Nowe iPhone'y i nowy układ sił

Stała się rzecz niebywała, bo oto podstawowy iPhone 16 ukradł w tym roku splendor, który był zawsze zarezerwowany dla linii Pro.

Procesor A18, który ma 1 rdzeń mniej w układzie graficznym, 8 GB RAMu, do tego wszystkie nowe i stare przyciski i ciągłe praktykowanie 128 GB jako pojemności startowej dla całej linii modelowej.

Praktycznie jedyną rzeczą, którą w tym roku tak zauważalnie odróżnił się na konferencji model Pro, jest rejestrowanie video w 4K i 120 klatkach na sekundę.
Oczywiście oprócz tego mamy też kilka innych różnic, które są z nami od lat, ale to wszystko razem oznacza, że to drugi rok z rzędu, kiedy podstawowy model skraca ponownie dystans do linii Pro.

Kiedy z kolei przystawimy do siebie ubiegłorocznego 15 Pro Max i 16 Pro Max, to cóż … Aktualny model Pro powinien pojawić się już rok temu.
Jeszcze większy ekran iPhone 16 Pro Max

Podejrzewam, że wielu entuzjastów dużych iPhonów zastanawiało się, czy tegoroczny Max nie będzie już pójściem o krok za daleko.
Wszak mamy tu jeszcze większy ekran, niż to bywało do tej pory, ale uważam, że w tej kwestii producent zachował umiar.

Telefon wysokością dorównał modelowi S24 Ultra od Samsunga, ale wciąż jest od niego węższy, więc można uznać, że ta bryła wciąż mieści się w ogólnie przyjętym kanonie.

Większa przekątna ekranu wynika także z tego, że ponownie odchudzono tu frontowe ramki.
Ufam, że to jest już ostatnie stadium tego procesu, bo potrzebujemy mieć odrobinę tych ramek z boku by zachować margines obszaru, który jest wyłączony z funkcji dotykowej.
Tak by urządzenie mogło spoczywać w ręku i jednocześnie nie doprowadzać do przypadkowych naciśnięć ekranu.

A skoro już o ekranie mowa, to muszę przyznać, że poprawiono tu czas pracy w trybie maksymalnej jasności.

Telefon od teraz dużo lepiej znosi ekspozycję na światło słoneczne i przygasa po odczuwalnie dłuższym czasie.
W podobnym scenariuszu 15 Pro Max potrafił rozświetlić się czasami dosłownie tylko na kilka sekund by potem przygasić ekran.
Najpewniej wynikało z jego ogólnej tendencji do szybszego kumulowania ciepła w obudowie.

Tu pod tym względem jest lepiej - podobnie jak w przypadku osiąganej jasności minimalnej, co w modelu 16 Pro Max daje nam razem szersze spektrum możliwości.
Tym bardziej jestem ciekaw jak ten telefon poradzi sobie latem w wyższych temperaturach.

Chociaż moim zdaniem zdecydowanie lepiej pograno parametrami 16stki Pro, której proporcje są fantastyczne, bo mamy tu od teraz 6.3 cala.
Jednocześnie telefon gabarytowo przypomina 16stkę, która ma ten ekran odrobinę mniejszy.

Całość leży bardzo dobrze w dłoni i trzeba przyznać, że Apple doprowadził to wrażenie już niemal do perfekcji.

Pustynny tytan to chyba pierwszy od wielu lat ukłon również w stronę damskiej części odbiorców, której zapewne bardzo upodoba sobie właśnie ten wariant kolorystyczny, jak i wszystkie opcjonalne dodatki.

A skoro o tym mowa, to rzućcie okiem na nowość w naszym sklepie od marki Nomad, która wypuściła takie cienkie etui pokryte naturalną skórą.

Przyczepiacie je za pomocą MagSafe oraz kilku nakładek pokrytych nieinwazyjnym klejem do plecków iPhone’a i w ten sposób zachowujemy oryginalne wrażenie bryły.


