Konferencja Apple - co nowego

Podejrzewam, że większość z Was, w tym ja sam, mieliśmy już po kokardę tych ciągle napływających przecieków na temat tegorocznych iPhonów i mielenia w kółko tych samych informacji.

Jakaż to ulga dla duszy, że wreszcie wiemy co ostatecznie okazało się prawdą, a co było wyłącznie mrzonkami, choć tym razem pracowici leaksterzy zdradzili nam praktycznie całą fabułę.

Ale nic to. Najważniejsze, że dostałem dokładnie to po co tu przyszedłem i ani trochę nie jestem zawiedziony.

W uniwersum Apple dalej się nic nie zmienia, a tytułowy czas blasku mógłby nawiązywać do wymazywacza pamięci, którego doskonale znamy z filmu „Faceci w czerni”.

Bo gdyby ktoś wymazał nam pamięć, to moglibyśmy się nawet zachwycić tym co widzimy.
Zobaczyliśmy, to co już widzieliśmy - taka playlista najlepszych kawałków, które poznaliśmy w tym roku.

Na początek nie mogło zabraknąć sekwencji filmowej o całym ekosystemie urządzeń od Apple, które w ten, czy inny sposób ocaliły setki ludzkich istnień.

Dodatkowo wspomagają w trudnościach życia codziennego, czyli klasyczna gra na emocjach co byśmy pożałowali, że kiedykolwiek powiedzieliśmy coś niestosownego pod adresem tej marki.
Apple Watch 10

Od razu. Bez zbędnej rozgrzewki uderzono nas pod samo serce by wkrótce potem zaanonsować jubileuszowego Apple Watch’a 10.
Jak można się było spodziewać, taka okazja wymagała pokazania czegoś specjalnego.

Nowy Apple Watch, owszem doczekał się zmian, ale nikt tu nie miał w swoich zamiarach popełnić totalnej wolty stylistyczne.
Zegarek praktycznie zachował swój ogólny design.

Zmiany koncentrują się głównie na smuklejszej i lżejszej sylwetce oraz największym ekranem w historii, który swoim rozmiarem pobił model Ultra, a do tego ma on posiadać najszerszy jak dotąd kąt widzenia.

Tak duży ekran ma ułatwić zarówno konsumpcję, jak i produkcję tekstu.
Ekran jest jaśniejszy, a zaokrąglone krawędzie mają sprawić by interakcja dotykowa była jeszcze lepsza, niż kiedykolwiek.

Zresztą fraza „lepszy, niż kiedykolwiek” będzie częstym gościem całej konferencji.

Jako, że jest to model świętujący tak długą historię Smart zegarków od Apple, to nie zabrakło zupełnie nowego aluminiowego wykończenia.

Opatrzono je nazwą Jet Black i jest to czarny połysk, który z kolei w Polsce jest przedstawiany jako onyks, czyli kamień symbolizujący siłę oraz moc.
Do wyboru mamy także różowe złoto oraz kolor srebrny.

Dalej dowiadujemy się, że zegarek został wyposażony w nowy system audio, który ma nam zapewnić lepsze wrażenia dźwiękowe.

Będziemy mogli odtwarzać tutaj muzykę w dobrej jakości, zaś samo urządzenie będzie od teraz potrzebować 30 minut by naładować się do poziomu 80%.
O samym czasie pracy na baterii już się nikt tutaj nie zająknął, ale w mozaice podsumowującej możemy zobaczyć informację o 18 godzinach pracy.

Następnie przechodzimy do sekcji biżuteryjnej, którą od teraz prezentować będzie polerowany tytan w trzech wersjach kolorystycznych.

To także dobry moment by przypomnieć nam, że marka deklaruje się do zachowania pełnej neutralności węglowej do 2030 roku…

Apple Watch 10 został wyposażony w procesor S10.

W tym miejscu zostają nam przypomniane wszystkie ostatnie funkcje w nowym watchOS jak nowe widgety, tłumacz, oraz wszystkie aplikacje monitorujące nasze zdrowie, oraz aktywność.
Zupełną nowością jest tutaj monitoring bezdechu sennego, który uzupełnia pozostałe funkcje związane ze śledzeniem jakości naszego snu.

Do tego w aplikacji tętno otrzymamy powiadomienia o zbyt niskim lub wysokim tętnie i arytmii.

Wszystkie te i inne rzeczy ma zawiązywać w całość aplikacja, która będzie tworzyć podsumowanie dla naszych najważniejszych parametrów życiowych.

Nowy Apple Watch to także pakiet nowych czujników - tym razem odpowiadających za mierzenie temperatury wody oraz jej głębokości.
Apple tym razem stawia na sporty wodne, a aplikacja Pływy będzie śledzić dla nas warunki na plażach i w miejscach surfingowych na całym świecie.

