Samsung idzie na rekord!

Na dobre ruszyła regularna sprzedaż nowych flagowców od Samsunga, których premiera, powiedzmy to sobie wprost, okazała się być mało ekscytująca.
W efekcie podniosły się głosy krytyki, a wśród nich m.in. zapowiedzi rychłego upadku tej gigantycznej marki oraz porównania choćby do słynnej historii Nokii.

Wygląda jednak na to, że producent wprawdzie ostrożnie stawia kroki i nie częstuje nas innowacjami w swoich nowych smartfonach, ale nie przeszkadza mu to w ustanawianiu nowego rekordu w przedsprzedaży.

Otóż Samsung na swoim rodzimym rynku wygenerował więcej zamówień na swoją nową serię S, niż w analogicznym okresie w ubiegłym roku, dobijając już do łącznie 1 300 000 sprzedanych egzemplarzy.

Za 52% całej sprzedaży odpowiada model S25 Ultra, dalej mamy podstawowy model S25, którego udział wyniósł 26%.
Oznacza to, że z najmniejszym powodzeniem z całej stawki cieszy się model S25+ z wynikiem 22%, co przyznam, jest zaskoczeniem, bo jest to nadal i tak wysoki wynik na tle całej rodziny urządzeń.

Równie interesujące są wyniki dotychczasowej sprzedaży w Polsce.
Choć nie udało mi się dotrzeć do takich informacji, śmiem sądzić, że tegoroczne flagowce cieszą się u nas naprawdę dużym powodzeniem.

Wskazuje na to niezwykłe tempo, w jakim znikają akcesoria ochronne w naszym sklepie.
Jeśli więc masz na celowniku jakiś konkretny model np. etui, to polecam zbyt długo nie zwlekać z tą decyzją, bo część z nich jest aktualnie wyprzedana i oczekujemy dostawy.

Przypominam także o naszej współpracy z Orlen Paczka, dzięki której możecie od poniedziałku do czwartku do godziny 22:00 złożyć zamówienie z gwarancją dostawy na następny dzień.
A jeśli chciałbyś zobaczyć polecane przez nas etui do modelu Galaxy S25, to na naszym kanale jest już dostępny pierwszy film z tej serii.
Nothing nie zwalnia tempa

Jeśli śledzicie poczynania marki Nothing, to powinniście wiedzieć, że pomału zbliża się premiera kolejnego modelu z dopiskiem „a”.
A oznacza to drugą generację budżetowego smartfona z charakterystycznymi diodami na obudowie.

Nothing ma w planach aż trzy nowe smartfony, a pierwszy z nich - Nothing Phone 3a pojawi się już w marcu.
Pierwsze grafiki, które producent ujawnia w swoim profilu na platformie X, przedstawiają znany już interfejs Glyph.

Tym razem urządzenie zostanie wyposażone w trzy aparaty, w tym obiektyw 50 Mpix z teleobiektywem o dwukrotnym przybliżeniu optycznym, oraz nowy przycisk do szybkiego uruchamiania aplikacji aparatu.
Można przypuszczać, że będzie on służył nie tylko do robienia zdjęć, ale także do innych funkcji, które użytkownik będzie mógł do niego przypisać.

Nothing Phone (3a) ma otrzymać ekran AMOLED o przekątnej 6.8 cala, procesor Qualcomm Snapdragon 7s Gen 3 i akumulator o pojemności 5000 mAh z ładowaniem o mocy 45 W.
Jego premiera odbędzie się wieczorem 4 marca na targach MWC 2025 w Barcelonie, a ja już teraz trzymam kciuki za wycenę tego urządzenia.

Przy okazji polecam odwiedzić oficjalny kanał Nothing i obejrzeć tam ciekawy film.

Marka wpadła na pomysł, by zapytać znanego influencera technologicznego o to, jak powinien wyglądać i działać jego wymarzony smartfon.
Przygotowali więc pełną specyfikację, projekt koncepcyjny nakładki oraz samego urządzenia.