Jednocześnie szkło na odwrocie telefonu jest zabezpieczone przed upadkiem. Oczywiście te oraz inne akcesoria znajdziecie jak zawsze na stronie naszego sklepu Pancernik.eu
Ten słynny przycisk iPhone 16 Pro Max

Oczywiście nie możemy nie wspomnieć o nowym przycisku do sterowania aparatem, który o dziwo zawitał do wszystkich modeli.
I właściwie trzeba uczciwie przyznać, że to jest chyba pierwsza rzecz, którą chcesz sprawdzić zaraz po odpakowaniu tego telefonu.
Jesteś po prostu zwyczajnie ciekaw jak to działa i czy to będzie od teraz twój nowy ulubiony przycisk.

Od razu z tej okazji wyłączyłem skrót do aplikacji aparatu, który miałem dostępny z poziom ekranu blokady tak by jak najszybciej wyrobić sobie nawyk, że od teraz będę uruchamiać w ten sposób aparat.
I po tych trzech tygodniach mogę powiedzieć, że tak - zdążyłem się przyzwyczaić do tego nowego rozwiązania, ale … no właśnie.

Problem polega na tym, że cały czas nie umiem przewidzieć, czy przycisk najpierw wybudzi ekran i potem zmusi mnie do ponownego wciśnięcia by wywołać aparat, czy od razu przeniesie mnie do aplikacji.
Na początku myślałem, że może ma to jakiś związek z Face ID, ale nie. Dzieje się to losowo i być może problem leży po stronie iOS 18 w wersji public beta, którą cały czas testuję.

To co jednak kompletnie nie przynosi mi satysfakcji, to siła jaką trzeba włożyć w to by zarejestrować zdjęcie.
Co więcej, wpływa to także na wydłużony czas reakcji i również potrafi wpływać na nieintencjonalne poruszenie kadru.

Wciskanie wirtualnego przycisku migawki jest w tym wypadku dużo bardziej efektywne i nie da się temu zaprzeczyć.
A skoro o tym mowa, to mam wrażenie, że reakcja na przycisk jest dużo lepsza i rejestrowanie dynamicznych scen jest przez to łatwiejsze.
Zwłaszcza, że system zaczął lepiej dobierać użycie czasu migawki, co z pewnością doceni wielu użytkowników.

Przy czym tu warto zaznaczyć, że nadal jest utrzymywana tendencja, że im gorsze warunki oświetleniowe, tym aparat jednak będzie zawsze jako priorytet traktować jakość zdjęcia.
Oznacza to, że będzie wydłużać czas pracy migawki, ta zaś będzie miała trudność z pełnym uchwyceniem obiektu w ruchu - widać to szczególnie, kiedy nie fotografujemy jednostką główną.

Sama obsługa tego przycisku też wymaga dłuższego przyzwyczajenia.
Jak pewnie doskonale wiecie, działa on dwuskokowo, w dodatku pełni również funkcję dotykową, także jest to zupełnie obce ciało w tym znanym organizmie i trzeba je w swoim tempie przyswoić.

Próbowałem w ten sposób robić większość moich zdjęć.
Za każdym razem korzystając z podręcznego menu z narzędziami tak by ustawić kompensację ekspozycji, czy choćby sprawdzić jaki styl obróbki pasuje do danej scenerii, ale przyznam się szczerze, że jest to aktywność zarezerwowana dla osób, które mają na to czas i chęci.

Sprawy także nie ułatwia to, że nie da się, przynajmniej narazie, tworzyć tutaj własnych profili z gotowymi ustawieniami, co dodatkowo może być zniechęcające.
Poza tym w moim przypadku kłania się stara szkoła, gdzie wolę po prostu manualne nastawy i zapis do surowego pliku.
Potem przed monitorem na spokojnie obrabiam sobie takie zdjęcia i wtedy oceniam efekty swojej pracy.