Do tego otrzymamy informacje o przypływach, odpływach i ich kulminacyjnych punktach oraz o wschodach i zachodach słońca - jak głosi informacja na oficjalnej stronie producenta.

Do Apple Watch serii 10 dołącza również aplikacja do nurkowania Oceanic+, którą to znaliśmy dotąd z modelu Ultra.

Modele aluminiowe startują od 1999 złotych, zaś wariant tytanowy to koszt minimum 3499 złotych.
Naturalnym krokiem było przejście do modelu Ultra i tutaj, zgodnie z przeciekami, został nam zaprezentowany model, którego kopertę wykonano z czarnego tytanu i… to właściwie tyle.
Słuchawki od Apple - AirPods Max i AirPods 4

I jeśli myśleliście, że to jedyna taka premiera nowego koloru, któremu poświęcono uwagę, to jesteście w błędzie.
W ramach odświeżenia całej linii słuchawek od Apple, doczekaliśmy się nowych kolorów dla modelu Max.

Od teraz będą one oferować port USB-c oraz jeszcze lepsze wrażenia słuchowe w duecie z nowym iOS 18 - cokolwiek to znaczy.
No pokażcie mi drugą markę, która potrafi celebrować nowy kolor swoich urządzeń - swoją drogą, ci którzy czekali na ulepszenie Watch’a ultra albo Airpodsów Pro Max z pewnością są zachwyceni.

Zupełną nowością okazały się AirPodsy 4, które oferują funkcje zarezerowane dotąd dla modelu Pro, a więc mamy tutaj spersonalizowany dźwięk przestrzenny.

Dodatkowo czip H2, nową architekturę akustyczną, a także opcję aktywnej redukcji hałasu.
Samo etui do słuchawek zostało lekko zmniejszone, a jednocześnie pozwoliło zachować ten sam czas ładowania słuchawek.

Producent deklaruje 30 godzin słuchania z etui, 5 godzin na jednym ładowaniu i 4 godziny przy włączonej redukcji hałasu.

No i tu przechodzimy do najciekawszej części, bowiem nowe douszne słuchawki od Apple są oferowane w dwóch wariantach.
Wersja zwykła kosztuje 649 złotych, zaś wersja oferująca aktywną redukcję hałasu i pozostałe tryby, oraz etui z wbudowanym głośnikiem w ramach funkcji znajdź, to koszt 899 złotych.
Takie rzeczy to tylko tutaj.

Przy omówieniu Airpodsów Pro pomyślałem, że skoro Airpodsy 4 dostały w spadku funkcje z modelu Pro, to ten uzupełni ten naturalny dystans w drabince oferty i zaoferuje nowe, lepsze funkcje.
Słuchawki mają doczekać się aplikacji zdrowie słuchu, co oznacza, że za pomocą tych słuchawek i aplikacji będziemy mogli przebadać sobie słuch, a także skorzystać z funkcji aparatu słuchowego.

I ja nie uważam, że to źle, że taka funkcja będzie dostępna.
Znowu jest jednak tak, że coś co mogłoby być teoretycznie dostępne w czwórkach jest na wyłączność w modelu Pro, co oznacza handlowanie funkcjami, a nie samym urządzeniem.
Druga sprawa - po raz kolejny nie dostajemy w tym roku pełnoprawnego następcy.

Najpierw nowy kolor dla Apple Watch Ultra 2, a teraz specjalna aplikacja dla Airpodsów Pro 2.
Wygląda więc na to, że tutaj na duże nowości będziemy musieli poczekać conajmniej do przyszłego roku.

Na ten moment przypomina to bardziej dyskontowanie swojego portfolio na kolejne wymyślne sposoby i stwarzanie wrażenia, że wydarzyło się tutaj tak wiele od ostatniego roku, a to niestety nieprawda.
iPhone 16

Za to prawdą okazało się być to co ujrzało światło dzienne wiele miesięcy temu, czyli nowy wygląd podstawowego iPhone’a 16,.
Przeprojektowany układ kamer nie stanowi tym razem kolejnej zabawy estetyką, a jest powodowane możliwością rejestrowania wideo przestrzennego.

W związku z tym koniecznym było przeprojektowanie obiektywów, aby znajdowały się w jednej osi.
Oczywiście aby skonsumować zarejestrowane wideo przestrzenne, musimy posiadać gogle Apple Vision Pro.

Sama bryła telefonu pozostała niezmieniona.
Na froncie zawitała nowa generacja szkła Ceramic Shield, która ma zapewnić nam „lepszą, niż kiedykolwiek”, bo jakżeby inaczej, twardość i odporność na zarysowania.

