Nowy Thermomix, czyli gotuj i tańcz

Wprawdzie wieść ta rozeszła się w tempie atomowym w minioną sobotę, ale jako obserwator tego już dzisiaj popkulturowego zjawiska, nie mogę pozostać obojętny wobec tak ważnej informacji.

Otóż potwierdziły się doniesienia o rychłej premierze nowego modelu Thermomixa, który oficjalnie zastępuje model TM6 wydany w 2019 roku.

Model TM7 skupia w sobie cechy nowoczesności, luksusu i jest spora szansa, że pobije rekordy sprzedaży swojego poprzednika, wszak jest czarny, a to przecież synonim najwyższej elegancji.

Do tego posiada on, jak przystało na dzisiejsze standardy, ekran w rozmiarze pełnoprawnego tabletu.

Całość prezentuje się stylowo, a producent zapewnia nas, że w ślad za tym idzie także odczuwalnie cichsza praca urządzenia.

Na oficjalnej stronie została uruchomiana tradycyjna sprzedaż, ale dotyczy ona modelu TM6.

Nowy model możecie zamówić jedynie z pomocą oficjalnego przedstawiciela Vorwerk lub wypełniając formularz na stronie.

W międzyczasie internet zdążyły obiec krótkie filmy relacjonujące wydarzenie, na którym to świętowano premierę flagowego produktu, gdzie możemy zobaczyć rozentuzjazmowaną publikę.

Filmy te wywołują sporo emocji wśród wielu odbiorców, którzy nie szczędzą złośliwości pod adresem samej społeczności oraz przedstawicieli handlowych skupionych wokół marki Vorwerk.
Jeśli interesuje Was moje osobiste doświadczenie z Thermomixem, którego zakupiłem z własnych środków, zapraszam do mojej recenzji modelu TM6.
Miałem nadzieję, że dzięki niemu przekonam się do regularnego gotowania. Dodam tylko, że film ma charakter humorystyczny i nie ma na celu nikogo urazić.
DJI odpowiedziało na moje marzenie

Kilka miesięcy temu przymierzałem się do zakupu gimbala do telefonu i moim sporym faworytem był wówczas Hohem iSteady M6.

Jego sporym atutem jest własny moduł kamery dołączony do zestawu, który umożliwia m.in. zdalną aktywację by urządzenie mogło podążać za ruchem ludzkiej sylwetki.
Z kolei konkurencyjna oferta od DJI kusiła wygodniejszym sposobem mocowania, czy choćby szybszym przełączaniem się w tryb pionowy.

Nie do końca satysfakcjonowały mnie te urządzenia, więc zawiesiłem pomysł ich zakupu… aż do dzisiaj.

Otóż DJI ogłosiło premierę nowego modelu popularnego gimbala Osmo Mobile, który występuje w dwóch wersjach: 7 oraz 7P.

Różnią się one kolorem urządzenia, obecnością wbudowanego wysięgnika w droższym modelu oraz większą zawartością samego zestawu.
Jedną z głównych zalet Osmo Mobile 7P jest jak się zapewne domyślacie moduł wielofunkcyjny dołączony do gimbala.

Ten mały moduł można przymocować magnetycznie do zacisku telefonu i rozszerza on możliwości urządzenia.

Moduł posiada własny czujnik śledzenia, co oznacza, że nie musisz już korzystać z aplikacji DJI, aby używać technologii śledzenia obiektów.

Jest to dla mnie niezwykle ważne, ponieważ chcę korzystać z natywnej aplikacji aparatu, która umożliwia zapis wideo w formacie log, co pozwala mi na własną korekcję kolorów.

Moduł wielofunkcyjny zawiera również światło z regulowaną jasnością i temperaturą barwową.
Dodatkowo łączy się bezpośrednio z nadajnikiem Mic Mini, umożliwiając przechwytywanie dźwięku z bezprzewodowych mikrofonów DJI.

Wszystko w jednym, schludnym i lekkim zestawie bez konieczności sięgania po kolejne przewody, czy odbiorniki.

Koszt podstawowej wersji to 460 złotych, zaś rozbudowanego modelu 730 złotych.
Huawei znowu nie dla wszystkich …

Nie ukrywam, że jest to jeden z naprawdę niewielu smartfonów, który z nieskrywaną ekscytacją chciałbym móc przetestować na dłuższym dystansie.
Mowa tu o potrójnie składanym smartfonie od marki Huawei, która to właśnie ogłosiła globalną premierę modelu Mate XT.

