
Świat fotografii amatorskiej zupełnie się przeorientował i przeniósł niemal w całości do rynku smartfonów. Mogłoby się wydawać, że po te fizyczne aparaty sięgają już tylko głównie ci, którzy świadomie chcą korzystać z możliwości większych matryc i pełnoprawnej optyki. Ale i to nie jest wcale takie oczywiste.
A wszystko za sprawą współczesnych flagowców oferujących zaawansowane możliwości fotograficzne zamknięte w miniaturowych układach optycznych.

Na tym właśnie polu rozgrywa się bardzo ciekawa konkurencja, bo są to już na tyle zuchwałe urządzenia, że stały się nie tylko alternatywą dla fizycznego aparatu w przypadku amatorów, ale są także coraz częściej propozycją dla tych bardziej wymagających.
I choć Sony chce mocno stawiać na fotografię mobilną, to jednak na swoją niekorzyść po raz kolejny postanowiło uszczęśliwić bardzo wąską grupę odbiorców.

Trudno wyobrazić sobie, że produkt, który w pełni rozwija skrzydła w trybie manualnym stanie się nagle popularnym urządzeniem wśród typowych pstrykaczy, którzy oczekują prostej i szybkiej obsługi dającej przy tym jak najlepsze wyniki.
Co więcej, poświęciwszy praktycznie pół życia fotografii i będąc już lwią część tego czasu w systemie lustrzanek i bezlusterkowców od Sony czuję, że mimo znanego mi interfejsu, nie mam potrzeby by robić zdjęcia smartfonem dłużej, niż jest to konieczne.
Może byłoby to ciekawe uzupełnienie mojego zestawu w trakcie zleceń wyjazdowych - przy czym muszę dodać, że nie mógłbym równocześnie wykorzystywać tego urządzenia jako smartfon, o czym zaraz powiem więcej.


Naturalnie nie można odmówić mu, że jest urządzeniem świetnie wykonanym i nie pozostawiającym wątpliwości, że to produkt premium z wewnętrznie spójną filozofią.
Mamy tu naprawdę świetny kolor, matowe wykończenie szkła, aluminiową ramkę i smukłą sylwetkę idealnie dogadującą się z projektem wyspy aparatów.
Jest certyfikat wodoszczelności, są też bardzo praktyczne rozwiązania jak dwuskokowy przycisk migawki, łatwy dostęp do czytnika kard sd, czy choćby wejście słuchawkowe mini jack. Czuć, że to wszystko ma podążać za bardziej zaawansowanymi użytkownikami i trudno w tej kwestii na cokolwiek narzekać.
Ale do czasu.

Pierwsze uruchomienie, konfiguracja i szybki przelot po aplikacjach sprawiły, że niemal wypuściłem ten telefon z rąk. To draństwo nagrzewa się do tego stopnia, że spokojnie moglibyśmy się zebrać w kilku i upiec sobie pianki trzymając je nad obudową nowej Xperii.
Myślałem jeszcze o gofrach, ale te nie pasowałoby kształtem ze względu na proporcje tego urządzenia - zresztą nie potrafię się do nich przyzwyczaić.
Rozumiem, że ma to być orientacja kinowa, że w końcu Bravia, panele Full Array LED, więc co jak co, ale na konsumowaniu filmów Sony się przecież zna. Ja z kolei nie umiem powstrzymać się od wrażenia, że tak mógłby wyglądać pilot z ekranem dotykowym do sterowania inteligentnym domem.

Naprawdę, nie umiem się przekonać, szczególnie, że proporcje ekranu sprawiają, że jako człowiek przyzwyczajony do częstej obsługi smartfona jedną ręką - w tym wypadku mówię dość. Wyleczyłem się z dużych smartfonów i ten telefon do codziennego użytku jest po prostu dla mnie za duży.
Nie mówiąc już o przechowywaniu go w kieszeni. Dobrze, że chociaż czytnik linii papilarnych ulokowany w przycisku wybudzania znajduje się na odpowiedniej wysokości.

Jak mawiają, nie nabierzesz misia na sztuczny miód, dlatego mnie nie zachęca jakoś szczególnie wieść o tym, że 6,5 calowy ekran w zależności od zastosowania osiąga maksymalną rozdzielczość aż 4k.
Dla mnie brzmi to kompletnie absurdalnie i to wszystko w duecie z maksymalnym odświeżaniem 120hz, niestety bez trybu adaptacyjnego, co dodatkowo oznacza solidny drenaż baterii.

