Oppo Find X9 Pro vs. Vivo X300 Pro
Ten tekst powstał na podstawie materiału wideo, który znajdziesz na naszym kanale YouTube. Zobacz film tutaj.
Styl i design – chińska estetyka minimalizmu

Dziś porównamy dwa smartfony, które najczęściej pojawiają się w dyskusjach o mobilnej fotografii.
Urządzenia wyznaczające nowe granice tego, co mogą osiągnąć miniaturowe układy optyczne i współczesne matryce. No to do dzieła!

Można odnieść wrażenie, że Oppo Find X9 Pro to stylistyczny powrót do przeszłości, kiedy to świat ujrzał model X5 Pro. Tegoroczny model czerpie inspiracje głównie w kontekście projektu wyspy aparatów.
Ta, podobnie jak cała bryła, nawiązuje już do aktualnych trendów, gdzie wszystko ma być z definicji płaskie, symetryczne i powściągliwe we wszelkiego rodzaju dodatkach.

Szkoda jedynie, że chiński koncern ujednolicił pod tym względem również inną swoją markę, czyli OnePlus.
Tak oto flagowy model z dopiskiem 15 wygląda bardzo podobnie, i w pierwszym kontakcie wzrok należy kierować na logotyp znajdujący się na obudowie.
Tym nie mniej, doceniam, że obaj producenci myślą coraz bardziej globalnie i co za tym idzie, zachowują większy umiar.
Oppo, a szczególnie OnePlus, wprawdzie nadal eksperymentują z różnymi fakturami i sposobami wykończeń.

Jednak zdaje się, że robią to z coraz większym wyczuciem, godnym tradycyjnych chińskich ogrodów, które są wymieniane jako przykład estetyki minimalizmu.
Okres cesarskich pałaców i dworskiej sztuki hołdującej bogactwu mamy już chyba za sobą.

Vivo zaś nieodmiennie kojarzy się z okrągłą wyspą aparatów, która to w ramach ostatnich trzech edycji jest już umieszczana centralnie, zaś dwa lata temu doczekała się swojego największego rozmiaru.
Pod tą dużą pokrywą znalazł się system aparatów sygnowany marką Zeiss. Warto dodać, że marka ta odpowiada m.in. za produkcję specjalnych powłok optycznych.

Dla Oppo jest to nieodmiennie Hasselblad, który nie pełni tu roli znaku towarowego, lecz odpowiada za przetwarzanie kolorów oraz opracowanie algorytmów umożliwiających oddanie jak najlepszych szczegółów.
Gdy zestawimy specyfikacje obu smartfonów, możemy odnieść wrażenie, że różnice w możliwościach ich systemów aparatów będą mało znaczące.
Tymczasem za tą pozorną równowagą kryje się kilka zaskoczeń, które potrafią całkowicie odmienić obraz rywalizacji.
Systemy aparatów – pierwsze wrażenia i ergonomia
Na początek omówmy sobie szybko systemowe aplikacje aparatu. W obu przypadkach z pewnością nie będziemy narzekać na mnogość dostępnych opcji.
Obejmują one wygodnie rozmieszczone narzędzia, zwłaszcza te podstawowe, a także wszelkiego rodzaju filtry, retusze, inteligentne sceny czy symulacje światła.

Do tego dochodzi także detekcja konkretnych obiektów oraz systemowe podpowiedzi.
Tak naprawdę główne różnice będą wynikać z ogólnie przyjętej filozofii w kontekście samej ergonomii, a ta zawsze będzie poddawana subiektywnym wrażeniom.

Moje nieco bardziej faworyzują w tym wypadku Oppo. Wyciąga ono na wierzch optymalizator HDR, zamiast ukrywać go w osobnej karcie z ustawieniami.
Dodatkowo, w ramach trybu Hasselblad Ultra Clear mamy szybki i czytelny dostęp do fotografii w wysokiej rozdzielczości.

Podobnie działa tryb Master, który przenosi nas do bardziej zaawansowanych ustawień.
Interfejs w Vivo wymaga nieco większego uporządkowania na starcie, zaś w Oppo trzeba przyzwyczaić się do obecności dodatkowego przycisku.

W teorii ma on wspomóc użytkownika, umożliwiając wygodniejszą i precyzyjniejszą zmianę ogniskowej w orientacji poziomej.
W praktyce jednak przycisk ten częściej bywa irytujący, gdyż łatwo jest go przypadkowo uruchomić podczas chwytu obudowy, co przekłada się na nagłą zmianę parametrów.