Opracowali także wycenę wszystkich jego komponentów w ramach masowej produkcji oraz szeregu innych elementów, o których często nie myślimy lub nie mamy o nich pojęcia. Bardzo ciekawy materiał.
Nadchodzi najlepszy foto smartfon?

Najbardziej interesuje mnie prezentacja ultra flagowca od Xiaomi podczas tegorocznych targów MWC w Barcelonie.
Ma on szansę stać się jedną z najlepszych propozycji dla entuzjastów mobilnej fotografii.

Wprawdzie nie ma pewności, czy Chińczycy będą chcieli firmować swoje stoisko tym właśnie modelem - za to możemy być już pewni daty premiery na macierzystym rynku.
W chińskiej sieci społecznościowej ujawniono datę premiery modelu Xiaomi 15 Ultra, który według grafiki samego producenta, zostanie zaprezentowany 26 lutego.

Do sieci trafiły już zdjęcia oraz szkice, które mają ukazywać urządzenie w pełnej krasie.
Tymczasem użytkownik Yogesh Brar, znany ze sprawdzonych przecieków, ujawnił pełną specyfikację aparatów.

Najbardziej interesujący wydaje się 200-megapikselowy aparat z peryskopowym teleobiektywem, który oferuje czterokrotne powiększenie optyczne.
Dodatkowo, dzięki wsparciu AI, możliwe jest cyfrowe powiększenie przekraczające stukrotność.

Tak duże powiększenie może wydawać się niedorzeczne, ale warto sprawdzić, jak algorytm poradzi sobie np. z 10-krotnym zoomem.
Przypomnijmy, że Oppo Find X8 Pro udowodnił ostatnio, iż w kwestii powiększania cyfrowego dokonano istotnych postępów.

Ta charakterystyczna i wciąż ogromna wyspa aparatów zyska nowy układ obiektywów.
Zostały one umieszczone w jednym rzędzie, aby zrobić miejsce dla osobno usytuowanego peryskopowego teleobiektywu.

Całość ma napędzać Snapdragon 8 Elite, a przekątna ekranu wyniesie 6,7 cala.

Do tego otrzymamy akumulator o pojemności 6000 mAh, szybkie ładowanie przewodowe 90 W oraz bezprzewodowe 50 W, a całość ma działać na Androidzie 15 w duecie z nakładką HyperOS 2.
Nowy Thermomix, nowy ja

Tę wiadomość podaję Wam bardziej jako humorystyczny przerywnik.
Jeśli widzieliście moją recenzję aktualnego modelu Thermomixa, to wiecie, że ten sprzęt sprawia, iż ilekroć o nim słyszę, na mojej twarzy mimowolnie pojawia się charakterystyczny grymas.

Nie przypadliśmy sobie do gustu, ale znam też osoby, które chwalą ten sprzęt.
Z myślą o nich chciałbym przekazać, że wielkimi krokami nadchodzi nowy model Thermomixa, a także – co ciekawe – nowy sposób sprzedaży tych urządzeń.

Otóż już 14 lutego odbędzie się w Niemczech zjazd przedstawicieli marki Vorwerk i to właśnie wtedy zostanie zaprezentowana nowa wersja Thermomiksa i mowa tu o zupełnie nowej generacji.

Już 17 lutego sprzęt będzie dostępny w Polsce.
Co równie ciekawe, marka zdecydowała się w końcu na udostępnienie sprzedaży robotów również poprzez swoją stronę internetową, co oznacza, że nie będziemy musieli odwiedzać przedstawicieli handlowych.

Nie wiem jak Wy, ale już nie mogę się doczekać.
iPhone telefonem grzechu…

Apple zaprezentowało nową aplikację na iPhone’a o nazwie Zaproszenia Apple.
Jak się łatwo domyśleć, umożliwia ona tworzenie interaktywnych zaproszeń na wydarzenia dla przyjaciół i rodziny w ramach usługi iCloud+.