Zamiast tak wybujałej rozdzielczości wolałbym bardziej dopasowane kąty widzenia, kiedy obcujemy z białym kolorem, który widziany w innej perspektywie, niż frontalna, wyraźnie zmienia swoją barwę na niebieską …
Że nie wspomnę o samej jasności panelu, która w tej kwocie powinna dobijać do 1500 nitów w szczycie, a tymczasem legitymuje się wartością zaledwie 570 nitów.

Sam ekran oczywiście nie budzi zastrzeżeń i jeśli w przeciwieństwie do mnie, oglądacie filmy na smartfonie, to ten płaski jak stół oled przyniesie Wam dużo zadowolenia.
Na pochwałę zaliczam projekt ramek, który przy okazji separuje przednią soczewkę od przestrzeni roboczej ekranu oraz tryb twórcy, który lepiej odwzorowuje kolory filmów oddając ich oryginalny wygląd, dokładnie taki jaki w zamyśle stworzyli ich autorzy.
Mam podobną opcję w swoim telewizorze od LG i cieszę się, że zaczyna pojawiać się również w smartfonach, bo jest nadzieja, że w końcu widzowie będą mieli dostęp do oryginalnego wyglądu filmu - prezentującego się dokładnie tak jak w programie do montażu.

Jeśli chodzi o samą wydajność to mamy tutaj snapdragona 8 pierwszej generacji z 12 gb ramu, więc osiągi są adekwatne do modelu oznaczonego jedynką w portfolio Sony.
Jest szybko i bez przycięć w trakcie normalnej obsługi, natomiast szkoda, że nie idzie to w parze z kulturą pracy samego procesora, który niestety ma poważne problemy pod względem zarządzania energią i emisją ciepła.

Zdarzały się sytuacje, że smartfon wytracał wydajność startową odmawiając dostępu do włączenia trybu 120hz albo dezaktywował część funkcji w aplikacjach do tworzenia zdjęć i video.
Niestety przy dużym obciążeniu smartfona i wywołaniu dużej temperatury tracimy stabilność wydajności. No i to wrażenie jakbyśmy zostawili telefon w miejscu wystawionym na słońce. Cała obudowa, łącznie z aluminiowymi ramkami potrafi wywołać nieprzyjemne uczucie.


Wspomniane bolączki musi unieść na swych barkach akumulator o pojemności 5000 mah zamknięty w naprawdę cienkiej obudowie, więc i to dodatkowo nie poprawia sytuacji w kwestii chłodzenia.
Jeśli zrzucimy balast w postaci odświeżania 120hz możemy liczyć na około 1,5 dnia przeciętnej pracy smartfona. Natomiast wystarczy przełączyć się na płynniejsze odświeżanie obrazu i postawić na bardziej multimedialne użytkowanie by skrócić ten czas do niepełnego dnia.
A z odsieczą przybędzie adapter, który będzie mógł przekazać zaledwie 30W mocy przewodowej, także musicie nastawić się na typowe ładowanie trwające około 90 do 100 minut. Opcjonalnie macie także 15W ładowania bezprzewodowego.
Boli to tym bardziej, że jestem jeszcze świeżo po teście Realme Gt Neo 3, który od zera do stu procent ładuje się w 15 minut.

No dobra. Przejdźmy do głównego dania i w sumie najważniejszej rzeczy w tym smartfonie, bo w końcu nie bez powodu nasz palec napotyka po prawej stronie ten charakterystyczny fakturowany przycisk migawki, który swoją drogą mógłby częściej występować w smartfonach.
Jego obecność sprawia, że praktycznie nie musimy dotykać ekranu by następne szukać skrótu do aplikacji aparatu. Jeżeli potrzebujemy zrobić szybko zdjęcie, wystarczy przytrzymać dłużej przycisk migawki i po chwili Sony będzie gotowe do akcji.

Do dyspozycji mamy tradycyjnie trzy aparaty - szerokokątny o ogniskowej 16 mm, aparat standardowy 24 mm i zoom optyczny odpowiadający ogniskowym w zakresie od 85 do 125 mm. I bez zbędnych wstępów powiem, że mam naprawdę spory niedosyt.
Aparat szerokokątny i standardowy pracują jak zgrany duet - utrzymują podobną jakość i mają zbliżone do siebie kolory. Niestety im ciemniej, tym szerokokątny towarzysz dostaje coraz większej zadyszki by po zmroku po prostu oddać za wygraną.
Wówczas różnice między tymi dwoma obiektywami są widocznie gołym okiem.