Do wyboru mamy oczywiście nową paletę kolorów, a telefon jest dostępny w dwóch rozmiarach ekranu - 6.1 cala oraz 6.7 cala.

Ekrany oferują tą samą jasność, a to co podstawowe modele otrzymały w spadku po ubiegłorocznym modelu Pro, to oczywiście przycisk czynności.

Zaskoczeniem było dla mnie to, że oprócz przycisku czynności producent poszedł o krok dalej i wmontował tutaj multifunkcyjny przycisk Camera Control.
Spodziewaliśmy się zobaczyć dopiero w modelach Pro.

I niewątpliwie jest to ta jedna z naprawdę niewielu nowości, która wprowadza zupełnie nową funkcjonalność i powiew świeżości.
I nie mam tu na myśli zaprezentowanej integracji z Visual Intelligence, a to, że aplikacja aparatu zyskuje teraz nowe możliwości.

Przycisk ten docelowo będzie mógł być wykorzystywany przez inne aplikacje.
Są gesty dotykowe, jest informacja zwrotna w postaci wibracji i jak sądzę, szerokie pole do popisy by efektywnie wykorzystać nowy przycisk.

iPhone 16 to rzecz jasna nowy, jeszcze lepszy, niż kiedykolwiek procesor i jest to, jak mogliśmy się spodziewać, nowa jednostka A18 wykonana w technologii trzech nanometrów.

Jeszcze bardziej energooszczędna, jeszcze bardziej wydajna, bo w końcu ma obsłużyć dobrodziejstwa związane z Apple Intelligence, o którym to nie dowiedzieliśmy się niczego nowego.

Pierwsze funkcje zostaną udostępnione w przyszłym miesiącu w ramach kolejnej aktualizacji wersji beta, a do końca roku trafi do kolejnych krajów.
Kolejnymi językami, które będzie obsługiwać Apple Intelligence w przyszłym roku będą chiński, francuski, japoński, oraz hiszpański.

Aktualnie w kolejce mamy najpopularniejsze języki na świecie, nie padły żadne informacje odnośnie innych języków w przyszłości.
Nie wiemy dalej nic o kolejnych regionach, w których funkcje ai będą w ogóle dostępne.

No, ale wróćmy do samego iPhone’a 16.

Wspomniałem o tym, że otrzymał on w spadku przycisk czynności, ale jak się okazuje, jego ulepszona wydajność pozwala na obsługę bardziej wymagających tytułów gier wykorzystujących Ray Tracing.
Jest swoją drogą sprytnie pomyślane, bo nikt mówi o tym w kontekście iPhone’a 15 Pro Max, który niekoniecznie dobrze sobie z tym radził.

Jednocześnie z dumą zostało podkreślone to, że całkowitym przypadkiem przeprojektowano tutejszą komorę parową by lepiej poradzić sobie z sytuacją, kiedy tak mocno obciążamy m.in. procesor graficzny.

A już na pewno dumny może być z siebie dział marketingu, który głowił się nad tym co by tu w tym roku począć w kontekście aparatów.
Umówmy się, trudno było przebić ubiegłoroczną aktualizację głównej jednostki do 48 Mpix.

Więc cóż. Postanowiono zabawić się w grę słów i opisać to następująco:
„Podwójnym aparatem Fusion 48 MP zrobisz zarówno zdjęcia w zachwycająco wysokiej rozdzielczości, jak i dwukrotne powiększenia zoomem jakości optycznej."

Podczas gdy tak naprawdę mamy tutaj dokładnie ten sam system aparatów, w którym jedyną fizyczną zmianę stanowi większy otwór przysłony oraz autofocus dla aparatu ultraszerokokątnego.
Cała reszta zmian skupia się już na samym oprogramowaniu.

W tym przypadku ma to być tryb makro dla ultraszerokiego kąta, szersze panoramiczne kadry.

Skuteczniejsze usuwanie szumów z klipów wideo, kiedy mówimy do mikrofonu, rejestrowanie dźwięku przestrzennego, również mix audio dla trybu edycji wideo oraz nowe style fotograficzne.

Pytanie, czy sama jakość zdjęć będzie wyraźnie różnić się od tych, które zrobimy iPhonem 15 zaktualizowanym do iOS 18.

Tak, czy inaczej w zakresie możliwości foto-video nie dostajemy zbyt wiele. A nie przepraszam. Spójrzcie na tę kafelkę …

W iPhonach 16 urosła pojemność akumulatorów.
Narazie nie wiadomo o jakim dokładnie wzroście mówimy, ale w połączeniu z nowym, bardziej energooszczędnym procesorem powinniśmy spodziewać się tutaj lepszych wyników.
Z pewnością przyjrzymy się temu już w trakcie testów. Co ciekawe, wzrosła moc ładowania bezprzewodowego do 25 Watów.
iPhone 16 Pro

No i na koniec model Pro, który mam wrażenie został w tym roku okradziony trochę ze splendoru.
Gdyby chociaż jemu przypadł w indywidualnym udziale nowy przycisk, to miałby się czym pysznić.