Warto zatem skonfigurować sobie jego czułość i pogodzić się, że na ten moment nie oferuje on zbyt wielu dodatkowych opcji.
Zmiana ogniskowej widziana w podglądzie Vivo prezentuje się dobrze i nie budzi zastrzeżeń. System zachowuje swój profil kolorów.

Zmiana pola widzenia jest płynna, a moje subiektywne wrażenie jest takie, że jest ona nieco płynniejsza niż w Oppo. Sprawdzimy to jeszcze przy okazji nagrywania materiału wideo.
Do pracy autofokusa we wszystkich ogniskowych nie mam zastrzeżeń. Trzeba jednak zauważyć, że oba smartfony oferują gwałtowną zmianę pola ostrości, co z pewnością nie będzie atutem podczas filmowania.
W tym przypadku będziemy musieli polegać wyłącznie na manualnych ustawieniach.


Naturalne rozmycie tła zarówno, gdy stosujemy główne jednostki, jak i teleobiektyw, jest w pełni satysfakcjonujące i miłe dla oka.
Mam wrażenie, że oba smartfony oferują w tym względzie bardzo zbliżone do siebie wyniki. Punkty świetlne w tle zachowują obłości, więc taki łagodny efekt rozmycia przysporzy nam wielu udanych zdjęć.
Zdjęcia w wysokiej rozdzielczości – tonacja, detale i artefakty
Przejdźmy jednak do rzeczy, która po raz pierwszy pokazała mi istotne różnice dzielące oba modele.
Otóż mogłoby się wydawać, że skoro obie jednostki główne różni na papierze jedynie pole widzenia i otwór przysłony, to właściwie otrzymamy bardzo porównywalne wyniki.

Nie możemy jednak zapominać o elementach, które tworzą całe zaplecze systemu aparatów, takich jak konstrukcje soczewek, filtry kolorów czy przetwarzanie surowych danych z matrycy.
Tymczasem test wysokiej rozdzielczości ujawnił bardzo ciekawą praktykę. Dodam jeszcze, że w ramach całego testu włączyłem optymalizator HDR w obu urządzeniach.

Tym razem regularnie upewniałem się też, że żadne z nich nie ma aktywnego dodatkowego profilu kolorów, wybierając neutralne ustawienia.
To co rzuca się w oczy praktycznie od razu, to to, że Oppo oferuje zdecydowanie szerszą rozpiętość tonalną, którą generuje oprogramowanie i w tym wypadku oceniłbym jako zbyt agresywną.

Nie zapominajmy, że fotografia, to gra zarówno światła, jak i cieni, których obecność jest tak samo ważna. Widać więc, że Oppo stawia tu na typowo smartfonową estetykę, czyli ma być jasno i wyraźnie.
Cena jaką przychodzi nam za to zapłacić jest taka, że zdjęcie gubi poczucie pierwszego i drugiego planu i wszystko staje się zdecydowanie bardziej wypłaszczone.

Przez takie mapowanie tonów obraz traci swój lokalny kontrast i odrealnia scenę. Na szczęście fotografując w trybie domyślnym, możemy wyłączyć optymalizator HDR. Ale to nie koniec.
Kiedy zaczynamy powiększać zdjęcia, pojawia się kolejna różnica, tym razem znacznie mniej oczywista. Mamy przecież w obu przypadkach tę samą fizyczną wielkość matrycy i 50 megapikseli.

Mimo to, po przekroczeniu pewnego progu powiększenia zdjęcia z Oppo zaczynają ujawniać artefakty, takie jak charakterystyczne ząbkowanie krawędzi i utrata drobnych detali.
To efekt bardziej konserwatywnego przetwarzania RAW.

W trybach 50 Mp Oppo częściej ogranicza liczbę łączonych klatek, polega na standardowym odtwarzaniu kolorów z pikseli czujnika oraz stosuje mocniejsze wyostrzanie.
Vivo idzie w drugą stronę. Jest znane z bardzo dopracowanego multi-frame fusion, czyli łączenia wielu klatek, ale w tym przypadku w większej ilości.

Dzięki temu skuteczniej odzyskuje detale po odszumianiu i stosuje subtelniejszy antyaliasing.
Efekt? Linie są czystsze, detale ostrzejsze, a obraz zachowuje naturalną strukturę pikseli, zamiast rozpadać się na „bloczki”. To szczególnie istotne, jeśli planujemy mocne kadrowanie lub większe wydruki.

