Recenzja OnePlus 15: ta premiera mocno nas podzieli
Ten tekst powstał na podstawie materiału wideo, który znajdziesz na naszym kanale YouTube. Zobacz film tutaj.
Numerologia kontra technologia – skąd ten OnePlus 15?
Na początek ciekawostka. Niektórym mogło to umknąć, ale tegoroczny OnePlus 15 zastępuje model 13. Skąd taka decyzja o pominięciu 14?
Otóż w kulturze chińskiej, skąd wywodzi się marka, liczba 4 brzmi podobnie do słowa oznaczającego śmierć.
Jest to na tyle silnie zakorzeniony przesąd, że przenosi się on na inne aspekty życia, takie jak numery pięter w budynkach, pokojów hotelowych czy miejsc w transporcie publicznym.
Zatem nie mogła być od tego wolna chińska elektronika. Zresztą nie pierwszy raz ma to miejsce w historii marki.

Przeskoczyliśmy wówczas z serii 3 na 5. Podobne zabiegi stosuje się również w Oppo, a także choćby w Vivo.
Przeskok numeracji to również doskonały pretekst, by zacząć nowy rozdział.
To także sposób, by dać sygnał odbiorcom, że produkt jest czymś więcej niż tylko kolejną następującą po sobie generacją, co zresztą sugeruje sam producent.
Osobiście nie podzielam tej opinii. Bliżej mi do stwierdzenia, że model 15 obiera zupełnie nową ścieżkę rozwoju. Z pewnością przysporzy mu to nowych fanów, ale ci dotychczasowi mogą poczuć się zawiedzeni.
Od indywidualisty do pragmatyka – droga od OnePlus 12 do 15

Sukces OnePlusa 12 okazał się jednocześnie błogosławieństwem i pewnego rodzaju klątwą.
To był kompletny, dojrzały flagowiec, który wyniósł markę na zupełnie nowy poziom dając nam świetny stosunek ceny do oferowanych możliwości.
Może i jego wygląd nie był dla każdego, ale z pewnością był jakiś i łączył świeże podejście do estetyki z poszanowaniem klasycznego wzornictwa.
Dostaliśmy choćby jadeitową zieleń inspirowaną naturą, zamkniętą w geometrycznej symetrii symbolizującej harmonię i pełnię - idealnie podkreśloną przez charakterystyczną wyspę aparatów.

Tę chińską filozofię „prosto, ale z charakterem” kontynuował później model 13, ale to właśnie dwunastka stała się kamieniem milowym i takim potężnym indywiduum w uniwersum smartfonów.
OnePlus 13 stanowi udaną, choć bezpieczną kontynuację, pozbawioną większych emocji.

Gdyby producent podtrzymał swoją dotychczasową iterację modeli, bliżej byłoby mu tu do 12T niż do urządzenia reprezentującego zupełnie nową generację.
Wspomniana symboliczna piętnastka musiała więc okazać się czymś więcej, niż tylko kolejnym liftingiem.

Z całą pewnością możemy uznać, że OnePlus 15 wprowadza nowe porządki, ale dość łatwo podzielić obawy tych, którzy twierdzą, że marka zgubiła po drodze ducha wyjątkowości.
Globalna unifikacja – jak OnePlus traci azjatycki charakter

Do tej pory podział wydawał się być prosty i ulokowany we właściwym kontekście.
Mamy zachodni minimalizm oznaczający, że im mniej, tym lepiej i wspomniany Chiński minimalizm, czyli prosto, ale z charakterem.

Kiedy więc weźmiemy w ręce tegorocznego OnePlusa możemy odnieść dość łatwe wrażenie, że jest to kolejny smartfon, który padł ofiarą globalnej unifikacji.
Zupełnie jakbyśmy uznali, że od teraz wszystko musi mieć wdzięk skandynawskiego, przytulnego mebla.
I choć mi samemu również bliżej do tej estetyki, to jednak ubolewam, że po drodze gubi się różnorodność na rynku.
Teraz możemy jej doświadczyć już tylko w samym sposobie wykonania urządzenia.