Wyszło na to, że jest najlepszym iPhonem jaki kiedykolwiek powstał i z pewnością najmniej emocjonującym od lat.

W tym miejscu potwierdziły się informacje o tym, że od teraz modele Pro będą występować w rozmiarze 6.3 cala oraz 6.9 cala.
Co ciekawe, tym razem nie mamy tutaj żadnych dodatkowych zależności związanych z tym, że większy model oferuje coś dodatkowego poza większym ekranem i naturalnie większym akumulatorem.

Sam ekran w nowych modelach Pro ma posiadać cieńsze ramki, a ten w modelu Max ma być największym jaki dotąd posiadał iPhone.
Tu ponownie mamy nowy Ceramic Shield, a przede wszystkim mamy w końcu nowy kolor obudowy, którym ostatecznie okazał się być Desert Titanium.

Idąc dalej musiał pojawić procesor A18 w wersji Pro, którego istnieje nie uzasadnia narazie żadna konkretna funkcja dla której mógłby powstać.
Jedynym powodem jest jeszcze lepsza obsługa Ray Tracing w grach.

Jest jeszcze bardziej energooszczędny - do tego stopnia, że padło tutaj stwierdzenie, że te właśnie iPhone’y z linii Pro mają przejść do historii jako najdłużej pracujące na baterii.

Model Pro posiada nowy przycisk Camera Control, do tego zarówno mały Pro, jak i duży Pro wykorzystują ten sam pięciokrotny zoom optyczny.
W tym roku ich zupełnie nową super mocą jest 48 Mpix aparat ultraszerokokątny oraz możliwość nagrywania w 4K w 120 klatkach na sekundę i to w dodatku w formacie prores log.

I w tym miejscu właściwie cały wywód orbitował wokół nowych możliwości Slow Motion i rzeczy mocno związanych z postprodukcją video.
Cieszą mnie zapowiedzi zredukowanego Shutter Laga, czy blokowanie ostrości wraz z ekspozycją, ale pytanie ile osób realnie ucieszą tego typu zmiany programowe.

Gdyby ktoś mnie dzisiaj odkuł z lodu i powiedział, że obecnie teledyski kręci się telefonami, to byłbym pewnie pod niemałym wrażeniem.
Jednak od dawna wiemy, że jest to już możliwie i tak naprawdę była to część, która skupiała się na niuansach dających radość wąskiej grupie odbiorców.
Mam wrażenie, że w przypadku modelu Pro i tutejszych kamer zabrakło jakieś bomby, którą można by zachwycić mainstream.

Z pewnością bardzo miłym akcentem jest to, że tegoroczna oferta iPhonów jest zauważalnie tańsza od ubiegłorocznej.
Podstawowy model startuje od kwoty 3999 zł za wersję 128 GB, iPhone 16 Plus to koszt minimum 4499 złotych, 16 Pro to na start 5299 złotych, ale niestety za wersję 128 GB.
Model 16 Pro Max to 6299 złotych za startowe 256 GB.
Wnioski na temat konferencji Apple

Nie da się ukryć, że tegoroczna premiera to typowy klasyk jaki zwykle serwuje nam Apple.
Damy kilka zupełnie nowych, unikalnych funkcji dla naszych produktów, a całą resztą rzeczy odwracamy uwagę od tego, że w sumie nie nastąpiło tutaj zbyt wiele spektakularnych zmian.

W tym celu marka przestawia z miejsca na miejsce różne fragmenty tej całej układanki.
W ten sposób dochodzi do pomysłów w stylu: zrobimy tu nowy kolor, tu sprzedajmy ANC, tu dorzućmy style fotograficzne i jakoś to wszystko się kręci.

Nie wiem. Być może za bardzo ironizuję, ale tak jak powiedziałem na początku.
Nie spodziewałem się niczego innego, dostałem dokładnie ten rodzaj rozrywki, po który tu przyszedłem.
Nie mam zamiaru specjalnie narzekać, natomiast nasze rychłe testy tych sprzętów pozwolą nam zrozumieć jakie, tak realnie, nastąpiły tutaj zmiany i w jakim kierunku zmierza ta marka. No właśnie.

W jakim kierunku zmierza ta marka - to właściwie moje pytanie do Was. Koniecznie dajcie znać co o tym myślicie, ja tymczasem żegnam się z Wami, do zobaczenia, cześć.