Szklana obudowa w smartfonach

Zacznę może nieco prowokacyjnie, ale uważam, że warto podnieść ten temat i wywołać, mam nadzieję, twórczą dyskusję w komentarzach. Mianowicie chciałbym zwrócić waszą uwagę na szklane obudowy, z którymi głównie kojarzą nam się smartfony kategorii premium.

No bo przywykliśmy myśleć o tym jak o wyznaczniku tego, czy telefon reprezentuje najlepszy poziom wykonania, co oczywiście producenci bardzo chętnie nam sugerują, że o tegorocznym i pewnie przyszłorocznym tytanie nie wspomnę, bo to jest już w ogóle temat na osobny odcinek.

Ale, gdy na chwilę odłożymy na bok zapewnienia producenta, oraz sam walor estetyczny, a skupimy się na czystej pragmatyce, to przecież szklana obudowa jest z zasady cięższa.
Sam materiał jest również znacznie delikatniejszy i niemal zawsze jest pewne, że jeśli taki telefon upadnie ci na ziemię, a nie był noszony w etui, to twoim oczom ukaże się charakterystyczna pajęczyna. Taka za na przykład 5 tysięcy złotych.

Szkło jest również śliskie, co nie zawsze wspomaga chwyt telefonu, czy bywa bezpieczne, kiedy odkładamy go np. na oparciu kanapy pokrytej gładkim materiałem, a mimo wszystko daliśmy sobie wmówić, że szkło jest lepsze, niż dobrze wykończone tworzywo sztuczne.

Więc jeśli planujesz zakup smartfona, to zważ obie te rzeczy, czyli estetykę i pragmatyzm. I mówię to ja, człowiek, który od wielu lat używa głównie iPhonów ...
Szczytowa jasność ekranu w smartfonie

W ostatnim czasie mogliśmy zauważyć, że producenci smartfonów, szczególnie tych topowych, ścigają się ostatnio na coraz to większe jasności szczytowe ich ekranów, rzucając, że ten ma 1700 nitów, a ten ma 2000 nitów.
Musicie wiedzieć, że jest tu jedna ważna rzecz niewypowiedziana wprost. Pomijam to, czy dany poziom jasności deklarowany przez producenta faktycznie odpowiada podawanej przez niego wartości, ale załóżmy, że tak jest.

No i kiedy przykładowo marka rzuca nam hasłem, że ekran w ich flagowcu ma 2000 nitów, to to nie oznacza, że jak przesuniecie w interfejsie suwak jasności ekranu na maxa, to właśnie uzyskaliście 2000 nitów, tylko jest to typowa maksymalna jasność tego konkretnego ekranu.

Warto zwrócić na to uwagę, kiedy przeglądacie szczegółowe parametry danego telefonu.
Często znajdziecie tam podane dwie wartości, czyli wspomnianą typową jasność, która np, maksymalnie może wynieść 1000 nitów, a 2000 nitów owszem osiąga, ale w trybie hbm, czyli High Brightness Mode.
Tryb ten uruchamia się tylko wtedy, kiedy telefon wykryje naprawdę mocne źródło światła np. w bardzo słoneczny dzień i wtedy dopali taki ekran i tylko na określony czas by nie doprowadzić do przegrzania się urządzenia.

Więc jeśli iPhone 15 Pro Max ma 2000 nitów w szczycie, a Samsung S23 Ultra 1750, to nie oznacza wcale, że ten drugi jest gorszy, bo gdy zwrócimy uwagę na typową jasność maksymalną, to zobaczymy wtedy, że to S23 Ultra ma 1200 nitów, podczas gdy iPhone 15 Pro Max ma równe 1000 nitów.
Wodoszczelność telefonu, a gwarancja

Rzecz, która może się wydawać wam oczywista, ale mimo wszystko warto o niej przypomnieć to smartfony objęte najwyższymi stopniami ochrony, gdzie producent deklaruje, że ich urządzenie jest odporne na pył, zachlapania, czy wreszcie na pełne zanurzenie w wodzie.
I oczywiście nie kwestionuję tego, że tak nie jest i że producenci w tych deklaracjach mijają się z prawdą, natomiast nie chcą brać pełnej odpowiedzialności za taką właściwość telefonu, tylko nikt nas o tym nie informuje wprost.

Wiadomo, łatwo jest pokazać w reklamie deszcz, czy wodę, łatwo jest tłustą czcionką podkreślić stopień ochrony, ale musicie wiedzieć, że w tym wypadku wszystko jest fajnie, dopóki coś się nie wydarzy, bo wtedy, cytując jeden z przykładowych regulaminów:
„Gwarancją nie są objęte: uszkodzenia spowodowane przez czynniki zewnętrzne, takie jak: zalanie cieczą, zawilgocenie (np. przez opady atmosferyczne lub kondensację pary wodnej w zmiennych temperaturach) …”
I w tym wypadku trzeba próbować zrozumieć obie strony.

Jako konsument czuję pełne oburzenie, bo tego typu zapisy wprowadzają mnie delikatnie mówiąc w konsternację, bo przecież płacę, często niemałe pieniądze za smartfon, który ma być wodoodporny.
Tymczasem producent wyraźnie to deklaruje, a kiedy chce skorzystać z tej właściwości, to nagle okazuje się, że gwarancja nie obejmuje zalania cieczą.


Co więcej, jak zaczniemy wgłębiać się w szczegóły na stronach producentów, to już w ogóle tracimy ochotę na jakikolwiek kontakt telefonu z wodą.
Okazuje się, że np. testy kwalifikacyjne odbywały się w słodkiej wodzie, w określonej głębokości, gdzie telefon spoczywał nieruchomo, czyli już na tym prostym przykładzie widzimy, że otwiera się przed nami pole do naprawdę rozległej interpretacji naszego wniosku o uznanie gwarancji.

Z drugiej zaś strony producenci smartfonów mają trochę rację w tym by zabezpieczać się takimi regulaminami, bo weźmy pod uwagę taki przykład, że ktoś upuścił telefon na ziemię. Uznał, że na szczęście się nic nie stało i o sprawie zapomniał.
Minął jakiś czas i postanowił w trakcie wakacji wejść sobie z telefonem do basenu i ku jemu zdziwieniu, flagowiec ze wszystkimi normami ochrony złapał wodę i przestał działać.
Wszystko dlatego, że po rzeczonym upadku mogło dojść do miejscowych rozszczelnień, których nie widać gołym okiem, klej mógł stracić swoje właściwości, mogła poluzować się jakaś uszczelka i nieszczęście gotowe.

Osobiście, mimo, że korzystam z flagowca, niespecjalnie mam ochotę testować go w wodzie, trzymam go z dala od skrajnych temperatur, a na co dzień trzymam go w etui - pochodzącym oczywiście ze sklepu Pancernik.

Doskonale zdaję sobie sprawę, że to jest zaledwie początek tego typu przykładów, więc jeśli chcecie, to możemy omówić je sobie w takiej skrótowej formie jak ta, albo skupić się na jakimś konkretnym aspekcie, gdzie producenci nie zawsze mówią nam to, co powinniśmy wiedzieć.
Dajcie więc znać w komentarzach!