Poco X8 Pro Max: to koniec drogich flagowców
Ten tekst powstał na podstawie materiału wideo, który znajdziesz na naszym kanale YouTube. Zobacz film tutaj.
Strategia, która nie zawodzi
Seria X od Poco to już rynkowy fenomen, który z właściwą dla siebie konsekwencją realizuje ten sam, od lat skuteczny scenariusz.
Podczas gdy konkurencja często serwuje nam zachowawcze liftingi między kolejnymi generacjami modeli, Poco stawia za każdym razem na nową jakość.

Strategia jest prosta: w przedsprzedaży cena zbliża się do segmentu budżetowego, ale pod maską kryją się podzespoły, które zawstydzają znacznie droższe flagowce, szczególnie pod względem wydajności.
W tym roku zadebiutowały dwa warianty — Pro oraz Pro Max.
Dziś zajmiemy się tym najmocniej wyspecyfikowanym modelem, który na papierze wygląda niemal jak kompletny zestaw, zbudowany na dobrze wyważonych kompromisach.
Konstrukcja i materiały

Zacznijmy od jakości wykonania, która jest tu wręcz podręcznikowym przykładem świetnego kompromisu. Producent postawił na solidną, metalową ramkę i plecki z włókna szklanego.
Zastosowanie tego kompozytu to strzał w dziesiątkę. Jest on znacznie sztywniejszy i twardszy od typowego plastiku.

W efekcie konstrukcja jest absolutnie zwarta, nie wydaje z siebie żadnych niepokojących trzasków, a eleganckie, matowe wykończenie potęguje poczucie obcowania ze sprzętem wyższej klasy.

Jednocześnie całość jest lżejsza, zaś ewentualny upadek nie sprawi, że obudowa pęknie tworząc charakterystyczną pajęczynkę. Użycie tego materiału nie jest przypadkowe.

Mając tak mocny procesor na pokładzie, otrzymujemy – przynajmniej w teorii – lepsze odprowadzanie ciepła niż w przypadku czystego poliwęglanu, na którym zwykle opiera się tania obudowa.
Dodatkowo panel wykonany z takiego kompozytu może być cieńszy niż plastikowy, przy zachowaniu tej samej sztywności. To z kolei pozwala zmieścić większą baterię.
Gamingowy charakter i kompromisy

Dopisek Max w nazwie podświadomie każe oczekiwać bezkompromisowego zaplecza fotograficznego, dumnie prezentującego się na pleckach urządzenia.
Tymczasem dość minimalistyczny projekt tego modułu nie pozostawia złudzeń.
Mamy tu do czynienia z typowym dla tej serii świadomym cięciem kosztów, mającym na celu wygospodarowanie budżetu na najważniejszy parametr jakim jest tu wydajność.
Wprawdzie producent nie zawęża tej kategorii i nie sugeruje, że mamy do czynienia z propozycją dla graczy.
W mojej opinii to jednak właśnie ta grupa użytkowników najmocniej skorzysta na obecnej tu specyfikacji.
Dodatkowy pierścień LED okalający wyspę aparatów to detal, który najlepiej potwierdza moją teorię.
Kiedy rozbłyska przy powiadomieniach lub podczas grania w obsługiwane tytuły, gamingowe DNA urządzenia staje się aż nadto oczywiste.
To wyraźny ukłon w stronę fanów estetyki RGB, którzy z pewnością docenią taki smaczek.
Ekran i multimedia
A jeszcze bardziej docenią front urządzenia, a konkretnie duży panel AMOLED otoczony wąskimi ramkami. Choć to sprawdzona matryca znana z poprzednika, producent wycisnął z niej jeszcze więcej.
Tegoroczny model oferuje zauważalnie wyższą jasność szczytową w treściach HDR oraz wyższą luminancję w trybie automatycznym, co poprawia czytelność w pełnym słońcu.
Gracze docenią podbitą częstotliwość próbkowania dotyku, a osoby wrażliwe na migotanie ekranu z pewnością odnotują obecność wysokiej częstotliwości PWM, która skutecznie dba o komfort wzroku.
No i w tym roku otrzymujemy już ultradźwiękowy czytnik linii papilarnych. Naprawdę miło. Szkoda jedynie, że nadal nie mamy tu pełnoprawnego Always on Display.

W kwestii audio Poco X8 Pro Max nie idzie na łatwiznę, oferując w pełni symetryczne stereo z osobnymi głośnikami na górnej i dolnej ramce.
Brzmienie jest klarowne, choć bas, zgodnie z oczekiwaniami w tej klasie, stanowi jedynie delikatne tło.