W przypadku teleobiektywów różnice są mniejsze, a agresywność HDR jest znacznie lepiej kontrolowana.
Trzeba się naprawdę postarać, by zauważyć fragmentację pikseli, a ekspozycja nie sprawia już wrażenia sztucznie podbitej.

Nie wiem, jak Wy, ale ja w tej części testu zdecydowanie wolę surowsze, bardziej naturalne kadry z Vivo, zwłaszcza pod względem mikrokontrastu i czystości detali.
Przełączmy się teraz na standardowy tryb, w którym zapisujemy zdjęcia jako 12-megapikselowe pliki JPG.
Oppo oferuje również bardziej wydajny format HEIF. Tak czy inaczej, będziemy polegać na pełnym potencjale pikseli, które łączą się w grupy i dzięki temu stają się bardziej czułe na światło.
Obiektywy szerokokątne i tele – balans światła i szczegóły

Zestawiając ze sobą wyniki ultraszerokokątnych jednostek, możemy zobaczyć, że Oppo ponownie sięga po nieco mocniejszy HDR.
W trybie łączenia pikseli zachowuje jednak umiar i nie dopuszcza do głosu nerwowej, ultraoptymalizowanej obróbki, jak w przypadku pełnej rozdzielczości.
Dodatkowo widać, że stawia na nieco cieplejszą temperaturę barw. Vivo natomiast, w swoim charakterystycznym stylu, bardziej kontroluje lokalny kontrast, by nie dopuścić do dużych odchyleń.
Oczywiście zawsze można to skorygować, np. za pomocą punktu bieli. Co do zasady, oba zdjęcia reprezentują bardzo zbliżony poziom w kontekście surowej jakości.
W trybie nocnym powierzchowne wrażenie jest podobne, ale tu z kolei widać, że Oppo lepiej poradził sobie z interpretacją źródeł światła i zachował więcej detali na brzegach kadru.
Porównując wyniki z jednostek głównych możemy natknąć się na ciekawe zjawisko. Otóż, miałem to szczęście, że akurat wstawało słońce i trafiało z boku w obiektyw.
Byłem więc ciekaw jak wpłynie to na ewentualne flary i końcowe zdjęcie.
I tu widać, że specjalne powłoki sygnowane marką Zeiss zdecydowanie lepiej poradziły sobie z redukcją odbić, co z kolei przełożyło się na wyraźniejszy kontrast.
Sama jakość obrazu jest tu bardzo wyrównana i raczej trudno wskazać na jakiekolwiek istotne różnice poza wspomnianym kontrastem.
Tryb nocny również uznaję za wyrównany, choć tu widać delikatną różnicę w balansie bieli i to, że Oppo ponownie lepiej kontroluje źródła światła. Trudno tu jednak o jakiś większy spór.
Nie inaczej będzie w przypadku teleobiektywów za dnia. Wprawdzie Vivo ma nieco większą matrycę w teleobiektywie niż Oppo, zaś Oppo nadrabia zdecydowanie większym otworem przysłony.
Naturalna różnica będzie też wynikać z ekwiwalentów ogniskowych, gdzie Oppo oferuje trzykrotne powiększenie optyczne, zaś u Vivo jest to powiększenie odpowiadające 3.7.

Nie mniej, w dobrych warunkach oświetleniowych obie jednostki oferują podobne wyniki, nawet przy powiększeniu do wartości dziesięciokrotnej.
Po zmroku, tak jak można się było spodziewać, przewagę zyskuje Oppo, który w tym samym czasie może przekazać do matrycy większą porcję światła dzięki większemu otworowi przysłony.

Tu zdecydowanie więcej detali pozostaje naturalnych, a nie jest dziełem tego co zinterpretuje AI. Co ciekawe, przy dalszych powiększeniach rezon odzyskało Vivo.

W tym wypadku zdecydowanie lepiej zinterpretowało fragment ratusza, choć widać jak na dłoni, że podziwiamy tu głównie twórczość sztucznej inteligencji, która bardzo starannie odmalowała wszystkie linie.


Jest to o tyle sprzeczne z tym, co zwykle generuje Vivo, że aparat, który stawia na bardziej naturalne fotografie, ma zdecydowanie bardziej rozbuchany algorytm przy większych powiększeniach.
Czasami zabiera nam to efekt optyki, która walczyła do końca. W jej miejsce wstawiany jest idealnie wygładzony obraz, który niekiedy zaskakuje czytelnością, ale również odrealnia fragmenty kadru.