Powiedzmy to sobie wprost. Producenci smartfonów nie rozpieszczają nas w ostatnich latach w kontekście innowacji.
Każde więc wyjście poza ramy dotychczasowych udogodnień traktujemy z wielką uwagą.

A kiedy Huawei twierdzi, że ma do zaoferowania trzy różne przekątne ekranu, z których największa przekracza 10 cali.

Co więcej, mieści się to w mobilnym urządzeniu, które nadal można schować do kieszeni – dla mnie brzmi to jak zaproszenie do zabawy, o którą nawet nie śniłem prosić.

Miałem możliwość zapytać u samego źródła, czy Mate XT trafi do polskiej dystrybucji i otrzymałem informację, że model ten niestety nie pojawi się w Polsce.
Telefon ma być dostępny tylko na wybranych rynkach europejskich w kwocie 3500 euro.

Premiera tego urządzenia poza jego macierzystym rynkiem, gdzie sprzedaż przekroczyła oczekiwania, nie jest obarczona presją podbicia Starego Kontynentu.
Jest to raczej próba zbadania, czy na tak specyficzne i zarazem drogie urządzenie istniałby tutaj popyt.

Jestem też ciekaw waszego odbioru Matę Xt. Abstrahując na chwilę od samej ceny.

Waszym zdaniem takie urządzenie, to idealne rozwiązanie do szerszego zastosowania, czy wolicie by jednak telefon pozostawał telefonem. Koniecznie dajcie znać.

Przypominam, że jesteśmy kanałem sklepu internetowego pancernik.eu, gdzie m.in. możecie znaleść szeroki wybór akcesoriów ochronnych do telefonów.

Przypominam również o naszej współpracy z Orlen Paczka, dzięki której możecie od poniedziałku do czwartku do godziny 22:00 złożyć zamówienie z gwarancją dostawy na następny dzień.
Panie Samsung, gdzie moje obiecane One UI?

Wprawdzie tegoroczna premiera serii S25 od Samsunga nie wzbudziła wielkich emocji.
Z kolei posiadacze ubiegłorocznych galaktyk z niecierpliwością czekają na aktualizację do nowej wersji nakładki One UI 7.

Przypomnijmy, że 5 grudnia 2024 roku Samsung ogłosił wydanie publicznej wersji beta, zaś ostatecznie program testowy został udostępniony w Polsce 16 grudnia.

Niestety późniejsze tempo naprawiania błędów okazało się zbyt powolne.
Wydanie stabilnej wersji nakładki dla starszych urządzeń Samsunga również się opóźnia.

Część użytkowników sugeruje, że producent celowo zwleka z aktualizacją, aby zwiększyć atrakcyjność serii Galaxy S25, która fabrycznie wyposażona jest w One UI 7.
Jednak według wiarygodnych informatorów oprogramowanie ma faktycznie nadal wymagać dopracowania.

Według portalu SamMobile, Samsung miał dokonać zmian w harmonogramie i prawdopodobnie wyda stabilną aktualizację One UI 7 dla serii S24.
Aktualizacja ta ma zostać udostępniona równolegle z premierą modelu Galaxy S25 Edge, którego wydanie planowane jest na kwiecień.

A jeśli nie widzieliście jeszcze naszej recenzji Samsunga S25 Ultra, to gorąco zachęcam was do jej obejrzenia, a jednocześnie bardzo dziękuję za wszystkie słowa uznania i docenienie mojej pracy!
iPhone 16E, czyli czemu notch i czemu tak drogo?

No i na koniec creme de la creme, czyli informacja, na którą wielu czekało, by w końcu urealniły się te długo komentowane plany Apple na temat reaktywacji serii SE.
Zgodnie z przeciekami i wreszcie oficjalną zapowiedzią samej marki, 19 lutego ogłoszono premierę nowego urządzenia w postaci informacji prasowej w newsroomie Apple.

Została także zaktualizowana oferta sklepu, a na kanale marki ukazał się dość obszerny film promujący telefon.
Marka ostatecznie zdecydowała się na nazwę 16e, aby nowy iPhone mógł być zaliczany do grona aktualnych modeli.

Treść informacji prasowej mocno akcentuje kwestię jego niskiej ceny, choć ta zaczyna się od trzech tysięcy złotych, co już na początku wywołało jednoznacznie negatywne komentarze.

