro, a bardziej nawiąże do tej topornej tytanowej konstrukcji.

I w tym miejscu ktoś uznał, że po co będziemy kopać się z koniem.
Przecież i tak nikt nie będzie kupować Apple Watch Ultra mając telefon od Samsunga, więc po prostu oddajmy Samsungowi, co Applowe i zróbmy swojego Galaxy Watch Ultra.

Duża koperta, tytan klasy lotniczej, niemal identyczne opaski, tarcza z trybem dzień noc, syrena alarmowa.
Wszystko to pokazuje, że producent postawił na bezpieczne rozwiązania.
I oczywiście część osób będzie pomstować, że jak tak można, że skandal, że plagiat.

Gdy jesteś w ekosystemie Samsunga i marzył ci się pancerny Smart Watch do zadań specjalnych, w którym np. możesz łączyć treningi z kilku dyscyplin naraz, no to witaj w domu.
Samsung nie kombinował zbytnio także z niektórymi podzespołami.
Tu i ówdzie pobrał z tego co już miał pod ręką, a zatem mamy Super Amoled z poprzedników, czy choćby tę samą baterię, którą uświadczyliśmy w Watch 5 Pro.

Do tego nie znajdziemy tutaj jakichkolwiek nawiązań do Samsungowych smart-watchów, więc nie uświadczymy choćby ruchomego bezela.
Sama praca na baterii stoi pod dużym znakiem zapytania.
Po deklaracjach producenta możemy przypuszczać, że zegarek w pierwszym wydaniu nie będzie bić rekordów, co w sumie przeczy idei sprzętu dla najbardziej wymagających.

Skłamałbym gdybym powiedział, że mi się ten zegarek wizualnie nie podoba, bo podoba
Te i inne rzeczy ostatecznie ocenimy sobie już w trakcie pełnoprawnej recenzji tego sprzętu, który mnie osobiście ciekawi i przekonamy się, czy Samsung postawił na właściwą kartę.

Na pewno dobrym ruchem była wycena tego zegarka, który występuje tylko w jednym wariancie lte i kosztuje 2899 złotych. Przypomnijmy, że Apple Watch Ultra 2 startował z ceną 4499 złotych.
Galaxy Buds 3 & 3 Pro

Jeśli komuś było mało oburzeń związanych z tym, że Samsung w tym roku postawił na Apple, to zwieńczeniem tegorocznego procederu są nowe słuchawki Galaxy Buds 3.
Przeszły one kompletną metamorfozę i wyglądają jak AirPods’y Pro moich marzeń.

Dlaczego? Po pierwsze nigdy nie leżał mi ten biały kolor Airpodsów i marzyłem o tym by Apple wreszcie postawiło na kolor czarny, albo szary.
Tutejsze paski ledowe w wersji Pro, to już idealna strawa dla typowego gadżeciarza.


Samo etui również nie pozostawia najmniejszych złudzeń jaki był plan na tę grę, ale ponownie.


Mam wrażenie, że Samsung świetnie rozwinął ten koncept i nieważne, czy słuchawki w wersji Pro są w etui, czy spoczywają gdzieś osobno.
Są cały czas widoczne dzięki paskom ledowym i ten pomysł bardzo przypadł mi do gustu.

Oczywiście w słuchawkach najważniejsza jest jakość odtwarzanej muzyki, ale to również chciałbym ocenić już w trakcie recenzji.
Szczególnie, że producent chwali się tutaj ulepszonym trybem anc, czy choćby nowym głośnikiem wysokotonowym.

To również ma szansę okazać się hitem, sprzedażowym nie tylko ze względu na lepszą ergonomię tutejszej budowy, ale również za sprawą ceny, która wynosi 1029 złotych.
Galaxy Ring

Na koniec wielki nieobecny jeśli chodzi o polską premierę Samsunga, czyli Galaxy Ring.


Jest to inteligentny pierścień monitorujący nasze parametry życiowe oraz oferujący obsługę gestów za pomocą stuknięcia palcami.
Oczywiście wszystkie informacje są przekazywane do aplikacji Samsung Health i parują się z naszym zegarkiem oraz telefonem od Samsunga.

Pod względem wzornictwa pierścionek hołduje prostocie i jest dostępny w kolorze czarnym, srebrnym oraz złotym.
Galaxy Ring nie wymaga dodatkowej subskrypcji. Wszystkie funkcje są dostępne bezterminowo od momentu zakupu.

Samsung wycenia ten gadżet na 449 euro, czyli zbliżamy się do okolic 2 tysięcy złotych.

Na ten moment polska strona producenta udaje, że taki sprzęt nie istnieje.
Kiedy przełączymy się na inne regiony, to zobaczymy tam niekiedy te same grafiki promujące ekosystem urządzeń, z których usunięto pierścień.


Jest to o tyle dziwne, że w innych krajach europejskich sprzęt ten jest normalnie promowany i oferowany w sprzedaży.
Obok Galaxy Watch Ultra i Galaxy Buds Pro, będzie to kolejne urządzenie, które dla Was na pewno przetestujemy, bo znamy kogoś kto potrafi robić zakupy w niemieckim sklepie internetowym.

Dajcie znać co sądzicie o lipcowych premierach Samsunga, czy pojawił się produkt, który Was zelektryzował, czy wrzuciliście coś do swojego wirtualnego koszyka, a może po prostu macie poczucie, że ten rok ewidentnie nie jest jeszcze dla Was rokiem zmian.