Małe zmiany w wielkim stylu

To jest jeden z tych filmów, który powstał zupełne spontanicznie w mojej głowie, a wszystko za sprawą dwóch dużych premier, które miały miejsce w ciągu ostatnich dwóch dni.

Mowa oczywiście o dużej premierze Apple, która to przyniosła nam w teorii spore odświeżenie w portfolio ich sprzętów.
Do tego premiera PlayStation 5 Pro, która również w teorii oznaczała wiele nowości wyczekiwanych tak bardzo przez fanów tej marki.

Zacząłem zastanawiać się nad tym co zaprezentowano i doszedłem do wniosku, że jest tu niepokojąco dużo wspólnych mianowników, które najlepiej opisują kondycję technologii w wydaniu konsumenckim.

Bo co byśmy nie mówili, to takie marki jak Apple, czy Sony stanowią punkt odniesienia dla całego rynku.
Jestem ciekaw, czy reszta firm będzie upatrywać w tym dla siebie dobry moment na osiągnięcie przewagi, czy zacznie inspirować się tym, że dzisiaj duże marki chcą w wielkim stylu świętować małe zmiany…
Panie, zrobi się swap silnika i będzie malyna…

Zacznijmy więc od pierwszej wspólnej rzeczy, czyli umiłowania do cyferek, które w teorii oznaczają kolejny duży postęp, a na ten moment w praktyce dają nam niewspółmierne mało.
W myśl powiedzenia „z dużej chmury mały deszcz”.

Apple, zresztą jak co roku, lubi podkreślać, że ich nowy model iPhone’a jest jeszcze szybszy, niż poprzednie. Tym razem z powodu debiutującego procesora A18.
Producent na stronie produktu umieścił nawet specjalną porównywarkę, z której możemy dowiedzieć się jaki dystans wydajnościowy dzieli naszego obecnego iPhone’a od najnowszego modelu.

Dowiesz się tutaj, że nawet ubiegłoroczny model jest wyraźnie wolniejszy od swojego następcy. Powinieneś się zatem już teraz wstydzić i czym prędzej kupić iPhone’a 16.

Oglądając prezentację Playstation 5 Pro, również mogliśmy zobaczyć, że tutejszy procesor graficzny jest wydajniejszy o 67%, do tego lepszy ram, czy prędkość renderu.
I bagatelka, 2 Terabajty pamięci wewnętrznej.

I na tym etapie powinniśmy się cieszyć, bo w końcu dostajemy to co chcemy dostać, czyli postęp.
I on tu jest. Tylko problem polega na tym, że on się wyraża w suchych liczbach, a niekoniecznie w tym co ostatecznie chcielibyśmy skonsumować.

Kiedy przyjrzymy się obecnym powodom, dla których powstał procesor A18, to możemy poczuć lekką konsternację.
Na stronie producenta przeczytamy, że nowy układ „Daje moc zaawansowanym narzędziom do rejestrowania zdjęć i wideo, takim jak style fotograficzne i sterowanie aparatem”.

Osobom, które nie są do końca w temacie wyjaśnię, że styl fotograficzny w tym wypadku oznacza lepsze odwzorowywanie tonacji skóry i zaawansowaną korekcję kolorów.
Możemy to wszystko zobaczyć w podglądzie zdjęcia zanim je wykonamy.

I może gdybym był laikiem, to pomyślałbym sobie, że rzeczywiście jest to jakiś dowód na osiągnięcie postępu, który byłby niemożliwy gdyby nie powstał procesor A18.

Ale w takim razie jak wytłumaczymy fakt, że w monitorze podglądowym do kamery, mogę bez problemu wgrać stworzone przez siebie tzw. LUT’y, czyli takie właśnie profile kolorystyczne?

Dodam od razu, że model który posiadam nie jest ajbardziej wyrafinowanym dostępnym na rynku.
W czasie rzeczywistym mogę więc obserwować w podglądzie jak będzie wyglądać dany kadr przy użyciu wybranego color gradingu i korekty kolorów.
I takie monitory są na rynku nie od wczoraj i wtedy nikt nawet nie śnił o procesorze A18.