Jeśli chodzi o systemowe wsparcie dla kadrowania przy dużych powiększeniach, to tu sytuacja przechyla się na korzyść Vivo.
Gdy aplikacja wykryje jakiś obiekt, w tym wypadku ludzką twarz, bardzo dobrze stabilizuje kadr i pozwala na dość sprawne mikro korekty.
Natomiast gdy sami upatrzymy sobie konkretny element w kadrze, Vivo lepiej wyczuwa nasze intencje i poprawia precyzję kadrowania, gdy cały czas próbujemy wcelować w wybrany obiekt.


Oppo zaś przenosi każdy ruch ręką i przy tak dużych powiększeniach nie ułatwia nam zadania. Trzeba więc uzbroić się w cierpliwość.
Portrety, makro i selfie – sztuka detalu
Porównując portrety zrobione teleobiektywami, to zobaczymy, że główna różnica przebiega tu na ponownie na poziomie oprogramowania i tego jak zostanie potraktowany zakres dynamiki oraz punkt bieli.
Vivo ma ambicję by odtwarzać fakturę ludzkiej skóry w bardziej naturalny sposób redukując przy tym odbicia światła. Zupełnie jakby działał tutaj filtr polaryzacyjny.

Oppo zaś wyznaje zasada, że ai piękności nie szkodzi, więc nawet z wyłączonym efektem retuszu stosuje wygładzanie na czym cierpią detale.
Widać także lekkie przesunięcie kolorów w stronę chłodnego światła dziennego. Nie wiem jak wy, ale ja jestem bardziej za Vivo.

Realizowanie ujęć makro za pomocą teleobiektywów przebiega w obu przypadkach w sposób konwencjonalny, z drobnymi różnicami.
W Vivo widzimy podpowiedzi autofocusa, a w Oppo – wskazówki dotyczące rozmycia.

Co do zasady dysponujemy tu podobnym dystansem ostrzenia, a wygenerowane efekty na pierwszy rzut oka wydają się być porównywalne.
Mam jednak wrażenie, że Oppo, dzięki większej jasności obiektywu, będzie miało większą szansę zarejestrować więcej detali przy powiększaniu.

W obu przypadkach otrzymujemy piękne rozmycie tła i atrakcyjną, płytką głębię ostrości. Robienie zdjęć frontowym aparatem wspierają w obu smartfonach trzy dostępne pola widzenia.
W tej klasie sprzętu nie powinno dziwić, że dostępny jest również autofocus, dzięki czemu możemy ustawiać niestandardową odległość smartfona od sylwetki.

Vivo oferuje nawet symulację konkretnego efektu dla rozmycia tła w trybie portretowym.
Oczywiście obie aplikacje mają w swoim arsenale filtry retuszujące, symulację głębi ostrości, czy filtry kolorystyczne, więc jest w czym wybierać.


Efekt końcowy jest naprawdę zadowalający i oba smartfony proponują tu zbliżone wyniki.
Oppo ponownie podbija bardziej HDR przez co wyciąga więcej detali z cieni, ale sama jakość jest bardzo do siebie zbliżona.

Nie zauważyłem żadnych poważnych problemów przy symulowaniu głębi ostrości. Oprogramowanie dobrze interpretuje krawędzie pierwszego planu i nie napotkałem na swojej drodze pomyłek.
Oba smartfony oferują Video selfie, a także portret filmowy, co otwiera przed nami kolejne możliwości.
Muszę jednak przyznać, że bardziej przypadło mi do gustu rozwiązanie w Oppo, gdzie aplikacja nie rozdziela filmowania przednią kamerą na dwa osobne tryby.
W zasobniku oferuje ona kontrolę głębi ostrości, dzięki czemu uzyskamy zawsze spójnie wyglądający obraz.

W Vivo dwa tryby oznaczają dwa różnie wyglądające obrazki wyjściowe, ze względu na dodatkowe style do wyboru.
Ironią losu, zdecydowanie bardziej podoba mi się efekt uzyskiwany w portrecie filmowym, który daje bardziej naturalne rezultaty.

Gdybym jednak miał zdecydować, z którego smartfona video selfie podoba mi się bardziej, byłoby to zdecydowanie Oppo.
Wróćmy do tematu zmian ogniskowych, który w podglądzie pracował w poprawny sposób.


Kiedy rejestrujemy wideo i przełączamy się pomiędzy poszczególnymi jednostkami, zauważymy, że w przypadku Vivo nieco odstaje ultraszeroki kąt.
Dotyczy to głównie odtwarzania światła w prześwietlonych miejscach, gdzie niestety pojawiają się białe plamy, widoczne na elewacji.


