Aluminiowy telefon: to dobrze, czy źle?

Tematem, który oczywiście otworzy naszą dyskusję o tym telefonie, to tutejsza aluminiowa obudowa.
Stanowi ona jeden odlew obejmujący zarówno tył urządzenia jak i jego ramki, co z pewnością w obecnych czasach stanowi spore urozmaicenie.

W większości szklane, czy plastikowe tylne obudowy, które mamy obecnie na rynku są wynikiem nie tyle samej estetyki, co w dużej mierze przemawiają za nimi względy pragmatyczne.
A jednym z nich jest łączność 5G.

Z zasady metal blokuje rozchodzenie się fal elektromagnetycznych, a do tego technologia 5G wykorzystuje wyższe częstotliwości do transmisji danych, których fale są krótsze od tych wytwarzanych przez sieci starszych generacji.

Z kolei im krótsza fala, tym mniejsza zdolność do pokonywania przeszkód.
Nie dość, że typowy współczesny telefon z 5G musi posiadać wiele anten, to potrzebuje on mieć w swoim środowisku materiały, które lepiej będą przepuszczać wspomniane fale elektromagnetyczne.

Szkło, czy plastik również pozwalają na większą swobodę w lokowaniu samych anten.

Zatem przesłanie producenta jest jednoznaczne. OnePlus Nord 4 to pierwszy smartfon z 5G bazujący na obudowie wykonanej z jednego kawałka aluminum.

I efekt jest dokładnie taki jaki znamy z przeszłości.
Mamy tutaj licznie rozmieszczone paski antenowe na ramkach, na czele ze wzdłużnym, który znajdziemy na dole obudowy, oraz anteny, które ukryto za szklaną cześcią otaczającą aparaty.

Wszystkie anteny pracują w oparciu o nową technologię, a całość dała stylistyczny powrót do przeszłości i jednocześnie obsługę najnowszego standardu sieciowego.
No i moja dotychczasowa praktyka pokazała, że telefon nie ma najmniejszych problemów z utratą sygnału.

No, ale po co producent zadał sobie tyle trudu by łączyć ze sobą taką porcję aluminium i najnowsze standardy łączności.

Główną motywacją, jak sądzę, było to, że ten materiał oznaczał w przeszłości smartfon klasy Premium, a i dzisiaj to wrażenie jest nadal aktualne.
Biorąc to urządzenie do rąk, czujesz jakbyś obcował z czymś znacznie droższym.
Ten chłód metalu i gładkie krawędzie przechodzące z tylnej obudowy do ramek są dla mnie nowym doświadczeniem wśród smartfonów tej klasy.

Projekt wizualny tylnej części to nie moja bajka i nie będę udawać, że jest inaczej, ale doceniam to, że powierzchnia jest anodyzowana, co skuteczne odpiera zostawianie jakichkolwiek śladów po palcach.
Wrażenie na mnie robi również smukła sylwetka urządzenia.

Aluminiowa obudowa to także większa gwarancja, że pierwszy poważny upadek tego telefonu nie będzie oznaczać w całości potłuczonych plecków - prędzej będą to miejscowe zadrapania, czy wgniecenia.

O dziwo taki materiał obudowy nie przełożył się na jakiś duży wzrost wagi, więc urządzenie nadal można uznać za wygodne w codziennym korzystaniu.

Zaletą aluminium jest także to, że ma ono wysokie przewodnictwo cieplne.
Skuteczniej odbiera powstające ciepło i przekazuje je na zewnątrz, a to stwarza dużo korzystniejsze środowisko dla wydajności naszej baterii, czy procesora.

Właściwie jedyną rzeczą, którą metal nam tutaj zabiera, to możliwość ładowania bezprzewodowego, ale to i tak w tej cenie jest zwykle rzadkością.
Na szczęście nie mamy tutaj problemu z obsługą płatności zbliżeniowych.

Będąc jeszcze przy budowie OnePlus Nord 4 trzeba wyróżnić typowy dla tej marki fizyczny suwak, za pomocą którego możemy szybko wybrać dla siebie odpowiedni tryb pracy powiadomień i połączeń.

Znalazło się również miejsce dla diody podczerwieni, ale nie mam dobrych wieści dla fanów przewodowego słuchania muzyki, bowiem nie znajdziemy tutaj wejścia na słuchawki.
Całość objęto certyfikatem IP 65, co oznacza, że urządzenie jest całkowicie chronione przed kurzem, natomiast kontakt z wodą musimy ograniczyć do słabego strumienia wody.