I cóż. Mam nadzieję, że ten przycisk to dopiero początek, że jego możliwości użycia z czasem staną się dużo większe.
Narazie odnoszę wrażenie, że jego potencjał nie został w całości wykorzystany, bo sam złapałem się na tym, że odruchowo sięgałem do niego palcem, kiedy korzystam z innych aplikacji.
Mam także nadzieję, że nie podzieli on losów przycisku akcji, o którym niestety dość szybko zapomniałem, a który służy mi, podobnie jak jego poprzednik, do ściszania telefonu.
iPhone 16 Pro Max - Miks Audio

I to, że producent poświęca sporą uwagę w swojej komunikacji marketingowej na pokazywane i omawianie tego przycisku jest dla mnie zrozumiałe.
Z kolei nie do końca jest dla mnie zrozumiałe to, że wyciąga na wierzch funkcję miks audio w jej aktualnej postaci.
iPhone 16 Pro posiada od teraz układ czterech mikrofonów klasy studyjnej.
Niestety nie idzie to w parze z funkcją edycyjną, która ma nas wspomóc w postprodukcji i sprawić, że osoby w kadrze będą lepiej słyszalne.

Niestety algorytm, choć ogólnie bywa dość skuteczny w eliminowaniu np. hałasu, robi to w dość agresywny sposób przez co odczuwalnie zubaża ogólną jakość dźwięku.

W ujęciu pragmatycznym to jest rzecz, która niewątpliwie działa, ale z pewnością wymaga dopracowania.
Natomiast sama jakość rejestrowanego dźwięku jest tu naprawdę satysfakcjonująca i wyniesiona na nowy poziom.

Zresztą w podobnym tonie mogę jak zawsze wypowiedzieć się o tutejszych głośnikach, czy jakości rozmów telefonicznych.
Moc poprawek

Tak jak już wspomniałem przy okazji ekranu.
Zarządzanie termiką uległo tutaj poprawie, co najbardziej cieszy mnie w kontekście nagrywania filmów w wysokiej rozdzielczości.
Jedyny moment, kiedy telefon dalej nabiera sporej temperatury to proces ładowania, a dokładnie ta część, kiedy moc wychyla się do najwyższych wartości.
Wtedy obudowa jest nieprzyjemnie ciepła i nie zachęca do tego by specjalnie długo korzystać z telefonu.

A skoro mowa o baterii, to tutaj również odczułem poprawę względem poprzednika.
W 15 Pro Max był to zwykle dystans jednego dnia - oczywiście zdarzało mi się dobić niekiedy nawet do dwóch dni, ale tylko pod warunkiem, że byłby to okresy, kiedy wyraźnie mniej korzystałem z telefonu.

Z kolei w iPhone 16 Pro Max przeprojektowana konstrukcja, nieco większe gabaryty z większym akumulatorem oraz nowy procesor sprawiły razem, że moje typowe użytkowanie pozwala na 1,5 dnia.

Zresztą idealnie wyraża to, że telefon użytkuję równe 3 tygodnie, a obecnie system zarejestrował 14 cykli ładowania.
Dodam jeszcze, że telefon zwykle ładuję do okolic 90% i na stałe mam go sparowanego z Apple Watche’em. Ładowanie zaczynam z kolei przy wartościach kilkunastu procent.

Nowością jest także wzrost mocy ładowania bezprzewodowego, który obecnie wynosi 25 Watów.
Ładowanie przewodowe pozostało bez zmian i są to wartości głównie oscylujące w granicach 30 Watów, choć i tę zdarza się przekraczać, ale tylko przez krótki czas na określonym etapie dostarczania energii.
System aparatów w iPhone 16 Pro Max

Na koniec chciałbym skupić się na najważniejszej dla mnie rzeczy, czyli na możliwościach aparatu, które w ogólnym rozrachunku nie zmieniły się jakoś znacząco.
Nie ukrywam, że to właśnie z iPhonem nadal jest mi najbardziej po drodze jeśli chodzi o filmowanie.

Po kolei. Co tu się właściwie zmieniło od ubiegłego roku? Jest kilka rzeczy.
Jak już wspomniałem, mamy tutaj nowe cztery mikrofony, mniejszy model Pro posiada od teraz ten sam teleobiektyw z pięciokotnym zbliżeniem optycznym, który znalazł się w modelu 15 Pro Max.
Do tego doszła nam zmiana w aparacie ultraszerokokątnym, który od teraz legitymuje się wyższą rozdzielczością wynoszącą 48 megapikseli.

No i na koniec mamy tutaj możliwość rejestrowania 4K w 120 klatkach na sekundę.
I tak jak zawsze nowy model z linii Pro wsławiał się a to nowym lepszym aparatem, a to nową funkcją np. Wspomagającą stabilizację wideo, tak w tym roku mam wrażenie, że ten pakiet zmian jest dość ubogi.