A może A18 jest tak ważne, bo bez niego nie zapiszesz w kalendarzu kolacji za pomocą Siri, nie przekształcisz stylu korespondencji albo nie stworzysz żaby kowboja…
Może się nie znam, może jestem tylko zwykłym malkontentem, ale czy nie widzicie tego rozdźwięku pomiędzy tymi wielkimi liczbami, a tym, co z nich narazie wynika?

Z kolei PlayStation 5 Pro, który również na papierze jest przecież takim postępem technologicznym daje nam obecnie poprawę graficzną, której ja narazie nie widzę.
Przynajmniej na podstawie tych aktualnych gameplay’ów udostępnionych przez Sony.

Czy to są zmiany jakich moglibyśmy oczekiwać po 4 latach od debiutu Playstation 5? W dużym skrócie.
Do tej pory mogliśmy wybrać, czy chcemy doświadczać płynniejszej rozgrywki, ale kosztem detali, czy wolimy wysoką wydajność graficzną kosztem płynności.
I po 4 latach dostajemy konsolę, która wreszcie nie każe nam wybierać i to tyle.

Czyli po 4 latach producent tak naprawdę daje nam nową konsolę w kwocie, do której sobie jeszcze przejdziemy i mówi, oto Wasze ładnie wyglądające 4K i 60 klatek na sekundę.
Proszę bardzo, tak jak pan prosił.
Panie Areczku, nie wszystko naraz…

I tu przechodzimy od razu do kolejnej wspólnej cechy obu tych marek.
Mam wrażenie, choć wiem, że to już pachnie trochę teorią spiskową, ale jest niebezpiecznie spójne samo w sobie, więc kusi by w to uwierzyć...
Otóż mam takie podejrzenie, że wiele marek w tym Apple i Sony, mają rzeczy zrobione na zapas. Co mam na myśli?

W mojej opinii to nie jest tak, że przez ostatnie 4 lata Sony pracowało nad pogodzeniem wydajności i płynności rozgrywki by dzisiaj dać nam to co dali.
To nie jest tak, że to dzisiaj Apple daje nam iPhone’a 16 Pro i mówi proszę bardzo - oto Wasze nagrywanie w 4K i 120 klatek na sekundę.

Śmiem sądzić, że oni to mieli już dużo wcześniej.
I mają wiele tego typu rzeczy zrobionych już na zapas, zwykle w postaci poprawek do oprogramowania, ale z rozmysłem je reglamentują.
Zwyczajnie nie opłaca się w dłuższym dystansie dyskontować jednego konkretnego modelu telefonu, czy konsoli, który miałby wszystko co rzeczywiście fabryka była w stanie dzisiaj dać.

Mam wrażenie, że producenci przyjęli prostą taktykę, że dzisiaj oszczędzają na innowacjach i dają je w porcjach co roku, ale za to nie oszczędzają na marketingowców.
I tak per saldo wyjdzie znacznie taniej jak zapłacą za produkcję słów, niż za produkcję dużej ilości hardware’u na raz na dużą skalę.

Nikt mi nie wmówi, że Apple nie mogł rok temu, czy dwa lata temu przy okazji modelu Pro zaprezentować 4K i 120 klatek na sekundę.
Tym markom ewidentnie brakuje wizjonerów i ludzi, którzy reprezentowaliby taki mentalny Rock and Roll.

Tam ewidentnie są już dzisiaj starzy ludzie otoczeni stadem analityków i księgowych, co kończy się tym, że dostajemy na przykład plastikowego iPhone’a 5c, albo ekskluzywne tytuły Playstation na PC…
Ray tracing

Kolejna umiłowana rzecz to Ray tracing.
Hasło niemal tak popularne jak ostatnio AI. Nie wiedzieć czemu, obaj producenci bardzo upodobali sobie właśnie ray tracing, czyli technikę odpowiadającą za śledzenie promieni i odbić światła w grach.