W środku znajdziemy tackę na dwie karty sim i tylko w taki sposób aktywujemy plan komórkowy wybranego operatora - niestety telefon nie obsługuje wirtualnej karty e-SIM.
Afera ładowarkowa

Sporo słów uznania padło do tej pory, więc pora powiedzieć teraz coś dla przeciwwagi, a jest co, bowiem w zestawie z telefonem nie uświadczymy ładowarki.
I zanim powiecie, że to już dzisiaj normalne, to pozwólcie, że wyjaśnię w czym leży problem.

Powinniśmy zacząć od zadania sobie pytania, komu w cudzysłowie „zawdzięczamy” ten stan rzeczy.
Sam nie wiem, czy za winowajcę powinniśmy uznać producenta i jego optymalizację kosztów, co trochę nie ma sensu, bo na innych rynkach telefon występuje w zestawie z ładowarką.
Czy może jednak powodem jest specyfika naszego rodzimego rynku, który został objęty unijną dyrektywą , w ramach której m.in. konsument ma prawo nabyć produkt bez ładowarki w zestawie.

Tak, czy inaczej efekt jest taki, że kupując ten telefon w polskich sklepach musimy nabyć ładowarkę osobno jeśli takowej nie posiadamy.
A jest to o tyle specyficzna sytuacja, że nie może to być jakakolwiek uniwersalna ładowarka ze standardem szybkiego ładowania.

OnePlus do tego celu obsługuje własną technologię.
Jeśli chcesz skorzystać z pełnych możliwości 100 Watowego ładowania i ładować telefon w mniej niż pół godziny, to musisz kupić adapter za około 250 złotych, co stanowi dość istotny dodatkowy wydatek.

Dlatego też polecam nabyć ten telefon bezpośrednio na stronie producenta.
W czasie, kiedy pisze ten materiał, OnePlus przy zakupie Nord’a 4 wciąż dodaje jako bezpłatny upominek słuchawki Nord Buds 3 Pro, bądź opcjonalnie wspomnianą ładowarkę.

Dzięki temu zaoszczędzone pieniądze możemy… no właśnie… zaoszczędzić. Albo przeznaczyć na jakieś inne akcesorium do telefonu, a takowe jak zawsze znajdziecie na stronie naszego sklepu Pancernik.eu

A skoro jesteśmy już przy ładowarce i ładowaniu, to powiem, że jak na tak smukłe urządzenie, udało się zmieścić tutaj imponujący akumulator o pojemności 5500 mAh.

Na pochwałę zasługuje także sam czas pracy na baterii.
Po całym dniu z tym telefonem byłem w stanie zgromadzić zapas na kolejny dzień w postaci 30, a nawet w porywach do 40% baterii, będąc również poza siecią WiFi, także uważam to za wynik naprawdę dobry.
W trybie gotowości spadek mocy jest również godny pochwały - telefon przez noc traci zaledwie 2-3 % energii.
Ekran & dźwięk w OnePlus Nord 4

Kolejnym solidnym argumentem przemawiającym za tym by uznać ten telefon za jeden z najlepszych w swojej cenie, to tutejszy ekran.
Ekran o przekątnej 6,7 cala, który właściwie oferuje wszystko to czego w dzisiejszych czasach moglibyśmy wymagać od klasowego smartfona.

Mamy zatem mamy tutaj wysokie zagęszczenie pikseli na cal, odświeżanie 120Hz, Always on Display, obsługę HDR 10+, i pełną czytelność w ostrym słońcu.
Również nie zawodzi praca zaszytego tutaj optycznego skanera linii papilarnych pod warunkiem, że nie będziemy gwałtownie odrywać palec.

A skoro trudno mieć zastrzeżenia do obrazu, to chciałbym wiedzieć, czy to samo można powiedzieć o tutejszym dźwięku stereo i okazuje się, że tworzą razem naprawdę zgrany duet.

Odnoszę wrażenie, że oba głośniki grają równomierne i dostarczają naprawdę dobrej jakości dźwięk.
Również nie mam zastrzeżeń co do samej jakości rozmów dobywających się z głośnika, jak i do sygnałów haptycznych, które także wyróżniają się jak na tę półkę cenową.
Wydajność OnePlus Nord 4

Telefon wymaga na początku usunięcia części preinstalowanych aplikacji, które w większości można uznać za zbędne - jak zwykle jest to kilka gier i aplikacji z których nie korzystam.
Zaadoptowanie się do nowego systemu jest czynnością łatwą - interfejs OxygenOS oparty na Androidzie 14 jest prosty w obsłudze.
Tutejsze ustawienia Always on Display, czy choćby tryb Zen szybko do siebie przyzwyczajają.

