Apple, czyli dobra mina do bardzo złej gry

A zaczniemy od poruszenia dalszych losów głośnej sprawy sądowej wytoczonej marce Apple.
Przypomnijmy, że na podstawie pozwu zbiorowego została ona oskarżona w 2019 roku o naruszanie prywatności swoich użytkowników.

Zarzucili oni producentowi stosowanie nielegalnych praktyk polegających na nagrywaniu i odsłuchiwaniu poufnych rozmów. Asystentka głosowa Siri miała aktywować się bez ich zgody oraz wiedzy.
Informacje pochodzące z takich rozmów miały być przekazywane zewnętrznym podmiotom, co w efekcie miało m.in. wspomóc targetowanie reklam.

Ostatecznie firma zgodziła się na zapłacenie 95 milionów dolarów w ramach ugody, co w tym wypadku oznaczało zaledwie 20 dolarów zadośćuczynienia za każde urządzenie z obsługą Siri.
Stanowi to niezwykle korzystny kompromis, ale głównie dla samego Apple.

Firma zaprzeczyła jakoby popełniła przestępstwo, zgadzając się jednocześnie na ugodę, co wywołało dużą falę krytyki.
Apple zwlekało z odpowiedzią, a prawnicy reprezentujący firmę nie udzielali komentarza w dniu ogłoszenia wyroku.

Producent w końcu zabrał głos w sprawie i 8 stycznia wystosował oświadczenie dostępne w newsroomie na swojej oficjalnej stronie.
Jego treść odnosi się do głównego zarzutu jakim jest naruszanie prywatności użytkowników.

Gigant z Cupertino wyraźnie podkreśla, że stawia na ochronę prywatności użytkowników, projektując swoje produkty z myślą o silnych zabezpieczeniach i przetwarzaniu danych bezpośrednio na urządzeniu.
Toteż Siri, czyli najbardziej prywatny asystent cyfrowy, działa głównie na urządzeniu, przetwarzając prośby lokalnie, aby ograniczyć przesyłanie danych na serwery Apple.

Zawartość wiadomości użytkowników nie jest przesyłana dzięki silnikowi neuronowemu, chyba że użytkownik zdecyduje inaczej.
Apple nie używa danych Siri do celów marketingowych, nie udostępnia ich reklamodawcom ani ich nie sprzedaje.

Dane są powiązane z losowym identyfikatorem, a nie z samym kontem Apple. Nagrania głosowe nie są przechowywane, chyba że użytkownik wyrazi na to zgodę.
W takim przypadku służą one wyłącznie do ulepszania Siri.

Dzięki technologii Private Cloud Compute Siri łączy inteligencję urządzenia z ochroną prywatności w chmurze, umożliwiając bezpieczne przetwarzanie większych modeli danych.
Apple traktuje prywatność jako fundamentalne prawo człowieka i stale rozwija swoje rozwiązania, aby ją chronić.

Warto jednak zauważyć, że firma opisuje obecny stan zabezpieczeń.
Nie odnosi się natomiast bezpośrednio do zarzutów sprzed 6 lat, kiedy Siri nie reprezentowała jeszcze takiego samego poziomu prywatności i bezpieczeństwa.

Owe zapewnienia należy zatem traktować z dystansem. Poza tym żaden z technologicznych gigantów nie jest wolny od wszelkiego rodzaju zagrożeń.
W tym miejscu można przytoczyć kolejny wyrok - tym razem z Brazylii, za sprawą którego zostały ukarane zarówno Apple, jak i Google.

Proces ten dotyczył z kolei dystrybucji aplikacji FaceApp, oskarżanej o niewłaściwe gromadzenie danych użytkowników i naruszanie lokalnych przepisów internetowych.
Brazylijski sąd nakazał wypłatę odszkodowania w wysokości tym razem (82 USD) każdemu użytkownikowi aplikacji od czerwca 2020 r.

Obie firmy twierdzą, że nie odpowiadają za politykę prywatności FaceApp, ponieważ aplikacja jest utrzymywana przez stronę trzecią.
Sędzia uznał jednak, że Apple i Google wspierają naruszenie prawa, zapewniając infrastrukturę dla FaceApp.
Obie marki mogą jeszcze odwołać się od tej decyzji, ale ponownie - kara finansowa na tym poziomie nie stanowi poważnego w konsekwencjach wyroku.
Co tam słychać w obozie Samsunga?

Już możemy oficjalnie potwierdzić datę premiery nowej serii S od Samsunga, która już od jakiegoś czasu na bazie różnych przecieków była wskazywana na 22 stycznia.
Na oficjalnej stronie Samsunga pojawił się baner zapowiadający wydarzenie Galaxy Unpacked, które odbędzie się ponownie w San Jose w Kalifornii.

Dokładnie 22 stycznia 2025 r o godz. 19:00 rozpocznie się transmisja na żywo, którą będzie można obejrzeć bezpośrednio na stronie producenta, a także za pośrednictwem Newsroomu i kanału YouTube.
Prezentację zapowiada znana nam już grafika przedstawiająca narożniki czterech telefonów, co podtrzymało spekulacje, że Samsung planuje ogłosić cztery smartfony, a nie trzy.