Ja wiem, że jest to jedna z najważniejszych technologii wizualnych ostatnich lat, ale jest ona tutaj wyniesiona do rangi jakiegoś fetyszu.
Zrozumiałym jest, że rok temu iPhone 15 Pro musiał przyczepić sobie order o nazwie Ray tracing, nie rozumiem dlaczego w tym roku marka podkreślała jego wartość i tego, że działa on jeszcze lepiej.

Ironia losu polega na tym, że w tym samym czasie po czterech latach Sony udowadnia, że owy Ray tracing w konsoli nie dokonał spektakularnego postępu.
Dlaczego więc miałby być on nagle druzgocąco lepszy w telefonie?
Marketing, czyli zły patyk, to dobry patyk

Wspomniałem o marketingu i trzeba przyznać, że obie marki w ostatnim czasie funkcjonują w dość specyficzny sposób.
Z nimi jest trochę tak jak z restauracją, która sugerowałaby najwyższe doświadczenie kulinarne, a serwuje się tutaj kotlecika z wczorajszego wesela, gdzie dla niepoznaki ktoś położył ananasa z puszki.
Do tego osobiście wita nas kierownik sali i zanim weźmiemy do ust pierwszego kęsa, słyszymy, że wkrótce spotka nas gastronomiczne uniesienie i żebyśmy cieszyli się tą chwilą jak najdłużej.

Nawet prezentacje nowości obu marek przewidują dokładnie ten sam scenariusz.
Przykładowo: całość rozpoczyna Mark Cerny, który marnuje pierwsze minuty na to by opowiedzieć nam o tym jak fantastyczne jest Sony i Playstation 5.
Jaki to wywarło impet na świat gier, brakowało tylko, żeby na wzór Apple ukazano nam osoby, którym poprzednia konsola ocaliła życie.

Zauważcie, że największymi beneficjantami Sony są ci, którzy długo zwlekali z zakupem kolejnej generacji ich konsoli.
Do tego czasu zwykle zdąży wyjść kilka konkretnych tytułów, kilka ekskluzywnych gier i masz pewność, że najbliższy czas pochłonie ci tutejsza rozrywka.
Ale kiedy kupujesz konsole od Sony na bieżąco i łakniesz każdej nowej gry, to w końcu zauważasz, że tutaj przez większość czasu wieje trochę nudą.

Zupełnie jakbyś odkopał się z liści i dzisiaj pierwszy raz zalogował na Netflixie i z entuzjazmem odkrył ile jest tu fajnych seriali do obejrzenia.
Ale kiedy subskrybujesz tę platformę niemal od jej początku, to wiesz, że tutaj posucha ma się w najlepsze.
Ostatnio łatwiej tu o stare seriale sprzed 10, czy 20 lat, niż o jakiekolwiek nowe produkcje, które na filmwebie mają ocenę wyższą, niż 5.

W uniwersum Apple jest dokładnie tak samo. Jak zapomnisz o iPhonie na następne 5 lat, to z radością odkryjesz ile teraz fajnych nowości na ciebie tutaj czeka.
W przeciwnym razie pozostaje ci zachwycać się nowym kolorem, cieńszą ramką ekranu o 0,1 mm, dodatkowym przyciskiem, albo tym że będziesz mógł zrobić pauzę w trakcie nagrywania video.

Serio, to jest jedna z czołowych funkcji, która została wyciągnięta na wierzch w trakcie ostatniej prezentacji.