W kuluarach mówiło się o kwocie zbliżonej do 2500 złotych, co i tak było traktowane jako górna akceptowalna granica przy założeniu, że producent okaże się być dostatecznie hojny w swojej specyfikacji.

Niestety Apple nie wywiązało się z tego zadania.
Co więcej, reaktywacja pomysłu tzw. budżetowego iPhone’a została zrealizowana w sposób, który nie pozostawia wątpliwości, że marka chce zarobić tanim kosztem.

Jak już wspomniałem model 16e ma stanowić tańszą alternatywę wobec pełnoprawnego iPhone’a 16.
Jeśli skupimy się na modelu 16, to różnica cenowa na starcie wynosi 1000 złotych.

Jeśli spojrzymy na model 15, który nadal można uznać za jeden z najbardziej opłacalnych w uniwersum Apple, różnica w cenie wynosiła około sto złotych.
Zauważam jednak, że sklepy, w reakcji na premierę modelu 16e, podniosły ceny modelu 15 o kolejne 200 złotych.

Ale nadal 15stka swoją specyfikacją mocno dystansuje się od modelu 16e.
Skupmy się jednak na modelu 16, bo tam producent chce byśmy kierowali nasz wzrok, a potem porównywali specyfikację tego modelu z debiutującym 16e.

„Potężne możliwości w przystępniejszej cenie.” - jak to określa Apple, który racjonalizuje nam te wszystkie ustępstwa jakich trzeba było dokonać by móc zejść z ceną o całe tysiąc złotych.

Patrząc na sprawy z dystansu i przyglądając się temu telefonowi w kontekście całej oferty Apple, można zauważyć, że przekraczając próg wysokiej ceny, dla sporej części użytkowników otrzymujemy jedno z najbardziej wybrakowanych urządzeń, na jakie kiedykolwiek zdecydowała się marka.

Oto lista tzw. Kompromisów aby dzisiaj móc kupić prawie iPhone’a 16 za tysiąc złotych mniej.
- Brak wbudowanego pierścienia MagSafe
- Brak technologii ultraszerokopasmowej dla precyzyjnego odnajdywania innych urządzeń Apple oraz lokalizatora AirTag
- Niższa jasność maksymalna oraz szczytowa ekranu
- Brak obsługi minimalnej jasności na poziomie jednego nita
- Brak dynamicznej wyspy
- Brak aparatu ultraszerokokątnego
- Mniej rdzeni w układzie graficznym
- Brak warstwy szkła ceramicznego nowej generacji
- Brak wsparcia dla łączności WiFi 7
- Brak wydajniejszej stabilizacji obrazu dla czujnika aparatu
- Brak osobnego przycisku do sterowania aparatem
- Brak styli fotograficznych
- Brak aktualnego trybu portretowego
- Pod znakiem zapytania pozostaje pojemność akumulatora

Gdyby ten telefon został wyceniony na zdecydowanie niższą kwotę przy zachowaniu wszystkich przytoczonych wcześniej cięć sprzętowo-programowych, to byłby idealną propozycją dla osób, które mają starszego iPhone’a, np. z przyciskiem Touch ID, są przyzwyczajone do tego ekosystemu i nie chcą nic zmieniać.

Nie interesują ich żadne tzw. bajery – po prostu potrzebują wymienić swojego staruszka na coś żwawszego, ale bez potrzeby wprowadzania rewolucji.

Cena, z którą się mierzymy, to nic innego jak próba przekonania nas, że możesz mieć swój upragniony samochód, ale musimy dokonać kilku kompromisów.
Zdemontujemy te duże, ładne felgi, które tak ci się podobały, technologia lamp będzie tradycyjna, a wirtualny kokpit zastąpimy analogowymi zegarami.

Do tego dobierzemy bazowy kolor lakieru, atrapa chłodnicy z poprzedniego modelu i jeszcze kilka innych ustępstw. I mimo to, wszystko to i tak będzie drogie, tak jak pan prosił.

A być może plan na to wszystko jest zgoła inny i to po prostu będzie wkrótce twój nowy firmowy telefon.

Dziękuję za Wasz czas i uwagę. To jest ten moment, kiedy sekcja komentarzy pozostaje już do Waszej dyspozycji.

Czekam na Wasze opinie, wybaczcie mój głos dzisiaj, ale jeszcze dochodzę do siebie po chorobie.

Udanej reszty dnia. Do zobaczenia i do usłyszenia.