Część elementów pokryto powłoką ceramiczną, a tylny panel wykonano z lekkiego materiału kompozytowego opartego głównie na włóknie szklanym.
Cała reszta, to mniej lub bardziej iPhonowe tropy, gdzie ekran wita się z nami zaokrąglonymi narożnikami i płaską taflą szkła, a dalsze poruszanie się po systemie wywołuje silne uczucie déjà vu.
OxygenOS jako hołd dla iOS – strategiczny zwrot w stronę mainstreamu
Chiński koncern nie ukrywa, że jego ambicją jest wejście do światowej czołówki.
Widać to nie tylko po wyraźnie bardziej „zachodnim” projekcie samej bryły urządzenia, ale też po kierunku, w jakim rozwija się nakładka systemowa.

OxygenOS w obecnej formie to w gruncie rzeczy list miłosny do Apple.
Jest pełen inspiracji iOS-em, najlepszym przykładem jest tegoroczny motyw płynnego szkła, pojawiający się choćby podczas korzystania z czytnika linii papilarnych czy po podłączeniu telefonu do ładowarki.

Nie mogło także zabraknąć dynamicznej wyspy, znajomo wyglądającego centrum sterowania, płynnych animacji czy interfejsu dla przycisku funkcyjnego. Całość jest wyraźnie bardziej spójna.
To, co przypomina nam tu o Androidzie, to nieskrępowana personalizacja, więcej ustawień systemowych oraz funkcje takie jak pływające okna czy boczny panel sprzyjający wielozadaniowości.
Mamy tu też modny ostatnio inteligentny schowek o nazwie Mind Space. Podobne rozwiązanie kojarzę choćby z Nothing, gdzie występuje pod nazwą Essential Space.
Wszystko to zdaje się być pewną odpowiedzią na iPhone’owy dziennik.
Nie tyle chodzi tu o jego formę, co o ogólny zamysł, którego celem jest przywiązanie użytkownika do jednej aplikacji, gromadzącej informacje, których nie da się w prosty sposób przenieść na inny telefon.
Znika również charakterystyczny dla marki trzystopniowy suwak ściszania, podobnie jak sygnatura Hasselblada.