Oppo zaś ujarzmia światło w całym zakresie ogniskowych, ale z kolei moje subiektywne wrażenie jest takie, że każdej zmianie towarzyszy większe rozedrganie i mało wyrafinowane przejście.
Sama jakość wideo jest wbrew pozorom porównywalna. Wyniki z głównych jednostek pokazują jedynie, w jaki sposób skalibrowano parametry obrazu, takie jak ostrość, kontrast czy poziom przejrzystości.
W tym wypadku faworyzuje to Oppo, które daje końcowo więcej detali, podczas gdy Vivo stawia na bardziej surowy i nieprzetworzony obraz z matrycy.
Stabilizacja głównych matryc daje bardzo zbliżone wyniki i trudno jednoznacznie wskazać przewagę jednego ze smartfonów. W trybie dodatkowej stabilizacji nieco lepiej radzi sobie Vivo.
Wynika to z faktu, że Vivo zmniejsza rozdzielczość obrazka, aby móc korygować programowo marginesy, podczas gdy Oppo nadal nagrywa w pełnym 4K.
Jednak nie przekłada się to na wyraźną poprawę jakości.
Werdykt końcowy – spektakl kontra realizm
Wbrew pozorom Oppo i Vivo podchodzą do fotografii w różny sposób, co najlepiej widać w ujęciach z głównych aparatów, kiedy przełączymy się na tryb pełnej rozdzielczości.
Oppo mocno podbija zakres dynamiczny i jasność sceny, przez co zdjęcia wyglądają efektownie, ale tracą naturalną głębię, lokalny kontrast i realistyczne przejścia tonalne.
Vivo stawia na bardziej zachowawcze, naturalne przetwarzanie — dzięki rozbudowanemu łączeniu klatek oferuje czystsze linie, mniej artefaktów oraz wyraźniejsze detale przy dużych powiększeniach.
W efekcie zdjęcia z Vivo zapewniają bardziej realistyczny odbiór sceny, choć Oppo bywa atrakcyjniejsze na pierwszy rzut oka.

I to jest ta główna oś dzieląca oba te smartfony. Trzeba jednak przyznać, że w codziennym fotografowaniu w trybie 12 megapikseli różnice te będą odczuwalnie mniejsze.
Mimo to Oppo zawsze wykazuje większą skłonność do mocniejszego HDR i nieco cieplejszej kolorystyki.

Również w podejściu do portretów robionych teleobiektywem Oppo częściej zdobywa przewagę ze względu na większy otwór przysłony, który w trudniejszych warunkach pozwala zachować więcej detali.
Vivo natomiast, tam gdzie nie może poradzić sobie optycznie, mocniej polega na algorytmach.
Wideo i selfie również pokazują dwie różne szkoły myślenia. Oppo daje jaśniejsze i bardziej dopracowane wizualnie selfie.
Zarówno w zdjęciach, jak i w filmach lepiej trzyma ekspozycję przy zmianach ogniskowych głównego systemu aparatów.

Vivo natomiast oferuje bardziej naturalny wygląd zdjęć oraz precyzyjniejsze kadrowanie przy dużych powiększeniach.
Ostatecznie oba telefony reprezentują bardzo wysoki poziom, a kiedy kurz opada po wszystkich testach, pozostaje wrażenie, że Oppo i Vivo nie rywalizują już tylko specyfikacją, lecz filozofią patrzenia na świat.
Jeden stawia na spektakl światła i koloru, drugi na autentyczność i subtelną pracę nad detalem.
Dlatego finalny werdykt nie zależy od tabelki parametrów, lecz od tego, czy bliżej nam do zdjęć „ładniejszych niż w rzeczywistości”, czy takich, które tę rzeczywistość chcą oddać jak najwierniej.
Jestem ciekaw waszych wrażeń i spostrzeżeń. Czekam więc na wasze komentarze. Tym filmem zamykam trylogię fotograficznych porównań w tym roku.
Wkrótce skupimy się bardziej na materii filmowej, ale zanim to nastąpi, czeka na nas jeszcze jeden silny reprezentant chińskiej sceny smartfonów. Do zobaczenia wkrótce.
Katarzyna
Wspaniały artykuł. Pomógł mi dokonać wyboru. Dziękuję
Katarzyna
Wspaniały artykuł. Pomógł mi dokonać wyboru. Dziękuję
Tomek
Dobry text. Niestety dalej nie wiem co wybrac i jeszcze xiaomi 17 ultra w podobnej cenie.