W trakcie prezentacji Sony mieliśmy zachwycać się postępami graficznymi w Gran Turismo 7 wydanym 2,5 roku temu, która jest już najlepszym przykładem tego, że czas stoi tutaj w miejscu.
No, ale w końcu Wasz pojazd będzie odbijać się w karoserii innego pojazdu w trakcie wyścigu …

Zupełnie jakby ktoś zapomniał, że przecież nikt nie kupuje nowej konsoli po to by zachwycać się fakturą liścia na drzewie, albo żywszą widownią na trybunach w trakcie wyścigu.
Konsola to przecież gry, więc dlaczego nikt nie pokazał tu jakiegoś nowego tytułu z powodu nowej konsoli.
Zwiastun The last of us 3 , albo kolejna odsłona Uncharted z pewnością wywindowałyby notowania Playstation 5 Pro.

W dodatku okazuje się, że narazie nowa konsola w wersji Pro obsłuży garść aktualnych tytułów.
Innymi słowy, masz kupić sobie wersję Pro i przejść jeszcze raz te same gry, bo jest tam parę takich fajnych odbić, które mogłeś przegapić, a teraz docenisz je jeszcze bardziej.

Apple przekonywało nas do niemal dokładnie tego samego systemu aparatów, który znamy z iPhone’a 15, opatrując jego główną jednostkę tajemniczą nazwą Fusion - jakby to była zupełna nowość.

Zdania takie jak: "dwukrotne powiększenie zoomem ma jakość optyczną" są typowymi przykładami nadużyć jakie stosuje producent.
Osoba nie znająca tematu odczyta jednoznacznie taki komunikat.

Sony na wzór Apple tworzy nazwy własne.
Na razie takie, które trudniej będzie zapamiętać i częstuje nas technologią PSSR, czyli Playstation Spectral Super Resolution będącą niczym innym jak upscalingiem bazującym na AI.

Obie marki w ostatnim czasie zdradzały skłonność do tworzenia i wydawania sprzętów, których nie potrzebuje masowy odbiorca.
Opatrywali je ceną, która jeszcze bardziej utwierdzała masowych konsumentów w przekonaniu, że tego nie potrzebują.
Ale musicie wiedzieć, że wysoka cena jest sama w sobie częścią marketingu przeznaczoną dla tej grupy odbiorców, która z zasady nie kupuje tanich rzeczy.

Apple Vision Pro, Pro Display XDR, PS Portal, PSVR2 i teraz do tego Playstation 5 Pro - rzeczy absurdalnie drogie w odniesieniu do tego co oferują.

Przeznaczone są dzisiaj dla osób, które po prostu lubią mieć wszystko co nowe i nie ważne na ile z tych gadżetów skorzystają albo odczują jakąś różnicę w ich obecnym kształcie.
Grunt, że były drogie. A skoro mowa o tzw. Pieniążkach.
„PlayStation, for the payers”

Przejdźmy na koniec do oferty. Mogłoby się wydawać, że to właśnie Apple wiodło do tej pory prym jeśli chodzi o antykonsumenckie praktyki.
Okazuje się jednak, że w tym roku Sony wcale nie było lepsze. Ale po kolei.

Tegoroczny iPhone 16 Pro jest oferowany w podstawowej wersji 128 GB, co jest już tak czytelnym skokiem na kasę, że chyba bardziej nie dało się tego zakomunikować.
Do tego podniesiono moc ładowania bezprzewodowego wszystkich nowych iPhonów do 25 watów, ale by z tego skorzystać musimy zupełnym przypadkiem kupić nową w 30 Watową ładowarkę.
Przypomina to o kolejnych sztucznych ograniczeniach takich jak to, że tylko tegoroczne modele Pro będą obsługiwać blokadę ekspozycji oraz ostrości w natywnej aplikacji aparatu.

Z kolei Sony w tym roku zdecydowało się na krok, który fani tej marki zapamiętają na długo, o czym zresztą najlepiej świadczy reakcja pod filmem z prezentacją ich nowej konsoli.
Swoją drogą podziwiam, że producent dopuścił w ogóle możliwość publikowania komentarzy, bo z kolei Apple absolutnie nie interesuje co masz na temat ich produktów do powiedzenia.
Zresztą doskonale wiedzą, że są lepsze, niż kiedykolwiek, więc nie ma sensu wyprowadzać ich z błędu.