Zacznijmy od teleobiektywu.
Jest to narzędzie, które w tym wypadku powstało ewidentnie z myślą o robieniu portretów.
Tutejsza ogniskowa daje nam już fajne, wąskie pole widzenia.

Daje tę unikalną perspektywę, kiedy ludzka sylwetka w naturalny sposób będzie odcinać się od tła, co również dodatkowo wzmaga głębia ostrości, która w tej sytuacji stanie się nadzwyczajnie płytka.
Jeśli do tego dorzucimy zabawę stylem fotograficznym, czy tonem, to otrzymamy naprawdę bardzo satysfakcjonujące wyniki.
Ośmielę się nawet stwierdzić, że jedne z lepszych na rynku, zwłaszcza pod kątem tonacji skóry.

Ale tu moim zdaniem kończą się super moce tego obiektywu jeśli chodzi o fotografię.
W codziennym użyciu, kiedy fotografuję obiekty, odczuwam wyraźny brak trzykrotnego zoomu optycznego, który był pod tym względem bardziej uniwersalny i sprawdzał się w większej ilości scenariuszy.

W dodatku ten pięciokrotny zoom nie może pochwalić się krótkim dystansem ostrzenia od obiektu przez co często w takich sytuacjach system przełącza nas na zoom cyfrowy z aparatu głównego.

Nie muszę chyba dodawać, że gdybyśmy mieli tutaj do dyspozycji krótszy dystans, to i również mogliśmy robić bardziej efektowne zdjęcia makro, niż te dostępne na szerszym kącie.

Wreszcie tutejsza matryca, czy światłosiła na poziomie f2.8 sprawia, że trudniejsze warunki oświetleniowe nie są zbyt łaskawe dla tego aparatu.

Mogliśmy się spodziewać, że zmiany dotkną aparatu ultraszerokokątnego.
Producenci coraz częściej pochylają się właśnie nad tymi jednostkami i próbują je ulepszać, ale tutejsze ulepszenie jest dyskusyjne.

Ok. Mamy więcej megapikseli, ale niestety nie idzie to w parze z większą matrycą. Powiem więcej.

Zostałbym przy tych 12 megapikselach, które tu były - zresztą i tak system nadal automatycznie zapisuje zdjęcia z tego aparatu w 12 megapikselach.

Zwyczajnie chciałbym tu zobaczyć większą matrycę, podobnie zresztą jak w teleobiektywie.
Większa matryca sprawiłaby, że to zagęszczenie 12 megapikseli byłoby mniejsze, a to z kolei przełożyłoby się na rozmiar i tym samym efektywność pojedynczego piksela.

Zresztą wystarczy zobaczyć, że w 15 Pro Max mieliśmy tutaj piksele w rozmiarze 1.4µm, a teraz wynoszą one 0.7µm - a to mówi samo za siebie.
Finalnie mamy odrobinę więcej detali w powiększeniu w dobrych warunkach oświetleniowych.

W końcu ta większa rozdzielczość sprawia, że system może teraz dzielić 1 piksel na 4 małe.
Ogólne zdolności świetlne nie będą tutaj tak szerokie jak w poprzedniku i zwyczajnie im mniej światła, tym przewagę będzie zdobywać ultra szeroki kąt z iPhone’a 15 Pro Max.

Oczywiście zastrzeżeń nie można mieć do jednostki głównej, która utrzymuje swój wysoki poziom.
Z pewnością nie jest to aparat najlepszy na rynku - tu, zwłaszcza ten chiński rynek mocno stawia od dobrych dwóch sezonów na matryce w standardzie jednego cala.

Oznacza to wydajniejszą światłoczułość, więcej powierzchni do naświetlania i tam te wyniki jeśli chodzi o choćby naturalną głębię ostrości są lepsze.

Ale za to iPhone oddaje w nasze ręce naprawdę spore możliwości edycyjne w obrębie algorytmu już na etapie podglądu.
W ten sposób możemy zbliżyć się tutaj do swoich preferencji jeśli chodzi o kolorystykę, czy choćby punkt bieli.