Urządzenie potrafi być ekstremalnie głośne. Xiaomi chwali się trybem podbicia głośności do aż 400%, jednak to raczej marketingowa ciekawostka.
Powyżej 100% zniekształcenia stają się zbyt wyraźne, by mówić o jakimkolwiek komforcie.

Z kolei zaplecze techniczne to absolutna czołówka, bo mamy tu od teraz kompletną listę kodeków, a także pełne wsparcie dla Dolby Atmos.
Wydajność i oprogramowanie

Poco X8 Pro Max przeciera rynkowe szlaki jako pierwszy smartfon napędzany przez MediaTek Dimensity 9500S.
Choć to nieco zachowawcza wersja flagowego układu, to jednak w połączeniu z 12 GB szybkiego RAM-u i pamięcią UFS 4.1, gwarantuje potężny zapas mocy.

Jeśli chodzi o kulturę pracy, nie obeszło się bez kompromisów. Chipset generuje sporo ciepła, co pod dłuższym obciążeniem skutkuje spadkiem wydajności.
Na szczęście producent zadbał o to, by zbijanie taktowania odbywało się płynnie.

Wydajność spada zatem stopniowo, co pozwala uniknąć irytujących przycięć animacji podczas intensywnych sesji gamingowych, a odczuwalnie ciepła, aluminiowa ramka pozostaje w granicach normy.
Od strony oprogramowania smartfon debiutuje z Androidem 16 i nakładką HyperOS 3.

Xiaomi mocno punktuje tu polityką aktualizacji — deklaruje cztery lata wsparcia systemu oraz aż sześć lat łatek bezpieczeństwa.
Niestety, pierwsze wrażenie po wyjęciu z pudełka psuje agresywna polityka preinstalowanych aplikacji.

Choć część zbędnych programów można odznaczyć podczas konfiguracji, system wciąż wymaga początkowych porządków.
Dodatkowo natywne aplikacje, takie jak przeglądarka czy odtwarzacz muzyki, irytują obecnością reklam. To tylko wzmacnia chęć, by jak najszybciej zastąpić je popularniejszymi rozwiązaniami.

Sam interfejs to ewolucja znana fanom marki – domyślne ikony uległy spłaszczeniu, a i tak już wzorowa płynność animacji została jeszcze bardziej wyśrubowana.
Najciekawszym dodatkiem wizualnym jest jednak „Super Island”, czyli autorska interpretacja Dynamic Island od Apple.

Estetycznie i sprawnie agreguje wokół obiektywu kontekstowe powiadomienia, minutniki czy odtwarzacz Spotify.
System uzupełnia pakiet sztucznej inteligencji ukryty w podmenu Xiaomi Hyper AI. Oferuje on wsparcie asystenta Gemini, generowanie tapet oraz transkrypcje na żywo.
Bateria, aparat i werdykt

Bateria to chyba jednak najjaśniejszy punkt tego smartfona zaraz po procesorze.
Mamy tu do czynienia z potężnym ogniwem o imponującej pojemności 8500 mAh, wykorzystującym nowoczesną technologię krzemowo-węglową.

Biorąc więc pod uwagę obecność energooszczędnego procesora wykonanego w 3-nanometrowej litografii, moje oczekiwania wobec czasu pracy były zawieszone niezwykle wysoko.
Muszę przyznać, że Poco absolutnie mnie nie zawiódł. W moich testach smartfon osiągał rewelacyjne wyniki, pozwalając mi zbliżyć się nawet do trzech dni użytkowania na jednym ładowaniu.
Podejrzewam jednak, że bardziej wymagający użytkownicy będą musieli nastawić się na rezultat bliższy dwóm pełnym dniom.
Oczywiście tak wielkie ogniwo wymaga odpowiedniego zasilania. Xiaomi w tym miejscu rekomenduje swoją 100-watową ładowarkę z autorskim protokołem ładowania.