Główna soczewka jak to zwykle bywa ma największy otwór przysłony i to wyraźnie odczuwamy względem pozostałych obiektywów.
Dlatego też tylko główny aparat zachowuje pełną elastyczność bez względu na warunki oświetleniowe generując zdjęcia oddające dobrze każdy szczegół nie dodając przy tym jakichś niepotrzebnych upiększaczy w postaci zbyt nasyconych kolorów, czy podbitej ostrości krawędzi.
Natomiast to co przyniosło mi najmniej satysfakcji, to peryskopowy moduł, który daje nam odstające jakością zdjęcia już w świetle dziennym - obraz wciąż jest użyteczny, ale jego ostrość wyraźnie spada, zwłaszcza, kiedy zwiększamy długość ogniskowej.


Na przykładzie zoomu optycznego widać największą ingerencję algorytmu, który w postprodukcji robi co może, żeby podnieść kondycję zdjęcia. Zresztą widać to, kiedy porównamy sobie podgląd na żywo z tym co finalnie zostaje pokazane nam w pliku.
Testowany przeze mnie samsung S22 Ultra dawał zdecydowanie lepsze wyniki pod względem dłuższych ogniskowych. Dla użytkowników systemu Sony Alpha, będzie miłym doświadczeniem zobaczyć tutaj znane funkcje jak choćby śledzenie obiektu, czy detekcję oka.

Na koniec zagadka, ale najpierw ostrzeżenie dla epileptyków. Niech mi jakaś mądra głowa wyjaśni o co chodzi z tym wściekle pulsującym światłem, kiedy po zmroku zbliżam dłoń w stronę wyspy aparatów …

Nowa Xpieria 1 to z pewnością nie najlepszy fotosmartfon na rynku. Gdyby zakup tego urządzenia oscylował w okolicach 4 tysięcy złotych, to moglibyśmy uznać, że w tym segmencie cenowym stara się być po prostu produktem średniozaawansowanym pod względem fotografii.
To zapewniłoby mu silną pozycję. Natomiast w kwocie 6,5 złotych należy rzecz jasna oczekiwać od niego jak najmniej ustępstw, a tych jest tutaj zdecydowanie za dużo, na czele z możliwościami fotograficznymi.

To one przecież powinny firmować ten model, a ich osiągi są dalekie od wybitnych i raczej mało który użytkownik będzie mieć w sobie tyle samozaparcia by edytować w programie surowe pliki z matrycy.
Jeśli dodamy do tego poważne problemy z nagrzewaniem, przeciętną jasność ekranu, czy choćby wolne ładowanie, wychodzi na to, że jak na flagowca, otrzymujemy produkt w wielu aspektach wcale nie dający tego co najlepsze.
I jeszcze na domiar złego dostajemy chyba najbardziej skąpy zestaw, gdzie w pudełku znajdziemy wyłącznie sam telefon. I instrukcję.

Dział mobilny od Sony, to dla mnie prawdziwa zagadka. Zupełnie jakby ignorowali obecny układ sił, gdzie głównymi rozgrywającymi jest Apple, Samsung i Chiny, które zresztą rozproszyły się na wiele marek i nieprzebrane ilości modeli.
Sony na tej mapie jest dla mnie kolejnym graczem, który jeszcze ostatecznie nie wylogował się z rynku smartfonów tak jak choćby LG.

Mam natomiast wrażenie, że podobnie jak HTC, podejmuje raz za razem kolejne ekstrawaganckie i jednocześnie nietrafione decyzje tym samym oddalając się od swojej niegdyś mocnej pozycji.
A koronnym dowodem na to, że nie chce zaakceptować swojego miejsca w szeregu są systematycznie rosnące ceny ich topowych smartfonów sięgające rzędu 5 czy 6 tysięcy - zupełnie jakby możliwościami mogły wbić klin między inne propozycje z górnej półki.
Tymczasem okazuje się że, nawet zmiennoogniskowy teleobiektyw, którym chwali się Sony, nie jest rewolucją zmieniającą zasady gry.

Xperia 1 Mark IV jasno pokazuje, że celują w bardzo wąską grupę odbiorców, którzy tak jak ja, pracują na codzień na bezlusterkowcach od Sony i przyzwyczajeni do ich interfejsu i technologii, może doceniliby mobilną wersję tych urządzeń - oczywiście na tyle na ile jest to osiągalne.
I ci sami odbiorcy są przyzwyczajeni, że dobry korpus i optyka nigdy nie kosztowały mało, więc trudno, żeby fotograficzny smartfon od Sony należał do tanich. Ale dla mnie, mimo wielkiej sympatii do systemu alpha, smartfon jest po to by wyjąć go z kieszeni, zrobić nim szybko zdjęcie i iść dalej.
Akcesoria do nowego Sony Xperia 1 IV znajdziecie tutaj 👇🏼