Wbrew obiegowej opinii współpraca z legendarną marką fotograficzną nie była wyłącznie chwytem marketingowym. Tym razem jednak OnePlus zdecydował się pójść w kierunku autorskiego silnika obrazowania.
Do tego dochodzą świadome cięcia kosztów jak choćby ekran o niższej rozdzielczości, czy tańsze podzespoły aparatów, które pozwoliły obniżyć cenę urządzenia i to w sposób zauważalny nawet na polskim rynku.
Wszystko to sprawia, że tegoroczny model wyraźnie odcina się od dotychczasowej tożsamości marki. Zamiast smartfona skrojonego pod gusta fanów „chińskiej finezji”, otrzymujemy typowy produkt eksportowy.
Został zaprojektowany nie jako ciekawa alternatywa, lecz jako kolejny element tego samego „garnituru” smartfonów, w którym to cena i oferta premierowa mają przyciągnąć klienta.
Wydajność kontra fotografia – największy dylemat OnePlus 15
Wypada jednak odnotować, że OnePlus nadal gra tu mocnymi kartami.
Oferuje wysoki standard odporności IP69, nowy procesor Snapdragon, dużą pojemność baterii z szybkim ładowaniem oraz ekran z odświeżaniem 165 Hz - na razie obsługiwany jest tylko przez kilka tytułów gier.
Dodatkowo urządzenie ma próbkowanie dotyku do 3200 Hz, pamięć UFS 4.1, a podstawowa wersja telefonu wyposażona jest w 12 GB pamięci RAM w najwyższym obecnie standardzie dla tych modułów.
Wszystko to w kwocie startowej wynoszącej 4 tysiące złotych brzmi jak dobra obietnica i z pewnością dla wielu będzie ona w zupełności wystarczająca.
To co jednak stanowi tu wyraźną blokadę, to dwie najczęściej pojawiające się informacje, które w obiegowej opinii stanowią największą oś podziału wśród odbiorców.
Mowa tu o nienajlepszym zarządzaniu ciepłem i systemie aparatów, który, przynajmniej według specyfikacji, stanowi wyraźny regres względem poprzednich modeli.
W przypadku kultury pracy procesora trudno zabrać jednoznaczny głos. Testy syntetyczne wskazują jednak, że urządzenie potrafi osiągać wyższe temperatury pod pełnym obciążeniem.
Nie jest to zresztą zaskoczeniem przy obecnych, bardzo wydajnych rdzeniach i agresywnej konfiguracji energetycznej.
Jednak w praktyce, podczas zwykłego użytkowania, ani razu nie zdarzyło mi się, by telefon stał się niekomfortowo ciepły w dłoni.
Nawet podczas wstępnej synchronizacji, kiedy urządzenie pobierało dane z poprzedniego telefonu, instalowało aplikacje i indeksowało multimedia jednocześnie.
Nie mniej mam z tyłu głowy to, że spędzenie z tym telefonem zaledwie tygodnia nie będzie nazbyt miarodajne w kontekście długofalowego throttlingu czy stabilności termicznej.
Finalny werdykt wydadzą jak zawsze końcowi użytkownicy, szczególnie ci, którzy przejdą przez kolejne pakiety aktualizacji w przyszłości.
Sprawy również nie ułatwia fakt, że od dłuższego czasu korzystam ze smartfona w zdecydowanie bardziej oszczędny sposób niż kiedyś, skupiając się głównie na elementarnych zadaniach.
Jedyny obszar flagowca, który realnie wykorzystuję, to system aparatów. Patrząc na sprawy z dystansu, trudno oprzeć się wrażeniu, że producent podjął odważną decyzję w kwestii aparatów.
Mamy już za sobą czasy, kiedy w trakcie konferencji produktowej właściwie prześlizgiwano się po temacie fotografii. Nierzadko stanowiła ona jedynie przecinek w trakcie całej prezentacji.
Dziś fotografia mobilna posiada własny oddzielny segment i często stanowi również główny wątek marketingowy.
Tu zaś w dość oczywisty sposób przeniesiono środek ciężkości na funkcje AI oraz wydajność procesora i baterii.
Fotografię opisuje jedynie nowy autorski silnik DetailMax, zaś arsenał dumnie brzmiących aparatów zasilają tym razem mniejsze sensory wraz z mniejszymi otworami przysłon w obiektywach.
To nie brzmi dobrze, szczególnie że OnePlus zawsze pozycjonował się bardziej jako flagowiec dla geeków skupionych na ogólnej wydajności, a nie typowy fotosmartfon.
Zresztą historia tych urządzeń jest pod tym względem nierówna. Choć miewały one momenty triumfu, to jednak z jakiegoś powodu utrwalił się ich wizerunek telefonów ze średnim aparatem.
Trudno było o spójną i jakościową pracę wszystkich jednostek.
OnePlus 15 daje nam oczywiście tę podstawową wszechstronność związaną z fotografią, ale nic ponad to i to trzeba sobie jasno powiedzieć.
To charakterystyczny wzorzec znany choćby z Samsunga, który również praktykuje oszczędne podejście do podzespołów aparatów, zwłaszcza w podstawowej serii S.
Z tą jednak różnicą, że OnePlus nie posiada swojego odpowiednika Pro, czy Ultra by zaspokoić apetyty tych bardziej wymagających użytkowników.
Tu ponownie otrzymujemy jedynie niezbędne minimum, które wciąż mieści się w definicji flagowego modelu.
Z tą jednak różnicą, że postawiono na tańsze sensory i optykę.
Utrzymanie poziomu zdjęć z poprzedniego roku ma zapewnić procesor i silnik obrazowania.
Słuszny zdaje się być także trop, że chiński koncern coraz wyraźniej dzieli swoje marki według konkretnych grup odbiorców i tymi mocniej zorientowanymi na fotografię markami będą Oppo i Vivo.
Energia, pragmatyzm i utracona tożsamość – końcowy obraz OnePlus 15
Ja zaś dałem się ponieść czystej przyjemności, jaką daje sama fotografia. Szczególnie że mam za sobą trzy dość wymagające recenzje pod kątem możliwości fotograficznych.
Zwykły spacer i niezobowiązujące pstrykanie w trakcie zwiedzania Lombardii były dla mnie wytchnieniem i czystą przyjemnością.
No i nie ukrywam, że mam słabość do znaków wodnych w chińskich smartfonach.
Nie wiem, czy podzielicie moje zdanie, ale jest coś urzekającego w tym jak zamkniemy kadr w ramce i skupimy się na ogólnej kompozycji, a nie będziemy studiować pojedynczych pikseli.
To co stanowi tu chyba najjaśniejszy punkt, to po raz kolejny przesunięte granice wydajności baterii.
Imponujące 7300 mAh przełożyło się w moim przypadku na rekordowe trzy pełne dni i wynik ten osiągnąłem dwukrotnie.

Wprawdzie, tak jak podkreśliłem, nie sięgam zbyt często po telefon i staram się unikać niepotrzebnych pożeraczy czasu.
Jednak gdy już zaczynam robić zdjęcia, nie znam umiaru, i zwykle telefon pozostaje cały czas włączony wraz z aktywną aplikacją aparatu.