Podejrzewam, że marka wolałaby skupić się na promowaniu tego typu aplikacji w ramach swojego oprogramowania.
Niestety, na mocy Europejskiego Aktu o Rynkach Cyfrowych, Apple zostało prawnie zobligowane do umożliwienia korzystania z innych sklepów z aplikacjami na swoich telefonach w Europie.

Tym samym po raz pierwszy w historii marki do obrotu cyfrowego w ramach systemu iOS trafia aplikacja dla dorosłych, która od teraz będzie dostępna w krajach Unii Europejskiej.

Steve Jobs, znany z tego, że często osobiście odpowiadał na pytania użytkowników za pośrednictwem poczty e-mail, kiedyś odniósł się do często krytykowanej polityki Apple.
Polityka ta polega na zatwierdzaniu każdej aplikacji w App Store, a jednocześnie zakazuje dystrybucji aplikacji o charakterze seksualnym.

Spytany o cenzurę treści pornograficznych przez Apple, Steve Jobs miał odpowiedzieć, że marka ma moralny obowiązek, aby trzymać porno z dala od iPhone'a.
Dodając: „Ludzie, którzy chcą porno, mogą kupić telefon z Androidem”.

Z kolei aktualne stanowisko giganta z Cupertino również jest jednoznaczne.
Rzecznik prasowy Apple podkreślił, że marka jest głęboko zaniepokojona zagrożeniem bezpieczeństwa przez takie aplikacje wśród użytkowników na terenie Unii Europejskiej, w szczególności dzieci.

Takie aplikacje mogą zachwiać zaufaniem użytkowników do naszego ekosystemu.
Tym samym Apple odcina się od takich aplikacji i twierdzi, że oprogramowanie nie przeszło żadnych testów, nie uzyskało akceptacji i nie będzie ono dostępne w AppStore na terenie Stanów Zjednoczonych.
Firma została niejako zmuszona do pozwolenia na dystrybucję aplikacji z powodu regulacji unijnych, których jednocześnie nie popiera.

Phil Schiller, osoba wciąż odpowiedzialna za losy App Store, zabrał głos podczas niedawnej dyskusji na temat wpływu ustawy o rynkach cyfrowych Komisji Europejskiej na prywatność i bezpieczeństwo.
Powiedział on, cytuje, „Te nowe przepisy, chociaż dają nowe możliwości deweloperom, niosą również nowe zagrożenia. Nie da się tego obejść.
Dlatego robimy wszystko, co w naszej mocy, aby zminimalizować te zagrożenia dla wszystkich”.

Warto zauważyć, że choć dyskusja pozornie koncentruje się na aplikacji dla dorosłych, to tak naprawdę dotyczy ona głębszego problemu.
Przypomnijmy, że wspomniana ustawa jest przede wszystkim skoncentrowana na biznesie.
Ma na celu przyniesienie korzyści mniejszym firmom, pozwalając im konkurować z głównymi graczami technologicznymi.

Zdecydowanie zbyt mało miejsca poświęcono na to, jak takie zmiany wpłyną na indywidualnych konsumentów. Jedno jest pewne.
Od teraz użytkownicy iPhone’a w UE będą mieli większy wybór co do tego, gdzie pobierają aplikacje, ale jednocześnie wpłynie to na poziom bezpieczeństwa i ryzyko instalowania złośliwego oprogramowania.

Schiller podkreślił, że niezależnie od twojego podejścia do Apple, musisz wiedzieć że stałe monitorowanie i identyfikowanie aplikacji, które mogłyby zaszkodzić użytkownikom, jest słuszne.
Apple twierdzi, że w samym 2022 roku odrzuciło prawie 1,7 miliona aplikacji.
Kłopoty, kłopoty Samsunga!

Spinamy klamrą ten odcinek, więc na koniec ponownie wieści z obozu Samsunga.
Każdy kto śledzi premiery dużych producentów, zdążył się chyba przyzwyczaić, że towarzyszą im często afery - czasami słuszne, a czasami również te niepotrzebnie rozdmuchane.

