Ten tekst powstał na podstawie materiału wideo, który znajdziesz na naszym kanale YouTube. Zobacz film tutaj.
Smukłość jako nowa obsesja
Smukłość i mistrzostwo inżynierii. Ultrasmukła jakość premium. Doskonale smukły.
Samsung wykorzystuje tego rodzaju hasła, aby promować swój najnowszy flagowy model z serii S, który dołącza do oferty.
Producent bardzo wyraźnie daje do zrozumienia, że rola S25 Edge jest jedna.
Pośród dotychczasowych urządzeń to właśnie ten model ma wyróżniać się wyjątkowo smukłą konstrukcją – cechą, na której zresztą skupiono całą komunikację marketingową.
Początkowo odebrałem to także jako próbę stworzenia czwartego flagowego modelu, który miałby łączyć kluczowe cechy trzech poprzednich.
Tymczasem bliższa znajomość z tym smartfonem uświadomiła mi, że są to dopiero pierwsze szkice długodystansowych planów.
Dzisiaj całą uwagę powinniśmy przede wszystkim skupić na tym, co inżynierowie Samsunga zdołali pomieścić w tak cienkiej obudowie.
Stare ambicje, nowe szanse
To nie jest opowieść o spełnianiu marzeń o idealnym smartfonie.
To jest, jak się często mówi w kuluarach, nowa idea fix czołowych producentów elektroniki, którzy po raz kolejny wracają do konceptu cienkiej konstrukcji urządzenia.
Wszak w tym miejscu była już niegdyś Motorolla, było Sony, Oppo, czy choćby Apple.
Każdy w swoim czasie sprawdzał dokąd sięgały ówczesne możliwości, ale nie jest przypadkiem to, że żadne z tego typu urządzeń nie zadomowiło się na rynku. Czy zatem S25 Edge odczaruje tę klątwę?
Możliwe, że to zbyt daleko idąca interpretacja, ale dostrzegam w tym pewien symboliczny wymiar, który wydaje się odzwierciedlać aspiracje producentów.
Jeszcze niedawno duże emocje budziły telefony komórkowe zamknięte w masywnych i ciężkich obudowach o aparycji przypominającej buta.
Dziś zaś trzymamy w rękach urządzenia, które stały się częścią mody użytkowej. Są to przy tym wynalazki rodem z jakiegoś uniwersum przyszłości, które pobudzało niegdyś naszą wyobraźnię.
Gdy spojrzymy więc na sprawy z dystansu, łatwiej będzie nam docenić to, w jakim miejscu obecnie się znajdujemy.
Kolejne lata mają szansę przynieść na tym polu wiele ciekawych zmian, które będą stopniowo oddalać nas od panujących tu kompromisów.
No właśnie. Kompromisy. Z tych niestety jest w dużej mierze utkany debiutujący model Edge.
Kompromisy w cienkiej obudowie
A pierwszy z nich widoczny jest właściwie od razu. Mowa oczywiście o wystającej wyspie aparatów.
Jestem przekonany, że gdyby Samsung dysponował dzisiaj takimi możliwościami, to szczególnie przy okazji takiego modelu chciałby zastosować dokładnie ten sam język projektowy, który znamy z pozostałych flagowców.
Oto mielibyśmy praktycznie ten sam większy model S25, ale zauważalnie cieńszy i co równie ważne, lżejszy.
Tymczasem nie zdołano przykryć całości obudową, z której wystawałyby te trzy charakterystyczne oprawki obiektywów położone symetrycznie wzdłuż jednej linii.
Choć można było przypuszczać, że nie znajdziemy tutaj pełnego zestawu aparatów, to wyraźnie odstająca wyspa z obiektywami pozostawia pewien niedosyt.
Budzi to również wątpliwości co do interpretacji grubości urządzenia, którą producent określa na 5,8 mm, uwzględniając jedynie płaską część obudowy i pomijając wystające elementy.
Wartość ta byłaby znacznie bardziej wiarygodna, gdyby konstrukcja była w pełni zlicowana, tworząc jednolitą i spójną bryłę.
Smukłość, choć niebijąca rekordów, z pewnością może ucieszyć estetów. Obudowa robi wrażenie na żywo, zwłaszcza, gdy mamy porównanie.
Spójrzcie jak to wygląda z perspektywy dolnej części obudowy w towarzystwie S25 Ultra.
To co jednak bardziej dochodzi tu do głosu, to sama waga urządzenia, które jest wyraźnie lżejsze.
Korzystając naprzemiennie z S25 Ultra i S25 Edge, różnica jest znacząca.