Warto także odnotować w kontekście wszystkich aparatów, że producent nadal nie wyeliminował problemu flary, która dość łatwo się uwidacznia.
Czasami nawet multiplikuje w zależności od źródła światła w stronę którego kierujemy nasze aparaty.

No i wreszcie tegoroczny bohater, czyli 4K i 120 klatek na sekundę.
I tu od razu powiem, że każda taka dodatkowo opcja cieszy, zwłaszcza takie osoby jak ja, które dużo filmują telefonem, ale jak to zwykle bywa, zawsze musi być jakieś „ale”.

I tym razem nie chodzi o sam sposób działania tej funkcji, bo działa ona świetnie. Rejestrujesz film, a potem na poziomie edycji możesz ostatecznie zdecydować jaki klat karz cię interesuje.
Wprawdzie szkoda, że funkcja ta jest dostępna w obrębie głównej jednostki i dwukrotnego powiększenia cyfrowego, ale to jeszcze byłbym gotów zaakceptować.

Bardziej ubolewam nad czymś innym. Jest to już bodaj trzeci, albo nawet czwarty model z linii pro, który umożliwia nam rejestrowanie filmu w formacie prores log.
Przechowuje on zdecydowanie więcej informacji i daje dostęp do szerokiej rozpiętości tonalnej.
Tym samym oferując zdecydowanie lepsze możliwości edycyjne pod kątem korekcji kolorów i wszystkich innych parametrów, które przekładają się na ostateczny wygląd kadru.

Wiąże się to z generowaniem naprawdę sporej ilości danych, co oznacza, że nagranie minuty w 4K i 30 klatkach na sekundę to jakieś 6 gigabajtów.
I o ile uwielbiam tę funkcję i cieszę się z jej dostępności, tak jednocześnie cały czas czekam na jakieś dalsze innowacje właśnie w tym obszarze.

Bo niewątpliwie jest to jeden z tych parametrów, który konstytuuje ten telefon jako model Pro.
Szkoda, że producent nie idzie za ciosem i zamiast zwiększać nam okazję do generowania już coraz bardziej gigantycznych porcji danych - nie wychodzi nam na przeciw i nie proponuje autorskich rozwiązań.
Jeśli nie w postaci jakichś optymalizacji, to przynajmniej w postaci fajnie przemyślanych akcesoriów.

Musicie wiedzieć, że każdy materiał nagrywany w ten sposób powyżej 30 klatek na sekundę wymaga podpięcia zewnętrznego urządzenia pamięci masowej.
Mówimy tu już o konieczności stosowania miniumum 1 TB dysków SSD, które można na różne wymyślne sposoby montować.

Dla mnie nadal iPhone jest najlepszym narzędziem do filmowania, szczególnie że na co dzień korzystam z programu finał Cut Pro.
Jak się łatwo domyśleć, sprzyja edycji takich plików, ale jednocześnie chciałbym, aby producent bardziej ochoczo rozwijał ten dział.
Firmy trzecie są oczywiście w wielu kwestiach bardzo pomocne, jak choćby montaż filtrów ND, czy klatki operatorskie, ale widziałbym tu większe zaangażowanie Apple.

Być może jest to temat, który nadal interesuje wąska grupę odbiorców, ale nie ukrywam, że dla mnie Apple ma gigantyczny potencjał by wspierać twórców na bardziej zaawansowanym poziomie.
Przykład choćby iPada Pro również pokazuje, że z jakiegoś powodu Apple narazie nie chce odblokować tego potencjału.
Płonne nadzieje autora

A skoro mówimy o potencjale, to jest jeszcze jeden.
Właściwie mogłoby się wydawać, że jest na wyciągnięcie ręki, czyli tutejsze AI, które chyba najbardziej zawiodło oczekiwania.
Zresztą znajduje to odbicie w dotychczasowej dynamice sprzedaży przede wszystkim modeli podstawowych.