Wprawdzie nie można odmówić słuszności zarzutom dotyczącym tego, że Samsung niepotrzebnie zredukował funkcjonalność rysika w swoim nowym flagowcu.
Tym razem trudno było zgodzić się z prowadzącym kanał JerryRigEverything.

Poddał on licznym testom obudowę S25 Ultra i uznał, że oprawki obiektywów są, i tu cytat, „fake’owe”.
Cała sprawa dotyczyła tego, że popularny Youtuber podważył je specjalnym nożem.

Zauważył wtedy, że nowe oprawki na obiektywy są jedynie nakładkami ozdobnymi, a właściwa część obiektywów pozostała taka sama jak w poprzedniku.
Potem zaczęły padać z jego ust tendencyjne sformułowania, m.in. że oprawki są przyklejone jak para sztucznych rzęs.
Następnie postawił pytanie, czy takie modyfikacje producenta są warte rachunku za smartfon o wartości 1300 dolarów.

Jak się można było spodziewać, jego odbiorcy w większości wtórują mu w komentarzach.
Ja, choć mam swoje zastrzeżenia co do polityki Samsunga w przypadku tegorocznych flagowców, uważam, że ten film niczego nie udowadnia.
Jest to element dekoracyjny, który nie wymaga wkładania dużej siły, by go podważyć i odkleić.

Twórca nie poprzestał jednak na jednym filmie.
Po kilku dniach opublikował kolejny post, który, jak stwierdził, był odpowiedzią na pytania osób, czy zeszłoroczny rysik z obsługą Bluetooth od S24 Ultra zmieści się w gnieździe rysika w aktualnym modelu Ultra.
W swoim poście wyjaśnił, że rysik jest nadal użyteczny i funkcjonalny.

Przypomnijmy, że tegoroczny S Pen nie posiada baterii ani obsługi funkcji Bluetooth, takich jak zdalne sterowanie aparatem i gesty w powietrzu.
To z kolei kazało przypuszczać, że Galaxy S25 Ultra nie będzie posiadać wewnątrz cewki ładującej.

Rozbiórka ujawniła jednak, że cewka nadal tam jest. Nie jest jednak jasne, czy ma ona jakiekolwiek możliwości ładowania.
Raczej należy założyć, że służy ona tylko do wykrywania rysika wewnątrz obudowy.
Gdyby było inaczej, potwierdziłaby się informacja jakoby Samsung miał w planach osobną sprzedaż w pełni funkcjonalnego rysika.

Tymczasem okrojony z funkcji S-Pen kompatybilny z nowym flagowcem kosztuje tyle samo, a czasami nawet więcej, niż ten, który możemy dokupić do modelu S24 Ultra.
Przy okazji nie rozumiem jeszcze jednej rzeczy.

Może się czepiam już na siłę, ale dlaczego w wersji, którą zamówiliśmy (czyli w tym przypadku czarny plus, gdzie ramki są czarne, a cały telefon jest przez to czarny, tak jak chciałem), S-Pen jest w środku szary?
Natomiast ten dostępny w osobnej sprzedaży jest cały czarny.

Co ciekawe, na stronie producenta wersja tytanowy srebrny ma s-pen pasujący kolorem do wersji tytanowy niebieski. Nie bardzo wiem, o co tu chodzi.
Być może to jest taka manifestacja Samsunga, który twierdzi, że tylko 1% użytkowników korzystało do tej pory z wszystkich funkcji s-pen, więc uznali, że i tak tam nikt nie będzie zaglądać?
Nie wiem. Nie znam się. Zarobiony jestem.

No dobra. To jest ten moment, kiedy sekcja komentarzy pozostaje już do Waszej dyspozycji. Czekam na Wasze opinie, tymczasem dziękuję za Wasz czas i uwagę. Udanej reszty dnia.
Do zobaczenia i do usłyszenia.