Będąc w tym czasie głównie w podróży, częściej korzystałem z połączenia LTE i 5G niż z Wi-Fi.
Nie żałowałem sobie też jasności ekranu ani stale włączonego trybu Always On Display. Dodam jeszcze, że profil baterii miałem cały czas ustawiony na tryb równowagi.


Kiedy dodam do tego świadomość, że przywrócenie większości energii zajmuje kilkanaście minut, czuję spory komfort.
Telefon w trybie gotowości wykazuje mały apetyt na prąd, co czyni go bardziej przewidywalnym i pewnym, gdy mając ostatnie procenty baterii możemy wykonać jeszcze jakąś dłuższą czynność.
Szkoda jedynie, że ponownie do Europejskiej dystrubucji trafiły już wyłącznie zestawy bez specjalnej, w tym wypadku 120 watowej ładowarki w środku. Ta jest dostępna osobno.
Przeszłość OnePlusa rzuca długi cień na tegoroczny model, co sprawia, że trudno traktować go jako naturalną kontynuację dotychczasowego dziedzictwa marki.
W mojej ocenie obserwujemy nie tyle ewolucję, ile pełną redefinicję tożsamości OnePlusa i trudno spodziewać się tu powtórki sukcesu z czasów świetnie przyjętej „dwunastki”.
O ile model 13 umocnił wcześniej obrany, obiecujący kierunek, tak OnePlus 15 wyraźnie sygnalizuje zmianę filozofii i próbę ustanowienia nowych porządków.

Najmocniej czuć to w obszarze designu, gdzie postawiono na daleko idącą unifikację.
OnePlus 15 traci sporą część estetycznego indywidualizmu i coraz bardziej zbliża się do wzorców dominujących na zachodnim rynku. Jest minimalistyczny, wygładzony i bardzo bezpieczny stylistycznie.

Zamiast śmiałych, rozpoznawalnych form dostajemy urządzenie, które wizualnie może uchodzić za kolejną, mniej lub bardziej subtelną aluzję do iPhone’a.
Tendencja ta jest szczególnie widoczna w obecnym wydaniu OxygenOS, które zatraciło dawny charakter odrębności.

Choć koniec końców to bardzo udana nakładka, trudno oprzeć się wrażeniu, że wdzięczy się ze wszystkich sił w stronę potencjalnego klienta szukającego alternatywy dla iOS w świecie Androida.
Częścią tych zmian okazała się być również próba kontroli kosztów, aby utrzymać atrakcyjną cenę wyjściową. Nie oznacza to jednak, że OnePlus 15 jest krokiem wstecz w każdym aspekcie.
Wręcz przeciwnie. Imponuje znakomitym czasem pracy na baterii, wysoką wydajnością oraz ogólną kulturą działania.
Problem w tym, że największa krytyka koncentruje się wokół dwóch kluczowych sfer: jakości zdjęć oraz potencjalnego throttlingu podczas dłuższego obciążenia.
Aparaty wypadają poprawnie, lecz nic ponad to, a producent zdaje się akceptować ten kompromis, niejako kierując bardziej wymagających fotograficznie użytkowników w stronę Oppo i Vivo.
W konsekwencji OnePlus 15 jawi się jako flagowiec do bólu pragmatyczny i przy tym uczciwie wyceniony, ale jednocześnie pozbawiony wcześniejszej iskry indywidualności.
To telefon idealny dla osób stawiających na wydajność, czas pracy i korzystną kwotę startową.
Jednak dla użytkowników, którzy pokochali markę za jej projektową odrębność i unikalne funkcje, tegoroczna odsłona może być sygnałem o głębokiej globalizacji. To nadal bardzo kompetentny flagowiec.

Pytanie tylko, czy jeszcze reprezentuje markę OnePlus.
M
Który telefon lepiej kupić OnePlus 15 czy jakiś Oppo?
J
W kwestii fotografiinie zgodzę się, być może sensory są grosze ale soft to nadrabia. Zdjęcia dzienne z obiektywu głównego i tele sztos, szeroki kąt jest natomiast słaby. Nocne też nie najgorzej. Jest wiele porównań zdjeć i absolutnie nie odstają od innych w trybie standardowym (99% fotek) natomiast przyznaje OP15 nie potrafi w stabilizację video jest dramatyczna.