WIATRAK NA USB
Naszą pierwszą propozycją będzie to turkusowe maleństwo, z którego możecie korzystać za pomocą uchwytu, bądź dołączonej podstawki.
Jeśli skończy Wam się zasilanie - wystarczy skorzystać z widocznego wejścia micro usb i podłączyć urządzenie np. do komputera za pomocą dołączonego do zestawu przewodu.

Podstawka posiada antypoślizgową gumę, która zapewni nam stabilność.

Wiatraczek posiada trzy stopnie mocy.

WIATRAK BEZPRZEWODOWY
Kolejnym niskogabarytowym wiatraczkiem jest ten różowy Benks, który posiada wbudowany statyw.
Tak jak jego poprzednik posiada wejście micro usb i dołączony przewód. Dodatkowo mamy tutaj ruchomą głowicę.



WIATRAK NA BIURKO
Gdybyście potrzebowali czegoś większego i bardziej wszechstronnego, to ten model Baseusa nada nie idealnie.
A wszystko za sprawa specjalnego klipsa u podstawy, dzięki któremu możemy montować wiatraczek w najbardziej wymyślnych miejscach.

Oczywiście urządzenie również możemy ładować za pomocą wejść usb i dołączonego przewodu.
Oprócz trójstopniowej regulacji mocy mamy także lampkę, która możemy regulować w dwóch stopniach natężenia światła.



STYLOWY WIATRAK NA BIURKO
Gdyby odpowiadał Wam wygląd poprzednika, ale wolelibyście coś skromniejszego, to mamy takie oto maleństwo.
Ponownie jak jego poprzednicy nie generuje wielkiego hałasu. Ma także ruchomą głowicę.
Podstawa posiada antypoślizgowe gumy.

Nie inaczej jest w przypadku tylnej obudowy - tutaj również znajdziemy wejście mikro usb, z którego możemy korzystać za pomocą dołączonego przewodu.

WIATRAK DO AUTA
Gdyby Wasi współpasażerowie zasiadający na tylnej kanapie auta narzekali na duchotę i chcieli poczuć wiatr we włosach, to zawsze możecie wspomóc się tym wiatraczkiem montowanym w ramieniu zagłówka.

Mocowanie z wejściem mikro usb możemy umieścić na stałe, zaś sam wiatrak możemy w dowolnym momencie odpinać.
Bardzo zależało nam na tym aby móc Wam w jakiś sposób zobrazować moc z jaką działają wiatraczki i zmierzyć ich efektywność. Na początku postanowiliśmy wykorzystać termometr bezdotykowy oraz kamerę termowizyjną w naszym testowanym telefonie licząc przy tym na wykazanie różnic w temperaturach, natomiast szybko się okazało, że pomiary wiodą nas beztrosko do krainy wiecznych omyłek i bezsensownych wniosków.
Wtedy to nasz wzrok niemal jednocześnie powędrował w stronę niewinnej wstążki, która posłużyła jako tzw. metoda „na oko” obrazująca jakich mniej więcej można spodziewać się rezultatów.
Metoda ta pokazała, że rozmiar to czasami … pozory i że mniejsze urządzenia potrafią wygenerować większy podmuch. Pierwsze cztery modele mają trójstopniową regulację mocy, zaś ostatni posiada dwa tryby mocy. Wnioski pozostawiamy Wam, natomiast od siebie możemy dodać, że każdy z przedstawionych modeli może przynieść ulgę w trakcie upałów i uratować Was od obłędu. Do zobaczenia!