Jeden z nich miałby być zupełną nowością – odchudzoną wersją slim.
Z kolei druga interpretacja jest bardziej przyziemna i skupia się na tym, że w ten sposób zetknięte ze sobą telefony tworzą po prostu kształt nawiązujący do logotypu Galaxy AI.
Krótki klip zdradza również, że Samsung zapowiada nowego i ulepszonego asystenta Bixby, który w ubiegłym roku pozostał w cieniu, zaś marka skupiła się na integracji z asystentem Gemini.
Zamówienia przedpremierowe na Galaxy S25 mają rozpocząć się zaraz po wydarzeniu - plotkuje się, że Samsung wyśle urządzenia i zaoferuje je w sklepach do 7 lutego.

Samsung, jak zwykle, zachęca klientów do wcześniejszej rejestracji by móc w ten sposób odebrać kod o wartości 200 złotych, a także by dodatkowo wziąć udział w konkursie.
Pikanterii dodają kolejne rendery producentów akcesoriów, które mają zdradzać ostateczny wygląd smartfonów.

Tym razem marka Spigen w ramach ich modelu Crystal Flex, udostępniła swoje produkty, a tym samym liczne grafiki.

Wygląd ten potwierdzają również etui dostępne w naszym sklepie, które stale aktualizujemy. Wygląda więc na to, że w tej kwestii producent niczym nas już nie zaskoczy.

Również zaskoczeniem nie będzie dla nas to, że Samsung ponownie główny akcent w swojej prezentacji postawi na kolejne możliwości AI.
Przy okazji zapowiadanego Galaxy Unpacked oficjalnie potwierdzono, że seria Galaxy S25 będzie napędzana najnowszym chipem Qualcomm Snapdragon 8 Elite.

Snapdragon opublikował wpis na platformie X o krótkiej treści „do zobaczenia” w odpowiedzi na wpis Samsunga zapowiadający prezentację Galaxy AI oraz nowych smartfonów z serii S.
Możemy więc odczytać to jako wyraźne potwierdzenie, że flagowe galaktyki będą globalnie wyposażone w nowy układ od Snapdragona.

Najpewniej będą to ponownie wydajniejsze wersje, przygotowane specjalnie dla Samsunga.
Wcześniej dyrektorzy Samsunga potwierdzili, że firma nie uporządkowała spraw na czas w swoich fabrykach, aby użyć chipa Exynos 2500 w serii Galaxy S25.
Panie OnePlus, nie taka była umowa …

7 stycznia OnePlus wprowadził do globalnej sprzedaży swoje nowe flagowce, a konkretnie modele OnePlus 13 oraz 13R.
Rzecz jasna, główne zainteresowanie budzi model 13.

Choć o nim samym wypowiem się w osobnym filmie w ramach recenzji, trzeba zauważyć, że jego premiera w Polsce oraz w polskich elektromarketach nie spotkała się z dobrym przyjęciem.
Mowa oczywiście o cenie.

Otóż OnePlus 13 w wersji z 12 GB RAMu i pamięcią 256 GB został wyceniony na 4799 zł, zaś wersja z 16 GB RAMu i pamięcią 512 GB to koszt 5299 złotych.
To z kolei oznacza, że OnePlus 13 zdrożał względem poprzednika o 300 złotych w obu wersjach.

Moglibyśmy zatem uznać, że winowajcą jest tutaj przekroczona bariera 5 tysięcy złotych.
Przede wszystkim jednak oliwy do ognia dodaje fakt, że kiedy w Polsce na stronie producenta widnieje kwota 1199 euro za wyższy wariant, to w tym samym czasie niemiecka strona podaje kwotę 1049 euro.

Dodajmy także, że w ubiegłym roku telefon był sprzedawany w zestawie z ładowarką. W obu przypadkach producent oferuje 100 € zniżki obowiązującej do 5 lutego.

Przypomnijmy także ofertę cenową w tradingshenzhen, która bardzo szybko przybliża nas do realiów cenowych w kontekście tego telefonu, gdzie niektóre warianty możemy nabyć za mniej, niż 3 tysiące złotych.
Oczywiście warto przypomnieć, że w tym wypadku obowiązuje nas roczna gwarancja sklepu.

Telefon ma usuniętą blokadę regionalną, co daje nam możliwość instalacji OxygenOS - sklep wkrótce będzie wysyłać także egzemplarze z już wgranym globalnym oprogramowaniem.
Niestety OnePlus 13 pochodzący z chińskiej dystrybucji nie obsługuje usługi e-sim.

Również optykę ceny zaproponowanej w Polsce zaburza aktualna cena poprzednika, czyli OnePlusa 12, który jeszcze chwilę temu potrafił kosztować w polskich promocjach niemal równe 3 tysiące złotych.
Obecnie ceny te wyraźnie zaczęły rosnąć, a niektóre sklepy proponują nawet 3800 złotych za wariant 12/256.

Takie ceny z pewnością nie pomogą w rozsławianiu zalet jakie posiadają chińskie smartfony, bo to właśnie ich bardziej przystępna cena stanowi ważny akcent.
Możemy zatem przyjąć, że OnePlus 13, podobnie jak jego poprzednik, będzie potrzebować więcej czasu zanim jego cena ostatecznie okrzepnie.

To jest ten moment, kiedy sekcja komentarzy pozostaje do Waszej dyspozycji. Tymczasem dziękuję za Wasz czas i uwagę.
Przypominam, że w ramach współpracy z Orlen Paczka możecie od poniedziałku do czwartku do godziny 22:00 złożyć zamówienie z gwarancją dostawy na następny dzień.

Do zobaczenia i do usłyszenia.