Otóż Sony oferuje swoją nową konsolę w wersji cyfrowej, z możliwością dokupienia napędu.
Dodatkowo wprowadza jako osobny element sprzedaży… podstawkę do tejże konsoli, która była normalnie dodawana do zestawu by w ten sposób korzystać z urządzenia w pozycji pionowej.
Ale ktoś uznał, że tegoroczna podstawka zasługuje na własny karton i własną cenę.

Złośliwi twierdzą, że Playstation 6 będzie z kolei sprzedawane już bez kontrolera i przewodów w zestawie, bo te będą dostępne jako osobne akcesoria do nabycia.
Ja zaś sugerowałbym nie dzielić się publicznie takimi przemyśleniami, bo to jest podpowiadanie niebezpiecznych pomysłów.
Praktyka z osobną sprzedażą podstawki, czy płatne DLC przypominają pamiętne kółka do komputra Apple, czy dopłatę do podstawki z funkcją pochylenia i wysokości dla monitora Apple Studio Display.

O ile w tym roku nie możemy zganić Apple za forsowanie wysokich cen, tak tym razem Sony nie zamierza już dokładać do produkcji swoich konsol i że ma zamiar w końcu na nich solidnie zarabiać.
Internauci już ochrzcili nową konsolę mianem Paystation, bowiem wersja cyfrowa startuje od 700 dolarów, albo jak kto woli od 800 Euro, co już nam daje ponad 3400 złotych.

Do tego Vat, marża sieci, opcjonalnie podstawka, a jeśli jesteś kolekcjonerem fizycznej biblioteki, to do tego dochodzi jeszcze napęd, który nomen omen jest obecnie masowo wykupywany przez skalperów.
I cały ten zachód po to byś zobaczył ładniejsze drzewo w Spidermanie.

Słynna maksyma Sony „For the players” straciła dzisiaj na znaczeniu.
Zupełnie jak ta równie słynna kwestia u Apple brzmiąca „one more thing”, która zawsze oznaczała zapowiedź czegoś naprawdę wielkiego i emocjonującego.
Oczywiście w takiej sytuacji zawsze pojawia się ten głos rozsądku.
Głos od komentujących, że jak zagłosujemy naszymi portfelami, to firmy przestaną być opieszałe, że nie będą jak ten nażarty kot, któremu nie chce się polować i w kocu wezmą się do roboty.

Tylko z tym głosowaniem portfelem jest jak z wakacjami nad polskim morzem, albo w polskich górach.
Wszyscy narzekają na coroczną drożyznę i jednocześnie co roku wszystkie te miejsca pękają w szwach.
Ja sam wiele razy kończyłem karierę produktom od Apple, a potem okazywało się, że te same produkty podbijały wyniki sprzedaży.
I chyba musimy pogodzić się z tym, że nasz głos niezadowolenia wyrażany np. w komentarzach na YouTube wcale nie musi mieć swojego odzwierciedlenia w samej sprzedaży.

To jest trochę tak jak z głosowaniem na populistyczne partie, które wygrywają wybory, a kiedy zapytasz kogoś, czy na nie głosował, to wszyscy nagle potrząsają głowami.
Moim zdaniem trudno jest być dzisiaj fanem tej, czy innej marki i jednocześnie osobą, która śledzi branżę technologiczną.
Czasami dużo łatwiej jest być po prostu okazjonalnym nabywcą elektroniki, którego zbyt wiele w tej, czy innej kwestii nie interesuje.

Czekam na Wasze komentarze odnośnie mojego wywodu.
Jestem ciekaw Waszej optyki na tę sprawę i tego, czy Wy dzisiaj moglibyście nazwać się wiernymi fanami jakieś marki i jaka z nich, pomimo korporacyjnego porządku, spełnia nadal swoje obietnice.
Dziękuję za Wasz czas i uwagę. Do zobaczenia!