Całość działa bardzo płynnie za sprawą tutejszego Snapdragona 7 generacji 3 w duecie z 16GB RAMu w mojej wersji. Do tego mamy standard pamięci UFS 4.0.
A wszystko to, przynamniej w teorii, powinno wystarczyć nam na obsługę wieloletnich aktualizacji, bowiem OnePlus deklaruje 4 duże aktualizacje systemu i aż 6 lat wsparcia zabezpieczeń.
OnePlus Nord 4 i jego aparaty

W przypadku systemu aparatów ma miejsce ciekawa rzecz, bowiem w poprzednim modelu Nord 3 mieliśmy nominalnie lepszą matrycę główną.
Był nią Sony IMX890, który odznaczał się większym rozmiarem, a zatem rejestrował on większą porcję światła.

Tutaj zaś mamy czujnik Sony Lytia 600, który jest mniejszy, a co za tym idzie rozmiar pojedynczego piksela jest tutaj również mniejszy, więc jego efektywność, przynajmniej w teorii powinna być gorsza.
Całość ponownie obsługuje rozdzielczość 50 Mpx.

No i moja praktyka pokazuje, że główna jednostka sprawuje się naprawdę dobrze.
Na tyle dobrze, że dwukrotne cyfrowe powiększenie jest w pełni użyteczne i jest to poziom jak najbardziej godny tej półki cenowej.

Biorąc pod uwagę tutejszą szczegółowość. Aparat bardzo dobrze dobiera balans bieli, zakres dynamiki tonalnej jest wierny temu, co możemy zaobserwować ludzkim okiem.

Podobnie jest zresztą z poziomem saturacji. Jednostka nie traci rezonu w trudniejszych warunkach oświetleniowych i nadal oferuje satysfakcjonujące ujęcia.

Niestety w podobnym tonie nie wypowiem się na temat 8 Megapikselowej jednostki ultraszerokokątnej, którą znamy z poprzednika.

Wprawdzie utrzymuje ten sam balans bieli, ale jednocześnie reprezentuje bardzo przeciętny poziom już za dnia odznaczając się niskimi detalami, a im mniejszy dostęp do światła, tym wyniki stają się gorsze.

Nagrywanie główną jednostką w 4K i 30 klatkach na sekundę da nam naprawdę jakościowy film - zwłaszcza, jeśli postawimy na bardziej statyczne ujęcia.
Nagrywanie w ruchu będzie obarczone przenoszeniem drgań, ale są one nadal akceptowalne.

Gdybyście jednak szukali wyraźnie lepszego systemu kamer w tym budżecie, to na waszym miejscu zainteresowałbym się Realme 12 Pro+.

Ma on większy czujnik główny i do tego teleobiektyw z 3-krotnym zoomem. Również brałbym pod uwagę Pixela 8a.
Lepszy od Poco X6 Pro?

To jest pytanie, które zadałem sobie w głowie, kiedy przeanalizowałem ten telefon.
Bo Poco X6 Pro to jednak jeden z tych telefonów, który dał mi się zapamiętać i który nie bez powodu zaznaczył swoją obecność w budżecie do 2 tysięcy złotych.
Jego dodatkowym atutem dzisiaj jest to, że po bodaj półrocznej obecności na rynku staniał do okolic 1300 złotych w bazowej wersji.

Ufam, że Nord 4 również za jakiś czas będzie wyceniony na grubo poniżej 2 tysięcy złotych.
Gdybyśmy przyjęli, że oba te urządzenia kosztują dzisiaj, tyle, ile w dniu swojej premiery, to dla mnie jednak OnePlus Nord 4 ma więcej argumentów po swojej stronie.

Głównie dlatego, że w moim odczuciu jest bardziej wyważonym produktem w przeciwieństwie do Poco X6 Pro, który kładzie bardzo silny akcent przede wszystkim na wydajność oraz ekran.

Kiedy zacząłem odhaczać wszystkie plusy OnePlus, to okazało się, że tych potencjalnych wad została już naprawdę krótka lista i w porównaniu do Poco widzę tutaj jednak więcej benefitów.
Oczywiście pod warunkiem, że to właśnie wydajność nie stanowi dla was priorytetu.

OnePlus Nord 4 to zdecydowanie wyższa jakość wykonania i uczciwszy projekt.
Nie emanuje na siłę czterema obiektywami, oferuje świetną prace na baterii, zdecydowanie lepsza praca aparatu głównego, super duet ekranu oraz dźwięku i wreszcie dłuższe wsparcie producenta.

W tym roku OnePlus 12 w pełni zrealizował definicję idealnego urządzenia, w którym otrzymujemy jak najwięcej za jak najmniej i dzisiaj mógłbym do tego grona dołączyć kolejną pozycję z portfolio OnePlusa.
Dajcie znać, jakie są Wasze odczucia. Jaki Waszym zdaniem telefon w budżecie do dwóch tysięcy złotych broni się najbardziej.
Tymczasem dziękuję jak zawsze za Wasz czas i uwagę, polecam się w przyszłości, cześć!