W ubiegłym roku na polskiej stronie Apple już po kilku godzinach od uruchomienia preorderu terminy dostępności niektórych wariantów wydłużały się w tempie geometrycznym.
Owszem, w tym roku również po upływie doby część konfiguracji była opatrzona informacją o wydłużonym czasie dostawy o tydzień, czy dwa.
Ale obecnie modele podstawowe w większości są dostępne od ręki, zaś modele Pro to obecnie czas oczekiwania od 2 do 3 tygodni.

Cały czas mam w pamięci, to co działo się rok temu, kiedy już we wrześniu terminy dostaw wskazywały nierzadko na listopad, a rekordziści czekali nawet do grudnia na swoje zamówienie.
Powtórzę to co już powiedziałem na początku.
iPhone 16 Pro Max powinien ukazać się rok temu.

Widać, że poprawił bolączki swojego poprzednika, a ten z kolei potwierdził jeszcze bardziej, że był produktem wydanym zbyt pośpiesznie, o czym zresztą opowiedziałem wam w jego długodystansowej recenzji.

Aż chciałoby się to zakończyć jakąś bardziej entuzjastyczną puentą, ale to zwyczajnie dobry telefon, pełen mniejszych i większych ulepszeń, których często nie zobaczycie na pierwszym planie.
Tylko nie ma tu już chyba tych samych emocji, które niegdyś generowała marka.
W końcu to smartfony skupiają w sobie często wiele współczesnych innowacji i szkoda, że Apple w ostatnich latach kroczy tą zachowawczą ścieżką.

Ja cały czas nie tracę nadziei, choć wiem, że może być ona płonna, że to zwykłe kupowanie sobie czasu, takie granie na przeczekanie, bo coś tam w zanadrzu może mają i wrócą te stare emocje.
Nie wiem. Chciałbym, żebyśmy mieli się czym w przyszłości cieszyć. O! I to jest ta puenta, której szukałem w głowie.

Teraz Wasza kolej. Sekcja komentarzy jest Wasza.
Dajcie znać co myślicie o tegorocznych iPhone’ach, jakie są Wasze doświadczenia z tą marką, z mojej strony to wszystko.
Dziękuję jeśli oglądaliście do tego momentu. Wszystkiego dobrego dla Was! Do zobaczenia!
John Doe
Telefon porażka. Totalnie antyludzki. Przesiadłem się z Samsung S24 Ultra 5 miesięcy temu. Przesiadka z tysiącem pytań, zgód itp. Pierwszy miesiąc - z ciągłym rozłączaniem się nawigacji w samochodzie w najmniej odpowiednim momencie (carplay w połączeniu przewodowym), ale na szczęście widoczne inne aplikacje. Przy czym AI w postaci SIRI nie zna polskiego. Potem 4 miesiące w miarę (nawigacja dalej losowo przerywana) działał. Po 4 miesiącach totalny brak możliwości przewodowego połaczenia z samochodem (aktualizacja ?)- działa tylko połączenie telefonu przez bluetooth (przy czym jakość dżwięku/rozmowy jak przez aparat z epoki komuny). Niewidoczne inne aplikacje, brak możliwości włączenia nawigacji, SPOTIFY (zatrzymuje się) + wszystkiego w miarę działającego wcześniej. Nie pomagają wymiany kabli (prawdopodobnie z 8, w tym 3 nowo kupionych najwyższej klasy- to jest powszechnie polecane jako rozwiązanie problemu ), rycia po ustawieniach itd. Do tego ciężki jak cegła (porównuję do Samsunga). Totalna porażka za kasę za którą trzeba kupić ten shit ---> do zwykłych rozmów, SMS-ów i kalkulatora (czyli do tego co w nim działa) wystarczy stara Nokia. Po tygodniu prób wyprostowania tego kloca, wróciłem na starego SAMSUNGA S24 Ultra ---> w jego przypadku żadna z aktualizacji nigdy nie powodowała problemów - wszystko działało i działa bardzo płynnie. Moja opinia wynikająca z blisko półrocznego doświadczenia ----> Iphone to telefon dla snobów , powtarzających jak mantrę że jest to aparat najlepiej zabezpieczony przed dostępem (to popularne wśród tłumaczących porażki). Mam wrażenie że to prawda - Jest tak dobrze zabezpieczony, iż nawet właściciel nie jest w stanie sobie z nim poradzić. Nigdy więcej IPHONE !!!!