Wprawdzie osiągane czasy nie będą jakieś spektakularne, ale warto pamiętać, że ładujemy tu akumulator o pojemności 8500 mAh. Niestety, telefony z tej serii nadal nie oferują ładowania bezprzewodowego.
Lista zmian w tym smartfonie jest imponująca i właściwie jedynym elementem, który przetrwał w niezmienionej formie, to system aparatów.
Najwyraźniej producent uznał, zgodnie z panującym obecnie trendem, że czego nie zrobi lepiej optyka, czy matryca, to może nadrobi to nowe oprogramowanie.
Już przy okazji testów poprzednika mocno podkreślałem, by podczas robienia zdjęć trzymać się głównego obiektywu, ponieważ jednostka ultraszerokokątna wyraźnie nie nadążała za główną matrycą.
Tutaj historia zatacza koło. Różnica klas jest widoczna gołym okiem – nie chodzi tylko o słabszą szczegółowość szerokiego kąta.
Przede wszystkim widać zupełnie inną szkołę kalibracji kolorów oraz „rozjeżdżający się” balans bieli.
Z tego powodu przez cały okres testów w pełni świadomie omijałem szeroki kąt, operując wyłącznie na standardowej ogniskowej i całkiem użytecznym, programowym przybliżeniu dwukrotnym.
Niestety próba wymuszenia 5-krotnego zoomu cyfrowego, nawet w mocnym świetle dziennym, boleśnie obnaża limity głównego sensora, serwując nam malarską „papkę” zamiast detali.

Jeśli jednak zostaniecie przy natywnej ogniskowej i zbliżycie się do obiektu, główna matryca potrafi odwdzięczyć się naprawdę plastyczną, naturalną i miłą dla oka głębią ostrości.
Sam algorytm przetwarzania obrazu określiłbym mianem „efektownego”.

Oprogramowanie wyraźnie lubi podbić saturację i mocno wyostrzyć tekstury, zachowując przy tym dość zachowawcze, bezpieczne podejście do rozpiętości tonalnej.
Miło zaskoczyłem się fotografią nocną, bo nie miałem wobec niej zbyt dużych oczekiwań i jeśli miałbym obstawiać, gdzie zaszły zmiany programowe, to powiedziałbym, że właśnie tutaj.
Zdjęcia robione główną jednostką bez powiększeń są w pełni użyteczne. Zarówno obrazek, jak i sam interfejs aplikacji jasno komunikują: to sprzęt typu „wyceluj i strzel”.
Jeśli szukasz telefonu, który po wyjęciu z kieszeni zrobi "Instagramowe", nasycone zdjęcie z wakacji – Poco dowiezie temat.

Fotograficzni puryści i tak szukają sprzętu na innej półce cenowej, więc bilans zysków i strat jest tu absolutnie zachowany. A jak wypada ruchomy obrazek?
Ograniczenie opisu do stwierdzenia, że „wideo w 4K jest akceptowalne”, byłoby tu lekkim niedopowiedzeniem, bo Poco radzi sobie całkiem nieźle, pod warunkiem, że znamy jego limity.

W dobrym świetle dziennym główny obiektyw rejestruje ostry, bogaty w detale materiał 4K. Kolorystyka jest tu spójna z tym, co widzimy na zdjęciach.
Na pochwałę zasługuje też sprawnie działający autofocus, który rzadko gubi ostrość podczas zmiany planu.

Producent zastosował tu kombinację optycznej (OIS) i elektronicznej (EIS) stabilizacji obrazu. W praktyce oznacza to, że statyczne ujęcia z ręki lub spokojne panoramowanie wyglądają bardzo profesjonalnie.
Schody zaczynają się, gdy zaczniemy szybciej iść – wtedy na brzegach kadru da się zauważyć delikatne, nienaturalne drgania, typowe dla elektronicznego „prostowania” obrazu.
Poco X8 Pro Max to typowy sprzęt do uwiecznienia koncertu, nagrania vloga z wakacji czy wrzucenia rolki na social media.
Jeśli szukasz maksymalnego zwrotu z każdej wydanej złotówki na smartfon, to w tej cenie naprawdę trudno będzie znaleźć coś lepszego.

Powiem więcej: w swojej klasie cenowej to propozycja właściwie bezkonkurencyjna. Wręcz taka, która bezlitośnie obnaża braki wielu droższych smartfonów.
Zwłaszcza że ten model to naprawdę solidna lista zmian względem poprzednika.

Producent oddaje w nasze ręce kompletny pakiet. Niezbędne cięcia kosztów przeprowadzono tu w najlepszy możliwy sposób, rekompensując je idealnie dobranym duetem procesora i potężnej baterii.
Ośmielę się stwierdzić, że najnowsze dzieło Xiaomi oferuje rasowe, flagowe doświadczenie, pozostając przy tym wiernym swoim korzeniom i udowadniając, że bezwzględna opłacalność to wciąż jego drugie imię.
Jerzy Bak
Jeżeli komentarz nie jest "dedytowany" to gratuluję komentującemu jasności przekazu i kompetentnych uwag, a urządzenie jest naprawdę dobre.